Wieki temu przez te ziemie przemaszerowali Osmanowie, zostawiając po sobie nasiona czarnej morwy. Dziś siedzicie na tarasie w słowackich Devičanach, na południowych zboczach potężnego, uśpionego Stratowulkanu Szczawnickiego. W powietrzu czuć zapach palonego drewna, a na języku cierpki smak owoców zerwanych z 300-letnich drzew. Tutejsza morwa niemal rozpada się w dłoniach, a jej świeżość to przywilej tych, którzy zjawią się tu osobiście.
Wulkaniczna ziemia nie bierze tu jeńców. Warzywa z dawnego krateru mają niesamowicie skoncentrowany smak, a wina z regionu Tekov zyskują nieszablonowy, słono-metaliczny posmak. Właśnie w takim nieoczywistym krajobrazie ukryta jest Chata Prandorf – nasz dom na andezytowej skale, w którym wygodnie ugościmy 8 osób. Jeżeli szukacie miejsca, w którym czas liczy się w dojrzewających owocach i potraficie docenić wulkaniczne wino pite na uboczu – to jest to adres dla Was.
Po zachodzie słońca naturalnym centrum dowodzenia staje się salon ze skórzaną kanapą, 2 fotelami i kominkiem. Zgodnie z naszą filozofią nie uświadczycie tu telewizora. Zamiast tego odpalcie projektor – u nas chłonie się z rozmachem dobre historie, a nie wieczorne serwisy informacyjne.
Wulkaniczne wino najprzyjemniej pije się przy wspólnym stole dla 8 osób. Kuchnia ma wszystko, by gotować całą grupą – od kuchenki i piekarnika, aż po zmywarkę, która załatwi za was brudną robotę. Aby uniknąć porannych kolejek, dom dysponuje 2 łazienkami. Główna rozpieszcza ogrzewaniem podłogowym i wanną połączoną z prysznicem, w drugiej znajdziecie dodatkowy prysznic.
W Chacie Prandorf nie ma mowy o kompromisach na talerzu, a jedzenie traktujemy tu całkiem serio. Wnętrze domu skrywa pełnowymiarową kuchnię, w której bez problemu przygotujecie wszystko – od leniwych, przeciągających się śniadań po wieczorne uczty. Ale to, co najlepsze, czeka na zewnątrz. W przestronnej altanie odpalicie wysokiej klasy grille marki Weber (do wyboru węglowy i elektryczny), a na zwolenników żywego ognia i dymu czeka klasyczny kociołek – idealny na gęsty, wielogodzinny gulasz.
Ten region to kulinarna anomalia, w której jedzenie smakuje do bólu uczciwie. Ziemia z dawnego wulkanu nadaje roślinom niesamowicie skoncentrowany smak. Po świeże owoce i warzywa wystarczy wyskoczyć do sąsiadów na Farmę na Háji tuż obok, w Devičanach. Jeśli zaplanujecie u nas sobotni poranek, ruszajcie prosto na słynny Targ Rolny do zabytkowego spichlerza w Bátovcach. To tam spotkacie się z rolnikami, kupicie obłędnie pachnące, rzemieślnicze pieczywo na zakwasie, gęste miody i domowe syropy.
Pamiętajcie też, że trafiliście do absolutnie unikalnego królestwa czarnej morwy. Pukanec, Devičany i Bátovce to dom dla setek wiekowych, rzadkich drzew. Ich owoców nie znajdziecie na żadnym bazarku w głębi kraju, bo są tak delikatne, że rozpadają się w palcach – za to na miejscu kupicie wybitne morwowe dżemy i soki.
Wszystko to najlepiej popijać lokalnym winem, w którym tętni piekielny terroir Tekova. Wulkaniczne podłoże daje tutejszym szczepom – na przykład rześkiej Peseckiej leánce – niepowtarzalny, mineralny sznyt. Koniecznie wybierzcie się do winiarzy z pobliskiego Pukanca lub Čajkova. Wpuszczą was do „žochów”, czyli wydrążonych w wulkanicznej skale piwnic. W takim surowym, podziemnym mikroklimacie każdy łyk wina prosto z beczki smakuje jak uczciwa historia tego skrawka Słowacji.
Jeśli szukacie straganów z magnesami, źle trafiliście. Devičany to turystyczna ślepa uliczka i właśnie w tym tkwi jej największy urok. Podczas gdy pobliska Bańska Szczawnica pęka w szwach, u nas pośpiech kończy się tam, gdzie zaczynają się winnice. Zamiast nerwowo odhaczać kolejne zabytki, tutejsze dni spędza się na niespiesznych spacerach. Możecie włóczyć się po okolicznych sadach pełnych 300-letnich czarnych morw albo ruszyć na dygresyjne wędrówki po Górach Szczawnickich, chłonąc absolutną wulkaniczną ciszę.
Eksplorować można tu także podziemia. Zapuśćcie się na spacer do pobliskiego Pukanca lub Čajkova i znajdźcie lokalnych winiarzy-rebeliantów. Z przyjemnością wpuszczą was do „žochów” – wydrążonych w miękkim, wulkanicznym tufie piwnic – na degustację niefiltrowanego wina prosto z beczki. W sobotni poranek warto z kolei powłóczyć się po zabytkowym spichlerzu w Bátovcach, gdzie odbywa się autentyczny targ rolny.
Popołudnia i wieczory to czas powrotu do domu i celebrowania jedzenia. Wy możecie ze spokojem sączyć wino na tarasie, chłonąc widok na ciemne sylwetki gór. Pamiętamy też o psach, nawet tych największych – panuje u nas pełna demokracja, a czworonogi traktujemy jak pełnoprawnych członków wyprawy, więc mogą wylegiwać się tuż obok was.
Najmłodsi dostają u nas do dyspozycji wielkie, w pełni ogrodzone podwórko, na którym z łatwością wytracą nadmiar energii. Czeka tam na nich trampolina, huśtawka oraz bramki do piłki nożnej, a gdyby i tego było mało, tuż obok domu rozciąga się łąka idealna do zabawy na świeżym powietrzu.
Taki układ gwarantuje wam jedno – spokojną głowę. Przestrzeń jest całkowicie bezpieczna, więc wy możecie z czystym sumieniem rozsiąść się na tarasie i po prostu odpoczywać. Z tego miejsca bez problemu utrzymacie oko na swoje pociechy, jednocześnie chłonąc piękny widok na wulkaniczną okolicę.
A co dla pracujących i chillujących?
Jeśli musicie otworzyć laptopy, naturalnym stanowiskiem dowodzenia stanie się stół w jadalni dla 8 osób. W cieplejsze dni łatwo przenieść sprzęt na taras, by w tle mieć widok na ciemne sylwetki Gór Szczawnickich.
Devičany to turystyczna ślepa uliczka, więc jedyne, co będzie wam towarzyszyć w skupieniu, to wulkaniczna cisza. Duże, ogrodzone podwórko i pobliska łąka zajmą uwagę dzieci i psów, dając wam spokój na dokończenie zadań. A gdy ostatecznie zamkniecie ekrany, wystarczy zapaść się w skórzanej kanapie przed projektorem albo otworzyć butelkę wina z tutejszych szczepów, by od razu wrócić do właściwego rytmu wyjazdu.