12 miejsc na taki wieczór panieński, którego nie zapomnicie

  

 

Napiszemy to wprost: nie szukaliśmy barów, dyskotek, hoteli ani nawet spa z paznokciami i masażem twarzy. Dlaczego nie? Bo tam nie wypada robić tego, co powinno się robić na panieńskim.

Zapraszamy na hormonalną terapię zastępczą. Tu poziom estrogenu osiąga poziom krytyczny, na nasze oko jest grubo za czerwonym. Mamy tu domy, chaty i pensjonaty. Można swobodnie odkleić rzęsy, zdjąć sztuczne włosy, można mieć skarpetkę z dziurą i nie myć zębów. Można się obnosić z Despacito bez uszczerbku dla reputacji, cały weekend ćwiczyć układ do "Single Ladies", śpiewać na pełne gardło Beastie Boys na zmianę z Cyndi Lauper. Są miejsca na Prosecco z truskawką i na tequilę z cytryną. Zróbcie trochę hałasu dziewczyny, niech to będzie pamiętny weekend.

 

 


To jest właśnie TO MIEJSCE. To tu powinno się seryjnie organizować wieczory panieńskie, bo klimat za sprawą Elizy (gospodyni) taki, że jest dobrze. Ona to robi zawodowo, full profeska, Leon Zawodowiec babskich imprez. Będą wianki na głowie, sesja foto, lemoniada i takie rzeczy, że lekarze powinni zalecać pobyt w Łan Sztuk w ramach hormonalnej terapii zastępczej. No i można mieszkać wszędzie: w murowanym domu, kultowej przyczepie Eriba Puck z lat 70. i domku letniskowym. Raczej dla tych grup, którym nie przeszkadza obecność gospodarzy, gdzie jednak trzeba trzymać swoje despacito pod kontrolą.

„W Łanie czułam się swobodnie jak w domu. Prawdziwie odpoczęłam otoczona pięknem natury i dbałością o detale, jaką znalazłam we wnętrzach. Dziękuję za serdeczność i otwartość, za stworzenie tego wyjątkowego miejsca.”

Zdaniem Slowhopa: 4 pokoje 3-osobowe i domek letniskowy oraz przyczepa. I można wziąć psa.

Dom dla tych dziewczyńskich grup, które od bandy łypiących kolesi przy barze w centrum, wolą miękki dywan, dobre wino i pogaduchy do rana. Dom w Chociwlu jest właśnie czymś takim. Ukryty w zielonym borze, urządzony w smakowitym designie, sprawia, że od wejścia ma się ochotę zachowywać poprawnie. Dla mieszkanek województwa zachodniopomorskiego, które mają blisko w okolice Koszalina, lubią jak jest luksusowo i chcą zafundować koleżance coś bliskiego wysokogwiazdkowemu SPA.

„Cudne miejsce z dala od zgiełku. Wspaniały wystrój i design. Otaczająca natura pozwala wypocząć.”

Zdaniem Slowhopa: Dla 10 osób na wyłączność, 3 km do jeziora, można wziąć psa.

Takie cudo pod Warszawą. Wygląda nieśmiało, ale drogie panie - nie dajcie się zwieść. Nawet jeśli ulegniecie pokusie pierwszego wieczoru przy zapiecku z parującą herbatą - sobota będzie Wasza. Moc Despacito i wczesnego Bajmu odkrywa się tu w ogromnej stodole, gdzie zebrane rusałki mogą machać stanikami, w końcu kto je tu dojrzy. Poranek nazajutrz w stylu pełzającym można spędzić na malowniczej werandzie jak z filmu "Co się wydarzyło w Madison County" i nie ruszać się stąd aż do wieczora.

„Na początku września zorganizowałam tu wieczór panieński swojej przyjaciółki i wybór miejsca był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę :) Wyjątkowe miejsce niczym wyjęte z bajki ♥ Potańcówka w stodole lepsza niż zatłoczony klub, kolacja przygotowana przez właścicieli smaczniejsza niż u Gesslerowej, a nocleg w Białym Domku przebija wszystkie x-gwiazdkowe hotele ze SPA.”

Zdaniem Slowhopa: Dwa dwuosobowe pokoje, ale możliwe dostawki. Można z psem.

Plusem tego miejsca jest to, że w każdym momencie dnia i nocy znajdzie się sąsiad, który pożyczy korkociąg, zorganizuje piwo i wyciągnie Wasz samochód z błota za pomocą ciągnika. I będzie przy tym mnóstwo obopólnej radości. Stara obora, na końcu wsi, z jeziorem tak blisko, że idzie się tam na bosaka. Zrobimy to za Was i przedstawimy scenariusz atrakcji na wieczór panieński: najpierw poranna kawa nad jeziorem, następnie cała ekipa wchodzi do sauny, a potem pędzi na bombę do jeziora, potem wino, potem pizza z pieca w ogrodzie, niekoniecznie udana, później wino, później sjesta w sadzie, a do końca wieczora wino i spontaniczne tańce.

„Hmmm...zakochałam się ...w pięknym podejściu do kamienia, cegły i drewna:) W drodze jesiennej gdzie kolory są tak intensywne, że żadne lato tego nie odda. W wiosce gdzie za ostatnim domem jest zakręt na pola...przecudne pola . W tym, że idąc wioską jesteś trochę jak u Smarzowskiego, trochę jak osadzie sprzed ponad 100 lat. ”

Zdaniem Slowhopa: Miejsca dla 8 osób, ale zmieści się więcej. Można dostawić namioty w sadzie. Można zabrać psa. Na wyposażeniu sauna i 2 deski SUP. Wiejski sklep obok.

Każdemu opada szczęka, kiedy widzi ten dom. Szkopuł jest tylko jeden - zmieści się tu najwyżej 6 osób, a gospodarze wprost rekomendują 4. Nie dlatego, że jest mało miejsca - po prostu pobyt w domu nad źródłami ma być maksymalnie wyciszający. To nie jest dobre miejsce na Despacito, polecamy raczej Devendrę Banharta i zaczytywanie się czymś wysokogatunkowym. To, czego nie zapomnicie z Wygnanowic: wspólne kąpiele w zimnych źródłach, a potem grzanie się w saunie. Białego wina na tarasie. Wspólnej jogi w specjalnej sali. No i widoków.

Zdaniem Slowhopa: 2 sypialnie i salon z rozkładaną sofą. Samodzielne gotowanie lub zdanie się na Gospodarzy, którzy wiedzą co robią. Można z psem, ale po uzgodnieniu.

Jest taki dom w Warszawie, że równie dobrze mógłby stać w okolicy Giżycka. Ale szczęśliwie ktoś postawił go 20 minut od Pałacu Kultury i to chyba nie byli radzieccy budowniczowie. Dom ma własną wodę i choć pewnie nie nazwalibyśmy tego jeziorem, to małym jeziorkiem na pewno. Można się tam swobodnie moczyć. Można się wylegiwać na brzegu. Można pić schłodzone Prosecco na tarasie. Zimą przydaje się kominek i cisza. W Stawie Otwartym można Despacito, ale raczej nie Kac Vegas.

„Byłam tam, a wciąż nie mogę uwierzyć, że to miejsce istnieje! Jestem oczarowana. Po zamknięciu bramy można zapomnieć o całym świecie. Znika współczesna Warszawa, przenoszę się w lata 30-te. A może nad jakieś zaginione, tajemnicze jezioro Podlasia czy Mazur? Pływam rozkoszując się chłodem wody i promieniami słońca w ten ostatni upalny dzień lata. A potem książka na hamaku, fotel bujany przed kominkiem czy spacer przez zwodzony mostek na wyspę? Slow, mamy czas na wszystko, nikt nas tu nie znajdzie… Naprawdę trudno opisać magię tego miejsca, ale jeśli ktoś czasem marzy o odwiedzeniu Narnii, Tajemniczego ogrodu albo daczy ze „Spalonych słońcem” Michałkowa, to jest to miejsce dla niego…”

Zdaniem Slowhopa: 2 pokoje i rozkładana sofa w salonie. Pole do popisu dla dziarskich outdoorowców - jest hamak i taras.

No i tu naprawdę można zrobić piknik pod wiszącą skałą, a potem zniknąć. Gdzieś w górnej sypialni i tylko na moment. Dziewczynom spodobają się wnętrza, mocno upcyklingowane, widać, że ogarnia tu sytuację ktoś z pomysłem. Naprawdę genialne okolice, no i ten taras. Taras i kilka kobiet - to zawsze brzmi jak obietnica dobrego wieczoru. Nikt Was tu nie usłyszy, więc i Despacito i Girls rule the World, a pod koniec nawet Pszczółka Maja.

„Wiele miejsc odwiedziłam przez ostatnich kilka lat, ale nie pamiętam kiedy czułam się tak dobrze, jak w Domu pod Skałą. Piękna, słoneczna pogoda tylko wzmocniła nasze odczucia podczas pobytu w Gołaczowie. Wokół las i śpiew ptaków. Szum potoku. Z dala od zgiełku. Cudownie!!!”

Zdaniem Slowhopa: 8 osób, 3 sypialnie, dwie łazienki, tu bez psów. Na obiadki do Kudowy.

Najważniejsze elementy domków Dosbajka w sytuacji wieczoru panieńskiego to: basen i bania. Nie ta bania. Ta też, ale to może później. I raczej może lżejsza niż solidniejsza - z uwagi na basen. Fajny właściciel, na pewno pomoże z jakimś lokalnym jedzeniem. Mieszka niedaleko, więc bez przesady z Despacito.

„Piękne miejsce ciche i spokojne, zaraz obok las i szlaki turystyczne. Super polecamy skorzystać z bani rosyjskiej kiedy śnieg dookoła, świetna sprawa w zimny dzień. Domek piękny a chwilę przy kominku w listopadowy dzień wyjątkowe. Bardzo mily gospodarz. Gwarancja udanego weekendu w ciszy i na łonie natury. Dziękujemy pięknie za uroczy weekend i polecamy!”

Zdaniem Slowhopa: Dwa pięcioosobowe domki, ale gospodarze mają jeszcze dwa na podorędziu. Jest szansa na duże zagęszczenie estrogenu...

No i nokaut! Najbardziej kreatywna wioska na Warmii, a tam Staszek i jego chałupa i stodoła. W tej stodole się fajne rzeczy dzieją, w domu też i zmieści się 20 napakowanych estrogenem kobiet gotowych do pokazania przyszłej pannie młodej co traci. O wszystko pytajcie Staszka w wiadomościach przez Slowhopa, ostrzegamy tylko, że z terminami może być krucho. No i tu w stodole to nie tylko Despacito, ale i Kawiarenki oraz cała Irena Santor.

„Kiedy przyjeżdżasz do Kawkowa, zapominasz jaki jest dzień tygodnia, jaka data, nie obchodzi Cię godzina. Dzień regulowany jest przez Twój organizm, wschody i zachody słońca i przepyszne posiłki. Lubię tutaj być - bardzo!”

Zdaniem Slowhopa: 5 pokoi, 3 łazienki i teoretycznie 16 osób, ale przy odrobinie wysiłku 20 też się zmieści. Można z psem. Bez jedzenia, ale Kawkowo to nie pustynia...

Tu, na polanie w lesie, mieszka Danka Zlasu. Nie znamy nikogo, naprawdę nikogo, kto by na Mierki zamarudził. Wszyscy chcą wracać, Mierki wzburzają zachwyty, możliwe, że pod wpływem gospodarskiego wina, które tu można podegustować. I wprawdzie to typowa agro, gdzie wynajmuje się pokoje - poradzimy Wam coś innego. Napiszcie do Danki (przez Slowhopa), zapytajcie, czy możecie zrobić sobie festiwal progesteronu i ciepłego koniaku w Mierkach. Możliwe, że cały dom będzie Wasz i będzie sobie można pobiegać po lesie bez odzienia. Tylko nie straszcie koni...

„Gdzieś na końcu świata, w środku lasu jest chatka gdzie czas jest pojęciem względnym, a spokój, ciszę, „nic niemuszenie”, ruch bądź jego brak, uśmiech i pozytywną energię dostajesz w pakiecie do dobrego Bed &jeszcze lepszego Breakfast hahaha Hmmmm, tylko jest problem....to może uzależnić bo nie zdążysz wyjechać a już myślisz kiedy znów tu przyjechać :-) Jesli lubisz przyrodę, zwierzęta i ciepło kominka to wpisz to miejsce na swoją listę „must see”...”

Zdaniem Slowhopa: 5 pokoi z szerokimi łóżkami i można zabrać psa. Super Gospodarze. Nie dla panienek spod znaku serialu o modzie w Nowym Jorku. Jest obawa, że od palenia w piecu może się zniszczyć hybryda.

To jest letni pomysł na wykorzystanie tej lnianej koszuli, kupionej na przecenie. Do tego prawdziwy wianek, bose stopy i schłodzone białe wino. Oldschool to po prostu stara szkoła, doprowadzona do pięknego stanu przez architektkę, która pracowała m.in z Danielem Liebeskindem. To jej dzieło, jej dziecko i pomyślcie o niej ciepło, kiedy przygotujecie przyszłej pannie młodej kąpiel w wannie z widokiem. Dom znajduje się nieopodal Wadowic, ma piękny ogród i możliwości co tu by dziś zrobić.

Zdaniem Slowhopa: Cztery sypialnie, dwie łazienki, godzina do Jeziora Żywieckiego. Tu nie bierzcie psa.

Letnie poranki smakują tu najlepiej z kieliszkiem zimnego prosecco i bruschettą o zapachu bazylii. Nie ma wątpliwości, że gospodarze to wyjątkowi pasjonaci wszystkiego co najlepsze dla duszy i ciała. Mają nosa do sztuki, a na widok pokoi szczęki opadną Wam z zachwytu. Do swojej kuchni podchodzą poważnie tworząc niesamowite francuskie smaki. Po południu zabiorą was na zajęcia mindfullnes i jogę na trawie, potem możecie wskoczyć do jeziora, później grill i czerwone wino, a wieczorem tańce w ogrodzie.

„Absolutnie fantastyczne miejsce!!! pierwszy pobyt nigdy nie będzie ostatnim... właściciele to czarodzieje, stworzyli magiczne miejsce, w którym nie sposób czuć się źle... miejsce pozostawiające niedosyt... chce się wracać, bardzo!!!”

Zdaniem Slowhopa: Cztery przestronne apartamenty, łącznie pomieszczą 22 osoby. Jest prywatna plaża i francuska kuchnia na życzenie. Można zabrać psa.

SPRAWDŹ CO JESZCZE DLA CIEBIE MAMY