25 miejsc na taki wieczór panieński, którego nie zapomnicie

  

 

Napiszemy to wprost: nie szukaliśmy barów, dyskotek, hoteli ani nawet spa z paznokciami i masażem twarzy. Dlaczego nie? Bo tam nie wypada robić tego, co powinno się robić na panieńskim.

Zapraszamy na hormonalną terapię zastępczą. Tu poziom estrogenu osiąga poziom krytyczny, na nasze oko jest grubo za czerwonym. Mamy tu domy, chaty i pensjonaty. Można swobodnie odkleić rzęsy, zdjąć sztuczne włosy, można mieć skarpetkę z dziurą i nie myć zębów. Można się obnosić z Despacito bez uszczerbku dla reputacji, cały weekend ćwiczyć układ do "Single Ladies", śpiewać na pełne gardło Beastie Boys na zmianę z Cyndi Lauper. Są miejsca na Prosecco z truskawką i na tequilę z cytryną. Zróbcie trochę hałasu dziewczyny, niech to będzie pamiętny weekend.

 

 


To jest właśnie TO MIEJSCE. To tu powinno się seryjnie organizować wieczory panieńskie, bo klimat za sprawą Elizy (gospodyni) taki, że jest dobrze. Ona to robi zawodowo, full profeska, Leon Zawodowiec babskich imprez. Będą wianki na głowie, sesja foto, lemoniada i takie rzeczy, że lekarze powinni zalecać pobyt w Łan Sztuk w ramach hormonalnej terapii zastępczej. No i można mieszkać wszędzie: w murowanym domu, kultowej przyczepie Eriba Puck z lat 70. i domku letniskowym. Raczej dla tych grup, którym nie przeszkadza obecność gospodarzy, gdzie jednak trzeba trzymać swoje despacito pod kontrolą.

„W Łanie czułam się swobodnie jak w domu. Prawdziwie odpoczęłam otoczona pięknem natury i dbałością o detale, jaką znalazłam we wnętrzach. Dziękuję za serdeczność i otwartość, za stworzenie tego wyjątkowego miejsca.”

Zdaniem Slowhopa: 4 pokoje 3-osobowe i domek letniskowy oraz przyczepa. I można wziąć psa.

Anataha bije rekordy w ilości zadowolonych przyszłych panien młodych. Kiedy słyszymy takie newsy nadstawiamy ciekawskie uszy. I tu jest tak, że nie trzeba się móżdżyć, na siłę wymyślać atrakcji, rezerwować hummera i z miną żenady wkładać na głowę opaski z penisem, bo litości ludzie, to już było i dawno jest passe. Teraz mamy nowy trend na panieńskie w Anataha, który przewiduje moczenie zadka najpierw w basenie, potem w jacuzzi, następnie podgrzanie go w saunie i/lub gorącej bani, a kiedy już nie będzie siły ruszyć kończyną z przepracowania - można się położyć nad jeziorkiem bez stanika i poprosić o masaż. I teraz bonus- w tym pakiecie jest też Pan Kelner, którego można wynająć na wyłączność (nie mylić z własnością), który poda majtaja, dołoży do ognia i dopilnuje karkówy. Wiadomo, że męska ręka zawsze spoko. Do dyspozycji szczęśliwej przyszłej panny młodej i grupki jej nie mniej szczęśliwych przyjaciółek, jest także altana boho z kinem plenerowym (od maja 2021), altana grillowa i miejsce na kiełbę z kija. I kiedy to wszystko się wydarza, pan fotograf nieśmiało cyka zdjęcia (także takie które potem dacie radę oglądać tylko na zakrapianych imprezach).

Zdaniem Slowhopa: Wiadro na 5 butelek i napis wieczór panieński w pakiecie. Bez lodu, lód trzeba sobie samemu. Może się zdarzyć, że równolegle w Anataha będzie odbywać się drugi panieński, ale żeby był spokój i sprawiedliwość w narodzie strefa chill i spa jest dzielona między grupy i udostępniana na wyłączność między 18-24.00.

Dom dla tych dziewczyńskich grup, które od bandy łypiących kolesi przy barze w centrum, wolą miękki dywan, dobre wino i pogaduchy do rana. Dom w Chociwlu jest właśnie czymś takim. Ukryty w zielonym borze, urządzony w smakowitym designie, sprawia, że od wejścia ma się ochotę zachowywać poprawnie. Dla mieszkanek województwa zachodniopomorskiego, które mają blisko w okolice Koszalina, lubią jak jest luksusowo i chcą zafundować koleżance coś bliskiego wysokogwiazdkowemu SPA.

„Cudne miejsce z dala od zgiełku. Wspaniały wystrój i design. Otaczająca natura pozwala wypocząć.”

Zdaniem Slowhopa: Dla 10 osób na wyłączność, 3 km do jeziora, można wziąć psa.

Hej, czy jest tu jakaś panna młoda zwierzolubna? Co powiecie na panieński wśród stada 200 owiec, 12 kóz, 3 psów, 3 kotów, osiołków i złotych rybek spełniających życzenia? Kiedy myślimy o Wrzosówce to mamy w głowie przynajmniej kilka scenariuszy na wieczór panieński jakiego w życiu nie zapomnicie. Najpierw sjesta ze zwierzakami i czytanie myśli z oczu owcy, potem szamka na tarasie z widokiem, a na deser leśne SPA z zabiegami na młodość w naturze. Czyli, że można dać się obłożyć błotkiem wśród zieleni, albo poprosić o masaż przy ciekawskim osiołku. Mocne? Na koniec (o ile nie zaliczycie niedźwiedziego snu uśmiechem na ustach) cymbergaj na poddaszu, Scooter na 63 calach z nagłośnieniem JBL i tyle internetu, że starczy na przynajmniej jeden sezon Wielkich Kłamstewek.

„Piękne miejsce w jeszcze piękniejszej lokalizacji. Cisza i spokój zakłócane jedynie przez dobiegające odgłosy owiec i osiołków pasących się na łące obok :) ”.

Zdaniem Slowhopa: Polecamy SPA w naturze i wannę z hydromasażem na 7 osób, można się nieźle nabąbelkować. Warto przyjechać na dłużej, żeby zaliczyć też wiatę z miejscem na grilla. 

Takie cudo pod Warszawą. Wygląda nieśmiało, ale drogie panie - nie dajcie się zwieść. Nawet jeśli ulegniecie pokusie pierwszego wieczoru przy zapiecku z parującą herbatą - sobota będzie Wasza. Moc Despacito i wczesnego Bajmu odkrywa się tu w ogromnej stodole, gdzie zebrane rusałki mogą machać stanikami, w końcu kto je tu dojrzy. Poranek nazajutrz w stylu pełzającym można spędzić na malowniczej werandzie jak z filmu "Co się wydarzyło w Madison County" i nie ruszać się stąd aż do wieczora.

„Na początku września zorganizowałam tu wieczór panieński swojej przyjaciółki i wybór miejsca był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę :) Wyjątkowe miejsce niczym wyjęte z bajki ♥ Potańcówka w stodole lepsza niż zatłoczony klub, kolacja przygotowana przez właścicieli smaczniejsza niż u Gesslerowej, a nocleg w Białym Domku przebija wszystkie x-gwiazdkowe hotele ze SPA.”

Zdaniem Slowhopa: Dwa dwuosobowe pokoje, ale możliwe dostawki. Można z psem.

Każdemu opada szczęka, kiedy widzi ten dom. Szkopuł jest tylko jeden - zmieści się tu najwyżej 6 osób, a gospodarze wprost rekomendują 4. Nie dlatego, że jest mało miejsca - po prostu pobyt w domu nad źródłami ma być maksymalnie wyciszający. To nie jest dobre miejsce na Despacito, polecamy raczej Devendrę Banharta i zaczytywanie się czymś wysokogatunkowym. To, czego nie zapomnicie z Wygnanowic: wspólne kąpiele w zimnych źródłach, a potem grzanie się w saunie. Białego wina na tarasie. Wspólnej jogi w specjalnej sali. No i widoków.

Zdaniem Slowhopa: 2 sypialnie i salon z rozkładaną sofą. Samodzielne gotowanie lub zdanie się na Gospodarzy, którzy wiedzą co robią. Można z psem, ale po uzgodnieniu.

Jest taki dom w Warszawie, że równie dobrze mógłby stać w okolicy Giżycka. Ale szczęśliwie ktoś postawił go 20 minut od Pałacu Kultury i to chyba nie byli radzieccy budowniczowie. Dom ma własną wodę i choć pewnie nie nazwalibyśmy tego jeziorem, to małym jeziorkiem na pewno. Można się tam swobodnie moczyć. Można się wylegiwać na brzegu. Można pić schłodzone Prosecco na tarasie. Zimą przydaje się kominek i cisza. W Stawie Otwartym można Despacito, ale raczej nie Kac Vegas.

„Byłam tam, a wciąż nie mogę uwierzyć, że to miejsce istnieje! Jestem oczarowana. Po zamknięciu bramy można zapomnieć o całym świecie. Znika współczesna Warszawa, przenoszę się w lata 30-te. A może nad jakieś zaginione, tajemnicze jezioro Podlasia czy Mazur? Pływam rozkoszując się chłodem wody i promieniami słońca w ten ostatni upalny dzień lata. A potem książka na hamaku, fotel bujany przed kominkiem czy spacer przez zwodzony mostek na wyspę? Slow, mamy czas na wszystko, nikt nas tu nie znajdzie… Naprawdę trudno opisać magię tego miejsca, ale jeśli ktoś czasem marzy o odwiedzeniu Narnii, Tajemniczego ogrodu albo daczy ze „Spalonych słońcem” Michałkowa, to jest to miejsce dla niego…”

Zdaniem Slowhopa: 2 pokoje i rozkładana sofa w salonie. Pole do popisu dla dziarskich outdoorowców - jest hamak i taras.

No i tu naprawdę można zrobić piknik pod wiszącą skałą, a potem zniknąć. Gdzieś w górnej sypialni i tylko na moment. Dziewczynom spodobają się wnętrza, mocno upcyklingowane, widać, że ogarnia tu sytuację ktoś z pomysłem. Naprawdę genialne okolice, no i ten taras. Taras i kilka kobiet - to zawsze brzmi jak obietnica dobrego wieczoru. Nikt Was tu nie usłyszy, więc i Despacito i Girls rule the World, a pod koniec nawet Pszczółka Maja.

„Wiele miejsc odwiedziłam przez ostatnich kilka lat, ale nie pamiętam kiedy czułam się tak dobrze, jak w Domu pod Skałą. Piękna, słoneczna pogoda tylko wzmocniła nasze odczucia podczas pobytu w Gołaczowie. Wokół las i śpiew ptaków. Szum potoku. Z dala od zgiełku. Cudownie!!!”

Zdaniem Slowhopa: 8 osób, 3 sypialnie, dwie łazienki, tu bez psów. Na obiadki do Kudowy.

Macie jakiś panieński na tapecie? My chcemy do Niebieskiego Szczura! Weźcie nas koniecznie! Im dłużej czytaliśmy co tam się wyprawia, tym bardziej byliśmy zachwyceni. Tym razem bardziej Maryla Rodowicz i Małgośka. Pakujcie w torbę haftowane koszule nocne. Zapraszamy na panieński z konikami, a dokładniej na treningi rozwojowe metodą Horse Assisted Education, czyli takie podczas których uczy się od tych wspaniałych zwierząt. Konika bierze się na spacer po lesie, uczy się komunikować z nim pozawerbalnie, obserwować swoje emocje i stany wewnętrzne. Potem krąg kobiet i omówienie przeżyć z prowadzącą - Ewą. Tutejsza gospodyni zabierze Waszą kobiecą paczkę na piknik niespodziankę, na nocne wyjście do lasu albo zbieranie ziół i polnych kwiatów, z których potem można upleść wianki. Prawdziwa kobieca komitywa i trochę czarów, jak to drzewiej bywało. Dla nas czad. A teraz deser. Na deser przebieranki i sesja z konikami w strojach ludowych, wieczorowych albo barokowych. I naleweczki. Naleweczki też będą- no koniecznie.

„Siedlisko Niebieski Szczur to miejsce gdzie można zatrzymać się i zapomnieć o męczących sprawach i problemach. Otaczają Cię tutaj wspaniali, ciepli ludzie, kot przychodzi na kolana i mruczy, a Ty siedzisz i obserwujesz piękne konie na tle lasów. Można tu poznać wartościowych ludzi, którzy przyjeżdżają do siedliska nie z przypadku. Można posiedzieć z nimi przy kominku i porozmawiac na ciekawe tematy, a jak chcesz pobyć sam to idziesz na hamaczek na drzemkę na świeżym powietrzu. Jeżeli chodzi o jedzenie to jest ono wspaniałe i jest tego tyle, że nie da się przejeść, choćby się bardzo chciało. Pozdrawiamy serdecznie i polecamy z całego serca! :) ”

Zdaniem Slowhopa: Ewa to czarodziejka. Serio. Trzeba mieć w sobie jakąś magię albo wyjątkową wrażliwość, by tak rozumieć zwierzęta. Jeśli od panieńskiego oczekujecie czegoś więcej niż bólu głowy dzień po, to do Ewy- koniecznie.

Najważniejsze elementy domków Dosbajka w sytuacji wieczoru panieńskiego to: basen i bania. Nie ta bania. Ta też, ale to może później. I raczej może lżejsza niż solidniejsza - z uwagi na basen. Fajny właściciel, na pewno pomoże z jakimś lokalnym jedzeniem. Mieszka niedaleko, więc bez przesady z Despacito.

„Piękne miejsce ciche i spokojne, zaraz obok las i szlaki turystyczne. Super polecamy skorzystać z bani rosyjskiej kiedy śnieg dookoła, świetna sprawa w zimny dzień. Domek piękny a chwilę przy kominku w listopadowy dzień wyjątkowe. Bardzo mily gospodarz. Gwarancja udanego weekendu w ciszy i na łonie natury. Dziękujemy pięknie za uroczy weekend i polecamy!”

Zdaniem Slowhopa: Dwa pięcioosobowe domki, ale gospodarze mają jeszcze dwa na podorędziu. Jest szansa na duże zagęszczenie estrogenu...

Robi nam się ciepełko na ciałku na widok tego basenu. Tutaj zapraszamy dziewczyny, które raczej nie Despasito, ale Adel po tuningu. Co powicie na rytuał piękna, relaks stoprocent, weekend w szlafroczku, papcie z pomponem i jeśli prosecco to tylko w ilości limitowanej? Jeśli marzy Wam się panieński weekend rozpusty dla ciała, to to jest ten kierunek. Teraz włączcie wyobraźnie: najpierw seans w saunie, potem peeling malinowo- marcepanowy i taaaki masaż całego ciała, po którym wstąpi w was drugie życie. Pyszka. Do wyboru jest zresztą cała masa zabiegów, wiadomo, że nie każdy lubi marcepan, ale może kokos albo masaż stemplami ziołowymi? Jak wam się spodoba, a dajemy głowę, że tak będzie, to jest też opcja na trening relaksacji, albo stretchingu. I panna młoda jak nowonarodzona gotowa na zamążpójście.

„Wspaniale miejsce, takie kameralne i z klimatem. Troche eklektyzmu, troche sielskosci w luksusowej odslonie. Korzystałam z pakietu romantycznego i szczerze polecam, kolacja z winem, masaz dodatkowo lekcja relaksacji. Basen rezerwowany na godziny co daje niesamowity komfort i nieskrępowany relaks. Sauna z widokiem na drzewa. W pobliżu jezioro i piękne kaszubskie pola. Osoby dbające o pobyt gości bardzo mile i ciepłe. Pani Sylwia prowadzaca lekcje i masaze super osoba z mega warsztatem”.

Zdaniem Slowhopa: W Kashubian łączą pobyty gości z pobytem grup zorganizowanych, więc trzeba trzymać swoje despasito na wodzy. Poza wysokim sezonem można przyjechać nawet na 2 noce w ilości max 20 osób (bez minimalnej liczby gości). W wakacje niestety tylko 7-dniowe pobyty.

No i nokaut! Najbardziej kreatywna wioska na Warmii, a tam Staszek i jego chałupa i stodoła. W tej stodole się fajne rzeczy dzieją, w domu też i zmieści się 20 napakowanych estrogenem kobiet gotowych do pokazania przyszłej pannie młodej co traci. O wszystko pytajcie Staszka w wiadomościach przez Slowhopa, ostrzegamy tylko, że z terminami może być krucho. No i tu w stodole to nie tylko Despacito, ale i Kawiarenki oraz cała Irena Santor.

„Kiedy przyjeżdżasz do Kawkowa, zapominasz jaki jest dzień tygodnia, jaka data, nie obchodzi Cię godzina. Dzień regulowany jest przez Twój organizm, wschody i zachody słońca i przepyszne posiłki. Lubię tutaj być - bardzo!”

Zdaniem Slowhopa: 5 pokoi, 3 łazienki i teoretycznie 16 osób, ale przy odrobinie wysiłku 20 też się zmieści. Można z psem. Bez jedzenia, ale Kawkowo to nie pustynia...

Tu, na polanie w lesie, mieszka Danka Zlasu. Nie znamy nikogo, naprawdę nikogo, kto by na Mierki zamarudził. Wszyscy chcą wracać, Mierki wzburzają zachwyty, możliwe, że pod wpływem gospodarskiego wina, które tu można podegustować. I wprawdzie to typowa agro, gdzie wynajmuje się pokoje - poradzimy Wam coś innego. Napiszcie do Danki (przez Slowhopa), zapytajcie, czy możecie zrobić sobie festiwal progesteronu i ciepłego koniaku w Mierkach. Możliwe, że cały dom będzie Wasz i będzie sobie można pobiegać po lesie bez odzienia. Tylko nie straszcie koni...

„Gdzieś na końcu świata, w środku lasu jest chatka gdzie czas jest pojęciem względnym, a spokój, ciszę, „nic niemuszenie”, ruch bądź jego brak, uśmiech i pozytywną energię dostajesz w pakiecie do dobrego Bed &jeszcze lepszego Breakfast hahaha Hmmmm, tylko jest problem....to może uzależnić bo nie zdążysz wyjechać a już myślisz kiedy znów tu przyjechać :-) Jesli lubisz przyrodę, zwierzęta i ciepło kominka to wpisz to miejsce na swoją listę „must see”...”

Zdaniem Slowhopa: 5 pokoi z szerokimi łóżkami i można zabrać psa. Super Gospodarze. Nie dla panienek spod znaku serialu o modzie w Nowym Jorku. Jest obawa, że od palenia w piecu może się zniszczyć hybryda.

Tym razem Suwalszczyzna, prawdziwa wieś, konie za oknem, zapach świeżego chleba i placków z jagodami. Wianki na głowę i ładujcie się do bryczki, Elwira i Enegra powiozą was w nieznane. Taka przejażdżka wśród zieleni, bez osłony, to może być prawdziwa radość dla dziewcząt wychowanych na uberze. Będą tańce na łące, gorąca beczka i ognisko ze śpiewami, a Ania przygotuje Wam taką szamkę, że nie będziecie chciały odejść od stołu. Tutaj lekko Spice Girls i Wannabe w plenerze. Jak się dobrze zakręcicie, to jest też opcja na warsztaty z robienia mydła i sesja mindfulness. Na kaca karpatka z kawusią i można wychodzić za mąż.

Zdaniem Slowhopa: Panieński wersja wśród pól i jedzenia, tańce na łące, gorąca beczka i ognisko ze śpiewami. Szykujcie repertuar.

Letnie poranki smakują tu najlepiej z kieliszkiem zimnego prosecco i bruschettą o zapachu bazylii. Nie ma wątpliwości, że gospodarze to wyjątkowi pasjonaci wszystkiego co najlepsze dla duszy i ciała. Mają nosa do sztuki, a na widok pokoi szczęki opadną Wam z zachwytu. Do swojej kuchni podchodzą poważnie tworząc niesamowite francuskie smaki. Po południu zabiorą was na zajęcia mindfullnes i jogę na trawie, potem możecie wskoczyć do jeziora, później grill i czerwone wino, a wieczorem tańce w ogrodzie.

„Absolutnie fantastyczne miejsce!!! pierwszy pobyt nigdy nie będzie ostatnim... właściciele to czarodzieje, stworzyli magiczne miejsce, w którym nie sposób czuć się źle... miejsce pozostawiające niedosyt... chce się wracać, bardzo!!!”

Zdaniem Slowhopa: Cztery przestronne apartamenty, łącznie pomieszczą 22 osoby. Jest prywatna plaża i francuska kuchnia na życzenie. Można zabrać psa.

Dziewczyny- szykujcie dmuchanego flaminga bo mamy dla was miejscówkę! Kawałek za Warszawą Jakub i Iza odstawili taką krainę, w której drinki z palemką wchodzą jak w masło. Wkładajcie bikini i pakujcie się do malucha z gotowym do lotu, napowietrzonym ptakiem. Będzie kąpane. Na hektarach zieleni stoi rezydencja z podgrzewanym basenem, w której można poczuć się jak w amerykańskim filmie i wcale nie przesadzamy. Gofry na śniadanie, prosecco na obiad no i może na kolację (ale bez przesady ze względu na basen). Potem sesja w spa, masaż miodem i seans w bani pod gwiazdami. Bali nie bani. No i tu Despacito na 3 głosy to może być za wiele, ale Harry Styles z małego głośniczka pewnie nikogo nie spłoszy.

Zdaniem Slowhopa: Jeśli wolicie więcej swobody możecie zamieszkać w Miętowym Zakątku (max 4 lokatorów), albo kawałek dalej w niezależnym Domku Ogrodnika (6 os). Basen jest współdzielony, więc musicie panować nad swoim flamingiem. Radzimy polować na terminy, bo w lecie w Złotopolskiej Dolinie odbywają się wesele i wtedy całe miejsce wynajmowane jest na wyłączność. 

A tu jest drogie Panie dom na wyłączność dla 11 osób. Wokół tylko pola i lasy, więc sobie można urządzić fiestę z Margaritą i rzucać stanikiem do celu. Kto nam zabroni. A pani Iwona, Gospodarz ma dla Was taki komunikat: Na miejscu można skorzystać z masażu ( dwóch masażystów) lub skorzystać z oferty Camp Spa - kąpiel w bali, sauna w lesie, masaże. W ramach eksperymentu zorganizować wspólne gotowanie, grillowanie lub zamówić catering. Można słuchać głośno muzyki, palić ognisko i urządzić rytualne tańce. Jadać śniadanie w oranżerii która stapia się z leśnym ogrodem, pić schłodzone wino na tarasie lub przed kominkiem." Możemy tylko przyklasnąć i pakować torebki.

„Polecam wszystkim serdecznie. W okolicy piękne lasy i jeziora. Lasy bardzo obfite w grzyby. Miłośnicy długich spacerów oraz jazdy rowerem również będą bardzo zadowoleni.”

Zdaniem Slowhopa: Właścicielka mieszka niedaleko, ale spokojnie można uwalniać despacito.

A to znów Mazury! Domki w Widokowie są trzy, mają zachęcającą saunę i widok na jezioro oraz można ze sobą zabrać wiele fanek Despacito. Z obserwacji Gospodarzy: Dziewczyny oczywiście rezerwują normalnie nocleg piątek - niedziela. Niektóre ekipy na tym kończą i we własnym zakresie organizują sobie wyżywienie (imprezę), mają oczywiście do dyspozycji wiatę biesiadną z grillem lub miejsce na ognisko. Kuchnie w domkach są w pełni wyposażone (jak w domu) więc mają możliwość wspólnie pogotować. W cenie mają również wszystkie sprzęty sportowe tj. rowery, kajaki, rowerek wodny czy deski sup. Robią sobie piknik na naszej plaży i spędzają fajny dzień. Ekipy, które dysponują większą gotówką zamawiają u nas dodatkowo masaż dla panny młodej, jeżeli oczywiście jest odpowiednia pogoda to jest również joga na świeżym powietrzu, sesja fotograficzna czy kolacja (ognisko lub pod zadaszaniem) przygotowana przez profesjonalną kucharkę specjalizującą się w daniach ogniskowych, mazurskich, wegańskich czy wegetariańskich. Na życzenie przygotowujemy również śniadania w formie koszy dostarczanych do domków.

„Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego miejsca na weekend panieński! Widok po prostu zapiera dech w piersiach! Nowoczesne domki z pełnym wyposażeniem spełniły wymagania wszystkich gości. Trzeba jednak przyznać, że największym atutem miejsca są przesympatyczni właściciele! Swoim zaangażowaniem doprowadzili do tego, że już zastanawiam się kiedy tu wrócę Serdecznie wszystkim polecam!”

Zdaniem Slowhopa: W każdym domku zmieści się od 4-6 rozbawionych femigrup. To stwarza ogromne możliwości...

Tutaj dziewczyny to tylko spodnie na gumkę. Bierzcie te koleżanki, które nie są na diecie, mruczą w trakcie jedzenia i bez wstydu proszą o dokładkę. W programie: drożdżowe koguty, pstrągi, sery i przetwory, czyli takie jedzenie, o którym później śni się po nocach. Można zamieszkać w pięknych pokojach, albo wziąć intymniejszą chatkę, która pewnie lepiej zareaguje na Majteczki w Kropeczki. Na życzenie degustacja wina, warsztaty winiarskie, masaże klasyczne albo mniej. Naszym zdaniem w stronę mniej, bo zawsze fajnie skosztować czegoś nowego. Polecamy terapeutkę Masaży Dźwiękiem, grupowe koncerty gongów i indywidualne masaże misami tybetańskimi. Potem kielich w dłoń i spacer po wąwozach, jak was lekko poniesie to dojdziecie nawet na lody w centrum Kazimierza.

„Świetna lokalizacja, pyszne śniadania, przepiękne miejsce. Czulysmy się jak w bajce. Pani gospodarz bardzo miła, pomocna i otwarta. Jestem zakochana w tym miejscu ❤️ ”

Zdaniem Slowhopa:Nie przesadzajcie z poziomem decybeli, bo inni goście Lipowej mogą nie być zachwyceni. Piękne pokoje i jedzenie, po którym będziecie wylizywać talerze.

Były miejsca blisko stolicy, więc tym razem Wielkopolska. Polecamy tym świadkowym, którym pali się pod nogami i pilnie potrzebują miejsca na panieński nie na końcu świata. I tu proszę- szybka opcja w niedalekiej odległości od Poznania. W Wozowni przy Dworku Separowo, może zamieszkać aż 20 kobiet, więc śmiało bierzcie koleżanki. Pyknijcie partyjkę w bilarda, zróbcie piknik w ogrodzie ze schłodzonymi bąbelkami w roli dania głównego, podsmażcie zadek na plaży przy Jeziorze Strykowskim, a wieczorem poproście o ognisko albo o grilla. A jeśli zaskoczy Was zima, to kominek też jest i czeka. I właśnie- tutaj bardziej Czerwone Gitary niż Bania u Cygana, bo to jednak dworek i trzeba się zachowywać.

Zdaniem Slowhopa: Fajne miejsce przy XIX wiecznym Dworku, w którym często odbywają się wesela. Pokoje są częściowo przechodnie, więc pamiętajcie o tym w trakcie rezerwacji.  

Na wstępie uprzedzamy- to nie jest miejsce na hulanki. Ale jeśli chcecie poobcować ze sztuką i pięknymi antykami wpadajcie do Art Pension. Olgierd- tutejszy gospodarz jest artystą malarzem i pewnie chętnie opowie Wam o tym, co wisi na ścianach, a może nawet nauczy Was machać pędzlem? Art Pension to w zasadzie mała galeria sztuki pełna prac gospodarza i przedwojennych mebli. Czyli raczej schłodzone winko, kominek i jazz, bo Alvaro to może niekoniecznie. Można spędzić dzień na szlakach, a potem zalec w salonie z kielichem i z podkulonymi nogami i skosztować integracji.

„PFantastyczne i bardzo klimatyczne miejsce. Atmosfera całego domu, a w szczególności salonu wpływa nawiązywaniu kontaktów (czasem intensywnych ?) pomiędzy gośćmi. Otwartość właścicieli i szczera chęć pomocy w każdym aspekcie pobytu zasługuje na najwyższe słowa uznania. Minął ledwie dzień po opuszczeniu tego magicznego miejsca, a już pojawia się silna tęsknota i chęć ponownych odwiedzin [...] ”.

Zdaniem Slowhopa: Jeśli Wasza Panna Młoda lubi kontakt ze sztuką i spacery po szlakach, to weźcie ją do Art Pension. Śniadania i obiadokolacje (dodatkowo płatne) można zamówić do dwóch dni przed przyjazdem.  

A jeśli Kaszuby to koniecznie do Polaszek! Mają swój staw w kształcie serca i czerwone okiennice, więc nie trzeba robić scenografii, można jechać na gotowca. I tutaj polecamy przedłużony panieński, żeby można było skorzystać ze wszystkich atrakcji. Polaszki mają swoją własną restaurację, która zbiera laurki za epickie jedzenie i co ważne, można sobie wybrać co się komu podoba z karty. Polecamy schabowego wielkości talerza, pierogi albo pstrąga w całości. Do tego kompocik i można piać z zachwytu. Pyszka. Poranek na werandzie, a wieczorek w bali i saunie, a potem ognicho ze śpiewami i grzańcem Polaszkowskim. W Polaszkach śpi się w pokojach, więc z tym grzańcem to nie przesadzajcie, żeby trafić do swojego w drodze powrotnej. Jeśli zaplanujecie dłuższy pobyt to polecamy warsztaty z wekowania, pieczenia chlebka albo lepienia pierogów.

„Myśle, ze w Starych Polaszkach każdy znajdzie coś dla siebie: dobre jedzenie (królewskie śniadania), przemiłych ludzi, saunę, ruską banię, rowery. Jest czas na wędkowanie i lekturę. W okolicy niemało atrakcji: jeziora, urokliwe miejsca (Dwór Wybickich, Arboretum w Wirtach, Skansen we Wdzydzach Kiszewskich), Gdańska starówka na wyciągnięcie ręki. Wieczorem można nadrobić zaległości kinowe. A nad wszystkim czuwa wspaniała Pani Kasia, z która bardzo trudno się nie zaprzyjaźnić. Polecam, z całego slowhopowego serca! ”.

Zdaniem Slowhopa: Polaszki mają do dyspozycji 37 miejsc do spanka, więc o ile nie przyjeżdżacie taką grupą, to trzeba trzymać swoje despasito na wodzy na tyle, by nie uprzykrzyć życia innym gościom. Koniecznie bierzcie warsztaty i wyślijcie nam potem trochę Polaszek w słoiczkach. 

To jest letni pomysł na wykorzystanie tej lnianej koszuli, kupionej na przecenie. Do tego prawdziwy wianek, bose stopy i schłodzone białe wino. Oldschool to po prostu stara szkoła, doprowadzona do pięknego stanu przez architektkę, która pracowała m.in z Danielem Liebeskindem. To jej dzieło, jej dziecko i pomyślcie o niej ciepło, kiedy przygotujecie przyszłej pannie młodej kąpiel w wannie z widokiem. Dom znajduje się nieopodal Wadowic, ma piękny ogród i możliwości co tu by dziś zrobić.

Zdaniem Slowhopa: Cztery sypialnie, dwie łazienki, godzina do Jeziora Żywieckiego. Tu nie bierzcie psa.

Fajne w Siedlisku Niedziela jest to, że dostajecie dla siebie dom z wygodnymi pokojami, na dole jest przyjemna kuchnia, w której chce się przesiadywać, a z tej kuchni wychodzi się prosto na tak urokliwy ogródek, że chcąc nie chcąc się człowiek cieszy. Tam natomiast jest specjalne miejsce dla dziewczyn, które lubią pić wino z podwiniętymi nogami na rozległych kanapach. My lubimy. Jeszcze fajniejsze w Siedlisku Niedziela jest to, że gospodarze sami organizują wydarzenia specjalne: kolację przygotowaną przez Ewę Pe (wegańską) i warsztaty tkackie. Mogą być jeszcze kosze z lokalnymi produktami, a nawet, jeśli da się spiąć w czasie, masaże lomi.

„Przepiękne miejsce na odpoczynek. Na terenie Siedliska jest mnóstwo zakamarków, tak że nikt nikomu nie przeszkadza i nie wchodzi w drogę. Każdy znajdzie swoje miejsce. I do tego fantastyczne widoki! Miejsce nadaje się również do aktywnego wypoczynku - w pobliżu są przepiękne trasy rowerowe oraz kajakowe (początek spływu Krutynią). Nie korzystaliśmy ze śniadań ale widziałam, że Gospodarze serwują je w formie koszyka, który czeka rano. To świetny pomysł, nie trzeba stawiać się o określonej godzinie. Śniadanie wyglądało pysznie :slightly_smiling_face: Niewątpliwą atrakcja jest kreatywna stodoła z krosnami i innymi materiałami”

Zdaniem Slowhopa: Nie tylko dla prząśniczek i koronczarek, ale rzeczywiście w Siedlisku każdy dzień jest jak niedziela. Pokoje dwuosobowe i fajne wspólne miejsce na dole.

Ten panieński jest blisko Gniezna, więc zapraszamy laski z Poznania. Czas na las, drogie panie, bo tu da się hałasować na całego i jedyne sąsiedztwo, które można tym wkurzyć to okoliczne dziki. Dom numer jeden pomieści 9 osób, a drugi nawet 30. Do tego fajne miejsce wspólne, gdzie można dowolnie i w grupie pracować nad mięśniami dna miednicy w rytmie Harry'ego Belafonte.

„Zatrzymałam się w Przyborowie na jedną noc, z nastoletnią córką. To był środek tygodnia, więc byłyśmy tylko my dwie ( z gości) na terenie. Spokój był wspaniały, każdy szum drzew dobrze słyszalny. Do tego klimatycznie beczące owce, psy do czochrania, przepyszna pieczona dynia, hamak, ocierająca się kotka, wieczorne lampki na namiocie, to wszystko zrobiło nam ogromną przyjemność. Gospodyni dziękujemy za wszystko ^^ To było najlepsze zakończenie wakacji.”

Zdaniem Slowhopa: Właścicielka super, można z nią rozmawiać o dodatkowych atrakcjach.