Inne spanie. 16 nietuzinkowych noclegów dla tych, co lubią inaczej.

  

 

Zawsze jak pokazujemy Hobbitówę, to ludziom poprawiają się humory. Mamy misję i potrzebę dobrych uczynków, więc w związku z jesiennym nastrojem i chęcią na słodkie, serwujemy trochę cukiereczków. Będzie nocleg w Hobbitówie, a nawet całym Hobbitonie, będzie agroturystyka w cyrkowych wozach, pensjonat w wiatraku, Bieszczady, Pomorze, Mazury, Kaszuby i Podlasie. To trochę inne spanie, może warto spróbować.


Taki kolektyw gospodarski trzech chłopaków z Warszawy. Na co dzień Warszawa, szybkie wchodzenie w zakręty i jeszcze szybsze decyzje, ale potem już tylko Mazury, jezioro Rajgrodzkie, czyste i przejrzyste jak zasady gry w Chińczyka. Dom stoi na jeziorze, logiczniej: jest zaparkowany na jeziorze. Ma kominek, sofę, dwie sypialnie i wschody słońca warte wcześniejszego wstania z łóżka.

„Jeśli jesteś wymagający i cenisz rzeczy wyjątkowe, to miejsce jest dla Ciebie. Super design, rewelacyjna lokalizacja i ach te wschody słońca.”

Zdaniem Slowhopa: Raczej bez małych dzieci (z wiadomych względów), świetne dla grupki przyjaciół lub przyjaciółek. Bez psiaków.

Gwiazda Slowhopa 2017. Bogdan i jego Hobbitówa zatrzęsła pierwszymi miesiącami istnienia portalu, nie mogliśmy się opędzić od pytań o rezerwację. Dom jest czteroosobowy, choć zmieści się jeszcze jakiś mały człowiek z włosami na stopach. Sam Bogdan to jeden z tych niebanalnych Gospodarzy, których nigdy się nie zapomina. Hobbitówa to jego pasja, ciągle w niej coś udoskonala, więc możliwe, że jak już dotrzecie do Krzywczy, to zastaniecie w niej miniaturę Wielkiego Kanionu. Zerknijcie po drodze w Bieszczady.

„Niezwykłe miejsce. Stworzone przez niezwykłego Człowieka. Z dala od cywilizacji, z dala do całego świata. Miejsce baśniowe, fantastyczne. Miejsce gdzie podziwia się na przemian szczyty Pogórza Dynowskiego i jego doliny oraz stale odkrywane kolejne detale Domku Hobbitów i jego otoczenia. Gdzie słyszy się trzask ognia w kominku i szum wiatru w okolicznych drzewach.”

Zdaniem Slowhopa: Terminy rezerwacji są odległe, ale rezerwujcie przez Slowhop, może się uda. Dom na wyłączność, raczej bez psa.

Miejscówka w dawnej szkole, którą gospodarz tego miejsca kupił na Allegro. Pomyślał, że jak szkoła, to czemu nie domki na drzewie i w środku lasu? I takie tam postawił. Można się do nich dostać po schodach i są dwuosobowe, a samo wnętrze to efekt recyklingowej pasji i skłonności do minimalizmu. Spodoba się Wam. Wszystko to w regionie znanym z super czystych jezior, grzybowych lasów i bliskości morza. Trochę więcej o Figlarni pisaliśmy tu.

„Cudowne miejsce, domowa atmosfera i pyszne jedzenie. Patryk (właściciel) jest przesympatyczny i otwarty na ludzi. Czuliśmy się bardziej, jakbyśmy spędzali urlop u dobrego znajomego, a nie jak w hotelu, gdzie jesteśmy zupełnie obcymi, anonimowymi klientami. Widać ile pracy i serca włożono w to, aby Figlarnia wyglądała właśnie w ten sposób. Naprawdę polecam wszystkim osobom szukającym spokojnego miejsca, w którym można porządnie wypocząć i dobrze zjeść (domowe pierogi, gołąbki - przepyszne!).”

Zdaniem Slowhopa: Figlarnia powstała w maju/czerwcu 2017 i już zebrała mnóstwo pochwał. Kibicujemy! Można wziąć psa.

Cały urok tego miejsca polega na rozsianych na 7 hektarach różnych podlaskich cudach architektury. Dlatego nazwa "pensjonat" jest trochę myląca, co przyznała Kasia, fantastyczna Gospodyni tego miejsca. Zaborek powstał wiele lat temu, kiedy jej rodzice zaczęli jak grzyby na grzybobraniu zbierać po okolicy dawne leśniczówki, chaty, a nawet kościół i przenieśli je do siebie pod las. My spaliśmy w wiatraku i to właśnie miejsce polecamy. Na różne spotkania biznesowe i szkolenia polecamy zdesakralizowany kościół, a wesele można urządzić w karczmie.

„Zaborek jest jak alternatywna rzeczywistość, z dala od miasta. Plus rzeczy przydatne: ogromny plac zabaw z boiskami, kuchnia przepyszna i dostępna o każdej porze dnia (również do późnej nocy, kelnerki superprzyjazne). I na dodatek blisko Warszawy.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, a potem odwiedzić słynną stadninę koni w Janowie Podlaskim z przewodnikiem.

Podobno mało jest na świecie rzeczy tak przygnębiających jak nadmorski kurort poza sezonem. Nie ma gofrów, przed budą z kręconymi lodami hulają pustynne wiatry, a liczba mieszkańców spada z tysiąca do pięciu osób. No i te pięć osób robi różnicę w Mielnie. Pisaliśmy o nich wiele razy, to możemy i jeszcze raz, kto nam zabroni. Zwłaszcza, że architekci z Mielna machnęli po drodze jeszcze glamping (również na Slowhopie), a w tym roku pokażą zupełnie nowy domek, z jacuzzi w środku i można w nim wyleczyć jesienną depresję. Więcej o nich tu.

„Domki na wodzie to prawdziwa bajka. Pomysły właściciela wysypują się jak z rękawa. Wspaniale urządzone domki, wyposażenie full serwis łącznie z wieżą, ekspresem do kawy, mikrofalą, kominkiem, leżakami, kuchnią i można wymieniać bez końca... W ośrodku wszystkie atrakcje w cenie łącznie z basenem, rowerami nawet tandemami, tenisem, hamakami, huśtawkami , najlepszymi grami planszowych, rowerami i pontonami wodnymi i wiele innych.Wisienką na torcie jest śniadanko pyszne i wielkie, wypieszczone w każdym calu przynoszone rano w koszach...”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, fajne dla rodzin.

O Glendorii słyszały już pewnie nawet pingwiny równikowe. Artur i Krysia to kozaki, bo nie dość, że zrobili namioty sypialne w naszym klimacie, to jeszcze dorzucili otwarty basen. Podobno planowali kiedyś, że Glendoria będzie tylko dla dorosłych, ale po protestach pod Sejmem zmienili zdanie:) Byliśmy kilka lat temu, nie było tam wówczas trampoliny, za to robotę robił taki kawał zielonego terenu, że razem z huśtawkami na dębie i możliwością wizytacji strusi robiło się przyjaźnie dla dzieci. Nasze były zadowolone. EDIT: ktoś nam właśnie doniósł na Facebooku, że "w Glendorii znajduje się zarówno plac zabaw z piaskownicą, jak i trampolina. I koń na biegunach z dostawą do namiotu." Dzięki Zuzanna za czujność!

„Byliśmy w trzy pary w połowie września,więc siłą rzeczy odpadły atrakcje typu kąpiel w jeziorze lub basenie. Ale była cisza, spokój i tyle przytulnych zakątków, że każdy spędzał czas tak, jak mu to odpowiadało. Jeden czytał lub rozwiązywał krzyżówki w niezwykłej stodole, która poza posiłkami pełniła rolę klubokawiarni, świetlicy, kina, inni pojechali na spacer na rowerach, a część poszła na grzyby (było sporo!). Wieczorem kąpiel w niedalekim lesie (!) przy świecach, w ogromnej balii z jacuzzi, z podgrzewaną wodą - bardzo oryginalne przeżycie. ”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, namioty otwarte do września i koniecznie trzeba skorzystać z Camp Spa w lesie.

Jeśli nie mieszkaliście jeszcze w cyrkowych wozach, to jest na to szansa na Podlasiu. Właścicielem tego pomysłu jest Kasia Leszczyńska, jedna z najlepszych polskich tłumaczek literatury niemieckiej, która na co dzień mieszka w Szwajcarii i organizuje wycieczki do Polski dla obcokrajowców. Również te śladami polskiej literatury. I jak przystało na ciekawą osobowość wozy postawiła w Puszczy Białowieskiej i pod Tykocinem, którego wędrowcom opisywać nie trzeba.

Zdaniem Slowhopa: Wozy są w dwóch lokalizacjach (Puszcza i Tykocin). Gospodarze doskonale orientują się w historii i geografii tych okolic. Super na bazę wycieczki krajoznawczej z przewodnikiem.

 

Do Domku Pirata w Sarbinowie przyjeżdża się po morskie opowieści i pirackie legendy. To ceglana chata pod strzechą w wydaniu nadbałtyckim. Właścicielka Karolina wespół ze swoimi rodzicami zadbała tu o każdy szczegół jeżdżąc, wyszukując i kombinując na prawo i lewo, aby wnętrze prezentowało się jak na załączonym obrazku. Kapitan Hook by się nie powstydził. Włączniki do świateł są ze starych norweskich statków, a pod sufitem z mapą skarbów może zakotwiczyć 6 osób spragnionych morskiej bryzy i wiatru w żaglach. Polecamy pobudkę skoro świt i wycieczkę do miejscowości Chłopy po rybkę z kutra, zmierzenie się z buntowniczymi falami Bałtyku, a wieczorem posiadówki na tarasie i grę w statki. Więcej o nich tu.

Zdaniem Slowhopa: Dzieciaki ucieszą się na wycieczkę traktorem z Panem Brunem, który wspólnie z maluchami śpiewa piosenki i jest dobrym duchem tego miejsca. Można przyjechać z psami.

 

Jeśli jeszcze nie słyszeliście o tym miejscu to najwyższy czas nadrobić zaległości. Najpierw przypomnijcie sobie historię o Alicji w Krainie Czarów, a potem przejdźcie przez bramę magicznego ogrodu i zatraćcie się w totalnie odjazdowych wnętrzach XVIII wiecznego pałacu w środku dzielnicy Gdynia-Orłowo. Każdy z 12 pokoi urządzony jest baśniowo i całkowicie unikatowo oraz posiada odpowiednich patronów - Nobokova, Tołstoja, Flauberta czy Szeherezadę. Istnieje ryzyko, że nie będziecie chcieli ich opuszczać, a to karygodny błąd. Wystarczy wychylić nos za drzwi, aby zakosztować prawdziwego artystycznego oczopląsu, doświadczyć holistycznej opieki w SPA, i przenieść się na drugą stronę lustra w restauracji Biały Królik. To baśń dla wymagających dorosłych szukających wspomnień z dzieciństwa i luksusu na miarę Królowej Kier.

Zdaniem Slowhopa: To przygoda dla ceniących wyszukaną sztukę, zapierający dech w piersiach design, zwalające z nóg jedzenie i intymny klimat. Hotel otwiera swe bramy tylko dla dorosłych.

Lapońska Wioska Kalevala (Karkonosze)

Od razu informujemy, że obecnie trwa tutaj drugi etap prac budowlanych, więc ze zwiedzania chwilowo nici. Całość to efekt fantazji i pasji człowieka, który postanowił zbudować lapońską wioskę w Borowicach koło Karpacza. Rozmowa z Michałem, pomysłodawcą Kalevali, wyglądała tak, że on mówił, a nam coraz bardziej opadała szczęka. Przygotujcie się na 20 ogrzewanych, całorocznych namiotów, osobnego namiotu gdzie można rozpalić ognisko, namioty na drzewach, domek muminków z całą zastawą i meblami, trochę wikińskich atrakcji i całodziennym wyżywieniem w apartamentach nieopodal. Będzie się działo i my z tej okazji na pewno jakiś kielich miodu wychylimy.

Zdaniem Slowhopa: Psy widziane chętnie (możliwość dogtrekkingu z psami husky na miejscu). 

(fot. Lapońska Wioska Kalevala)

Hobbitowe Wzgórza (Kaszuby)

Jeśli nie będzie miejsca u Bogdana w Hobbitówie, to zawijajcie się z Bieszczad prosto na Kaszuby. Od zeszłego roku stoi tam cały Hobbiton, zbudowany nad samym jeziorem. Na razie Hobbitowe Wzgórza jeszcze się rozkręcają, ale jest zajawka i pasja. Gospodyni jest eko, sama mieszka w ziemiance, której podstawowym budulcem są używane opony samochodowe. Ważna uwaga - wioska hobbitów znajduje się wewnątrz ludzkiej wioski, wśród normalnej wiejskiej zabudowy, nie spodziewajcie się odosobnienia jak z filmu Petera Jacksona.

„Jestem zachwycona miejscem! Położone wśród drzew z widokiem na jezioro. Bajkowe domki tworzą niezwykłą atmosferę. Miejsce, gdzie można odpocząć, poczuć się jak w bajce. Gościnne progi i magia ... Gorąco polecam”

Zdaniem Slowhopa: Można przyjechać z psem (choć na plażę nie będą mogły wejść), pełne wyżywienie na miejscu.

(fot. Hobbitowe Wzgórza)

Inter Nos Kamping na Wyspie (Zachodniopomorskie)

Jeśli to nie jest czad, to nie wiemy co nim jest. Drugi kemping w historii zestawień Slowhopa, tym razem położony na prywatnej Wyspie Sołtysiej na Pojezierzu Drawskim. Jest to jedyna wyspa w Polsce, gdzie znajdziecie autentyczną tyrolską knajpę z kelnerkami ubranymi jak w Alpach, a na dodatek, jesli poruszacie się autem, dostaniecie się tam tylko za pomocą promu. Promu, który gospodarz i kierownik, nawiasem mówiąc Austriak, kupił w Katowicach. Historia tego miejsca jest wystarczająco nietypowa, żebyśmy napisali o niej na Slowhopie.

„Bajeczna wyspa z pełnym wyposażeniem, wspaniałą atmosferą i klimatem. Odpowiednia dla dzieci oraz amatorów sportów wodnych. Na pewno nie ma czasu na nudę. Do tego kuchnia w gospodzie na miarę pięciu gwiazdek. Polecam.”

Zdaniem Slowhopa: Na miejscu świetna restauracja, można wziąć psa, a jeśli ktoś nie lubi namiotów - są też bungalowy.

(fot. Kemping Inter Nos)

Wiatrak w Lędzinie (Wybrzeże Rewalskie)

Wiatrak z 1723 roku, który w latach 50. XX wieku wpisano na listę zabytków. Z domu wakacyjnego właścicieli zmienił się pokoje na wynajem, więc nie oczekujcie designu i wzornictwa, ale jest klimatycznie.

Zdaniem Slowhopa: Nieopodal atrakcje zachodniego wybrzeża z Rewalem, Niechorzem i Pogorzelicą. Jest widok, Wifi i można przyjechać z psem.

(fot. Wiarak w Lędzinie)

Carska (Podlasie)

Jak już zjecie podwójną porcję blinów z łososiem w restauracji Carskiej w Białowieży, to może zostańcie na stylowy nocleg a'la Car Mikołaj. Mają tu apartamenty w zabytkowej wieży ciśnień, salonki w dawnych wagonach kolejowych, pokój w budynku bani i w domu dróżnika. Wnętrza takie, że człowiek zaczyna się czuć jak w bajce Disneya o zaginionej carycy Anastazji i chce pić herbatę z szybkowaru.

„Butikowy hotel w carskich salonkach to absolutny odjazd. Genialny pomysł i mistrzowska realizacja - trochę ducha historii i trochę luksusu w samym sercu Puszczy. Piękny wystrój wagonu, niespotykana dbałość o detale, wszystko spójne i eleganckie, bez żadnych półśrodków i dróg na skróty. Miejsce niezwykłej urody, o wyjątkowym klimacie, a do tego wspaniała restauracja z kuchnią na najwyższym poziomie i nienaganną obsługą. Czego chcieć więcej?Nieszablonowo, ale komfortowo. Dostojnie, ale nie nudno. Daleko od "cywilizacji", ale na światowym poziomie. Po prostu idealnie.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa. Przeciwnicy dziczyzny - wybierzcie inne miejsce.

(fot. Carska)

Kopalnia Soli w Wieliczce

A to jest bajka dla tych, co sobie w dzieciństwie wyobrażali jak może wyglądać domek Krecika, pod ziemią. Gdyby Krecik miał ochotę zrobić hostel, to pewnie przy niewielkim wsparciu rządu Czechosłowacji, coś podobnego mogłoby w latach 80. powstać. Przygodą jest w tym przypadku spanie 123 metry pod ziemią, gdzie jak zapewnia Kopalnia - "wszystko jest zupełnie inne. Tutaj czas płynie wolno i bezszelestnie. Wypoczynek wzmacnia nadwątlone siły i odpręża umysł." I najlepsze "Tutaj noc przyjmuje się zupełnie w ciemno". Pod ziemią jest też restauracja oraz Komora Stajnia Gór Wschodnich, czuli komora lecznicza, gdzie możecie posiedzieć z jakąś mroczną powieścią, a w części rekreacyjnej zagrać w tenisa stołowego albo piłkarzyki.

Zdaniem Slowhopa: Umówmy się - to nie jest miejsce na komfortowy nocleg, tylko część przygody, jaką jest zwiedzanie kopalni. Wszystko nowoczesne i na poziomie, ale nie jest to hotel i tym bardziej pensjonat z ciepłymi gospodarzami.

(fot. Komora Słowackiego Kopalni Soli w Wieliczce)

Kozia Farma (Mazowsze)

Możecie się tu przespać w mongolskiej jurcie i wcale nie w futrzanej czapie. W środku można napalić w kominku i nam się wydaje, że to jest znakomity pomysł na romantyczny wyjazd. James Bond by pojechał, na bank. Możecie też skorzystać z tiny cottage dla dwojga, konceptu o którym się ostatnio coraz więcej mówi. Jest to chyba mniej wariacka opcja niż jurta, ale ma swoje plusy.

„Cudowne miejsce! Ciepli, dbający o komfort gości gospodarze. Pyszne jedzenie." 

Zdaniem Slowhopa: Psy zostawcie w domu, dzieci weźcie nieco starsze. Pyszna eko kuchnia.

(fot. Kozia Farma)