Pensjonaty w starych szkołach. 9 niesamowitych jesiennych weekendów.

Wracamy do szkoły! Ale nie do standardowej budy, gdzie od tabliczki mnożenia pęka szkliwo na zębach, jara się fajki za garażami, a facetka od WOSu nosi maskę p gaz w siatce z Biedronki razem z ziemniakami. Nasze wrześniowe weekendy spędzamy w jednej z 9 niezwykłych szkół, przerobionych na klimatyczne pensjonaty, agroturystyki i B&B z duszą. Większość z nich z wiadomych względów znajduje się na Mazurach. Ale są też Kaszuby, a nawet Roztocze.

Możecie liczyć na Gospodarzy, którzy lubią przyjmować Gości, przyrządzać im śniadania, nikt nikomu nie daje linijką po łapach i nie każe czytać Orzeszkowej. Specjalnie dla miłośników ekoturystyki z zapachem drożdżówki ze śliwkami. Jesienne weekendy spędzamy w tych szkołach. Jeśli znacie adresy, których tu nie ma - jak zwykle przytulimy z chęcią i pokłonimy się z wdzięcznością.


Kraina EGO, czyli Ełk, Gołdap, Olecko. Mazury Garbate. Polska Toskania. A tam - jezioro Łaśmiady i okolice tak piękne, że powstały tu już dwa seriale. Nad tym jeziorem, na wzgórzu, nieco ukryta za drzewami jest Stara Szkoła i kusi wędrowców ciastem z owocami oraz takimi śniadaniami, że nie powstydziliby się ich na wiedeńskich dworach w okresie Oświecenia. Gdyby Rousseau wpadł do pani Ani na jajka - na bank już by w Piaskach pozostał i jadł te jajka i kluseczki z mięsem do końca swoich dni.

„Widok za milion dolarów, kuchnia za dwa miliony, a okolice petarda.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa i trzeba porzucić myśli o diecie. Wszystkie pokoje są dwuosobowe, a jeśli przyjeżdżacie rodziną, zapytajcie o pokój rodzinny. Trudno tu mówić o wyżywieniu, każdy kto próbował tu śniadań i obiadokolacji (w cenie) uzna, że to proste słowo to potwarz i obraza. Gospodyni zostawia pyszne pieczywo (gofry, ciastka, bułeczki) na barze na tak zwany międzyczas. Brzuchy tu raczej nie zaburczą, chyba że się zagubicie na jeziorze podczas spływu Łaźną Strugą (dla twardzieli).

To nie tak, że Stara Szkoła przytuliła się do wypasionego spa Ireny Eris. Było odwrotnie. Wzgórza Dylewskie są więc wartą poznania okolicą, skoro mamy tam Bieszczady, jeziora, spa i szynkę dylewską. Sama szkoła to nasz cel jeszcze w tym roku. Nie dość, że jedzenie jest prima sort, zmiękcza najtwardsze serca i regeneruje po tygodniu pracy w korporacji, to jeśli będziecie mieli szczęście i trochę popada śniegu - Gospodarz przeczołga Was na biegówkach, bo jest w tym specem.

„Właśnie wróciłam do domu po kilku dniach goszczenia się u Państwa Ewy i Jacka. Jestem wdzięczna za wspólny czas, za znakomitą kuchnię przygotowaną ze znawstwem i sercem i za to miejsce, którym gospodarze chcą się dzielić z nowo poznawanymi ludźmi. Polecam z głębi serca.”

Zdaniem Slowhopa: Można przyjechać z psem, najbliższe jezioro w odległości 11 km od pensjonatu. Dla aktywnych i smakoszy.

Kolejna szkoła, którą zarezerwujecie na Slowhopie. Tym razem dom wakacyjny, czyli całość w Wasze ręce, dbajcie i szanujcie, bo takich miejsc jest w Polsce naprawdę mało. Gospodarz to kozak, lubi sport i w Ulnowie to wybitnie widać. Gdzie się nie obrócić, to jakaś zachęta do aktywności, leniuchy mogą się nabawić mdłości od wewnętrznego przymusu. Na miejscu jest kort tenisowy, staw do pływania i kilka innych cukiereczków.

„Spędziliśmy tu cudowny tydzień wakacji. Jest tu wszystko, co potrzebne do wypoczynku, a nawet więcej. Więcej niż można sobie wymarzyć.”

Zdaniem Slowhopa: Zmieści się nawet ponad 20 osób. Można wziąć psa, kuzynów i pociotków do czwartego pokolenia. Jedzenie we własnym zakresie.

Nowość na Slowhopie, nowość na Kaszubach i nowość w ogóle, bo Figlarnia powstała dopiero w maju/czerwcu 2017 i już na jej punkcie oszalało kilka osób. Gospodarz pochodzi z kujawsko-pomorskiego i kupił starą niemiecką szkołę na Allegro. Wyremontował, zmodernizował, postawił kilka domków na drzewie i w lesie, pokazał, że umie gotować i proszę bardzo - figle do wyboru, do koloru. Dla dorosłych zwłaszcza w domkach na drzewach, gdzie do drzwi nie zastuka nikt poza dzięciołem.

„Kocham! Miła obsługa i towarzystwo. Nie jestem w stanie zapomnieć o tym magicznym miejscu. Właściele mimo niemałej pracy, znakomicie sobie radzą, wykonują swoje obowiązki należycie, ale w tym wszystkim nie zapominają o gościach. Da się z nimi normalnie i fajnie porozmawiać. Moja córka jest zachwycona domkiem na drzewie, super alternatywa dla nastolatki.”

Zdaniem Slowhopa: Coś dla tych, którzy lubią niebanalne miejscówki. Część pokoi jest w murowanym budynku szkoły, część w domkach. Śniadania i obiadokolacje (na życzenie), można wziąć psa i koniecznie dzieci, bo na miejscu są dwa baseny i masa lasu.

Stara Szkoła Trzcin 20 (Welski Park Krajobrazowy)

No, no, takie recenzje, od których gospodarzom pensjonatów rosną rzęsy i pięknieje cera, a ciasto zawsze wychodzi bez zakalca. Stąd chyba wszyscy wyjeżdżają zachwyceni i szukają wolnych weekendów w kalendarzu. Spokój, cisza i trochę mniej znane okolice rzeki Wel, znanej z mistrzowskich spływów kajakowych.

„Miejsce absolutnie magiczne, zostawiłam tam swoje serce. Znalazłam miejsce, gdzie czuję się jak w domu, to moje miejsce na ziemi. Wracamy razem z mężem do Starej Szkoły już za miesiąc. Dom piękny, klimatyczny, zadbany, wręcz sterylnie czysty, kuchnia niebanalna, smaczna, pachnąca, z cudownie rodzinnym klimatem – to wszystko za sprawą Gospodyni p. Iwonki „Perfekcyjnej Pani Domu”. Goście do posiłku zasiadają przy jednym wielkim stole, dzięki temu mogą narodzić się nowe znajomości, a może i przyjaźnie.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, wykorzystywać wspólną kuchnię, super na wyjazdy integracyjne i warsztaty. 16 miejsc noclegowych w 5 pokojach.

(fot. Stara Szkoła Trzcin 20)

Stara Szkoła w Harszu (Mazury)

Dawna pruska szkoła, jak to na Mazurach. W porównaniu z innymi szkołami z tego zestawienia w Harszu znajduje się gigant! I na dodatek leży nad samym jeziorem, trochę nawet bliżej wody niż szkoła w Piaskach. I podobnie jak tam, Gospodarzami są ludzie, którzy uwielbiają przyjmować gości, umknęli niegdyś z wielkiego miasta i przepadają za gotowaniem. Jedno z tych miejsc, gdzie znajduje się prywatne lądowisko bocianów, a mięsożercy przekonują się, że wegańska kuchnia jest całkiem spoko.

„Wybraliśmy to miejsce, bo akceptują tu zwierzęta i nie trzeba za nie płacić. Fajna lokalizacja, przy samym jeziorze (piękne zachody słońca można oglądać nawet z okna pokoju); pyszne posiłki; czyste pokoje i łazienki. Klimatycznie.”

Zdaniem Slowhopa: Lubią tu zwierzaki i wiedzą gdzie z nimi wędrować. Weźcie wędki i robale. Koszyk na grzyby też się przyda.

(fot. Stara Szkoła w Harszu)

Stara Szkoła Architekci (Mazury)

Mazury, jakieś pięć minut leniwym spacerem nad jezioro. Jedna z tych niewielkich wiosek, w których zamiast kombajnów i świń zobaczycie przeciągających się o poranku letników. Stara Szkoła ściąga tu ludzi, którzy zamiast nowoczesnego wystroju wolą wnętrza nieco bardziej tradycyjne, lubią sport i dobrze zjeść, a przy okazji może namalować jakiś obraz albo napisać książkę. Bardziej jest to dom pracy twórczej, ale higienicznej, przerywanej partyjką tenisa ziemnego albo meczem siatkówki.

„Miejsce ogólnie bardzo klimatyczne, a rozmowy z Właścicielami super... Oni po prostu słuchali gości i ROZMAWIALI! Nie wiem jak inni, ale my z pewnością wrócimy i to z przyjaciółmi...”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, w niektórych pokojach łazienka jest na korytarzu. Wybierzcie apartament nad stajnią. (fot. Stara Szkoła w Harszu)

Stara Szkoła w Browinie (Mazury)

Przepiękne miejsce w okolicy Grunwaldu i jeden z tych adresów, które powinniście zanotować, jeśli macie dzieci. Fajne, przestronne apartamenty (niektóre dwupoziomowe), sensowny plac zabaw, a do tego lamy i kozy. Dodajmy ogromny ogród, warsztaty garncarskie i naprawdę świetne jedzenie, a weekend zapiszecie zlotymi zgłoskami w kronice rodzinnej.

„Miejsce godne polecenia w 110%... Niepowtarzalna atmosfera magicznego miejsca z klimatem. "Pomimo" wszelkich udogodnień z rasowego hotelu czuć magię wsi i serce, które otwierają przed gośćmi stali mieszkańcy Szkoły (a najbardziej piesek Pluto... on kocha wszystkich :) ). Jeżeli chcesz poczuć rodzinną atmosferę, a nie "hotelowy standard", prawdziwe swojskie jedzenie i naturę za oknem wybierz Starą Szkołę.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, na miejscu jest cała łóżeczkowo-wanienkowa infrastruktura dla rodziców małych dzieci i zabierzcie tenisówki, albowiem jest tam kort tenisowy. (fot. Stara Szkoła w Browinie)

Stara Szkoła (Roztocze)

Lubelszczyzna, prawie Roztocze, o które wołali fani Slowhopa na Facebooku. Przyznawaliśmy, że trochę się tego regionu boimy, bo z wcześniejszych badań terenowych niewiele wynikało. A tu nagle takie cudo się objawiło. Budynek jest z 1938 roku i znajduje się południowo-wschodniej otulinie Roztoczańskiego Parku Narodowego, w okolicy stawu Echo i rzeki Wieprz. Goście deklarują, że taka cisza i spokój, że trzeba używać soli trzeźwiących, żeby się na nowo zaadaptować do tygodnia pracy.

„Cudowne miejsce na wypoczynek. Wokół łąki, cisza, ptaki. Dom w stylu minimalistycznym sprzyja wyciszeniu, cieszy oko. Pani Ela przyrządza przepyszne śniadanka i obiady. Polecamy! My tam wrócimy jeszcze nie raz.”

Zdaniem Slowhopa: 6 pokoi, można wziąć psa i dają takie śniadania, że należy je wyjeździć na okolicznym stoku narciarskim (wypożyczalnia nart na miejscu i podobno świetne miejsce do nauki jazdy na snowboardzie), na rowerach albo spływach.

(fot. Stara Szkoła Potok Senderki)

SPRAWDŹ CO JESZCZE DLA CIEBIE MAMY