10 niesamowitych Bed & Breakfast w Bieszczadach

  

 


Bieszczady muszą być pełne ludzi, którzy pewnego dnia spakowali swoje kuferki, sprzedali dobytek i uszli w góry tak szybko, że się za nimi kurzyło. To oczywiście nie jest zupełnie tak, ale w przypadku większości pensjonatów właśnie tak było. Przyjedźcie w Bieszczady po spokój, widoki i życiowe historie gospodarzy, zakochanych w Bieszczadach na amen.


Najpierw była ziemia, trochę opuszczona przez właścicieli, którzy mieszkają na Wyspach. Ale to właśnie Wyspa, pełna domków wykonanych w tradycyjnej technologii zainspirowała ich do wybudowania swojej własnej chatki z gliny. Właściwie z gliniano-słomianych bloczków, twardych jak beton, choć milion razy zdrowszych. Na bieszczadzkiej ziemi lepili i nosili te bloczki całą rodziną aż powstał ten dom, inny od wszystkich.

„Piękna i klimatyczna chatka z widokiem na góry. Kominek, ruska bania, jadalnia z dużym stołem, miejsce na ognisko, ciepła pierzyna i wygodne łóżka.”

Zdaniem Slowhopa:  Świetne miejsce, aby zabrać tam dzieci, pobiegać po połoninie i oddychać zdrowym powietrzem na zewnątrz i wewnątrz chaty. Fajny plac zabaw i stół do biesiadowania na zewnątrz. Domek jest bogato wyposażony i komfortowy. Opcja dla ekologów.

Tak wygląda historia o dziewczynie, która chciała mieć hamak. Tak się realizuje marzenie o domku na kurzej łapce. Paulina i Przemek postawili wszystko na jedną kartę i proszę bardzo - mieszkają w stuletniej, łemkowskiej chyży, pachnącej jodłą i goszczą tam wędrowców. Goście zamieszkują pięć klimatycznych sypialni i piją kawę na huśtawkach.

„Rewelacyjne miejsce, z dala od zgiełku, cisza i spokój. Przytulne i ciepłe wnętrza przepięknej chatki. Miejsce, gdzie naprawdę można wypocząć. Gospodarze to przesympatyczni i przemili ludzie, a posiłki to "niebo w gębie”.

Zdaniem Slowhopa:  Gospodyni pewnie nie będzie miała pretensji, jeśli opiszemy Smolnikowe Klimaty jako głęboką wiochę, gdzie powietrze zawsze jest czyste, ludzie szczęśliwi, a właściciele mają pełne ręce fajnej roboty. Sama chata ma wszystko, co trzeba, łącznie z hulającym internetem. Celowo nie ma telewizora, więc wieczory spędza się jak drzewiej bywało - na wspólnym biesiadowaniu i opowieściach.

Shire prawie w Bieszczadach. Bogdan Pękalski przenosi gości tam, gdzie sam chciałby się znaleźć, choć zdecydowanie nie jest małym ludzikiem, mieszkającym w jamce. Dlatego Hobbitówa jest przystosowana dla istot ludzkich o znormalizowanym wzroście. Zmieszczą się tam cztery osoby plus dwójka dzieci, ale dobrze jest zadzwonić do właściciela i dopytać.

„Jednym słowem: rewelacja! Miejsce stworzone przez człowieka z pasją. Cisza, błogi spokój, pełen relaks. Po prostu bajka, którą żal opuszczać…”

Zdaniem Slowhopa:  Żeby być precyzyjnym, Hobbitówa leży jakieś 90 km od Bieszczadów, jest więc na szlaku. Ale warto wpaść, żeby zobaczyć czyjś zrealizowany sen.

Chata, o której wszyscy goście mówią wyłącznie dobrze. Właściciele, Ania i Paweł to Gospodarze pisani wielką literą. Musi tak być, bo nie dość, że stworzyli miejsce, w którym każdy czuje się dobrze, to naprawdę pilnują, żeby dla każdego Gęsi Zakręt stanowił doświadczenie. Jest więc wielka przestrzeń, plac zabaw i tipi dla dzieci, malowniczy strumyk z ławeczką, domek z grillem, masaże, możliwość sportów ekstremalnych, pływalnia w zasięgu 10 minut, niedaleki wyciąg narciarski, a nawet psie zaprzęgi.

„Klimatyczne miejsce, fantastyczni ludzie, pełen luz. Do tego dobra muzyka, przyjemne wnętrza, smaczne jedzenie i świetliki latające po zmroku. I jak nie pokochać tego miejsca?”

Zdaniem Slowhopa:  Rodzinny biznes z pasją. Plus kuchnia, o której szepcze się na połoninach. Bieszczady widziane przez ogromne okna i surowe pokoje ze świadomie nierównymi ścianami, pociągniętymi wapienną bielą. Wesoła, rodzinna atmosfera.

Chata Magoda

Niby to historia jakich wiele: ludzie z miasta porzucają codzienny pośpiech i wieją ile sił w nogach tam, gdzie małe, drewniane chatki trzeba od października codziennie odkopywać spod śniegu. Jagoda i Maciek to zbiegowie ze Szczecina. W Lutowiskach zasmakowali w odnawianiu stuletnich chat - mają na swoim koncie już trzy. Chata Magoda i Bojkowska znajdują się na wysokości 700 m n.p.m. i goszczą przybyszów w pokojach z łazienkami i na tarasach z widokiem za milion dolarów.

„Przypomniałam sobie dzięki Magodzie, że wspólne posiłki z innymi ludźmi są przyjemne, że można zwolnić tempo życia i rozmawiać z nowo poznanymi gośćmi, że miło jest gdy Gospodarz podaje do stołu coś, co sam przygotował."

Zdaniem Slowhopa:  W Zagrodzie Magoda spotkacie ciekawych ludzi, którzy kiedyś przybyli w Bieszczady jako wędrowcy i już tu zostali, zarażając innych swoją pasją. Możliwe, ze po rozmowie z nimi zapragniecie wszystko rzucić i zostać ich sąsiadem.

(fot. Chata Magoda, Zbyszek Sierko)

Chata nad Wisłokiem

Podobno słowo „magiczne” mocno się zdewaluowało, ale idziemy pod prąd, bo rzeczywiście chyża (łemkowska chata) na skraju Bieszczadów i Beskidu Niskiego zrobiła na nas wrażenie. Gospodarze rzecz jasna z importu, więc w Bieszczadach całkowicie zakochani. Dla gości przygotowali trzy pokoje z łazienkami i kuchnię, o której śpiewają ptaki o poranku.

„Podróżując po różnych zakątkach nigdy nie spotkałam gospodarzy tak cudnie opiekujących się swoimi gośćmi i w taki sposób łączący swoje życie z życiami innych.”

Zdaniem Slowhopa:  Pomysł na wyjazd z przyjaciółmi lub rodzinami, choć kameralność chaty sprzyja nowym znajomościom. Długie kolacje przy wspólnym stole i każdy pokój z przepięknym widokiem.

(fot. Chata nad Wisłokiem)

Chata Wędrowca

Legenda Bieszczadów, restauracja z pokojami gościnnymi. Stworzona przez Ewę i Roberta Chata Wędrowca jest regularną marką chronioną znakiem handlowym, a ich Naleśnik Gigant został Bieszczadzkim Produktem Regionalnym. Jeśli dodamy do tego fakt, że już trzy razy uhonorowano Chatę czapką Gault & Millau, najważniejszą po Michellinie nagrodą kulinarną, to w ogóle (nomen omen) czapki z głów.

„Dom zrobiony z dbałością o najmniejszy szczegół - jest ładnie, przytulnie, klimatycznie, wygodnie. Czysto i zachęcająco. Właścicielami są przesympatyczni ludzie, z którymi można przegadać nie jedną godzinę.”

Zdaniem Slowhopa:  Chata działa tylko 6 miesięcy w roku, wraca w maju i wtedy też można zatrzymać się w jednym z pięciu pokoi. Warto, choćby tylko dla kawy z oszałamiającym widokiem albo naleśników z oszałamiającym widokiem, albo tego, co akurat podają (z oszałamiającym widokiem). 

(fot. Chata Wędrowca)

Miętowa Dolina

W miejscowości Roztoki Dolne, w dolinie górskiego potoku, na terenie Parku Krajobrazowego Cieśnińsko-Wetlińskiego stoi sobie zacna chata na wsi. Na wsi jak to na wsi - można kupić świeże jaja od prawdziwej wolno-hasającej kury, zjeść jeszcze ciepły ser, zobaczyć jak się doi kozę. A chata jest naprawdę komfortowa, zmieści się w niej osiem osób oraz kucharz, gabarytowo robiący za dwie. Razem 10 osób w jednej bieszczadzkiej chacie z fajną kuchnią na wyspie.

„Wygodnie i z rozmysłem wyposażona chata, malowniczo położona nad strumykiem. Dla dzieci raj. Cisza i spokój, łąka, basen, plac zabaw. Można odpocząć.”

Zdaniem Slowhopa: Jeśli macie dzieci, które raczej nie spędzają czasu na spokojnym wertowaniu encyklopedii - zabierzcie je do Miętowej Doliny. Gospodarze muszą co nieco wiedzieć o dzieciakach, bo oprócz wykorzystania ogromnego wybiegu, zadbali o to, co przyda się rodzinom. 

(fot. Miętowa Dolina)

Wilcza Jama

Do znanej miłośnikom dań z dziczyzny karczmy przytuliły się domki z bali. Parter każdego z nich to najwyższa sztuka sprawiania, żeby dwóm osobom było miło i przytulnie. Łóżko we wnęce i kamienny kominek. Więcej chyba nie trzeba. Na górze jest bardziej rodzinnie, zmieści się swobodnie cała rodzina. Zarówno na parter, jak i pierwsze piętro prowadzą osobne wejścia, obie części mają też osobne łazienki.

„Super miejsce, klimatyczne, z pięknym widokiem. Przepyszne dania z dziczyzny. Genialny bażant z kurkami i wspaniałym gruzińskim winem.”

Zdaniem Slowhopa: Dobra knajpa z dziczyzną to skarb, a tu mamy prawdziwą bieszczadzką karczmę z solidnym, dzikim mięchem. Potem można się zaszyć w izbie, pogapić się w ogień i nie robić nic albo skorzystać z tego, co proponują gospodarze. Możliwości jest sporo - od jogi i zajęć przyrodniczo-edukacyjnych dla dzieci, po off-road, narty i kuligi. (fot. Wilcza Jama)

Przystanek Cisna

Dwa drewniane domy przeniesione przez właścicieli tak, by spoglądały na górę Hon, otoczone bieszczadzkimi łąkami, na skraju Cisnej. Urocze pokoje, urządzone tak, by każdemu zrobiło się przytulnie, duży pokój dzienny z tarasem i kominkiem, a do tego kamienny kominek w piwnicy, gdzie gra się w bilard i godzinami rozmawia. Plus gospodyni zakochana w kuchni wege.

„Piękne chałupy, piękne widoki, miła atmosfera i fenomenalna kuchnia. Zupę cytrynową pamiętam do dziś.”

Zdaniem Slowhopa:  Miejsce dla miłośników dobrej, wegetariańskiej kuchni, świętego spokoju i pięknego widoku. Jeśli pytacie co do cholery wegetarianin wie o gotowaniu, zdecydowanie powinniście tu wpaść.

(fot. Przystanek Cisna)

SPRAWDŹ CO JESZCZE DLA CIEBIE MAMY