Nie lubiliśmy Mazowsza. Mazurom, Warmii, Pomorzu i Dolnemu Śląskowi zazdrościliśmy poniemieckiej zabudowy. Podlasiu - małej gęstości zaludnienia, architektury drewnianej i okiennic. Szukaliśmy dla siebie siedliska z domem do odratowania, takiego na odludziu i w bliskości rzeki. Bo jedno z nas kocha najbardziej z tego, co polskie, nasze dzikie rzeki. Zależało nam na możliwości szybkich wypadów z Warszawy i to przesądziło o eksplorowaniu okolic najbliższych Warszawie. Z pozycji gravela i perspektywy bocznych dróg zaczęliśmy dostrzegać uroki tej krainy i stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. A w międzyczasie pojawił się on. Domek z końca lat 70. Nie siedlisko, ale przykład zabudowy letniskowej PRL-u, ulokowanej w pasie od lasu po Bug. Przybyliśmy tu zimą i było tu wszystko: las, dzika rzeka i brak ludzi.
Ten dom, jak na prawdziwe peerelowskie letnisko przystało, służy do wypoczywania. Wzbudził w nas nostalgię za czasami, w których wszyscy byliśmy młodsi - jak pisał Marcin Wojdak o peerelowskich ośrodkach wczasowych. Jeździliśmy na tanie wczasy oferujące niewysublimowane, ale wyborne rozrywki: hasanie po łące i lesie, obserwowanie ptaków, zbieranie jagód. Wieczory wypełnione rozgrywkami w planszówki i karty oraz czytaniem książek. Z zapachem drewna i najlepszym na świecie trzaskaniem gałązek palących się w kozie w tle. Wszystko było nieidealne i idealne zarazem. Tak właśnie czujemy się w tym domu z nostalgiczną aurą. Lubimy spójność, więc stopniowo urządzamy go w jego macierzystym stylu - letniska z lat 70.-80. Trochę fajansu, cepelii, sosnowego drewna tutejszych lasów, polskiego lnu. Bez nadmiaru, w połączeniu ze współczesnością, bo lubimy też wygodę, ale nie przepadamy za przesadą. Dlatego uciechy są tu proste: wspólne gotowanie, spacery nad rzekę z kubkiem kawy, bliskość, obfitość natury i niespieszność.
Polubiliśmy Mazowsze. Polubcie je z nami.
Jesteśmy nad Bugiem, godzinę drogi z Warszawy. Tu, na mazowieckich piaskach stoi dom z urokiem dawnego letniska.
Na piętrze są dwie sypialnie, mniejsza i większa – w każdej z nich jest podwójne łóżko. Część większej ekipy niż czteroosobowa, może skorzystać z rozkładanej kanapy w salonie. W razie potrzeby mamy również dodatkowy materac. Dom otacza ponad 1500-metrowa działka, przylegająca bezpośrednio do lasu.
Parter to przestronny salon z oknami na trzy strony świata, duża kuchnia, jasna kuchnia z wyjściem na taras i toaleta. Łazienkę z wanną i możliwością wzięcia prysznica znajdziecie ukrytą w przyziemiu. Jak na prawdziwe peerelowskie letnisko przystało, ten dom służy do wypoczywania. Jego sercem jest wygodna, bakłażanowa kanapa, naprzeciwko której stoi amerykańska koza marki Dutchwest, własnoręcznie odrestaurowana. Można w niej napalić w chłodne lub ponure dni (dom jest także ogrzewany centralnie, bezobsługowo).
Króluje tu nasza ulubiona letniskowa stylistyka lat od 60. po 80., stanowiąca nawiązanie do pochodzenia i architektury naszego domku, a także do otoczenia starych (w dużej mierze nieczynnych) ośrodków wczasowych i ich nostalgicznego uroku. Lubimy fajans, zwłaszcza włocławski, wygrzebany z rodzinnych strychów i piwnic i na lokalnych grupach sprzedażowych. Lubimy też polski (choć nie tylko) design z lat 50-70. Mamy kilimy od mamy, fajansowy żyrandol w kuchni, fotele Bolki produkowane dla IKEA w latach 80., na antresoli cepeliowski kilim w tulipany, a w większej sypialni na ścianie "Niedźwiedzia" Jagny Wróblewskiej i plakat z wiewiórką, sfotografowaną przez Włodzimierza Puchalskiego. Patronuje temu domowi Matka Boska Otwartych Klatek z Jasielskiej Pracowni Ikon. Resztę zbiorów obejrzycie po przyjeździe.
Dom jest skrajny w rzędzie ośmiu identycznych brył z końca lat 70. i przylega bezpośrednio do sosnowego lasu z jednej strony i pola z drugiej. Przygotujcie się na to, że w sezonie jesienno-zimowym będziecie w głębi lasu zupełnie sami. Dojeżdża się do nas przez duży las, częściowo szutrową drogą. Dom ma kilkadziesiąt lat i zarówno na zewnątrz, jak i we wnętrzu, zachował wiele elementów pierwotnego wykończenia – chcemy, żeby tak zostało. Oprócz nas i Was mieszkają w nim pająki, tynk jest bardziej chropowaty niż w naszych dzisiejszych domach, schody są omszałe, a na elewacji od zachodniego słońca łuszczy się farba – tak tu jest, możecie polubić ten nostalgiczny urok z nami. Urok vintage, nie retro.
Nasz dom świetnie nadaje się do gotowania i celebrowania posiłków. Na wczasach, jakie pamiętamy z dzieciństwa, wszystko robiło się samemu. Kuchnia w domu jest duża, jasna i dobrze wyposażona. Stoły są w kuchni, w salonie, na tarasie i w ogrodzie. Można upiec placek z jagodami uzbieranymi 50 metrów od domu (w wyposażeniu są piekarnik i mikser), pieczeń w żeliwnym garnku (który także jest w domu i sprawdziliśmy, że caponata wychodzi w nim doskonała), utrzeć hummus (jest blender) albo po prostu posadzić jajko, ugrillować cokolwiek na patelni albo na tarasie. Wyjdziecie na niego bezpośrednio z kuchni - w sezonie jest naszą podstawową jadalnią. Można też wrzucić ziemniaki do ogniska.
Mamy obrusy vintage z naturalnych tkanin, fajanse i emalie do serwowania oraz tułowickie kubki z baru mlecznego. Takie, w jakich piliśmy kakao, gdy jeszcze się je pijało 20 i 30 lat temu. Kawę można zaparzyć w kawiarce, żółciutkim retro ekspresie przelewowym albo celebrować ręczne metody przelewowe (jest ręczny młynek, dripper, filtry, serwer). Zachęcamy do jej picia nad rzeką, dojdziecie nad nią w trzy minuty, a napar od razu nabierze lepszego aromatu.
W ogrodzie posadziliśmy dla Was zioła, które sezonowo się zmieniają. Bywa mięta, tymianek, bazylia, rozmaryn, oregano, lubczyk.
Możecie odwiedzić piątkowy targ w Wyszkowie lub sobotni w Serocku. Szepniemy Wam na ucho, gdzie kupicie najpyszniejszy kozi twaróg. Od nas można się poń wybrać rowerem i przy okazji poznać szczęśliwe kozy, którym się go zawdzięcza. Wszystkie mają imiona!
Zieleń, kwiaty, rzeka, las. Czy do odpoczynku potrzebne jest coś więcej? Chcemy, żeby Wam się tu miło nic nie robiło, odpoczywało w naturze, niespiesznie i bez żadnej presji. Aktywnie nic nie robić można:
– spacerując po dużym sosnowym lesie albo wielkich nadbużańskich łąkach rozlewiskowych (przydają się kalosze!),
– obserwując ptaki,
– jeżdżąc rowerami (zabierzcie je ze sobą!) wzdłuż rzeki i po ser kozi do niedalekiego zaprzyjaźnionego gospodarstwa,
– zimą celebrując wspólne gotowanie w dużej jasnej kuchni z widokiem na drzewa,
– paląc w kozie,
– czytając na kanapie, leżaku, w hamaku albo na dużej huśtawce w ogrodzie (mamy dobrze zaopatrzoną w literaturę współczesną biblioteczkę, a i reportaż też się jakiś znajdzie, trochę książek o ptakach i klasyków dla dzieci),
– układając puzzle i grając w planszówki,
– rozpalając ognisko na posesji albo nad rzeką.
dom
W salonie znajduje się stół na 6 osób, przy którym zapewniamy rozrywki analogowe – gra się tu w hity swojskie i z Zachodu: Carcasonne, Capital, Tajniaków (planszówkowy zestaw przyrasta systematycznie) i kanastę albo brydża, gdzie układamy puzzle (np. "Harmonię w kolorze czerwonym" Matisse'a) i główkujemy nad Scrabble i szachami. Latem przenosimy się na taras i do ogrodu z huśtawką i leżakami, gdzie emocji możecie sobie dostarczyć grą w boule i badmintona.
rzeka
Najważniejsza tu jest rzeka. Dziki, szalony dolny Bug w odległości trzech minut spacerem. 200 metrów od domu wpada do niego strumień rozlany po okolicznych łąkach. Bug, który kochamy od zawsze. O każdej porze dnia i roku – jak w malarstwie Stanisława Baja. Nam wystarczy patrzeć, ale Wy możecie też łowić czy zrobić piknik. Albo wypożyczyć łódkę na Zalewie Serockim. Tam, gdzie Bug i Narew stają się jednym.
las
Opowiemy Wam o najlepszych szlakach spacerowych i rowerowych, podrzucimy mapkę z trasą do opuszczonej leśniczówki i wskażemy, gdzie najczęściej chadzają łosie.
łąka
A dokładnie łęg rozlewiskowy Bugu, gdzie rośnie dąb kształtem rozłożystej korony przypominający człowieka. Uwielbiamy ten moment, kiedy wody rzeki opadają na tyle, byśmy po zimie odzyskali łąkę. W maju natomiast jest naprawdę niesamowita. Ze spaceru po łąkach nigdy nie wraca się z pustymi rękoma, zawsze ma się w nich kwiaty.
ptaki
Jednym z naszych najulubieńszych bogactw naturalnych okolicy jest ptactwo nadbużańskich rozlewisk. Czasami podglądamy, a niektóre gatunki nas odwiedzają. Bażanty były pierwszymi ptakami, które tu spotkaliśmy. Decyzję o kupnie domu potwierdziliśmy wczesną wiosną, kiedy piękne samce i skromne samice regularnie przechadzały się za płotem w poszukiwaniu pokarmu. W sezonie letnim przenoszą się dalej od domostw, ale wczesnym rankiem po polu kicają zające. Mamy starą lornetkę, która pozwoli Wam odróżnić dzwońca od kapturki. Ten pierwszy notorycznie wlatuje nam do kuchni.
Możemy zorganizować Wam spacer ornitologiczno-przyrodniczy po tutejszych łąkach - znamy prawdziwych pasjonatów tutejszych bogactw.
muzyka
Tu odpoczywamy od Netflixa, ale nie umieliśmy zrezygnować z muzyki. Dobrze jej się tu słucha. W domu czeka dobry głośnik. Z pobytem u nas dobrze komponuje się seria albumów: For The Birds: The Birdsong Project. My uwielbiamy jej odsłonę klasyczną, ale niech każdy odpoczywa z tym, co lubi najbardziej.
zima
Kochamy tu również, a może przede wszystkim, zimę. Za spokój. Wtedy jesteśmy tu całkiem sami. Wam też to polecamy.
Dla dzieci jak i dorosłych polecamy eksplorowanie - chętnie zorganizujemy Wam spacer ornitologiczno-przyrodniczy z prawdziwymi pasjonatami. Dolina Bugu to królestwo ptaków.
A co dla pracujących i chillujących?
Można zasiąść z laptopem przy stole w salonie, na tarasie albo uciec do sypialni, gdzie jest spore biurko, monitor i spokój. Towarzystwo ptaków, wiewiórek i niedźwiedzi – tylko na obrazkach ulubionych artystów. Tylko świergot ptaków jest realny i nieustępliwy – uprzedzamy! Internet działa bez zarzutu. Jesteśmy nieco ponad godzinę drogi od Warszawy, więc w razie czego można szybko wyskoczyć na spotkanie biznesowe.