10 najlepszych glampingów w Polsce i Europie

  

 

Ból kręgosłupa, konserwa "turystyczna" w chłodnej dziurze w ziemi, masło w słoiku z wodą, toalety o dyskusyjnym komforcie i to, co skłaniało nas do wytrzymania tego wszystkiego: znalezienie się naprawdę blisko natury. Okazuje się jednak, że można pogodzić to ostatnie z komfortowymi warunkami. Glamping to połączenie "glamour" z "camping" i właśnie zdobywa Europę.


Do Glendorii należy palma pierwszeństwa w kwestii noclegów w glampingu. Znajdują się na skraju lasu, każdy otoczony jest czymś w rodzaju prywatnego ogródka, posiada własne miejsce na ognisko i werandę. W środku jest wszystko, co potrzebne do wygodnego funkcjonowania: podwójne łóżko, lodówka, piecyk, toaleta i łazienka z prysznicem. 

Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się legendarna stodoła, w której można zaszyć się, żeby obejrzeć film, poczytać książkę i oczywiście zjeść śniadanie i obiad, wszystko w duchu slowfood. Do jeziora trzeba zrobić kilka kroków i raczej tam nie popływacie, ale przed stodołą znajduje się naprawdę godny basen i brodzik dla dzieci. Za pobyt w namiocie w sezonie niskim zapłacicie od 1750 zł do 2290 za osiem dni (w zależności od rodzaju namiotu). W sezonie wysokim ceny kształtują się na poziomie 1780 zł do 2350 zł za siedem dni. Gdybyście chcieli wpaść na dwa dni, to jest to możliwe tylko od 4 do 25 września.

Według Slowhopa: Glendoria to marka. Nie da się pismem ani nawet zdjęciami oddać całej magii tego miejsca. Trzeba tam po prostu pojechać, gwarantujemy, że będzie to jedno z najciekawszych doświadczeń w życiu. Więcej o Glendorii na Slowhop.

Pół roku temu mówiliśmy, że w Polsce jest tylko jeden glamping. Od wiosny 2016 mamy ich w Polsce dwa. Herbals Glamping powstało w tym samym studio architektonicznym, które jest odpowiedzialne za domy na wodzie w Mielnie na jeziorze Jamno. Ekipie HT Houseboats najwidoczniej spodobało się tworzenie kreatywnej oferty turystycznej, bo poszli za ciosem. 

Do wyboru mamy 4 namioty. Mint, Lavender, Lemon Balm i Rosemary. Nazwy nie są przypadkowe, w każdym zasadzono odpowiednie zioła, które mają wprowadzać gości w wakacyjny nastrój. Za najbardziej luksusowy Lavender (wyposażony dodatkowo w prysznic i toaletę) zapłacimy 350 zł za dobę. Za Mint (wbudowana wanna) 250 zł. Nie będzie problemu z dmuchaniem materaca i bałaganem w torbach. Do namiotów podłączono prąd i wyposażono je we wszystkie potrzebne meble. 

„Pierwszy polski glamping nad morzem.” 

Według Slowhopa: To pierwszy sezon namiotów, właściciele muszą dopracować kilka rzeczy. Ich domki na wodzie cieszą się powodzeniem i jest to jeden z ciekawszych projektów na polskim wybrzeżu. Trzeba jechać, póki są miejsca!

Więcej o Herbals Glamping na Slowhop.

#3 Herbal Glamping (Ljubno, Słowenia)

Ukryty w lasach północnej Słowenii u podnóża gór, otoczony aromatem ziół, czeka na miłośników natury. Glamping, oddalony o około 60 kilometrów od Lublany, ma wszystko, czego potrzebujecie. Wygląda bardziej jak wioska pełna uroczych domków niż camping, a widok po wyjściu z namiotu zachwyci każdego. W środku dwa podwójne łóżka, sofa, łazienka, klimatyzacja, ogrzewanie, telewizor, Wi-Fi, sejf i prywatne, zewnętrzne jacuzzi. Zapach ziół miesza się ze świeżym, górskim powietrzem. Cena w sezonie wynosi 320 euro, za niski sezon zapłacicie 280 euro.

„Luksusowy pobyt w intymnym namiocie, z widokiem na góry.”  

Według Slowhopa: Nieco brakuje intymności, jaką oferuje w Polsce Glendoria. Z drugiej strony zachwyca to górsko-leśne odludzie. Plus za warsztaty zielarskie. Z Warszawy dystans do Ljubna to 10 godzin samochodem. Dla takich miejsc warto wziąć nawet bezpłatny urlop...

(fot. Herbal Glamping Ljubno)

#4 Canonici Sanmarco (Wenecja, Włochy)

Jeśli na powitanie dostajesz lampkę prosecco, masz świadomość tego, że znajdujesz się 13 kilometrów od Wenecji (jakieś 30 minut drogi), okolica jest sielsko-wiejska, a swoje rezydencje mają w niej szlachetne, włoskie rody - pobyt raczej będzie należał do udanych. Namioty w glampingu są ogromne, nocleg w nich znajdzie do 5 osób. W każdym znajduje się łazienka, dwa pokoje, przyjemny salon i sypialnia, a w cenie 139 $ za noc znajdzie się domowe śniadanie, wypożyczenie rowerów i darmowe Wi-Fi.

„Czujesz się jak w domu o rzut beretem od Wenecji.” 

Według Slowhopa: Oceny są jednoznaczne: właściciele to pasjonaci, wnętrza zachwycające, a Wenecja nie Rzym, nie jest wieczna. Trzeba jechać, dzieciom pokazać!

(fot. Canonici)

#5 Whitepod (Les Giettes, Szwajcaria)

Jesteśmy pewni, że przynajmniej jedną z miłosnych scen Bonda kręcono właśnie tu. Widok na Alpy, kominek, futra, dywany i wielkie łóżko, to brzmi rozwojowo. Właściciele przewidzieli też opcje dla rodzin i biorąc pod uwagę atrakcje: dostęp do 7-kilometrowej trasy narciarskiej, psie zaprzęgi, sanie, kort tenisowy i fantastyczne trasy do spacerów po górach - taki glamping wygląda całkiem, całkiem…

„Miejsce na luksusowe narty i luksusowy romans.”  

Z daleka wygląda to jak baza kosmiczna z filmu, w którym Matt Damon uprawiał ziemniaki na Marsie. Każdy „pod” to sferyczna konstrukcja z pełnym wyposażeniem, ogrzewana przez kominek na drewno. Komfortem nie ustępuje luksusowemu hotelowi.

Według Slowhopa: Szwajcarski luksus nie może być tani. Ponad 2 tysiące za dobę (de lux) i około 1200 zł/doba za najmniejszy, dwuosobowy namiot. Nie za każdego płaci rząd Jej Królewskiej Mości…

(fot. White Pod)

#6 Garden Village (Bled, Słowenia)

Bled w Słowenii (nie mylić ze Słowacją) to malownicze miasteczko w górach, nad jeziorem. Z Warszawy dojazd samochodem zajmie około dziesięciu godzin, jeśli wybierzecie transport kolejowy, to dodajcie kolejnych pięć. Pierwszy rzut oka na glamping w Bledzie raczej zrekompensuje trudny podróży. 

„Znakomite jedzenie, owoce prosto z krzaczka, dbałość o szczegóły i środowisko.”  

Garden Village to właściwie cała wioska, złożona z ciekawych miejsc noclegowych. Są domki na drzewie, namioty w lesie, zawieszone nad rzeką i luksusowe apartamenty. W namiotach wyśpią się cztery osoby. Dla aktywnych jest jezioro Bled, spacery po górzystej okolicy, wizyta w miasteczku, a dla leniwych wylegiwanie się nad basenem, masaże i wieczorna gorąca kąpiel w prywatnej drewnianej wannie. Za namiot zapłacicie około 1000 zł za noc. 

Według Slowhopa: Garden Villa, choć piękny, jest już prawdziwym kurortem z całodobową recepcją i dość drogą restauracją. Nie wydaje się, żeby komukolwiek to przeszkadzało.

(fot. Garden Villa Bled)

#7 Lincoln Yurts (Lincoln, Anglia)

Mongolskie jurty blisko wschodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii. Właściciele glampingu postawili na 11 akrach pięć tematycznych jurt, które są otwarte przez cały rok. Jak z satysfakcją informują, pogoda potrafi być dość ekstremalna, ale kilka warstw materiału i piecyk opalany drewnem świetnie daje radę. Jurty są chłodne latem, a zimą może doskwierać tylko szum wiatrów i zacinającego deszczu. Proponując jurty rodzinom z dziećmi gospodarze radośnie donoszą, że „there’s absolutely nothing to do" i natychmiast dzielą się doświadczeniem, że wzbudza to w dzieciakach nieodkryte złoża kreatywności. 

„Bliskość natury, niezapomniane doświadczenie w środku Wielkiej Brytanii.”  

Anglicy podchodzą do sprawy nieco bardziej nonszalancko niż Słoweńcy i Polacy: w tym konkretnym glampingu tylko dwa z pięciu namiotów posiadają elektryczność, a do łazienki i toalety trzeba wyjść na zewnątrz. Za dwie noce w jurcie (minimalny pobyt) zapłacicie 200 funtów.

Według Slowhopa: Ahoj przygodo! Potwierdzamy słowa gospodarzy: tam, gdzie dzieci się nudzą, wraca nastrój początku lat 80. na kampingu pod Rzeszowem. Czy może być coś lepszego dla dzieci?

(fot. Lincoln Yurts)

#8 Simply Canvas (Saint Jean de Duras, Francja)

Południowy zachód Francji, górzysty region Akwitanii, znany z wijących się rzek, malowniczych pagórków i znakomitego wina.  Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło "Akwitania", żeby mieć ochotę natychmiast wszystko rzucić i zanurzyć się w świecie wina, gęsich wątróbek i szerokich plaż. Glamping Simply Canvas na pewno w tym pomoże. Gospodarze mają dla nas sześć namiotów w cenie 835 euro za tydzień w sezonie. Pobyt w namiotach będzie gratką dla miłośników ekologicznego rolnictwa - właściciele pasjonują się permakulturą - nienwazyjną metodą upraw.

„Świetne miejsce, cudowni gospodarze.”  

Według Slowhopa: Szansa na poznanie Akwitanii. Poza tym podobno jest to najlepsze miejsce do nauki surfingu w całej Europie, jesli nie boicie się ogromnych fal...

(fot. Simply Canvas)

#9 Eco Retreats (Powys, Walia)

Mongolskie jurty i indiańskie tipi w sercu walijskich gór. Glamping znajduje się w malowniczej dolinie w jednym z największych walijskich lasów. Przy odrobinie wyobraźni można się poczuć jak w wiosce Robin Hooda. Właściciele zachęcają do porzucenia wszystkich elektronicznych gadżetów i na wszelki wypadek nie doprowadzili prądu. Nie szkodzi, w namiotach jest wszystko, czego potrzebujecie, a nawet więcej. W pakiecie jest nawet reiki i medytacje pełni księżyca. 

„Niezapomniane widoki w duchowym nastroju.”  

Według Slowhopa: Lubimy wnętrza wyposażone w meble od lokalnych projektantów, z odzyskanych materiałów i fair trade. Do tego widok na zalesione wzgórza i absolutne odcięcie od prądu gwarantuje przeżycia w duchu zen i zapomnienia.

(fot. Eco Retreats)

#10 Bear Lodge (Kent, Anglia)

Bear Lodge to tęsknota za czasami, kiedy Brytyjczycy wyjeżdżali do Afryki na safari, polować na dzikie zwierzęta. Ponieważ jednak nie każdy lord to Tarzan i niewielu imperialnych myśliwych chętnie rezygnowało z "cup of tea" i wygodnego łóżka, ktoś zaradny wpadł na pomysł ekskluzywnych namiotów, mieszczących zarówno lorda, jak i jego zacny, podróżny ekwipunek.  

Glamping Bear Lodge powstał w Parku Dzikich Zwierząt Port Lymphne w Kent. Jest to swego rodzaju rezerwat, położony blisko Londynu, w niewielkiej odległości od plaży i świetny sposób na uniknięcie smutnej wizyty w zoo. Stoimy na stanowisku, że safari jest znacznie bardziej humanitarne.

„Letnia przygoda niedaleko Londynu.”  

Według Slowhopa: To chyba najmniej malowniczy glamping, z tych, które opisaliśmy. Wnętrza są dość surowe, ale to nie design był celem właścicieli. Jeśli przyjedziecie tu z dziećmi, dostaniecie w cenie noclegu bilet do rezerwatu i możliwość spotkania na swojej drodze tapira innego niż ten na głowie pani z kasy.

(fot. Bear Lodge)

SPRAWDŹ CO JESZCZE DLA CIEBIE MAMY