6 miejsc ze Slowhopa

w których szukamy życia w rytmie slow z Davidem Gaboriaud (partnerem wpisu jest Almette)

  

 

David to szef kuchni, Francuz od kilku lat mieszkający w Polsce, ambasador marki Almette i człowiek, który propaguje slow food. W Polsce szuka autentycznego jedzenia, dobrych jakościowo produktów od rolników i recepty na życie bez pośpiechu, blisko natury. Postanowiliśmy pomóc. David i ludzie z Almette poprosili nas o namiary do 6 miejsc, w których naszym zdaniem mogliby znaleźć to, czego szukają. Fajnego miejsca dla dzieci, regionalnych produktów i Gospodarzy miejsc, które trochę inspirują nas do zmiany stylu życia. Zrobiliśmy to. Ta wyprawa już się zaczęła i potrwa do wakacji. Od lutego do lipca będziecie mogli za ich pośrednictwem zobaczyć jakie miejsca rekomendowaliśmy i poznać ich Gospodarzy. Będzie wspólne gotowanie, rozmawianie, szukanie przepisu na slow life, a Wy to wszystko zobaczycie. Co miesiąc będziemy dodawać materiały z tych wypraw, przepisy na potrawy i desery i mamy nadzieję, że uda się złapać trochę klimatu. Serwus i do zobaczenia co miesiąc!

 


Niezliczoną liczbę razy wspominaliśmy o Grecie. Zachwycaliśmy się wszystkim: Sudetami, Eweliną i Krzyśkiem (Gospodarzami), tym jakie ma podejście do dzieci i opisywaliśmy kuchnię. Taką, że jak wpada tam jakiś recenzent, to wylizuje talerz, a potem z miejsca stosuje certyfikującą wlepkę. Dlatego właśnie uznaliśmy, że pierwszym punktem wyprawy na poszukiwanie braku pośpiechu powinna być Villa Greta. Ewelina i Krzysiek od lat robią w okolicy Dobkowa nieśpieszną, acz wytrwałą rewolucję, a ideę slowfood mają w DNA. I tak jak sami Davidowi powiedzieli - cały ten slow life to jest filozofia życia. Film z wyjazdu Davida w Sudety do Krzyśka i Eweliny z Villi Grety zobaczycie pod tym linkiem. Co bardziej zapobiegliwi rezerwują Gretę jeszcze w listopadzie. Jeszcze nie jest za późno. Więcej o Villi Grecie na Slowhopie tutaj.

„Miejsce warte polecenia. Niezwykle przyjazne miejsce, dla dorosłych i dla dzieci. Spokój, luźna atmosfera i pierwszorzędna kuchnia. I pies Azor, który chętnie towarzyszy spacerowiczom :) Na pewno kiedyś jeszcze tam się wybierzemy.”

Przepis: Mus czekoladowy z serkiem śmietankowym i herbatą Earl Grey. Porcja dla 6 osób. Czas przygotowania: 10 min + 3 godziny schłodzenia

Składniki: 240 g gorzkiej czekolady 64%, 1 serek Almette śmietankowy, 4 jajka, 2 łyżki cukru, szczypta soli, 200 ml zaparzonej gorącej herbaty Earl Grey, 2 łyżki prażonych i posiekanych orzechów laskowych

Przygotowanie: Zacznij od posiekania gorzkiej czekolady. Wrzuć ją do blendera, dodaj serek Almette, jajka, cukier, sól i dolej 1/3 zaparzonej herbaty. Miksuj przez kilka sekund. Przerwij miksowanie, wlej kolejną 1/3 herbaty i miksuj ponownie. Powtórz tę czynność, żeby dolać ostatnią porcję herbaty. Na koniec miksuj wszystko przez 30 sekund. Wlej mus do przygotowanej miski lub pojedynczych miseczek. Włóż do lodówki na 3 godziny. Po tym czasie, serwuj mus czekoladowy posypany orzechami laskowymi.

W marcu David wyskoczył do Zagrody Kuwasy. Spotkał się tam z Agnieszką, która jest Gospodarzem tego miejsca i odkąd zwiała z Warszawy, z całej siły zachęca ludzi do wizyty w Biebrzańskim Parku Narodowym. To ona opowiada nam o tym miejscu, organizując polowania z aparatem na ptaki, łosie i cały ten zwierzyniec, który nad Biebrzą przebywa. Kuchnia w Kuwasach jest tradycyjna, polska. Mają świetną kiszoną kapustę, sporo wiedzą o domowych wędlinach i pasztecie. Sama Zagroda znajduje się na granicy Podlasia i Mazur, na Slowhopie wysyłamy tam nieco większe grupy jogowe i ludzi, którzy lubią obcować z majestatem przyrody. Rok 2019 Park Narodowy ogłosił Rokiem Wilka. I naprawdę można go tam spotkać... Wpadajcie tu z psami, koniecznie zobaczcie jak David robił w Kuwasach prawdziwego sękacza i kogo spotkał w Dolinie Biebrzy.

„Re-we-la-cja. Miejsce wprost cudowne w każdym calu. Świetne dla zwierzolubów, rodzin z dziećmi, osób starszych... Cicha, ciepła atmosfera mimo skrzypiącego mrozu i śniegu za drewnianymi gorącymi filarami zagrody. Do odwiedzenia koniecznie.”

Przepis: Bliny z serkiem Almette z ziołami i wędzoną rybą

Składniki: 1. ciasto: 1 szklanka jogurtu 1 jajko 3/4 szklanki mąki gryczanej szczypta sody lub proszku do pieczenia szczypta soli. 2. dodatki: 1 serek Almette z ziołami wędzony jesiotr lub inna ryba 3 brukselki 2 pieczarki sól, pieprz łyżka oleju lnianego

Przygotowanie: Wymieszaj mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Następnie dodaj jogurt i wbij jajko. Całość wymieszaj do całkowitego połączenia się składników. Na rozgrzaną patelnię, z odrobiną klarowanego masła, wlej po 1 łyżce ciasta i podsmaż bliny w obu stron na złoty kolor. Poobrywaj listki brukselki. Pieczarki pokrój na cienkie plasterki. Posmaruj bliny serkiem Almette z ziołami. Ułóż na nich płatki wędzonego jesiotra, listki brukselki oraz plasterki pieczarek. Dopraw solą, pieprzem i pokrop olejem lnianym.

Trzy godziny i drobny kwadrans z Warszawy, a jest tu tyle możliwości czadowego zakwaterowania, że głowa mała. Od stuletnich domów, do nowoczesnych chatek na drzewach. A posiłki, Drodzy Państwo, jada się w loftowej stodole. Więc jak ktoś ma słabość do ciekawych budowli, historii i posiłków spożywanych grupowo w fajnych okolicznościach, to tak. To tu. Gdyby ktoś pytał o możliwość letniej ochłody, to w okolicach znajduje się kilka jezior. David zagości tu w kwietniu, pozna Ewę i sami jesteśmy ciekawi co ciekawego upichcą. Służymy przepisem i filmem, ale na to musicie chwilę poczekać. Na razie pomyślcie o wakacjach w Siedlisku, a więcej informacji znajdziecie na ich profilu na Slowhopie. Można przyjechać z psem.

„To jest idealne miejsce dla wszystkich kochających naturę i odrobinę luksusu - pysznego jedzenia przywołujacego na myśl domowe obiady. Idea siedliska jest fantastyczna: posiłki przy wspólnych stołach otwierają i zapraszają do dyskusji i poznania sąsiadów, co w dzisiejszym świecie jest rzadkością! Ogromny wybór na śniadanie, świeżość i lokalność produktów bronią się same. Obiady dopasowane do każdego gościa. Teren ogromny i bardzo zadbany, a nasz malutki synek biegał na bosaka od rana do nocy z radością eksplorując całą przestrzeń (są też zabawki, piaskownice, hustawka, łóżeczka dla dzieci i wszystko do jedzenia). Wracamy tu niebawem. Pełen relaks i na łonie natury! Jedyny minusik w domku z gankiem słychać pozostałych gości.”

Tu jest wszystko i takie proszę Państwa dziwy, że aż należy to podkreślić złotą zgłoską. Morze naprawdę niedaleko, a nie słychać cymbergaja i syntezatora yamacha. Spokój tu i cisza, pyszne ciasto domowe na deser, kocha się tu konie i dobrych ludzi. Jakoś tak jest, że właściwie tylko tacy się w Jackowie pojawiają. David będzie tu z wizytą w kwietniu i mamy ogromną nadzieję, że dowiecie się kim jest Nicole z Jackowa i zobaczycie szklarnię, w której znajduje się pokój. My osobiście zaliczyliśmy opad szczęki. Czekamy na maj, a póki co - ogarniajcie wakacje w Folwarku Jackowo. A! Tu też można z psem.

„Właśnie wróciliśmy z kilkudniowego urlopu. Miejsce mogę polecić każdemu. Ogromny, otwarty teren. Dużo przyjaznych zwierzątek gania po okolicy. Cisza i spokój. Okolica nadająca się na wycieczki piesze i rowerowe. Sporo atrakcji w okolicy. Byliśmy z dziećmi i mimo, że było już dawno po sezonie, to nie nudziliśmy się ani chwili. Pokoje czyste, przestronne i ładnie urządzone. Śniadania przepyszne. Codziennie coś nowego do spróbowania - wszystko świeże i ekologiczne. Obiady też nam bardzo smakowały. Kuchnia domowa, produkty lokalne, dobrze doprawione, duże porcje, każdy znalazł coś dla siebie. Czuliśmy się świetnie, sympatyczna atmosfera, wszyscy uśmiechnięci. Dziękujemy za cudowny pobyt. Niby tylko 4 dni, a wystarczyło, żeby odpocząć.”

Siedlisko Blanki to jest miejsce dla estetów. Znajduje się na Warmii, nieopodal jeziora i specjalizuje się w robieniu wrażenia na ludziach każdym pomieszczeniem. Na pierwszy ogień idzie główny salon z pięknym kominkiem. Gospodarze poszaleli z sufitami, nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy. No ale prawdziwie zgłupiejecie na widok wanny w podłodze tuż przy wielkim oknie z widokiem na dwie podświetlone rzeźby nad stawem. Do tego jest osiołek, który lubi chodzić na spacery i ma swoje zdanie na temat chodzenia na sznurku, fajne bistro i stare, perskie dywany. David i ekipa Almette będzie tam kucharzyć w czerwcu, a my doniesiemy Wam co tam się w kuchni zadziało i nareszcie pokażemy Wam Gospodarzy.

„Niesamowite miejsce, które tworzą ludzie z ogromną pasją. Polecam wszystkim, którzy marzą o tym, by choć na chwilę wyciszyć się z dala od miasta.”

Tu naprawdę nic nie trzeba pisać, wystarczy rzut oka na zdjęcia. Właścicielami Górnej Chaty są ludzie, którzy w Gorce przyjechali z Bieszczad, kiedy tam zrobiło się zbyt tłoczno. To znakomita reklama dla Gorców. Ta bajka pięknie toczy się dalej, bo żeby dotrzeć do Górnej Chaty należy pokonać niemal siedem gór i siedem rzek. Szczęśliwie Gospodarze są posiadaczami Defendera, który ogarnia dowóz najsłabszych gości w trudne rejony Górnej Chaty. A jak się już tam dotrze - człowiek patrzy dookoła i myśli, że warto było. Tu jest staw kąpielowy i my na Waszym miejscu rozważylibyśmy to miejsce na wakacje. Górna Chata kończy nasz cykl z Davidem i Almette właśnie wyprawą lipcową.

„Do Górnej Chaty trafiliśmy w listopadzie i jeśli o tak newralgicznej porze wprawiła nas w tak duży zachwyt, przez resztę roku musi być jeszcze lepiej :) Dwa przytulne domki zewsząd otaczają góry i lasy, a gdy widoczność jest dobra, widok na Tatry dosłownie zapiera dech. Gdy spadnie śnieg warto wybrać się na spacer otaczającymi dom szlakami (niezbyt wymagające, idealne do rekreacji), bo w zimowej scenerii ta okolica wygląda po prostu magicznie. Bardzo wygodna jest też lokalizacja chaty (choć zimą podjazd pod sam domek może być wyzwaniem bez łańcuchów), bo w promieniu kilkudziesięciu kilometrów znajdują się Bukowina i Białka Tatrzańska, Nowy Targ, Czorsztyn, Krościoenko czy Zakopane, w sam raz na jednodniowe wypady. W domku dla gości piętro zajmują pokoje, a parter przestrzenie wspólne, oba z widokiem na górską panoramę. Piękne, wykończone drewnem wnętrza z mnóstwem rzeźbionych wykończeń, haftowanych poduch i stylowych drobiazgów świetnie wpisują się w podhalański klimat, a kominek jest kropką nad i. Przy opcji ze śniadaniem, właściciele każdego ranka przynoszą talerze pełne warzyw, past i pieczonego na miejscu chleba z dzbankiem ziołowego naparu - wszystko było naprawdę pyszne.”