Odetchnij od miasta. Warmia i Mazury. Kup w przedsprzedaży.

15 najlepszych glampingów w Polsce i Europie

  

 

Ból kręgosłupa, konserwa "turystyczna" w chłodnej dziurze w ziemi, masło w słoiku z wodą, toalety o dyskusyjnym komforcie i to, co skłaniało nas do wytrzymania tego wszystkiego: znalezienie się naprawdę blisko natury. Okazuje się jednak, że można pogodzić to ostatnie z komfortowymi warunkami. Glamping to połączenie "glamour" z "camping" i właśnie zdobywa Europę.


Tatra Glamp pojawiło się u nas pod koniec 2018 roku i pozamiatało temat. Ludzie wiwatowali, z helikoptera leciało konfetti. Słowem - szał! Tego poszukujemy. Macie tu do dyspozycji namioty sferyczne zwane lokalnie i urokliwie klapniokami. Widok na góry w wersji panoramicznej, wygodne łóżko i może być jak u Jamesa Bonda. Jedna uwaga - pamiętajcie, że Podhale to nie są Alpy i mało tu prawdziwych bezludzi. Od parkingu znajdującego się przy głównej drodze, do kopuł schodzi się górskimi schodami i ścieżkami.

„Zakochałam się w tym miejscu od samego początku. Najpierw tylko ze zdjęć. Szybko zapadła decyzja, że tam wezmę męża, z okazji jego urodzin. Zarezerwowałam pobyt i czekaliśmy na luty, na odwiedziny w Tatra Glamp. W międzyczasie okazało się, że wyjazd może się nie udać, nie mieliśmy opieki do dzieci. Właściciele byli pomocni, wspierający, bez problemu chcieli przenieść nam rezerwację na inny dzień. Na szczęście wyjazd udał się w terminie. Na miejscu czekały na męża kwiaty, wino, czekoladki i ciasto, o które poprosiłam. Wszystko pięknie przygotowane, razem z listem do niego z życzeniami. I jak się później okazało, jako prezent do pobytu dla niego. Wielkie wow. A co jeszcze na nas czekało na miejscu? Przytulne wnętrze, łóżko aż zapraszające do odpoczynku, wygodny fotel, no i te widoki!!! Niezapomniane! Klapniok zaskakująco ciepły (można sobie dogrzać dodatkowo kominkiem), z zapasem kawy, a nawet udostępnionymi książkami, jakby ktoś swoich zapomniał na wyjazd :wink: Nic tylko odpoczywać. Wrócimy na 100% :)”

Zdaniem Slowhopa: 4 luksusowe klapnioki z ogrzewaniem i klimatyzacją, a także łazienką. Tu bez piesków.

A tu mamy Kaszuby, więc lasy i blisko do morza. Teren poprzecinany setkami jeziorek i ciągnący się od Puszczy Koszalińskiej jęzor zieleni. No bosko. W tym wszystkim, nieopodal wsi mongolska jurta. To nie jest tak, że gospodarze wymyślili sobie, że postawią jurtę, bo tania i pasuje. Oni są tak mocno zaangażowani w konie i ekologię, że ta Mongolia przyszła dość naturalnie.

„Mongolska jurta na Kaszubach - samo w sobie brzmi kosmicznie, a na miejscu okazuje się, że nie tylko rzeczywistość pokrywa się z wyobrażeniami, ale na każdym szczeblu ja przekracza. Idealna przestrzeń do leniwego czytania książki, patrzenia na zieleń i szczęśliwe konie po drugiej stronie płotu, dorzucania drewna do kozy - po prostu do bycia w harmonii ze sobą i tym co wokół, bez patrzenia na zegarek. Z okolicą dobrą do wędrówek pieszych, konnych czy rowerowych. Koniecznie!”

Zdaniem Slowhopa: Jurta na wyłączność dla 5 osób. W środku łazienka, ogrzewanie i aneks kuchenny. Można przyjechać z psem. Fajne dla dzieci.

Jeśli jeszcze nie byliście na Suwalszczyźnie - pomyślcie o niej ciepło. To jeden z tych regionów Polski, które pozostały tajemnicze, nawet mistyczne. I w tym wszystkim jest Wojtek Walicki, facet z innego życia, który tu zaczął na nowo. W Snach i Kamieniach jada się jego kuchnię wege, ćwiczy się jogę i doświadcza życia w zgodzie z przyrodą.

„Szef sam gotuje - regionalnie, vege, zaskakująco. Śniadanie i kolacja na świeżym powietrzu oraz sen u progu lasu to coś wspaniałego! Do tego dwa kroki do jeziora, które ma się przez te krótkie chwile właściwie na wyłączność. Polecam!”

Zdaniem Slowhopa: Nocleg w domu i namiotach. Można wziąć psa, ale pod pewnymi warunkami.

Rok 2019 należy na Slowhopie do Kaszub. Powstaje tam tak dużo pięknych rzeczy, że szkoda nie pojechać. Akurat nad jeziorem Bronisława stoi 4rest Camp, czyli dwie fajne jurty dla dorosłych miłośników odosobnienia. To nie będzie takie odosobnienie jak na mongolskich stepach, bo po pierwsze: łatwo dojechać do Gdańska, wygodnie zjechać z A1 i całkiem dobrze robi śniadanie w nieodległym pensjonacie.

„Polecamy gorąco!!! Piękne miejsce! Cisza, spokój i romantyczna atmosfera. Jeśli chcesz odetchnąć świeżym powietrzem to przyjedz tu koniecznie! :slightly_smiling_face: Chillout w saunie no i w bali. Bardzo sympatyczni właściciele. Smakowite posiłki, świetne śniadanie :wink: na wypasie :smile: Co tu dużo pisać... po prostu przyjedz i zobacz bo naprawdę warto!!!!!”

Zdaniem Slowhopa: Jurta jest dla dwóch osób. Tu nie zabieramy piesków (ani kotków ) i pamiętajcie o genialnej balii na miejscu!

A to jest miejsce pod Warszawą. Dla tych, którzy po pierwsze nie lubią robić sobie przerwy w treningach (bo jest tu świetnie wyposażona sala do crossfitu i tabat), i tych, którzy lubią przygodę i noclegi w namiotach. Namioty są w stylu Pożegnania z Afryką, czyli styl safari, małe i duże. Tuż obok Puszcza Kampinoska, a przy bazie własne kąpielisko.

„Super miejsce blisko Warszawy na wypad weekendowy jak i dłuższy czas. Nie trzeba jechać na Mazury, aby super wypocząć, popływać i poprzebywać razem.”

Zdaniem Slowhopa: 50 miejsc noclegowych, co z Baranówki czyni Bazę. Można przyjechać z psem.

Herbals Glamping powstało w tym samym studio architektonicznym, które jest odpowiedzialne za domy na wodzie w Mielnie na jeziorze Jamno. Ekipie HT Houseboats najwidoczniej spodobało się tworzenie kreatywnej oferty turystycznej, bo poszli za ciosem. 

Do wyboru mamy 4 namioty. Mint, Lavender, Lemon Balm i Rosemary. Nazwy nie są przypadkowe, w każdym zasadzono odpowiednie zioła, które mają wprowadzać gości w wakacyjny nastrój. Nie będzie problemu z dmuchaniem materaca i bałaganem w torbach. Do namiotów podłączono prąd i wyposażono je we wszystkie potrzebne meble. 

„Naprawde polecam. Domki zrobione z fajnym pomysłem. Wszystko mi się tam podobało. Nawet mieliśmy hamak w domku :D. A śnidanie przynoszone w wiklinowym koszu coś pięknego. Obsługa bardzo miła i pomocna. Napewno tam jeszcze wrócę.” 

Według Slowhopa: Wszystkie domki są z kominkami, niektóre nawet z sauną! Można z psem.

Więcej o Herbals Glamping na Slowhop.

Glendoria (Mazury)

Do Glendorii należy palma pierwszeństwa w kwestii noclegów w glampingu. Znajdują się na skraju lasu, każdy otoczony jest czymś w rodzaju prywatnego ogródka, posiada własne miejsce na ognisko i werandę. W środku jest wszystko, co potrzebne do wygodnego funkcjonowania: podwójne łóżko, lodówka, piecyk, toaleta i łazienka z prysznicem. 

Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się legendarna stodoła, w której można zaszyć się, żeby obejrzeć film, poczytać książkę i oczywiście zjeść śniadanie i obiad, wszystko w duchu slowfood. Do jeziora trzeba zrobić kilka kroków i raczej tam nie popływacie, ale przed stodołą znajduje się naprawdę godny basen i brodzik dla dzieci. Koniecznie odwiedźcie Camp Spa, czyli Spa w lesie (tuż obok Glendorii).

Według Slowhopa: Glendoria to marka. Nie da się pismem ani nawet zdjęciami oddać całej magii tego miejsca. Trzeba tam po prostu pojechać, gwarantujemy, że będzie to jedno z najciekawszych doświadczeń w życiu. 

(fot. Glendoria)

Herbal Glamping (Ljubno, Słowenia)

Ukryty w lasach północnej Słowenii u podnóża gór, otoczony aromatem ziół, czeka na miłośników natury. Glamping, oddalony o około 60 kilometrów od Lublany, ma wszystko, czego potrzebujecie. Wygląda bardziej jak wioska pełna uroczych domków niż camping, a widok po wyjściu z namiotu zachwyci każdego. W środku dwa podwójne łóżka, sofa, łazienka, klimatyzacja, ogrzewanie, telewizor, Wi-Fi, sejf i prywatne, zewnętrzne jacuzzi. Zapach ziół miesza się ze świeżym, górskim powietrzem. Cena w sezonie wynosi 320 euro, za niski sezon zapłacicie 280 euro.

„Luksusowy pobyt w intymnym namiocie, z widokiem na góry.”  

Według Slowhopa: Nieco brakuje intymności, jaką oferuje w Polsce Glendoria. Z drugiej strony zachwyca to górsko-leśne odludzie. Plus za warsztaty zielarskie. Z Warszawy dystans do Ljubna to 10 godzin samochodem. Dla takich miejsc warto wziąć nawet bezpłatny urlop...

(fot. Herbal Glamping Ljubno)

Canonici Sanmarco (Wenecja, Włochy)

Jeśli na powitanie dostajesz lampkę prosecco, masz świadomość tego, że znajdujesz się 13 kilometrów od Wenecji (jakieś 30 minut drogi), okolica jest sielsko-wiejska, a swoje rezydencje mają w niej szlachetne, włoskie rody - pobyt raczej będzie należał do udanych. Namioty w glampingu są ogromne, nocleg w nich znajdzie do 5 osób. W każdym znajduje się łazienka, dwa pokoje, przyjemny salon i sypialnia, a w cenie 139 $ za noc znajdzie się domowe śniadanie, wypożyczenie rowerów i darmowe Wi-Fi.

„Czujesz się jak w domu o rzut beretem od Wenecji.” 

Według Slowhopa: Oceny są jednoznaczne: właściciele to pasjonaci, wnętrza zachwycające, a Wenecja nie Rzym, nie jest wieczna. Trzeba jechać, dzieciom pokazać!

(fot. Canonici)

Whitepod (Les Giettes, Szwajcaria)

Jesteśmy pewni, że przynajmniej jedną z miłosnych scen Bonda kręcono właśnie tu. Widok na Alpy, kominek, futra, dywany i wielkie łóżko, to brzmi rozwojowo. Właściciele przewidzieli też opcje dla rodzin i biorąc pod uwagę atrakcje: dostęp do 7-kilometrowej trasy narciarskiej, psie zaprzęgi, sanie, kort tenisowy i fantastyczne trasy do spacerów po górach - taki glamping wygląda całkiem, całkiem…

„Miejsce na luksusowe narty i luksusowy romans.”  

Z daleka wygląda to jak baza kosmiczna z filmu, w którym Matt Damon uprawiał ziemniaki na Marsie. Każdy „pod” to sferyczna konstrukcja z pełnym wyposażeniem, ogrzewana przez kominek na drewno. Komfortem nie ustępuje luksusowemu hotelowi.

Według Slowhopa: Szwajcarski luksus nie może być tani. Ponad 2 tysiące za dobę (de lux) i około 1200 zł/doba za najmniejszy, dwuosobowy namiot. Nie za każdego płaci rząd Jej Królewskiej Mości…

(fot. White Pod)

Garden Village (Bled, Słowenia)

Bled w Słowenii (nie mylić ze Słowacją) to malownicze miasteczko w górach, nad jeziorem. Z Warszawy dojazd samochodem zajmie około dziesięciu godzin, jeśli wybierzecie transport kolejowy, to dodajcie kolejnych pięć. Pierwszy rzut oka na glamping w Bledzie raczej zrekompensuje trudny podróży. 

„Znakomite jedzenie, owoce prosto z krzaczka, dbałość o szczegóły i środowisko.”  

Garden Village to właściwie cała wioska, złożona z ciekawych miejsc noclegowych. Są domki na drzewie, namioty w lesie, zawieszone nad rzeką i luksusowe apartamenty. W namiotach wyśpią się cztery osoby. Dla aktywnych jest jezioro Bled, spacery po górzystej okolicy, wizyta w miasteczku, a dla leniwych wylegiwanie się nad basenem, masaże i wieczorna gorąca kąpiel w prywatnej drewnianej wannie. Za namiot zapłacicie około 1000 zł za noc. 

Według Slowhopa: Garden Villa, choć piękny, jest już prawdziwym kurortem z całodobową recepcją i dość drogą restauracją. Nie wydaje się, żeby komukolwiek to przeszkadzało.

(fot. Garden Villa Bled)

Lincoln Yurts (Lincoln, Anglia)

Mongolskie jurty blisko wschodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii. Właściciele glampingu postawili na 11 akrach pięć tematycznych jurt, które są otwarte przez cały rok. Jak z satysfakcją informują, pogoda potrafi być dość ekstremalna, ale kilka warstw materiału i piecyk opalany drewnem świetnie daje radę. Jurty są chłodne latem, a zimą może doskwierać tylko szum wiatrów i zacinającego deszczu. Proponując jurty rodzinom z dziećmi gospodarze radośnie donoszą, że „there’s absolutely nothing to do" i natychmiast dzielą się doświadczeniem, że wzbudza to w dzieciakach nieodkryte złoża kreatywności. 

„Bliskość natury, niezapomniane doświadczenie w środku Wielkiej Brytanii.”  

Anglicy podchodzą do sprawy nieco bardziej nonszalancko niż Słoweńcy i Polacy: w tym konkretnym glampingu tylko dwa z pięciu namiotów posiadają elektryczność, a do łazienki i toalety trzeba wyjść na zewnątrz. Za dwie noce w jurcie (minimalny pobyt) zapłacicie 200 funtów.

Według Slowhopa: Ahoj przygodo! Potwierdzamy słowa gospodarzy: tam, gdzie dzieci się nudzą, wraca nastrój początku lat 80. na kampingu pod Rzeszowem. Czy może być coś lepszego dla dzieci?

(fot. Lincoln Yurts)

Simply Canvas (Saint Jean de Duras, Francja)

Południowy zachód Francji, górzysty region Akwitanii, znany z wijących się rzek, malowniczych pagórków i znakomitego wina.  Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło "Akwitania", żeby mieć ochotę natychmiast wszystko rzucić i zanurzyć się w świecie wina, gęsich wątróbek i szerokich plaż. Glamping Simply Canvas na pewno w tym pomoże. Gospodarze mają dla nas sześć namiotów w cenie 835 euro za tydzień w sezonie. Pobyt w namiotach będzie gratką dla miłośników ekologicznego rolnictwa - właściciele pasjonują się permakulturą - nienwazyjną metodą upraw.

„Świetne miejsce, cudowni gospodarze.”  

Według Slowhopa: Szansa na poznanie Akwitanii. Poza tym podobno jest to najlepsze miejsce do nauki surfingu w całej Europie, jesli nie boicie się ogromnych fal...

(fot. Simply Canvas)

Eco Retreats (Powys, Walia)

Mongolskie jurty i indiańskie tipi w sercu walijskich gór. Glamping znajduje się w malowniczej dolinie w jednym z największych walijskich lasów. Przy odrobinie wyobraźni można się poczuć jak w wiosce Robin Hooda. Właściciele zachęcają do porzucenia wszystkich elektronicznych gadżetów i na wszelki wypadek nie doprowadzili prądu. Nie szkodzi, w namiotach jest wszystko, czego potrzebujecie, a nawet więcej. W pakiecie jest nawet reiki i medytacje pełni księżyca. 

„Niezapomniane widoki w duchowym nastroju.”  

Według Slowhopa: Lubimy wnętrza wyposażone w meble od lokalnych projektantów, z odzyskanych materiałów i fair trade. Do tego widok na zalesione wzgórza i absolutne odcięcie od prądu gwarantuje przeżycia w duchu zen i zapomnienia.

(fot. Eco Retreats)

Bear Lodge (Kent, Anglia)

Bear Lodge to tęsknota za czasami, kiedy Brytyjczycy wyjeżdżali do Afryki na safari, polować na dzikie zwierzęta. Ponieważ jednak nie każdy lord to Tarzan i niewielu imperialnych myśliwych chętnie rezygnowało z "cup of tea" i wygodnego łóżka, ktoś zaradny wpadł na pomysł ekskluzywnych namiotów, mieszczących zarówno lorda, jak i jego zacny, podróżny ekwipunek.  

Glamping Bear Lodge powstał w Parku Dzikich Zwierząt Port Lymphne w Kent. Jest to swego rodzaju rezerwat, położony blisko Londynu, w niewielkiej odległości od plaży i świetny sposób na uniknięcie smutnej wizyty w zoo. Stoimy na stanowisku, że safari jest znacznie bardziej humanitarne.

„Letnia przygoda niedaleko Londynu.”  

Według Slowhopa: To chyba najmniej malowniczy glamping, z tych, które opisaliśmy. Wnętrza są dość surowe, ale to nie design był celem właścicieli. Jeśli przyjedziecie tu z dziećmi, dostaniecie w cenie noclegu bilet do rezerwatu i możliwość spotkania na swojej drodze tapira innego niż ten na głowie pani z kasy.

(fot. Bear Lodge)