Wyobraźcie sobie amfiteatr w szczerym polu, który ożywa tylko na jeden wieczór w roku, gdy Andrea Bocelli wyśpiewuje tam swoje „Con te partirò”. Przez pozostałe 364 dni w pobliskim Lajatico rządzi cisza tak głęboka, że słychać własne myśli – te same, które zwykle zagłuszacie powiadomieniami z Outlooka. Witajcie w Terra di Dio (Ziemia Boga) w regionie Valdera – tam, gdzie Toskania jest wciąż dzika, pachnie rozgrzaną ziemią i cyprysami, a tłumy z Chianti są tylko mglistym wspomnieniem.
Gospodarze to nasi ludzie, którzy zrobili to, o czym większość z nas tylko marzy przy trzeciej kawie w biurowej kuchni: rzucili korpo-życie, by w cieniu winnic uprawiać własne marzenie o La Dolce Vita. To autentyczne gospodarstwo rolne, gdzie kurz na butach i zapach moszczu są najprawdziwsze na świecie. W Terra di Dio nikt nie goni za deadline’ami; tutaj czas odmierza się kolejnymi zbiorami Sangiovese, a jedynym ważnym spotkaniem w grafiku jest degustacja młodego Vermentino przy zachodzie słońca.
W Toscanizzazione polskie „na wczoraj” błyskawicznie przegrywa walkowerem z włoskim „domani” – i jest to najpiękniejsza porażka, jaką możecie tu zaliczyć.
Tutaj śpi się w historii opowiedzianej przez surową cegłę, belki na sufitach (travi a vista) i chłodną terakotę pod stopami. To styl arte povera w najlepszym wydaniu – prosto, szlachetnie i z duszą. Grube mury starego podere zapewniają upragniony chłód, gdy toskańskie słońce nie bierze jeńców.
Wszystkie apartamenty mają własne aneksy kuchenne i łazienki.
Do wyboru macie:
• Siena Piccolo (18 m²): Intymne gniazdko dla 2 osób z łazienką i najlepszym widokiem na ogród.
• Livorno (39 m²): Przestronny apartament dla 2 osób z łazienką dla par ceniących sobie oddech.
• Lucca (ok. 50-58 m²): Rodzinna baza dla 4 osób z łazienką i antresolą, na której dzieciaki mogą urządzić swoje królestwo.
• Pisa (ok. 50-58 m²): Drugi z naszych rodzinnych apartamentów dla 4 osób z łazienką – identyczny komfort, ten sam genialny klimat z antresolą.
• Siena Grande (ok. 70 m²): Solidna przestrzeń dla 6 osób z łazienką. Co ważne – to tutaj najchętniej gościmy nawet duże psy.
• Firenze (ok. 70 m²): Komfortowa opcja dla 6 osób, której największym asem w rękawie są dwie łazienki.
Wychodzicie za próg i od razu rozumiecie nazwę „Ziemia Boga”. Do dyspozycji macie basen typu infinity z widokiem na pofalowane wzgórza Alta Valdery oraz hektary do swobodnych spacerów między rzędami winorośli Sangiovese i Vermentino oraz w gaju oliwnym. To miejsce na absolutną wolność, spokój przerywany tylko śpiewem cykad i najprawdziwsze toskańskie dolce far niente.
Zachęcam do skorzystania ze spaceru wirtualnego : https://toscanizzazione.com/agriturismo/
Jeśli jedzenie jest dla Was religią, to trafiliście do właściwego sanktuarium. Gospodarze nie tylko goszczą, ale i karmią – i robią to profesjonalnie. W Polsce prowadzą delikatesy oraz restauracje, w których sprzedają to, co sami wyprodukują we Włoszech, więc o jakości produktów wiedzą więcej niż przeciętny toskański rolnik o uprawie winorośli.
Co wyląduje na Waszym talerzu? Przede wszystkim to, co wycisnęła tutejsza ziemia:
• Płynne złoto: Własna oliwa extra vergine – zielona, pikantna i tak intensywna, że po powrocie do domu każda inna będzie smakować jak pomyłka. Jeśli traficie tu jesienią, spróbujecie mętnej, świeżo tłoczonej „Olio Nuovo”.
• Wino bez ściemy: Zamiast anonimowych trunków z marketu, pije się tu owoce własnej pracy – rubinowe Sangiovese, Merlot oraz rześkie, białe Vermentino.
• Włoskie klasyki: Spodziewajcie się wspólnych śniadań przy dużym stole i kolacji degustacyjnych, gdzie gwiazdą często bywa pizza prosto z pieca.
• Lokalne skarby: Na wyciągnięcie ręki macie Lari z legendarnym makaronem Martelli w żółtych paczkach, a jesienią możecie polować na białą truflę w pobliskim San Miniato.
To nie jest miejsce na szybką kanapkę przed komputerem. Tu celebruje się każdy kęs, a warsztaty kulinarne z gospodarzami szybko nauczą Was, że najlepszą przyprawą jest czas i święty spokój.
Nuda w Terra di Dio to pojęcie czysto abstrakcyjne, chyba że za nieludzki wysiłek uznacie regularne sprawdzanie, czy wino w kieliszku nie wyparowało zbyt szybko. Jeśli jednak poczujecie, że Wasze wewnętrzne „ja” domaga się akcji, mamy zestaw, przy którym bledną scenariusze z Hollywood:
• Vespy na podjeździe: Nie musicie szukać wypożyczalni w Pizie. Kultowe skutery czekają na miejscu – możecie wskoczyć na siodło i urządzić sobie własne „Rzymskie Wakacje”, mknąc przez aleje cyprysów i białe drogi Alta Valdery.
• Lajatico i Teatr Ciszy: Zaledwie 15 minut stąd leży rodzinne miasteczko Andrei Bocellego. Znajdziecie tam amfiteatr wybudowany w szczerym polu, który „gra” tylko raz w roku, a przez pozostałe dni celebruje absolutną ciszę i harmonię z naturą.
• Lari – duchy i makaron: W tym miasteczku możecie poczuć dreszcz emocji w zamku Castello dei Vicari, gdzie podobno wciąż krąży duch zielarki Gostanzy. Na uspokojenie nerwów polecamy wizytę w legendarnej manufakturze Martelli – to tam powstaje jeden z najlepszych makaronów świata, pakowany w charakterystyczne, żółte papierowe torebki.
• Giganci z Peccioli: Przygotujcie się na surrealistyczny widok – z ziemi wystają tam ogromne rzeźby ludzkich postaci, które niesamowicie kontrastują z renesansową architekturą borgo.
• Kalendarz prac polowych: Jeśli traficie do nas we wrześniu lub październiku, możecie na własne oczy zobaczyć (a nawet wziąć udział!) w winobraniu (vendemmia). Listopad to czas zbierania oliwek i pierwszej degustacji „Olio Nuovo” – świeżej, pikantnej oliwy, która smakuje jak płynne słońce.
• Truflowe szaleństwo: Jesienią region pachnie białą truflą. Do San Miniato, światowej stolicy tego rarytasu, macie zaledwie pół godziny drogi.
A jeśli to wszystko brzmi zbyt aktywnie, zawsze zostaje basen z widokiem na pofalowane wzgórza, który skutecznie leczy z każdej formy pośpiechu.
Tu dzieciaki odzyskują wolność. Zamiast zakazów – hektary do biegania i bazy na antresolach (Lucca i Pisa). Jest basen i pizza z pieca. Czekają Giganci z Peccioli i duch z Lari. Wasze pociechy „dziecieją” w najlepsze, a Wy możecie w spokoju wypić Sangiovese.
A co dla pracujących i chillujących?
Dla tych, którzy nie mogą całkowicie odciąć pępowiny od biura, mamy dobrą i złą wiadomość.
Dobra: Wi-Fi działa bez zarzutu, a zasięg pozwala na sprawne wysyłanie maili prosto z tarasu lub chłodnego wnętrza kamiennego podere.
Zła: widok na falujące winnice Sangiovese jest tak bezczelnie kojący, że każdy Excel zaczyna wyglądać jak błąd w Matrixie.