11 niezwykłych pensjonatów z kuchnią slowfood

Zapraszamy do magicznego świata, gdzie zwierząt nie karmi się antybiotykami, jajka są od szczęśliwych kur, warzywa rosną we własnym tempie, w owocach zdarzają się robaczki i chodzi o odżywianie gości, a nie ich karmienie. Wszyscy opisani przez nas Gospodarze używają lokalnych produktów, ich potrawy bazują na porach roku, a w niektórych opisanych kuchniach na zapiecku siedzi duch starego Chińczyka i podpowiada jak jeść i żyć.

Takich miejsc jest w Polsce dużo więcej. Znamy ich adresy. Musicie nam wybaczyć, że nie zmieściliśmy wszystkich w jednej części. Poprawimy się niebawem, przygotowując część drugą. A może i trzecią. 

 

 

 


Ciche Wody

Niby takie Ciche Wody, a kulinarne brzegi rwie z siłą wodospadu. Nie znacie? Błąd! Farma znajduje się na Mazurach i zapamiętajcie dobrze tę nazwę o Wy, którzy lubicie wiedzieć z jakich źródeł pochodzi Wasze jedzenie. Wołowina i jagnięcina jest z własnej zagrody, a ta ostatnia nie byle jaka, bo z owiec rasy Scudde. Aż się rwiemy do opowieści jak ta endemiczna rasa typowa dla Prus Wschodnich dotarła do gospodarstwa Wojtka i Ani jako darowizna od rządu niemieckiego, ale nie będziemy odbierać gospodarzom przyjemności własnej narracji. Zjecie chleb wypiekany z własnego zboża, jajka od własnych kur, zagrodowego kurczaka, sery z mleka od krów sąsiada, a warzywa i owoce z własnych upraw. Do tego mnóstwo własnych ziół.

„Kochamy Ciche Wody! Kochamy Anię i Wojtka! Najlepsze miejsce na totalny reset, najlepsze miejsce na wypad we dwoje, najlepsze miejsce na rodzinne wakacje. Jedzenie - czysta rozkosz. Miejsce magiczne i wyjątkowe!”

Zdaniem SlowHopa: Uwaga, nawet jeśli nie będziecie nocować w Cichych Wodach, wpadnijcie tam na jedzenie. Gospodarz prosi tylko o wcześniejszy telefon.

Sopatowiec

Każdy, kto miał jakiś kontakt z Małgosią Kacner, gospodynią na Sopatowcu, domyśli się, że jej kuchnia to nie tylko gary i produkty. Tu wszystko jest czymś więcej, chodzi o coś więcej i sama Gosia jest kimś więcej. Nic więc dziwnego, że zjecie tu zgodnie z kuchnią pięciu przemian, wegańsko i wegetariańsko i to z takim widokiem, że powinno się jeść wolno. Polecamy domowy chleb, pasztety, ciasta, przetwory i energetyzujące zupy.

„Można tutaj doświadczyć swojej szlachetności, będąc przy okazji cudownie najedzonym obiadkami, współistnieniem i... książkami :)”

Zdaniem SlowHopa: Pisaliśmy już o Sopatowcu tutaj i zawsze sprawiają nam przyjemność nowe wzmianki. Musicie wiedzieć, że Gosia napisała książkę o swojej filozofii gotowania. 

Villa Greta

O Villi Grecie pisaliśmy tu i wygląda na to, że jeszcze będziemy mieli przyjemność to robić. Gault & Millau regularnie wpada tu po tajniacku i zostawiają swoje czapki, a Slow Food Polska namaszcza Gretę oficjalną pieczątką. Filozofia kuchni w Grecie prostsza być nie może. Podawać jedzenie w oparciu o to, co daje ziemia o konkretnej porze roku i dostawy od lokalnych gospodarzy. Mamy więc w Grecie mięso od pana Waldka, pstrągi z Bolkowic, mleko i sery od sąsiadki, a warzywa i owoce z własnego ogródka. Do tego piwo z browaru w Lwówku Sląskim i sytuacja jest taka, że od północy człowiek się cieszy na poranne śniadanie, a od południa rozmyśla o obiedzie.

„Wspaniała atmosfera i niesamowici gospodarze. Ale największym zaskoczeniem była kuchnia! Krem z pokrzywy z przepiórczym jakiem i delikatne polędwiczki z grzybami to moje odkrycie roku. Miejsce "must have" nie tylko dla smakoszy.”

Zdaniem SlowHopa: Restauracja znajduje się w sali kominkowej Villi Grety i możecie do niej wpaść na jedzenie, jeśli nawet nie udało się Wam zarezerwować noclegu. Dajcie znać wcześniej o alergiach i preferencjach (wege, bezgluten, bezlaktoza, czy bezczegos innego).

Folwark Karpno

Takie miejsce na Pojezierzu Drawskim, gdzie goście zaczynają klaskać na widok pierogów z mięsem, kaczka wywołuje łzy wzruszenia, a goście zza Odry wywożą do domu kaszę gryczaną jako pamiątkę z podróży. Karpno jest jednocześnie gospodarstwem rolnym, więc drób, wieprzowina i króliki są po prostu eko, rosną we własnym tempie i dokonują żywota dopiero wtedy, kiedy nadchodzi ich naturalna pora. Jeśli więc chcecie poznać prawdziwy smak mięsa i jego prawdziwy kolor, posmakować wyrabianych na miejscu wędlin, doświadczyć smaku prawdziwych jajek - wpadajcie do Karpna. Jest też sporo opcji dla wegetarian, a o wszystko dba bogini na kuchni - pani Teresa.

„Cudowne miejsce ze wspaniałymi ludźmi i fajnymi konikami. Bardzo smaczne jedzenie. Dokoła cisza, spokój i przepiękne tereny - łąki, pagórki, jeziora, lasy.”

Zdaniem SlowHopa: Pojezierze Drawskie jest naszą małą tajemnicą. Jeździmy tam na grzyby i po drahimski miód, jeden z najlepszych w Polsce. Spodziewajcie się prostej, domowej kuchni, opartej na ekologicznych produktach.

Fajne Miejsce

Fajne miejsce ma nas chyba dosyć, bo pisaliśmy o nich tu i tu, a teraz znów. Zaryzykujemy jednak i bezczelnie nadmienimy, ze w sumie nie wiemy, czy Gospodarze potrafią gotować, ale mają sąsiadkę, która jest w tym niezrównana. Ewa Pe to blogerka kulinarna, mistrzyni wegetariańskiej i wegańskiej kuchni i jeśli ktoś chce wyjść poza schemat koszyka śniadaniowego w Fajnym Miejscu, to Ewa Pe będzie tą heroiną, do której wznosi się modły o kolację. Kolejne miejsce, które znalazło się w żółtym przewodniku Gault & Millau.

„Nie da się nie wspomnieć o po prostu GENIALNEJ kuchni Ewy Pe, jak i warsztatach, które postanowiliśmy odbyć zaraz po spróbowaniu pierwszego dania w wykonaniu Ewy. Polecam wszystkim, którzy marzą o wypoczynku na łonie natury. Wrócimy na pewno i polecamy z całego serca!”

Zdaniem SlowHopa: W menu jest torcik z daktyli i orzechów nerkowca, cuda z pokrzywy i sałatka ze stokrotek i bratków.

Folwark Miłkowiec

Na Mazurach Zachodnich znajdziecie efekt pasji do zdrowego jedzenia. W Folwarku Miłkowiec mają na to papiery od Unii Europejskiej. Bez chemii, ulepszaczy, wspomagaczy. Celują głównie w warzywach i owocach, są mistrzami kiszonek, a ich wyroby można kupić na ekologicznych targach w Warszawie.

„Dziczyzna,ryby, owoce i warzywa własnej uprawy - pycha! Weganie też nie będą chodzić głodni. Wspaniałe miejsce by odpocząć i oderwać się od rzeczywistości, które docenią również dzieci głównie za sprawą zwierząt na folwarku ale i za sprawą czasu spędzonego z rodzicami na totalny luzie. Szczerze polecam”

Zdaniem SlowHopa: Gwiazdą w Folwarku Miłkowiec jest pan Zbigniew. Przepis na rosół w jego wykonaniu jest jak kojąca muzyka. Wpadajcie po więcej na Facebook Folwarku Miłkowiec.

Polna Zdrój

Pisaliśmy o Polnej Zdrój tutaj, a dziś tylko o jedzeniu. Na Slowhopie piszą o sobie: "Tak, Kuchnia to pierwsza rzecz, po którą trzeba tu przyjechać, ponieważ mamy na jej punkcie absolutny odjazd." Nie dość, że smakuje, to jeszcze jak wygląda! Idealna sceneria do któregoś z filmów Bertolucciego, ale pewnie nic by nie nakręcił, zajęty jedzeniem.

„Tort Pavlova - mistrzostwo! Powalił moje kubki smakowe na kolana! Marmolada z kaktusa rewelacja! Zupa z pstrąga wymiata! Polna Zdrój, to idealny przykład, że MOŻNA INACZEJ i to się uda!”

Zdaniem SlowHopa: Pewnie już to gdzieś pisaliśmy, ale Polna Zdrój jest jak cały Pinterest na uboczu małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Uczta, rozpusta, najpiękniejsze kwiatowe wiązanki i szukanie smaku.

Karczma Stara Kuźnia i Folwark Przykop

Do Folwarku Przykop przybyliśmy po sąsiedzku, zachęceni pozytywną opinią Krytyki Kulinarnej. No i proszę państwa, rzeczywiście - tego się nie spodziewaliśmy. Gdzieś między Ełkiem a Giżyckiem, na całkowitym i cudownym zadupiu znajduje się niewielka agroturystyka z rasową restauracją, w której gotuje uczestniczka Top Chefa. I może Stara Kuźnia nie wygląda imponująco, ale na pewno prawdziwie. Za płotkiem jest warzywnik, dalej wolno chodzą gęsi i owce, a z tego wszystkiego cuda robi Patrycja Wąsiakowska, była szefowa kuchni w warszawskiej Cafe Zielony Niedźwiedź.

„Super szaszłyk z jagnięciny robiony przy nas na ruszcie pośrodku "Starej Kuźni", bardzo ciekawy chleb z popiołem, sandacz świetny, zupa rybna ze słodkich ryb fajna. Pierogi fantastyczne. Wszystko świeże i SWOJE, prawdziwe.”

Zdaniem SlowHopa: Stara Kuźnia jest czynna od maja do października. Koniecznie zróbcie rezerwację i nie zapomnijcie o deserze.

(fot. Stara Kuźnia)

Pokrzywnik 11

Są takie miejsca, które na kulinarnej mapie Polski wydrukowane są złotymi zgłoskami w annałach, znaczone kilkoma kilogramami więcej i odstępstwem od diet nawet u dziewczyn na rygorze bikini od Chodakowskiej. Pokrzywnik 11 na Dolnym Sląsku do takich miejsc należy. Pisaliśmy o nich tu. Kuchnia jest wege i jeśli uznajecie wegetarian za wariatów, którzy robią bezę z wody po ciecierzycy w puszce, to zdecydowanie powinniście odwiedzić Anetę i Stefana. Zmienicie zdanie. Miejsca trzeba rezerwować dużo wcześniej, ale może uda się Wam załapać na warsztaty kulinarne.

„Dwoje cudownych ludzi, którzy wypełnili stary, dolnośląski dom niespotykaną energią. Tam zapachy ziół łączą się z aromatem pieczonego ciasta, a przedmioty znajdujące się w pokojach opowiadają historię.”

Zdaniem SlowHopa: Polecamy zajrzeć na pokrzywnikowy instagram, choć ostrzegamy, że ślinianki trzeba będzie później uspokajać farmaceutycznie.

(fot. Pokrzywnik 11)

Przystanek Cisna

W Bieszczadach jest taki klimat, że gdyby zabrakło w tym zestawieniu choć jednej miejscówki stamtąd, to poszlibyśmy do piekła. Zwłaszcza, że Przystanek Cisna to miejsce kultowe, ciągną tu ludziska z całej Polski (pisaliśmy o Przystanku tu). Gospodarze, Kasia i Andrzej, mają dla swoich gości kuchnię wegetariańską w najlepszym wydaniu. Jeśli nie znajdziecie wolnego terminu albo pokoi - szukajcie w księgarniach książki Kasi Rozmysłowicz "Kuchnia Wegetariańska". To wprawdzie nie będzie to samo, co pochłanianie pysznego jadła z widokiem na góry Hon i Horb, ale na otarcie łez da radę.

„Piękne chałupy, piękne widoki, miła atmosfera i fenomenalna kuchnia. Zupę cytrynową pamiętam do dziś. Nawet mój Mięsożerca, początkowo martwiący się "co ja tam będę jadł" przyznał, że chociaż wege, to było przepysznie.”

Zdaniem SlowHopa: Wyciąg z menu: pasty z czosnkiem niedźwiedzim, zupy z młodych kalarepek i tarty ze szpinakiem. Latem zupy z zielonego groszku, sałaty z sosem malinowym i gołąbków w liściach winogron, zimą pasztet z kaszy gryczanej, ostra zupa z soczewicy, herbata z pomarańczem i imbirem.

(fot. Przystanek Cisna)

Gościniec Bocianowo

Znów Mazury, tym razem okolice Węgorzewa. Tu znajdziemy kuchnię makrobiotyczną, która czerpie ze starożytnej chińskiej medycyny i ma nie tylko odchudzać, ale detoksyfikować. Jeśli więc zważacie na swoje zdrowie nieco bardziej - koniecznie wpadnijcie do Bocianowa. W menu kuchnia pięciu przemian w wersji wegetariańskiej, wegańskiej i tradycyjnej. Gościniec bierze też udział w programie "Menu bez glutenu". Zjecie tu: krem z pokrzywy z prażonym ziarnem słonecznika, rosół z kaczki z grzybami shiitake i gryczanym makaronem soba albo młode fioletowe ziemniaczki pieczone z czosnkiem i kminem rzymskim. Mniam.

„Cisza, spokój, piękne jedzenie, piękny ogród i fantastyczny zwierzyniec - psiaki, alpaki i koty. To miejsce ma w sobie ten rodzaj prawdy, który pozwala się poczuć jak w odwiedzinach na wsi u kogoś bliskiego.

Zdaniem SlowHopa: Mają alpaki i można je głaskać!

(fot. Gościniec Bocianowo)

ZOBACZ CO JESZCZE DLA CIEBIE MAMY