Dom na 4 łąkach
4 ha prywatnych, dzikich łąk dookoła i 15 minut piechotą nad jezioro
100 letni domek dla dwojga lub rodzinki 2+2
takie otoczenie to raj dla piesków - weźcie coś na kleszcze i wpadajcie
prysznic na zewnątrz - standardem bliżej do Bali niż suwalskiej wsi
możecie przyjechać z przyjaciółmi i rozbić się/zaparkować na naszych łąkach
zapraszamy Was od maja do października
Sprawdź na szybko
Witamy na pograniczu. W suwalskim, ponad 100-letnim domku, który stoi tuż przy zielonej granicy z Litwą. Z naszymi sąsiadami dzielimy jezioro, lasy, miłość do ciemnego chleba i szacunek do natury.
Nasz dom wyleguje się na 4 ha prywatnych, rozczochranych łąk, które są objęte programem Unii Europejskiej o ochronie przyrody. Nie ma tu zatem oprysków, nie ma zbytniego koszenia. Raz w roku, w lipcu, gospodarz z wioski obok urządza na nich sianokosy. Z ryczącym traktorem, z bocianami paradującymi za ciągnikiem, z belowaniem. Wtedy są uczesane, przystrzyżone, z całkiem nową fryzurą. Odrastają jednak w zawrotnym tempie. Zazwyczaj są trawy po pas, owady, dzikie zwierzęta i ptaki. Ptaki, które również podlegają ochronie. Nie można zatem wnosić zażaleń na ich śpiewy o 3 rano, ciężko je wyprosić z sąsiednich drzew, bo są tu bardziej u siebie niż my.
Można zobaczyć orła cień, można sprawdzić dokąd tupta nocą jeż, a to wszystko od maja do października, bo nasz dom otwieramy tylko wtedy, gdy prysznice pod gołym niebem nie skutkują zapaleniem płuc. No właśnie, prysznic jest na zewnątrz. Zadbałyśmy żeby był ładny, czysty i pachnący, ale wiecie. Kto nigdy nie był na wsi lub pod namiotem może dostać gęsiej skórki. Że wiatr wieje po nogach podczas namydlania, że mucha przyklei się do szamponu. Przez wiele lat i toaleta była wychodząca, ale w tym roku z uwagi na naszą i Waszą wygodę, postanowiłyśmy zbudować łazienkę z prawdziwego zdarzenia. Taką nowoczesną jak na nasze standardy, ale pachnącą drewnem, ze starymi balami i z klimatem. Nie będzie za to trzeba w nocy zakładać klapek i klapać do toalety w ogrodzie. Mamy więc zatem prysznic za domem rodem z Bali i troszkę cywilizacji. Odrobinę.
Nasz dom wyleguje się na 4 ha prywatnych, rozczochranych łąk, które są objęte programem Unii Europejskiej o ochronie przyrody. Nie ma tu zatem oprysków, nie ma zbytniego koszenia. Raz w roku, w lipcu, gospodarz z wioski obok urządza na nich sianokosy. Z ryczącym traktorem, z bocianami paradującymi za ciągnikiem, z belowaniem. Wtedy są uczesane, przystrzyżone, z całkiem nową fryzurą. Odrastają jednak w zawrotnym tempie. Zazwyczaj są trawy po pas, owady, dzikie zwierzęta i ptaki. Ptaki, które również podlegają ochronie. Nie można zatem wnosić zażaleń na ich śpiewy o 3 rano, ciężko je wyprosić z sąsiednich drzew, bo są tu bardziej u siebie niż my.
Można zobaczyć orła cień, można sprawdzić dokąd tupta nocą jeż, a to wszystko od maja do października, bo nasz dom otwieramy tylko wtedy, gdy prysznice pod gołym niebem nie skutkują zapaleniem płuc. No właśnie, prysznic jest na zewnątrz. Zadbałyśmy żeby był ładny, czysty i pachnący, ale wiecie. Kto nigdy nie był na wsi lub pod namiotem może dostać gęsiej skórki. Że wiatr wieje po nogach podczas namydlania, że mucha przyklei się do szamponu. Przez wiele lat i toaleta była wychodząca, ale w tym roku z uwagi na naszą i Waszą wygodę, postanowiłyśmy zbudować łazienkę z prawdziwego zdarzenia. Taką nowoczesną jak na nasze standardy, ale pachnącą drewnem, ze starymi balami i z klimatem. Nie będzie za to trzeba w nocy zakładać klapek i klapać do toalety w ogrodzie. Mamy więc zatem prysznic za domem rodem z Bali i troszkę cywilizacji. Odrobinę.
Gospodarz:
Kasia i Monika
Znamy języki: polski, angielski
Nie ma nas na miejscu, ale zawsze można się z nami skontaktować
Podlaski to splot dziwnych historii grupy przyjaciół. Trochę magicznych, trochę mrocznych - jak to na pograniczu. Kaśka wpadła po uszy w to miejsce. Razem z bratem kupili parę okolicznych łąk. Domu z bali szukała po całej suwalszczyźnie, a znalazła odpowiedni w sąsiedniej wsi. Stuletni. Przez wiele lat, siedlisko w Podlaskach wychowywało wiele młodych i starszych dusz. Niektórzy z nich postawili tu domy i domki i zostali. Albo wracają na łąki co roku na wakacje. Od kilku lat Monika pomaga Kasi powoli cywilizować Podlaski i oddawać dom w ręce gości. Jednak wciąż jak cała Suwalszczyzna jest to miejsce nie do końca oswojone: można tu się zgubić w trawie na pasie granicznym, wpaść w pokrzywy albo natknąć się na leniwego zająca.
Oprócz Podlasek Kasia prowadzi z Moniką kawiarnię z kawą specialty na warszawskiej Ochocie.
Gospodarz jest przedsiębiorcą
Rezerwując nocleg na Slowhop, zawierasz umowę bezpośrednio z Gospodarzem. Slowhop, czyli nasza wesoła ekipa, odpowiada za selekcję Gospodarzy, funkcjonalność platformy, płatność przedpłaty – Gospodarz za treść oferty, sposób jej realizacji oraz reklamacje. Gospodarz jest przedsiębiorcą, więc podlegasz ochronie wg prawa konsumenckiego UE.
Gdzie będę spać?
Dom
4
1 łazienka•akceptujemy małe psy, średnie psy, koty•40 m²
Dom na 4 łąkach
Co znajdę na miejscu?