Bez planów na wakacje? Zobacz naszą wakacyjną szukajkę! >>>

Pensjonaty w starych szkołach. 11 niesamowitych weekendów.

  

 

Wracamy do szkoły! Ale nie do standardowej budy, gdzie od tabliczki mnożenia pęka szkliwo na zębach, jara się fajki za garażami, a facetka od WOSu nosi maskę Pgaz w siatce razem z ziemniakami. Nasze wrześniowe weekendy spędzamy w jednej z 11 niezwykłych szkół, przerobionych na klimatyczne pensjonaty, agroturystyki i B&B z duszą. Większość z nich z wiadomych względów znajduje się na Mazurach. Ale są też Kaszuby, a nawet Roztocze.

Możecie liczyć na Gospodarzy, którzy lubią przyjmować Gości, przyrządzać im śniadania, nikt nikomu nie daje linijką po łapach i nie każe czytać Orzeszkowej. Specjalnie dla miłośników ekoturystyki z zapachem drożdżówki ze śliwkami. Jesienne weekendy spędzamy w tych szkołach. Jeśli znacie adresy, których tu nie ma - jak zwykle przytulimy z chęcią i pokłonimy się z wdzięcznością.


Kraina EGO, czyli Ełk, Gołdap, Olecko. Mazury Garbate. Polska Toskania. A tam - jezioro Łaśmiady i okolice tak piękne, że powstały tu już dwa seriale. Nad tym jeziorem, na wzgórzu, nieco ukryta za drzewami jest Stara Szkoła i kusi wędrowców ciastem z owocami oraz takimi śniadaniami, że nie powstydziliby się ich na wiedeńskich dworach w okresie Oświecenia. Gdyby Rousseau wpadł do pani Ani na jajka - na bank już by w Piaskach pozostał i jadł te jajka i kluseczki z mięsem do końca swoich dni.

„Widok za milion dolarów, kuchnia za dwa miliony, a okolice petarda.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa i trzeba porzucić myśli o diecie. Wszystkie pokoje są dwuosobowe, a jeśli przyjeżdżacie rodziną, zapytajcie o pokój rodzinny. Trudno tu mówić o wyżywieniu, każdy kto próbował tu śniadań i obiadokolacji (w cenie) uzna, że to proste słowo to potwarz i obraza. Gospodyni zostawia pyszne pieczywo (gofry, ciastka, bułeczki) na barze na tak zwany międzyczas. Brzuchy tu raczej nie zaburczą, chyba że się zagubicie na jeziorze podczas spływu Łaźną Strugą (dla twardzieli).

To nie tak, że Stara Szkoła przytuliła się do wypasionego spa Ireny Eris. Było odwrotnie. Wzgórza Dylewskie są więc wartą poznania okolicą, skoro mamy tam Bieszczady, jeziora, spa i szynkę dylewską. Sama szkoła to nasz cel jeszcze w tym roku. Nie dość, że jedzenie jest prima sort, zmiękcza najtwardsze serca i regeneruje po tygodniu pracy w korporacji, to jeśli będziecie mieli szczęście i trochę popada śniegu - Gospodarz przeczołga Was na biegówkach, bo jest w tym specem.

„Właśnie wróciłam do domu po kilku dniach goszczenia się u Państwa Ewy i Jacka. Jestem wdzięczna za wspólny czas, za znakomitą kuchnię przygotowaną ze znawstwem i sercem i za to miejsce, którym gospodarze chcą się dzielić z nowo poznawanymi ludźmi. Polecam z głębi serca.”

Zdaniem Slowhopa: Można przyjechać z psem, najbliższe jezioro w odległości 11 km od pensjonatu. Dla aktywnych i smakoszy.

A tutaj taka historia: gospodarz pochodzi z kujawsko-pomorskiego i kupił starą niemiecką szkołę na Allegro. Wyremontował, zmodernizował, postawił kilka domków na drzewie i w lesie, pokazał, że umie gotować i proszę bardzo - figle do wyboru, do koloru. Dla dorosłych zwłaszcza w domkach na drzewach, gdzie do drzwi nie zastuka nikt poza dzięciołem.

„Kocham! Miła obsługa i towarzystwo. Nie jestem w stanie zapomnieć o tym magicznym miejscu. Właściele mimo niemałej pracy, znakomicie sobie radzą, wykonują swoje obowiązki należycie, ale w tym wszystkim nie zapominają o gościach. Da się z nimi normalnie i fajnie porozmawiać. Moja córka jest zachwycona domkiem na drzewie, super alternatywa dla nastolatki.”

Zdaniem Slowhopa: Coś dla tych, którzy lubią niebanalne miejscówki. Część pokoi jest w murowanym budynku szkoły, część w domkach. Śniadania i obiadokolacje (na życzenie), można wziąć psa i koniecznie dzieci, bo na miejscu są dwa baseny i masa lasu.

Historią tego domu można by obdzielić przynajmniej kilka powieści. W miejscu dzisiejszego Zielono Mi od 1938 roku działała niemiecka szkoła podstawowa. W czasie wojny przekształcono ją w szkołę wojskową, w której lotnicy uczyli się ślepego pilotażu (czyli sterowania samolotem przy złej widoczności) oraz pilotowania bombowców nurkujących. I proszę, lekcja historii wchodzi sama, bez gróźb i wkuwania. Dziś, zamiast siedzenia w ławce można postawić kilka kroków i tadam już jesteście na pomoście nad jeziorem Pluszne. Z ciekawostek, Kasia zna się na lokalnym dialekcie i na pieczeniu chleba – a wiadomo, że czas urozmaicony glutenem zawsze jest lepszy, niż czas bez glutenu.

„Wszystko było tak jak być powinno - jedzenie, atmosfera, wystrój, dom, ogród, no i gospodarze (cała czwórka!!!). Zielono Mi to miejsce, w którym od razu czujesz się jak u siebie. Polecamy wszystkim, dla których liczy się nie tylko okolica i wystrój ale także towarzystwo gospodarzy :) Na pewno wrócimy! M&M ”

Zdaniem Slowhopa: Do zamieszkania są 2 apartamenty i 3 pokoje. Miejsce z genialną historią. Pyszne śniadania ze świeżych chlebem na zakwasie, w cenie noclegu.

No, no, takie recenzje, od których gospodarzom pensjonatów rosną rzęsy i pięknieje cera, a ciasto zawsze wychodzi bez zakalca. Stąd chyba wszyscy wyjeżdżają zachwyceni i szukają wolnych weekendów w kalendarzu. Spokój, cisza i trochę mniej znane okolice rzeki Wel, znanej z mistrzowskich spływów kajakowych.

„Miejsce absolutnie magiczne, zostawiłam tam swoje serce. Znalazłam miejsce, gdzie czuję się jak w domu, to moje miejsce na ziemi. Wracamy razem z mężem do Starej Szkoły już za miesiąc. Dom piękny, klimatyczny, zadbany, wręcz sterylnie czysty, kuchnia niebanalna, smaczna, pachnąca, z cudownie rodzinnym klimatem – to wszystko za sprawą Gospodyni p. Iwonki „Perfekcyjnej Pani Domu”. Goście do posiłku zasiadają przy jednym wielkim stole, dzięki temu mogą narodzić się nowe znajomości, a może i przyjaźnie.”

Zdaniem Slowhopa: Można wziąć psa, wykorzystywać wspólną kuchnię, super na wyjazdy integracyjne i warsztaty. 16 miejsc noclegowych w 5 pokojach.

Jedyny dom wakacyjny w tym zestawieniu i jedyny reprezentant Małopolski. Do tego Francja-elegancja, każdy detal doprowadzony do mistrzostwa przez architektkę mieszkającą na co dzień w Szwajcarii. Nie wiemy czy ten projekt jest jej najukochańszym, ale wiele na to wskazuje.

„Oldschool był absolutnym strzałem w dziesiątkę. W sam raz by odciąć się od codzienności, pracy, miastowej intensywności. Wyjechaliśmy paczką 6 znajomych, zależało nam na przyjemnym pobycie zdala od zgiełku ale również miejscu z którego możemy wyruszyć po przygodę! Oldschool przerósł nasze oczekiwania. Po pierwsze: dom jest dosłownie dziełem sztuki. Zmysł estetyczny właścicielki widoczny jest w każdym detalu jak i całokształcie. Po drugie: okazuje się, że pomimo tego iż Głębowice to niewielka mieścina - atrakcji dookoła jest co nie miara! Nie udało nam się zrealizować wszystkiego, wyjechaliśmy zdecydowanie na zbyt krótko. Na szczycie tych wszystkich wspaniałości bez zawahania stawiamy Panią Renatę, właścicielkę domu. Pielęgnowanie swojego ‚biznesu’ w tak szczery sposób, z tak ogromnym zaangażowaniem i ciepłem gwarantuje sukces. A wszystkim przyjezdnym - cudownie spędzony czas. Piękne miejsce!”

Zdaniem Slowhopa: Dla estetów i ludzi z ultra wysokimi wymaganiami. To nie jest dom do imprez, tylko spokojnego i pięknego spędzania czasu. Cztery sypialnie, dwie łazienki, piękny ogród.

Dawna pruska szkoła, jak to na Mazurach. W porównaniu z innymi szkołami z tego zestawienia w Harszu znajduje się gigant! I na dodatek leży nad samym jeziorem, trochę nawet bliżej wody niż szkoła w Piaskach. I podobnie jak tam, Gospodarzami są ludzie, którzy uwielbiają przyjmować gości, umknęli niegdyś z wielkiego miasta i przepadają za gotowaniem. Jedno z tych miejsc, gdzie znajduje się prywatne lądowisko bocianów, a mięsożercy przekonują się, że wegańska kuchnia jest całkiem spoko.

„Wybraliśmy to miejsce, bo akceptują tu zwierzęta i nie trzeba za nie płacić. Fajna lokalizacja, przy samym jeziorze (piękne zachody słońca można oglądać nawet z okna pokoju); pyszne posiłki; czyste pokoje i łazienki. Klimatycznie.”

Zdaniem Slowhopa: Lubią tu zwierzaki i wiedzą gdzie z nimi wędrować. Weźcie wędki i robale. Koszyk na grzyby też się przyda.

Wasze dzieci też gardzą stołówkowym żarciem? No to spróbujcie je zabrać do Wojtka. W budynku z 1924 kiedyś mieściła się Szkoła Powszechna, ale dajemy sobie rękę uciąć, że nie serwowali tam wtedy takiej szamy. Dziś goście wpadają na Podlasie upaść brzuchy wegańską kuchnią i zamieszkać w dawnych, szkolnych murach. Jedzenie to ważny punkt pobytu w Nadbużańskim Domu, bo gospodarz macza palce w organizacji Slow Food Polska, i to chyba wystarczy za argument. Festiwale szparagów, truskawek, ziemniaków, no niebo w brzuchu. W środku znajdziecie sporo ludowych i folkowych akcentów, wspólną łazienkę, jadalnię i spiżarkę (to ważne). A na zewnątrz Rezerwat Przyrody Kózki, alpakę Bogusia i sporo miejsca na pojedzeniową sjestę. Po więcej nadbużańskich historii wpadajcie tutaj oraz w to miejsce

„Klimatyczne miejsce, gdzie czas jakby stanął gdzieś w połowie zeszłego wieku (ale przy okazji udogodnienia sanitarne już z naszej epoki). Wystarczy wyjść ze szkoły, by znaleźć się w "buszu" Podlasia. Cisza, spokój i dobra baza do eskapad. Do tego naprawdę świetne jedzenie; zaskakujące i z nutą indywidualnego podejścia gospodarzy. Nalewki ... poezja :-). Dziękujemy, na pewno wrócimy”.

Zdaniem Slowhopa: Koniecznie obserwujcie kalendarz nadbużańskich wydarzeń, bo w sezonie letnim odbywa się tu sporo kulinarnych festiwali. Podpytajcie Wojtka co warto zobaczyć w okolicy i o spływ kajakowy – to koniecznie. W końcu Bug blisko.

Tym razem dzikie Mazury i okolice Gołdapi, więc radzimy przejść w tryb samolotowy, żeby nie było zdziwienia na rachunku. Zresztą, po co, komu smartfony, kiedy jest spanie, szamanie i jeszcze jezioro do tego. Goście byli, temat zbadali i orzekli, że do wody, faktycznie idzie się minutę. Stara Szkoła z początku XX wieku to dziecko Ani, która porzuciła Kraków na rzecz Mazur i własnego siedliska. Jest autentycznie, pysznie i bez zadęcia, więc uprzedzamy, trzeba poluzować gacie, a zimą włożyć ciepłe skarpety. Koniecznie zabierzcie rowery: pod nosem trasy szutrowe, asfaltowe i piękne widoki na pasące się krowy.

„Prawdziwy koniec świata:) Wieś w której stoi kilka domów, dojazd to w zależności od której strony i tak będzie to kilka minut uroczymi szutrowymi drogami. Cisza, spokój - właścicielce udało się stworzyć fantastyczne miejsce z Klimatem przez duże K. Do jeziora 2 minuty, szlak Green Velo praktycznie pod płotem, w okolicy naprawdę mnóstwo atrakcji. Jako opcja pyszne wegetariańskie posiłki, które bez problemu mogą być też vege. Polecamy z całego serca bo takiego pozytywnego resetu jakiego doznacie w Starej Szkole próżno szukać gdzie indziej:) ”.

Zdaniem Slowhopa: Goście piszą poematy o śniadaniach, więc coś musi być na rzeczy. Dla pedałujących prawdziwy raj – ruch samochodowy prawie tu nie występuje. Jedźcie i jedzcie.

To teraz małe zaskoczenie, bo oto przed Wami szkoła, a jakże, tyle że parafialna. Robimy duże hop i jesteśmy we Wleniu. W budynku z przełomu XIX i XX wieku kiedyś mieściła się sala katechetyczna i dom organisty. Piotr kupił poniemiecką szkołę od księdza w 2008 roku i szczerze polecamy Wam zerknąć na archiwalne zdjęcia i efekt przed i po, wtedy zrozumiecie nasze uwielbienie do tej renowacji. W środku znajdziecie sporo nawiązań do historii budynku podanych w super elegancki sposób: stare meble, święte obrazy, nuty należące do byłego lokatora domu. A wiecie, co jest najlepsze? Że to nie koniec! Goście listy piszą, że szamka serwowana U Organistów (na zamówienie) to wisienka na torcie. Gotuje Ania, autorka książki „Opowieści Stołu. Ze Wschodu na Zachód”. No i wszystko jasne.

„Solidna piątka, cudowna okolica, fenomenalna atmosfera miejsca, świetny właściciel. Miejscówka znakomita do tego, żeby się odciąć, poleniuchować czy powłóczyć po okolicy. Na pewno wrócimy, bo klimatem i serdecznością ciężko jest "Organistom" dorównać ;). Kuchnia Pani Ani zasługuje na oddzielny wpis :) Świeże, zróżnicowane i bardzo pomysłowe jedzenie, podawane z uśmiechem i na czas. Czapka głowy, nigdy tak nie będę gotował chyba. Nie no sztos, nie zastanawiajcie się ludzie tylko rezerwujcie :) ”.

Zdaniem Slowhopa: Super baza wypadowa do zwiedzania Dolnego Śląska.

Stara Szkoła Czerwonki (Mazury)

To niezwykłe miejsce stworzył zmarły w 2017 roku muzyk jazzowy Waldemar Duszyński z żoną Beatą. Nie mieliśmy szansy tam wówczas zawitać, a szkoda, bo kameralne koncerty dawali tam tacy jazzmani jak Tomasz Stańko. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej magicznego niż mały koncert jazzowy nad mazurskim jeziorem w klimatycznej starej szkole. O to, by nadal było pięknie dba gospodyni.

„To najpiękniejsze miejsce na ziemi. Bajeczne, nastrojowe, magiczne, dające wytchnienie. Niepowtarzalny klimat tworzony przez przeuroczą właścicielkę, śpiew ptaków,dźwięki muzyki z klasą i wymarzone otoczenie. To Mazury w najlepszym wydaniu.”

Zdaniem Slowhopa: Okolice Mrągowa, nad jeziorem Juksty. Osiemnaście miejsc noclegowych.