Choć na usta (z francuskiego la bouche) cisną się słowa piosenki o słodkich snach, to nie zespołowi popularnemu w latach 90. nasze siedlisko zawdzięcza swoją nazwę. Historia prowadzi najpierw do XVII-wiecznej Francji. To z niej uciekł wtedy przed religijnym prześladowaniem pradziad Gottlieba Labuscha. Schronienie znalazł na ziemiach Prus Wschodnich. W roku 1860 na świat przyszedł Gottlieb, po polsku Bogumił Labusz, kluczowa postać tej opowieści. Po latach nazwano go mazurskim generałem, bo całe swoje życie poświęcił walce o polskość regionu. Bronił praw mazurskich chłopów, zakładał czytelnie, kółka rolnicze, gazety i funkcjonujący do dzisiaj bank. A mieszkał we wsi o nazwie Hozembark. Nadaremno szukać jej na współczesnych mapach. Oddając cześć generałowi, przemianowano ją po II wojnie światowej na Labuszewo. Nie tak dużo później, mały rozdział labuszewskiej historii zaczęliśmy zapisywać i my. Podjętą misję znalezienia kawałka ziemi do sadzenia iglaków, zakończyliśmy na bujnej łące. Leży mniej więcej pośrodku między Olsztynem a Mrągowem. Kupiliśmy ją wraz z domem z 1902 roku, z którym los nie obszedł się łaskawie. Potraktowany z czułością, stał się przytulną kryjówką, którą zapragnęliśmy się podzielić.
Na początku czeka na Was wyzwanie. Domu z drogi niemal nie widać i trzeba wypatrzeć go wśród krzewów i drzew. Kiedy jednak dotrzecie na miejsce, nie będą na Was czekać już żadne próby sił. Wszystko, co tu mamy, widoczne jest jak na dłoni: bezkresna łąka do stąpania po niej boso, torfowy staw z pomostem do zachwytów naturą, ganek do przeciągających się głęboko w noc biesiad. I dom, dla dwojga, czworga lub sześciorga bliskich sobie osób. Z wielu miejsc można patrzeć tu wspólnie w tym samym kierunku. Nie jest to jednak sina dal, lecz w sezonowych kolorach łąki.
We wnętrzach domu z 1902 roku, położonego w kolonii wsi Labuszewo. Stoi w otoczeniu zieleni i skryty jest tak bardzo, że z drogi niemal go nie widać. Po prostu trzeba wiedzieć, że tu jest, aby go znaleźć. Stoi na łąkach, których mamy tu 7000 m² (działka nie jest ogrodzona). Gdzie okiem sięgnąć, jest tu tylko zieleń. Otacza nas jeszcze więcej łąk i pola uprawne, na których czasem pojawia się traktor.
Zanim dom trafił w nasze ręce, częściowo stracił swój dawny blask. A wiemy, że kiedyś stanowił część 13-hektarowego gospodarstwa, z którego dziś został on i stojąca na przeciwko, urokliwa obora. Częściowo udało się nam przywrócić jego dawny charakter, wykorzystując historyczne elementy, nowymi nawiązując do tych dawnych i stawiając na własnoręcznie wykonaną stolarkę.
Dom ma 80 m² i kryje w sobie:
– sypialnię z podwójnym łóżkiem,
– sypialnię z dwoma pojedynczymi łóżkami,
– salon z rozkładanym narożnikiem i kominkiem, połączony z aneksem kuchennym i jadalnią,
– łazienkę z wanną z widokiem na łąki,
– duży ganek ze stołem i szerokimi ławami.
Dużo przytulnych dodatków, ceramiki z dawnych lat i świec do rozpalania wieczorami.
W domu spać może 6 osób, w tym dwie na rozkładanym narożniku w salonie.
Zależało nam na przywróceniu mazurskiego charakteru tego domu w oparciu o tutejsze, znalezione np. w oborze materiały. Udało się odtworzyć wróblówki, stare deski i cegły z rozebranej stodoły przerobiliśmy na mur pruski w sypialni. Korzystaliśmy z tego, co jest, by nawiązać do dawnego wyglądu wnętrza, odtwarzając lub stylizując je na wzór dawnych rozwiązań.
W zasięgu wzroku nie mamy sąsiadów, ich domy zasłaniają drzewa (w linii prostej do najbliższego sąsiada jest ok. 100 m). Ostatnie 1500 metrów dojeżdża się do nas polną drogą. To wszystko sprawia, że jesteśmy idealną mazurską kryjówką dla tych, którzy szukają kojącej ciszy. Pozostajemy na przeciwnym biegunie do turystycznego klimatu większych mazurskich miejscowości.
Będąc tutaj, lubimy celebrować posiłki. Choćby były najprostsze, lubimy podawać je w towarzystwie polnych kwiatów i rozpalonych świeczek. W kuchni stoi oryginalny, stary kredens, w którym zebraliśmy dla Was sporą kolekcję różnych naczyń, aby każdy posiłek mógł stać się powodem do świętowania. Serwować możecie przy stole w jadalni lub na ganku, ciesząc się widokiem na naturę.
Przygotowaliśmy dla Was aneks kuchenny ze wszystkim, co może się do gotowania przydać. A także grilla i miejsce na ognisko, które odpalać można w ramach zacieśniania więzi.
Mamy tu pofalowany krajobraz morenowy, ozdobiony łąkami, poprzetykany polami i w bliskości lasów. Samo otoczenie jest wyjątkowo kojące, można się w nim zatopić i przez cały pobyt pozostawać w bliskości z naturą. Często jak już się do nas trafi, zupełnie się nie chce stąd ruszać. Wcale się tej niechęci nie dziwimy, bo zachwyt tym miejscem, który sami odczuwamy, sprawił, że zapragnęliśmy się nim podzielić. A miejsca mamy pod dostatkiem, bo 7000 m². W tym łąkę i własny torfowy staw. Można nad nim spotkać krowy – uciekinierki, które wpadają do nas z pola sąsiada, napić się wody. Jakiś kilometr za naszym domem przebiega granica Warmii i Mazur.
Można tu śmiało:
– zanurzyć ciało we wspomnianym torfowym stawie, jeśli lubi się uroki torfowiska – woda jest aksamitna, ale trochę brudzi skórę, za to ma walory lecznicze i działa odprężająco (nad stawem jest duży pomost),
– bujać się w hamaku i pozwolić myślom bujać w obłokach,
– czytać książki na leżaku,
– praktykować jogę na trawie,
– medytować lub pić kawę na pomoście nad stawem,
– wieczorami grzać się przy kominku, siedząc pod kocem w przytulnym wnętrzu starego domu,
– cieszyć się wspólnym czasem przy kolacjach na ganku i wieczornych ogniskach,
– napawać widokiem gwiazd w przestrzeni, w której o zmroku brak jest silnych źródeł światła.
Jeśli jednak postanowicie wyruszyć w nieznane, okolica ma wiele do zaoferowania. Po tej najbliższej i nieco dalszej można szwendać się godzinami, nie spotkawszy innego człowieka. Trafić można za to na łosie, sarny i koziołki. We wrześniu słychać odbywające się w okolicznych lasach, rykowisko.
Do jeziora Rasząg są niecałe 3 km łąkami, 4 km, gdy zdecydujecie się pójść ulicą. Znajduje się tam pomost z plażą i wypożyczalnia sprzętu. Nieco dalej (ok. 7 km) znajduje się jezioro Rzeckie.
Na terenie dawnego jeziora Dymer, które zostało osuszone, znajduje się rozlewisko Łąki Dymerskie, kompleks porośniętych trzciną łąk, które zamieniły się teraz w bagna, o powierzchni 300 ha. To użytek ekologiczny, który znajduje się ok. 900 m w linii prostej od domu. Mieszka tam ponad 100 gatunków ptaków, w tym bardzo rzadkie egzemplarze. Żurawie przelatują nad głowami bardzo często (na rozlewisku znajduje się zlotowisko tych ptaków), raz wypatrzyłem orła bielika, który przysiadł na brzozie obok domu.
Okolica, choć pełna pagórków i momentami wymagająca, obsiana jest trasami na dwa kółka. Trasa rowerowa prowadzącą ze Szczytna do Dźwierzut ma 23 km długości i 2 m szerokości. Można też wybrać się na przejażdżkę dawnym kolejowym torowiskiem prowadzącym przez lasy, pola i wąwozy, o długości ponad 30 km. Swoje trasy ma pobliski Pasym, Nadleśnictwo Wielbark, mamy tu też ścieżki MTB dla rowerów górskich, szukajcie ich pod hasłem: Szczytno MTB Trails.
Do urokliwego Biskupca mieć będziecie niecałe 10 km. A tam gotycki układ przestrzenny miasta pamiętającego średniowiecze, kościół w wieżą widokową i największa kolekcja aparatów w Polsce w Domu Pracy Twórczej Sorboma.
Dla miłośników sztuki galeria Vita w Jezioranach, gdzie podziwiać: malarstwo, tkaniny, ceramikę, a nawet meble z Warmii i Mazur. To miejsce do zakupu książek, map i pamiątek oraz napicia się kawy. W sezonie letnim galeria uczestniczy w eko targu na rynku w Jezioranach i organizuje tam liczne wydarzenia (targ odbywa się od maja do września w każdą sobotę). Pasym i bliższe nam Dźwierzuty od czerwca do sierpnia zapraszają na koncerty w ramach Pasymskich Koncertów Muzyki Organowej i Kameralnej.
Tumiany, tę nazwę zapamiętajcie, jeśli zamarzy się Wam spływ kajakiem. Na tamtejszym kempingu możecie wypożyczyć sprzęt na wyprawę. Spływać możecie okolicznymi jeziorami i rzekami, a trasy dobrać do stopnia trudności.
Kawałek dalej (50 km od nas) w Rusi możecie w sezonie pojeździć na nartach na stoku narciarskim Kartasiówka.