10 niesamowitych Bed & Breakfast w Bieszczadach

  

 


Bieszczady muszą być pełne ludzi, którzy pewnego dnia spakowali swoje kuferki, sprzedali dobytek i uszli w góry tak szybko, że się za nimi kurzyło. To oczywiście nie jest zupełnie tak, ale w przypadku większości pensjonatów właśnie tak było. Przyjedźcie w Bieszczady po spokój, widoki i życiowe historie gospodarzy, zakochanych w Bieszczadach na amen.


Te domki z całą pewnością pozamiatały na Slowhopie. Jeśli chcecie zobaczyć prawdziwą ciemność na niebie w wokół - jedźcie do Baligrodu. Spotkacie tam niebo najmniej zanieczyszczone sztucznym światłem i gospodarzy, którzy w tej krainie wybudowali Szumilove domki. Widok jest na rzekę i górę Dzidowa, a każdy z domków ma prywatną saunę, kominek i teleskop do obserwacji gwiezdnych konstelacji. Prawdziwe zadupie czyli takie, że nic wam nie zakłóci kojącego nerwy dźwięku strumyka, dzieci mogą wrzeszczeć ile wlezie i żaden sąsiad nie przyjdzie ze skargą bo nie ma sąsiadów. Widok na rzeczkę, za rzeczką wilki i krajobrazy wprost z “Watahy”.

„Cudowny reset. Wybraliśmy się sześcioosobową rodziną, zatem przekrój pokoleniowy od dziadków, rodziców, nastolatki i dziecko. Domek wyposażony komfortowo, ze smakiem, dopracowany w najmniejszym szczególe / nawet pościel w kolorystyce wnętrza ;)/. Czysto i pachnąco. Świetny kontakt z właścicielką, miłe odwiedziny z regionalnym serkiem i masełkiem czosnkowym ;) Piękna okolica, idealna na spacer dla mojego 80-cio letniego taty. Było nam tak dobrze, siedząc po prostu na tarasie i słuchając, w dole płynącej rzeczki, że wybraliśmy się tylko dwa razy na dłuższe wycieczki. Wieczorami rozpalaliśmy żeliwną kozę i wpatrywaliśmy się w płomienie albo wygrzewaliśmy w saunie! Moglibyśmy tam zakotwiczyć na dłużej. Polecamy!!! Wrócimy!!!!”

Zdaniem Slowhopa: Trzy 6- cio osobowe domki z saunami, kominkami i teleskopami. Jest też miejsce na biesiady przy ognisku i ruska bania. Koniecznie z pupilem!

Chata, o której wszyscy goście mówią wyłącznie dobrze. Właściciele, Ania i Paweł to Gospodarze pisani wielką literą. Musi tak być, bo nie dość, że stworzyli miejsce, w którym każdy czuje się dobrze, to naprawdę pilnują, żeby dla każdego Gęsi Zakręt stanowił doświadczenie. Jest więc wielka przestrzeń, plac zabaw i tipi dla dzieci, malowniczy strumyk z ławeczką, domek z grillem, masaże, możliwość sportów ekstremalnych, pływalnia w zasięgu 10 minut, niedaleki wyciąg narciarski, a nawet psie zaprzęgi.

„Klimatyczne miejsce, fantastyczni ludzie, pełen luz. Do tego dobra muzyka, przyjemne wnętrza, smaczne jedzenie i świetliki latające po zmroku. I jak nie pokochać tego miejsca?”

Zdaniem Slowhopa:  Rodzinny biznes z pasją. Plus kuchnia, o której szepcze się na połoninach. Bieszczady widziane przez ogromne okna i surowe pokoje ze świadomie nierównymi ścianami, pociągniętymi wapienną bielą. Wesoła, rodzinna atmosfera.

Drewniana chatka zagubiona na skraju lasu a tam kilkanaście towarzyskich i puchatych alpak. Brzmi jak bajka? To witamy w Dyziówce. O tej podkarpackiej oazie pisaliśmy już w tym zestawieniu o ultraromantycznych miejscówkach, więc tu tylko dodamy, że w Dyziówce maja widoki za milion dolarów, alpacze kołdry, dyziówkową nalewkę i nieograniczony kontakt z alpakami obniżającymi poziom kortyzolu ekspresem.

„Wspaniałe miejsce i wspaniali gospodarze. Zdjęcia nie oddają urody tego miejsca. Na miejscu jest wszystko co potrzebne jest do pełnego, relaksującego wypoczynku. Gospodarze zadbali, aby pobyt u nich był jak najmilej spędzony. Domek piękny a przede wszystkim bardzo czysty, w pełni wyposażony. Kołdry z alpaki pod którymi spaliśmy - Rewelacja (przez duże R)! Okolica piękna, zielona, czyste powietrze. Ogólnie mistrzostwo świata! Dyziówka jest ponad tą 5 gwiazdkową skalę ocen. Dziękujemy i na pewno jeszcze nie raz wpadniemy! A no i chlebek i nalewki pyszne- potwierdzam”

Zdaniem Slowhopa: Chatka jest czteroosobowa (w budowie jest siostra Dyziówki) a obok stoi dom właścicielki. Nie zabierajcie swoich zwierzątek ze względu na alpaki.

Niby to historia jakich wiele: ludzie z miasta porzucają codzienny pośpiech i wieją ile sił w nogach tam, gdzie małe, drewniane chatki trzeba od października codziennie odkopywać spod śniegu. Kasia pasjonatka gotowania a kiedyś i zapalona maratonka i Paweł artysta, grafik i muzykant, porzucili miejski zgiełk i wylądowali Bieszczadach. Tam spełniają się goszcząc i karmiąc przybyszy prawdziwie: serami z mleka od krów pasących się bezstresowo na łąkach bieszczadzkich, chlebem na zakwasie, wędlinami, powidłami, konfiturami i podkarpackimi potrawami. W przerwach od jedzenia można sobie co nie co zmalować pod okiem Pawła, klasycznie lub z gliny, drewna albo i wikliny. A pod okiem Kasi podszkolić się z gotowania na kulinarnych warsztatach i pogadać o najlepszych szlakach biegowych w okolicy.

„Wieś, cisza, spokój, dom drewniany, kominek, taras, hamaki, pokoje czyste, łóżka wygodne. Ok. 40-50km do Wetliny czy Ustrzyk skąd na bieszczadzkie szlaki można wyjść. Jedzenie? Smaczne. Domowe. Pachnące. Świeże. Każdy znajdzie coś dla siebie. Chleby, sery, wędliny, pasztety, sosy, dżemy, mięsa, nalewki i pyszna malina do herbaty - efekt "pracy rąk ludzkich" Kasi, Pawła i Pani Doroty. Tu nie ma "na porcje", nie zjesz to kanapki na szlak karzą Ci robić ;) A obiadokolacje? To raczej biesiadowanie jest :) Zupa, drugie danie na półmiskach (bo u nich nikt głodny nie chodzi;)) , ciasto ....ale "prawdziwy deser" to rozmowy, anegdoty, opowiesci, przy wspólnym stole i kieliszeczku nalewki ;) I tak sobie myśle, ze takie miejsce, taką atmosferę, taki klimat to tylko pozytywni ludzie z pasja i otwartością do ludzi mogą stworzyć. Są takie miejsca, które odwiedzasz ale są też takie, do których będziesz wracać. I tak właśnie uczynie w tym przypadku. Do zobaczenia w lutym :)”

Zdaniem Slowhopa: Jest 5 pokoi dla 16 gości i labrador o imieniu Miętus, który zaprasza kumpli.

Tak wygląda historia o dziewczynie, która chciała mieć hamak. Tak się realizuje marzenie o domku na kurzej łapce. Paulina i Przemek postawili wszystko na jedną kartę i proszę bardzo - mieszkają w stuletniej, łemkowskiej chyży, pachnącej jodłą i goszczą tam wędrowców. Goście zamieszkują pięć klimatycznych sypialni i piją kawę na huśtawkach.

„Rewelacyjne miejsce, z dala od zgiełku, cisza i spokój. Przytulne i ciepłe wnętrza przepięknej chatki. Miejsce, gdzie naprawdę można wypocząć. Gospodarze to przesympatyczni i przemili ludzie, a posiłki to "niebo w gębie”.

Zdaniem Slowhopa:  Gospodyni pewnie nie będzie miała pretensji, jeśli opiszemy Smolnikowe Klimaty jako głęboką wiochę, gdzie powietrze zawsze jest czyste, ludzie szczęśliwi, a właściciele mają pełne ręce fajnej roboty. Sama chata ma wszystko, co trzeba, łącznie z hulającym internetem. Celowo nie ma telewizora, więc wieczory spędza się jak drzewiej bywało - na wspólnym biesiadowaniu i opowieściach.

Nowoczesna stodoła postawiona na zboczu góry w Mchawie przez Daniela i Justynę, zbudowana z naturalnych i recyklingowanych materiałów. Mamy tu i klocki z gliny i drewno modrzewi (które przeszkadzały sąsiadowi) i dachówki odzyskane po rozbiórce dwóch starych stodół. Mamy też widoki, dla których warto jechać przez pół Polski, 2ha bieszczadzkiej łąki i pół stodoły na wyłączność dla 8 osób.

„Wspaniałe miejsce! Przytulne pokoje z łazienkami, w pełni wyposażona kuchnia, kominek, piękne widoczki i bardzo mili właściciele tuż obok.”

Zdaniem Slowhopa: Wyciąg narciarski w Bystrem w odległości 2,5 km i nielimitowane koncerty ptaków, cykad i świerszczy od maja do października.

Na skraju wsi Obrocz nieopodal Zwierzyńca, w otulinie Roztoczańskiego Parku Narodowego, za niewielkim pagórkiem stoi sobie drewniany dom. Basia i Bogdan postawili go na terenie dawnego gospodarstwa z sadem, więc można sobie czytać książki i wdychać jabłonie, są dwa stawy z pomostami do przywitań i pożegnań słońca, a w salonie stoi fortepian dla artystów i artystów amatorów.

„ Magiczne miejsce <3 Od frontu jest piękny taras widokowy, z którego można podziwiać zachody słońca, od strony sadu jest drugi taras - z grillem :)"

Zdaniem Slowhopa: Na miejscu jest wifi, które śmiga jak odrzutowiec, a to oznacza, że jest opcja na pracę zdalną. Obok we Wsi Obrocz można zażyć kąpieli w rzece Wieprz, albo skoczyć do Zwierzyńca po więcej atrakcji (mają swój Browar). I najważniejsze- możecie zabrać nawet chomika <3

O Zadnych Łukach pisaliśmy już w tym zestawieniu dla koniolubnych. Więc tu tylko szybko nadmienimy, że to jest miejsce dla ludzi z sercem na wsi, którzy lubią suszone bukiety ziół, gliniane garnki, ręcznie strugane meble, leniwe wieczory, długie rozmowy przy herbatce i ogień trzaskający w ognisku. Na miejscu jest znakomita wegekuchnia, 25h zieleni, fajni ludzie i jest miejsce oraz czas na savasana w ilościach hurtowych, bez limitu.

„Spontaniczny wyjazd w Bieszczady zaowocował rezerwacją pokoju w Zadnich Łukach. Szukaliśmy miejsca oddalonego od wielkomiejskiego szumu i nie zawiedliśmy się. Cisza Bieszczadzkiej łąki, strzelający ogień w kominku, przytulne wnętrza, przemili gospodarze, wyciszyły nas i zregenerowały nasze wewnętrzne akumulatory. Dodatkowo najpyszniejsze wegetariańskie śniadania i obiady zrobione ze swojskich,domowych produktów, nasyciły oczy i brzuchy. Jeśli szukacie miejsca pełnego ciszy, spokoju i pysznego jedzenia to dobrze trafiliście. My na pewno tu wrócimy :)”

Zdaniem Slowhopa: Jest 5 pokoi dla 2- 4 osób. W Zadnych Łukasz mieszkają konie, kot i pies więc swoje zwierzątka zostawcie w domu.

Rodzinne gospodarstwo w starym, wiejskim domu w Alfredówce. I na wsi jak to na wsi - to przejedzie traktor, to kogut nie da pospać, to kot wpadnie na pieszczoty. Asia i Marcin stworzyli w domu po dziadkach prawdziwie dobre miejsce, w którym na wszystko jest czas: na prawdziwą wegańską kuchnię, na kawę do południa, na drzemki w hamaku i książkę w sadzie, na grzebanie w ziemi patykiem i długie rozmowy przy wspólnym stole.

„Obowiązkowe miejsce nie tylko w regionie Podkarpacia ale całej mapie całej Polski. Ukazuje że nie zawsze liczy się widok na góry czy wdech jodu. To ludzie tworzą klimat - A właśnie ten został stworzony w agroturystyce o trafnej nazwie "Dobre miejsce". Miejsce ciepłe, z duchem swojego czasu w którym możemy zatrzymać się na tą właśnie "chwilę aby odetchnąć czy nabrać refleksji. Gospodarze jakimi są Asia i Marcin oraz 2 letni Jaś to ludzie którzy prowadzą otwarty dom, nie biznes. Asi serdecznie dziękujemy za kuchnię oraz przemiła domową atmosferę, brak skrępowania i możliwość spojrzenia na prawidłowe podejście do wychowania małego odkrywcy i super chłopaka jakim jest mały Jaś. Marcinowi za ukazanie dystansu do świata i spraw bieżących oraz samych siebie. Zapał jaki posiada w sobie w realizowaniu nowych wyzwań jest do pozazdroszczenia. Miejsce do którego koniecznie trzeba przyjechać nie tylko, że względu na okoliczne atrakcje (których jest dość sporo) ale także na wzgląd poczucia ducha który z czasem wymiera w agroturystykach, A jest tak ważny. Trzymamy mocno kciuki za otwarcie stodoły i realizowanie tych bliskich oraz dalekich planów. Dobrym ludziom w dobrym miejscu nie może być inaczej niż dobrze. Raz jeszcze dziękujemy.”

Zdaniem Slowhopa: Świetne miejsce na birdwatching- wokoło jest masa obszarów stawowych gdzie można stalkować ptaszki. Tylko 18 km do Jeziora Tarnobrzeskiego z kajakami, tyrolką, żaglami a nawet instruktorem nurkowania.

Najpierw była ziemia, trochę opuszczona przez właścicieli, którzy mieszkają na Wyspach. Ale to właśnie Wyspa, pełna domków wykonanych w tradycyjnej technologii zainspirowała ich do wybudowania swojej własnej chatki z gliny. Właściwie z gliniano-słomianych bloczków, twardych jak beton, choć milion razy zdrowszych. Na bieszczadzkiej ziemi lepili i nosili te bloczki całą rodziną aż powstał ten dom, inny od wszystkich.

„Piękna i klimatyczna chatka z widokiem na góry. Kominek, ruska bania, jadalnia z dużym stołem, miejsce na ognisko, ciepła pierzyna i wygodne łóżka.”

Zdaniem Slowhopa:  Świetne miejsce, aby zabrać tam dzieci, pobiegać po połoninie i oddychać zdrowym powietrzem na zewnątrz i wewnątrz chaty. Fajny plac zabaw i stół do biesiadowania na zewnątrz. Domek jest bogato wyposażony i komfortowy. Opcja dla ekologów.

SPRAWDŹ CO JESZCZE DLA CIEBIE MAMY