Ból kręgosłupa, konserwa "turystyczna" w chłodnej dziurze w ziemi, masło w słoiku z wodą, toalety o dyskusyjnym komforcie i to, co skłaniało nas do wytrzymania tego wszystkiego: znalezienie się naprawdę blisko natury. Okazuje się jednak, że można pogodzić to ostatnie z komfortowymi warunkami. Glamping to połączenie "glamour" z "camping" i właśnie zdobywa Europę. Po wszystkie glampingi na Slowhopie i możliwość ich rezerwacji skocz tu.
Zaczynamy z grubej rury, bo oto najczęściej rezerwowane na Slowhopie jurty. A na Kaszubach tak pięknie, że szkoda nie pojechać. Te dwie stoją akurat nad jeziorem Bronisława i stanowią oazę spokoju dla dorosłych miłośników odosobnienia. To nie będzie takie odosobnienie jak na mongolskich stepach, bo po pierwsze: łatwo dojechać do Gdańska, po drugie wygodnie zjechać z A1, a po trzecie całkiem dobrze robi śniadanie w nieodległym pensjonacie.
„Polecamy gorąco!!! Piękne miejsce! Cisza, spokój i romantyczna atmosfera. Jeśli chcesz odetchnąć świeżym powietrzem to przyjedz tu koniecznie! Chillout w saunie no i w bali. Bardzo sympatyczni właściciele. Smakowite posiłki, świetne śniadanie ;) na wypasie :) Co tu dużo pisać... po prostu przyjedz i zobacz bo naprawdę warto!!!!!”
Zdaniem Slowhopa: Jurta jest dla dwóch osób. Tu nie zabieramy piesków (ani kotków ) i pamiętajcie o genialnej balii na miejscu!
A tu mamy Kaszuby, więc lasy i blisko do morza. Teren poprzecinany setkami jeziorek i ciągnący się od Puszczy Koszalińskiej jęzor zieleni. No bosko. W tym wszystkim, nieopodal wsi mongolska jurta. To nie jest tak, że gospodarze wymyślili sobie, że postawią jurtę, bo tania i pasuje. Oni są tak mocno zaangażowani w konie i ekologię, że ta Mongolia przyszła dość naturalnie.
„Mongolska jurta na Kaszubach - samo w sobie brzmi kosmicznie, a na miejscu okazuje się, że nie tylko rzeczywistość pokrywa się z wyobrażeniami, ale na każdym szczeblu ja przekracza. Idealna przestrzeń do leniwego czytania książki, patrzenia na zieleń i szczęśliwe konie po drugiej stronie płotu, dorzucania drewna do kozy - po prostu do bycia w harmonii ze sobą i tym co wokół, bez patrzenia na zegarek. Z okolicą dobrą do wędrówek pieszych, konnych czy rowerowych. Koniecznie!”
Zdaniem Slowhopa: Jurta na wyłączność dla 5 osób. W środku łazienka, ogrzewanie i aneks kuchenny. Można przyjechać z psem. Fajne dla dzieci.
A to jest miejsce pod Warszawą. Dla tych, którzy po pierwsze nie lubią robić sobie przerwy w treningach (bo jest tu świetnie wyposażona sala do crossfitu i tabat), i tych, którzy lubią przygodę i noclegi w namiotach. Namioty są w stylu Pożegnania z Afryką, czyli styl safari, małe i duże. Tuż obok Puszcza Kampinoska, a przy bazie własne kąpielisko.
„Super miejsce blisko Warszawy na wypad weekendowy jak i dłuższy czas. Nie trzeba jechać na Mazury, aby super wypocząć, popływać i poprzebywać razem.”
Zdaniem Slowhopa: 50 miejsc noclegowych, co z Baranówki czyni Bazę. Można przyjechać z psem.
Takie bańki stoją na pustyniach, w górach i zapewniają futurystycznie estetyczny wypoczynek w otoczeniu przyrody. Ta konkretna bańka znajduje się pod Łodzią i też ma już swój fanklub. Nie ma się co dziwić. Uwaga - tu nie pouprawiacie zimowego glampingu, Bańka zamyka się na jesień i zimę!
„Bańka Zen :) w ustronnym miejscu miedzy drzewami... cos wspanialego :) cisza, spokoj, zielen ! Mocno polecam !!! Czysto schludnie swietna kuchnia i bardzo przyjazny kocur w pakiecie :)”
Zdaniem Slowhopa: Opcja na krótkie wypady po niezwykłą przygodę, łazienka w małym domku obok i tu jedziemy bez piesków.
A te oto jurty przytuliły się do Buczynowej Doliny, czyli fajnego pensjonatu dla rodzin w Beskidach i służą grupom jogowym oraz miłośnikom intymnych zbliżeń z naturą.
„Niesamowite miejsce, doskonałe do cieszenia się ostatnimi dniami lata. Jutra pachnąca drewnem, przytulna. Jurty oddalone są od siebie o kilkadziesiąt metrów co sprawia ze nie zakłócamy swojej prywatności. Jedzenie przepyszne, do tej pory wspominam bułeczki wyciągnięte prosto z pieca. Idealne miejsce do oderwania się od rzeczywistości, pośród natury. Na pewno tam wrócimy!”
Zdaniem Slowhopa: Dwie jurty służące całkowitemu odpięciu od cywilizacji. Tu bez piesków!
Wy nie wiecie, a my wiemy, że Gospodarz Dosbajki, Darek, to jeden z najsympatyczniejszych gospodarzy na Slowhopie. Okazuje się, że też jeden z najbardziej rzutkich. Po naszym gospodarskim spotkaniu na Dolnym Sląsku, kiedy rozmawialiśmy o takich zupełnie czadowych pomysłach noclegowych wrócił do swojego Magurskiego Parku Narodowego i postawił wygodne łóżko na świeżym powietrzu i udostępnił Gościom. Oczywiście na Facebooku mieliśmy masę złośliwych komentarzy (milion dwieście komarów lubi to), ale wiecie co? Przez całe wakacje kalendarz rezerwacji był pełen! Znaczy - na takie szaleństwa czekacie.
„Byliśmy pierwszymi gośćmi tego uroczego zakątka i na szczęście nic nas nie zjadło w nocy więc gorąco polecamy :) Wspaniałe miejsce do relaksu i wyciszenia. Jest intymnie i nikt nie będzie wam przeszkadzał oprócz leśnych zwierzątek;) Gorąco polecamy kąpiel w bani z kieliszkiem wina:) Oryginalna miejscówka i cudne widoki!”
Zdaniem Slowhopa: Oczywiście otwarte tylko latem. Nie przyuważono żadnego komara. Koniecznie w kombinacji łóżko pod gwiazdami + goraca bania+wino.
Idealna kryjówka dla uciekinierów z miasta, na zboczu góry w otulinie Rudawskiego Parku Krajobrazowego. Idea jest taka, że pakujesz siebie i jedziesz tam bez zbędnego balastu i przepełnionego bagażnika obniżającego zadek fury po reset. Jedziesz wyspać się w jurcie i pooglądać gwiazdy z poziomu posłania u ludzi, którzy myślą poważnie o zero waste i Matce Ziemi. Na stanie jest wszystko co do resetu potrzebne, a nawet nieco więcej. Marta i Kuba wyposażyli jurty w odzyskane meble, własnoręcznie wyczarowali dekoracje tworząc minimalistyczne i piękne wnętrza, które docenią minimaliści i Ci którzy zamiast mebli na połysk, kryształowych żyrandoli i łabędzi z ręcznika, wolą bliskość natury i zapierające dech w piersi widoki.
„Klimatyczne i bajeczne miejsce. Wspaniały widok, wokół las; jurty dobrze wyposażone, czyste i wygodne, Gospodarze bardzo pozytywni. Pyszne sery, miód, konfitura, herbata. Chętnie wrócimy ”
Zdaniem Slowhopa: Jakiś czas temu obie jurty zostały doposażone w drewniany taras idealny na poranną jogę i kawkę z widokiem. Gospodarze prowadzą też własną wypożyczalnie rowerów: elektrycznych i fatbike, gdzie dostaniecie też akcesoria dziecięce, żeby bezproblemowo i bezpiecznie zabrać malucha na wycieczkę. I uprzedzamy- lepiej pakować się kompaktowo, bo bagaże trzeba będzie samodzielnie wnieść na górę, do jurty, a góra jest dość spora;)
Kawałek za Toruniem, na najmniejszym półwyspie w Polsce, tuż nad brzegiem jeziora z traw wyrastają trzy kosmiczne kule. Z obcymi niewiele jednak mają wspólnego, bliżej im do namiotów, chociaż w środku kryją luksusy, o których żaden druh nawet nie śnił. Jest klimatyzacja na upalne dni, kuchnia do pichcenia, rowery, kajaki i czyste jak łza jezioro Chełmżyńskie, do którego można na bombę niemal z łóżka. I drodzy Państwo nie ma wifi- tu nadrabiamy kontakt naturą.
Zdaniem Slowhopa: Możecie wybrać taką kulę jaka najbardziej wam odpowiada, jest taka dla miłośników sportu, więziennych opowieści albo rodzinna kula familijna. Jak już dostaniecie odleżyn od nicnierobienia to wskoczcie na rowery i przejdźcie się malowniczą trasą rowerową do sąsiedzkiej Chełmży.
Mieszkaliście kiedyś w domu ze ścianami z lnu? Bo akurat taki mamy. Dla tęskniących za spaniem w namiocie, ale takim na wypasie, z sypialnią (a nawet dwiema), prywatną łazienką, kuchnią i tarasem. Wyobraźcie sobie, że mówicie dziewczynie, że jedziecie pod namiot, a potem takie zaskoczenie! I jeszcze- nie dość, że to pierwszy tego typu namiotodom na Slowhopie, to lokalizacja też- wcale nie taka oczywista. Siemasz opolskie! Są lasy, dziewicze łąki i można skoczyć na jezioro, pardom- nad jeziora, a potem wrócić na popołudniową drzemkę pod mięciusią pościelą. I tak w koło Macieju.
Zdaniem Slowhopa: Słyszycie namiot myślicie chińska zalewana? Nie tym razem. Tutejsza kuchnia ma wszystko co potrzeba do wpuszczenia w nią Magdy Gessler. No chyba, że zechce skorzystać z piekarnika, to wtedy sorry. Kalendarz otwarty od kwietnia do października (ściany z lnu nie chronią przed zimnem).
Teraz to lepiej usiądźcie. Całkiem niedaleko Kielc mamy taką miejscówka, w której co prawda nie ma wifi, zasięg też niedomaga, ale jest za to stado puchatych osiołków gotowych do przytulania. Byliście kiedyś na farmie z Osiołkami? To teraz macie okazje. Kłapouche przywędrowały w te strony prosto z Francji- dosłownie na własnych kopytkach, wraz z Anią i Piotrkiem. I w tym wszystkim, gdzieś między osiołkami stoi przeznaczona dla gości mongolska jurta. Osiołki lubią nieśmiale kręcić się obok i sprawdzać co tam u gości, jak żyją i jak im się na osiołkowych włościach podoba. Nie bez powodu bo a nuż załapią się na pieszczoty. Ale jeszcze słowo o gospodarzach. Ania i Piotrek studiowali opiekę nad osiołkami i wiedzą wszystko o ich cudownych właściwościach teraputycznych. Można od nich posłuchać o osiołkach i o opiece nad nimi, a przy okazji odgonić stres przy pomocy mięciutkiej sierści i mokrego nosa. Polecamy.
„Zachwyt razy milion. Osiołki niemalże pod samymi oknami jurty rozczulały nas każdego dnia. Spacer na osiołkach zrobił na naszym dwulatku niesamowite wrażenie i o Koko, Wiku, Dino, Gampie, Gazie i Gizmo opowiada do dziś. Taras z pięknym widokiem na pola i łąki zapiera dech w piersiach. Na pewno warto zabrać kalosze :) przeurocze miejsce na każdą pogodę. Kiedy padał deszcz cudownie słychać jego delikatny szelest w samej jurcie, co jest przypomnieniem że jesteśmy jednak w namiocie. I to okno w suficie. W czasie pełni widać przez nie księżyc i gwiazdy. Polecam z całego serca”
Zdaniem Slowhopa: Gospodarze serwują pyszne śniadania i zdradzają tajemne lokalizacje ukrytych w lesie atrakcji! Zamiast telefonu weźcie parę kaloszy.
Pamiętacie te czasy wakacji pod namiotami? Wbijanie śledzi butem i konserwa na śniadanie? Aż się łezka w oku kręci. No dobra, może tę konserwę to sobie darujemy. Asia nigdy w życiu nie poda wam do jedzenia konserwy, ale hiszpańską paellę, fasolkę po tajsku i mistrzowskie tzatziki. I to jest biwakowanie w wersji dla gastroturystów, którzy dadzą radę wziąć prysznic pod chmurką, ale nigdy w życiu nie wezmą byle czego do gęby. No i my to rozumiemy. Szykujcie się na kulinarne szczytowanie, biesiadowanie przy wspólnym stole, wieczorne ogniska i herbatki z prądem, po których sen łapie zanim zdążycie pomyśleć, że trzeba umyć zęby. Tylko 50 km od Warszawy. Wpadajcie.
Zdaniem Slowhopa: Na 4 hektarowym terenie stoi 6 namiotów, dom gospodarzy, stodoła a poza tym to las, łąki i polany. A jeśli prysznic pod gołym niebem to niekoniecznie jest to o czym marzycie, zawsze można potruchtać na mydlenie do stodoły. Wpadajcie ze zwierzakami.
Fajny sudecki glamping w Kotlinie Kłodzkiej z wegańską filozofią w tle. Widok na masyw Snieżnika podziwia się z baniek, czyli namiotów sferycznych. Coś dla fanów Matki Ziemi i przyjaciół zwierząt: chemia ograniczona do minimum i wyłącznie produkty roślinne do jedzenia.
„Brak słów, żeby opisać w jakich cudownych warunkach spędziliśmy ostatni weekend ? Namioty niezwykle komfortowe, otoczenie przepiękne dzikie. A jedzenie.... Przepyszne i domowe. Zupy wyśmienite. Pizza i placki warzywne - poezja! Świetne śniadania (owsianka czekoladowe z bananem i pasta z groszku SZTOS!) Świeże owoce, miski sałat... To były piękne dni”
Zdaniem Slowhopa: Do wyboru dwuosobowe namioty sferyczne, a także namioty wiszące i apartament w murowanym domu. Jak najbardziej można z psem!
Jeśli jeszcze nie byliście na Suwalszczyźnie - pomyślcie o niej ciepło. To jeden z tych regionów Polski, które pozostały tajemnicze, nawet mistyczne. I w tym wszystkim jest Wojtek Walicki, facet z innego życia, który tu zaczął na nowo. W Snach i Kamieniach jada się jego kuchnię wege, ćwiczy się jogę i doświadcza życia w zgodzie z przyrodą.
„Szef sam gotuje - regionalnie, vege, zaskakująco. Śniadanie i kolacja na świeżym powietrzu oraz sen u progu lasu to coś wspaniałego! Do tego dwa kroki do jeziora, które ma się przez te krótkie chwile właściwie na wyłączność. Polecam!”
Zdaniem Slowhopa: Nocleg w domu i namiotach. Można wziąć psa, ale pod pewnymi warunkami.