W Świętokrzyskie Góry i okolice Jury - 14 adresów na klimatyczne wakacje

  

 

Mieliśmy spore obawy, że nic nie znajdziemy. Że Góry Świętokrzyskie i Jura Krakowsko-Częstochowska to takie miejsca, w które wybierają się wyjątkowi pasjonaci i nie jest ich zbyt wielu. I nagle bach! Wchłonęły nas te okolice i okazało się, że wcale nie jest tak źle. 

W Górach Świętokrzyskich jest więc twórczo, a na Jurze sportowo. Znaleźliśmy lux torpedę z basenem i niesamowitą miejscówkę dla artystów. Jest mała Toskania i super fajny hostel. A do tego masa legend, trochę czarownic, skały do wspinania, a nawet kilku rycerzy.

 


Pierwszy fakt jest taki, że jest to dobre miejsce na przyjazd zimą. Do wyciągu w Bodzentynie jest naprawdę chwila, a jeśli chcecie nauczyć się jeździć na nartach, to polecamy Sabat Krajno i tamtejszych instruktorów. Dojazd ze Świetnokrzyskiej Chaty zajmie niewielką chwilę. Drugi fakt: warto pojechać ciepłą wiosną, latem i jesienią, ponieważ wokół chaty jest spory teren z brzozowym laskiem pełnym grzybów, boiskiem sportowym, hamakami i leżakami. Jeśli tylko poprosicie - Gospodarz chętnie uwędzi Wam jakieś dobra we własnej wędzarni.

„Piękny, komfortowy dom, idealne miejsce na spędzenie czasu z rodziną lub przyjaciółmi ♥”

Zdaniem Slowhopa: To dom wakacyjny, więc będziecie tam sami. Gospodarze widzą jednak swoją rolę nie tylko jako dostawcę kluczy przy przyjeździe, więc możecie liczyć na pomoc i poradę. Polecamy zwłaszcza grupom przyjaciół i rodzinom. Bez psiaków!

Byliśmy tam w pierwszym sezonie, gdy jeszcze pachniało świeżą farbą. Od tego czasu przybyło kilka rzeczy, z których najważniejszy jest letni basen i sauna. Mamy więc komfortowo urządzone dwupoziomowe apartamenty dla tych, co dobrze czują się w hotelowej czystości i komforcie. Na górze dwie wygodne sypialnie z łazienką, na dole przytulny salonik z kominkiem (zacny - wypiliśmy tam niejedno wino) i aneks kuchenny - dość, żeby spędzanie czasu w środku nie było nam wstrętne. I teraz najważniejsze - na stok można wyjść w kapciach. Jest to informacja sprawdzona, bo w kapciach właśnie goniliśmy po stoku naszego psa, gdy nam zwiał przez otwartą furtkę. Szczęśliwie była to sytuacja jednostkowa, nie widzieliśmy większej liczby ludzi w kapciach biegnących z szaleństwem w oczach po ośnieżonym stoku za małym, białym pieskiem. Jest więc naprawdę blisko stoku, zamiast kapci polecamy narty.

„Polecam wszystkim którzy chcą wyjść ze swojego apartamentu i mieć 5 kroków do jacuzzi 7 kroków do sauny i 15 kroków na stok, a wieczorem mają ochotę posiedzieć przy kominku. Właściciele na najwyższą ocenę 5 bardzo uprzejmi i pomocni, panie dbajace o czystość zawsze uśmiechnięte. Apartament nowoczesny czysty i zadbany. Spacerkiem do sklepu jest z 10 minut gdzie w czwartek można zakupić jeszcze gorące pyszne wyroby lokalne.”

Zdaniem Slowhopa: Jeśli nie lubicie gotować - na dole jest niezła karczma. Można wziąć psa (ale pilnować dobrze!). Dla niezmotoryzowanych - dostaniecie się tam autobusem.

 

Ciekawa jest historia tego domu i jego właścicielki. Alina Markiewicz jest dziennikarką, podróżniczką i miłośniczką gór i jesteśmy pewni, że do jej pensjonatu w Podlesicach przyjeżdża się również po jej osobistą historię. Nic nie zdradzimy, po prostu spakujcie buty i jedźcie. Pensjonat jest przyjemny, położony w świetnym miejscu, a zarazić się pasją można od razu po przekroczeniu progu.

„Wspaniałe, wyjątkowe miejsce z cudownym widokiem z każdej strony na skałki, las i łąki. Świetna baza wypadowa na piesze wycieczki lub rowerowe. Cisza, spokój, wspaniała kawa i komfortowo urządzone pokoje za nie wielką cenę. Pyszne domowe śniadania. Ciekawa historia tego domu i jego mieszkańców. Co ciekawsze można mieć to szczęście i spotkać tam odpoczywającą np. Martynę Wojciechowską. Ale co najważniejsze dla mnie, jest to jedno z nielicznych miejsc, gdzie psy są bardzo mile widziane. Polecam to miejsce, gdyż idealne jest na samotne ucieczki i relaks, ale też na romantyczne weekendy z ukochaną osobą.”

Zdaniem Slowhopa: Zwierzaki akceptowane bezwarunkowo i nie trzeba za nie dodatkowo płacić.

(fot. Podlesice 38)

Oto co można zrobić ze starym domkiem z 1922 roku jak się ma dobry pomysł i ochotę. W Puszczy Świętokrzyskiej, dwie godziny drogi od Warszawy, Magda i Marcin starą chatkę przemienili w nowoczesną stodołę. Eklektyczne wnętrza skrywają perełki wygrzebane na targach staroci i ręcznie odrestaurowane meble. W domku spotkacie stare kinowe fotele, prawie 100-letnią ścianę z bali, a na zewnątrz nawet barek z metalowych rur które kiedyś zalegały w ogrodzie. Wokoło las i nielimitowany dostęp do natury, a do zalewu w Bliżynie raptem 3 km.

„Świetne miejsce na weekendowy pobyt. Z dala od miasta z pięknym, pachnącym lasem tuż za oknem. Ładna przestrzeń, eklektyczny wystrój i kompletne wyposażenie sprawiają, że każdy może się tu poczuć komfortowo. To miejsce pozwala zwolnić, wyciszyć się i odnaleźć wewnętrzny spokój. W sezonie zimowym wieczory umila rozgrzany kominek i girlandy rozwieszone przed domkiem. Miłą niespodzianką okazała się dla nas księga gości zorganizowana w formie kolażu, która spowodowała uwolnienie twórczej energii i wciągnęła w godziny wycinanek. Polecamy! ”

Zdaniem Slowhopa: Jedźcie w szóstkę nawet z psiakiem (za dodatkową opłatą).

Jacek zna się na podróżach jak mało kto, więc skoro osiadł w świętokrzyskiem to coś musi być na rzeczy. Wykładowca akademicki, laureat nagrody Traveler przyznawanej przez National Geographic i prawdziwy obieżyświat, który odwiedził łącznie 160 krajów, w Klonowie urządził dom dla siebie i gości, a w piwnicach skrył pamiątki ze swoich podróży, które można traktować jak galerię i początek pięknej opowieści. Pragniemy nadmienić, że piwnicy ukrywa się także 200 butelek wina, co stanowi przyjemną kombinację dla wszystkich lubiących bąbelki, wieczory ciągnące się do poranka i arcyciekawe pogawędki o podróżach.

„Wspaniałe miejsce! Każdego poranka uwielbiałem stawać na tarasie, z którego mogłem podziwiać świętokrzyski horyzont - pagórkowaty, z pięknymi lasami. Taka poranna dawka dobrej energii (i szeroki wybór dobrych, naturalnych składników na śniadanie) pozwalała mi odkrywać pobliskie klejnoty natury takie jak Jaskinia Raj i Dąb Bartek czy zabytkowe zamki (Krzyżtopór, Chęciny). Po podróżach przyjemnie było wrócić do gorącego jacuzzi, a następnie zjeść pyszną i niecodzienną obiadokolację (polecam dziczyznę). Ale przede wszystkim ujęła mnie atmosfera, od wejścia można poczuć się swobodnie jak w domu. Jacek okazał się nie tylko podróżnikiem z wieloma ciekawymi opowieściami, ale przede wszystkim świetnym człowiekiem i gospodarzem. Na pewno odwiedzę Chatę ponownie, nie mogę się doczekać jak wszystko będzie wyglądać o innej porze roku! ”

Zdaniem Slowhopa: Pięć pokoi, piwnica pełna niespodzianek, a do tego mini spa: sauna, balia i jacuzzi. W ogrodzie jest i zarybiony staw, gdyby się chciało komuś zarzucić wędkę- to nie ma przeszkód.

Dwa kilometry za asfaltową drogą, wśród pofalowanych krajobrazów Świętokrzyskich Gór, w otoczeniu lasu stoi dom, który zaprasza w swoje progi wszystkich zmęczonych miejskim zgiełkiem. Sylwoterapia odbywa się tu bez limitu, drzewom można nadawać imiona, a potem je codziennie odwiedzać i przytulać, można też leżeć w saunie, wciągać gluten pod postacią pizzy z pieca, wieczorami bezczelnie gapić się w niezmącone światłem niebo, a dzień zaczynać z załączonym na obrazku widokiem lasu w 5D.

„Wspaniałe miejsce! Gościnność nieoceniona :) nie wspominając już o kuchni, najlepszej na świecie! Nigdzie nikt mi nigdy nie ugotował tak wspaniałych pierogów z jagodami, jagodzianek cieplutkich, ciast drożdżowych no i rosołu :) Spędziłam tydzień w Danielówce i poczułam się jak małe dziecko kiedyś na wakacjach na wsi u cioci... :) Bardzo miłe i dobrze wyposażone pokoje, właściciele przemili, miejsca do zabawy, relaksu mnóstwo, w zależności od tego kto co lubi. Serdecznie polecam!”.

Zdaniem Slowhopa: Domek przyjazny szóstce w ludziach do którego można zabrać pieska. Zadupie w pełnej okazałości bez sąsiadów i sklepu w pobliżu. Nie ma też knajpek w których można się stołować więc po drodze do Siedliska uzbrójcie się w półprodukty do gotowania i/lub gotówkę na mniejsze zakupy (najbliższy spożywczak jest 2 km od siedliska, ale płatność tylko w papierkach i nie liczcie na zaopatrzenie jak z supermarketu;)).

Bambi wersja świętokrzyska czyli Danielówka, prawie jak z bajki Disneya, tylko zamiast jelonka jest 51 sztuk danieli. Można popijać kawkę i daniele obserwować przez okno, uczestniczyć w ich karmieniu a nawet wybrać się z gospodynią na danielowe safari. Jakby tego było mało w Danielówce oprócz epickich widoków i kontaktu ze zwierzętami serwują też pyszne jedzenie: w lecie pierogi z jagodami, knedle ze śliwkami i takie naleśniki, że język klaszcze z podniebieniem.

„Wspaniałe miejsce! Gościnność nieoceniona :) nie wspominając już o kuchni, najlepszej na świecie! Nigdzie nikt mi nigdy nie ugotował tak wspaniałych pierogów z jagodami, jagodzianek cieplutkich, ciast drożdżowych no i rosołu :) Spędziłam tydzień w Danielówce i poczułam się jak małe dziecko kiedyś na wakacjach na wsi u cioci... :) Bardzo miłe i dobrze wyposażone pokoje, właściciele przemili, miejsca do zabawy, relaksu mnóstwo, w zależności od tego kto co lubi. Serdecznie polecam! ”

Zdaniem Slowhopa: 5 pokoi przyjaznych ludziom dużym, małym a nawet pieskom, a tuż obok stadnina dla koniarzy. Na miejscu jest animator, który przejmie Wasze pociechy kiedy Wam zabraknie pary (albo kiedy będziecie zajęci leżeniem do góry brzuchem). Polecamy rozważyć też spływ kajakowy rzeką Pilicą i masaże w plenerze w Danielówce.

Mamy tu inspirującą historię dla wszystkich co mają dość miasta ale się jeszcze wahają. Aron jest islandzkim kucharzem. Kamila aktorką z zawodu i leśną wiedźmą z pasji. Oboje porzucili swoje miejskie życie dla polskiej wsi a los chciał, że padło na Jurę Krakowsko- Częstochowską. Z Bieszczad sprowadzili dwa drewniane domy i w jednym z nich postanowili gościć ludzi. Spodziewajcie się koszyka śniadaniowego, kuchni do gotowania, kulinarnych adresów do przetestowania i fajnej sali warsztatowej do praktykowania jogi, w której grali już nawet koncerty gongów tybetańskich.

„Pobyt bardzo nam się podobał - miejsce jest pięknie zlokalizowane, "Dom Słońca" świetnie urządzony, a gospodarze bardzo mili i pomocni. Teren wokół domu jest również bardzo zadbany i spory. Dodatkowo atrakcją, zwłaszcza dla dzieci, jest obecność dwóch piesków oraz kota :) Przy domku jest także trampolina. Mieliśmy możliwość urządzenia ogniska, codziennego spędzania wieczorów przy kominku, czy przesiadywania na sporej werandzie i oglądania zachodu słońca. W tym miejscu można naprawdę odpocząć i się wyciszyć. Serdecznie polecamy! ”

Zdaniem Slowhopa: Dom prosto z Bieszczad, który pomieści maks 6 osób. Na miejscu jest też 6 rowerów do wypożyczenia i zwiedzania okolicznych lasów, a tuż obok biegnie Szlak Orlich Gniazd.

Samo serce Ojcowskiego Parku Narodowego a w nim XIX wieczna willa w stylu szwajcarsko - ojcowskim, która w swoim długim żywocie pełniła funkcje użytkowe dla kuracjuszy uzdrowiska. Kupiona pod wpływem impulsu i resuscytowana przez 25 lat, stoi dumnie w centrum Ojcowa i zaprasza w gości. W tle jest taka historia, że aż zacytujemy: "Poprzedni właściciel, ten który wymyślił nazwę Bazar Lwowski, również przyjechał z żoną na wycieczkę (było to po I wojnie światowej) i oświadczył, że albo tutaj zamieszka, albo się zastrzeli - a jako że był oficerem żona wiedziała, że słowa dotrzyma. Sprzedała więc sklep w Krakowie i przeniosła się do Ojcowa". Dziś jest tak, że za oknem słychać szum strumyka, oczy chłoną okłady z zieleni a w ogrodzie nie zabraknie miejsca żeby zaszyć się z książką. Gdyby jednak naszło Was na zwiedzanie pogadajcie z gospodynią- Beata jest przewodnikiem po Krakowie i po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i chętnie podpowie gdzie warto stawiać kroki.

„Piękne miejsce! Właściciele zadbali o atmosferę zarówno w domu jak i na zewnątrz. Wynajęliśmy te miejsce pod wyjazd typowo rodzinny z malutkim dzieckiem i okazało się być strzałem w 10! Piorun przesympatyczny i bardzo towarzyski. Polecam dżemy i wiśnie w likierze domowej produkcji:) Blisko do Krakowa i Ojcowa oraz okolicznych dolinek (wszystkie urocze). Miejsce znajduje się niedaleko lotniska i trasy, ale potencjalny dyskomfort związany z hałasem był praktycznie nieodczuwalny. Mogliśmy naprawdę odpocząć. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócimy:) ”

Zdaniem Slowhopa: Kadrów na Instagrama na bank wam nie zabraknie.Okolice świetne do wypraw rowerowych, wspinaczek skałkowych, konnych przejażek (w okolicy są dwie stadniny) albo błogiego nicnierobienia.

Po pierwsze Domek Samotnia to część Ekosamotnii- założenia willowo- parkowego, położonego zaledwie kilka kilometrów od Starego Rynku w Krakowie. Ekosamotnia możecie już znać ze Slowhopa- to dawna pracownia ceramiczna artystów Heleny i Romana Husarskich, przemianowana na uroczy pensjonat, w którego ogrodzie znajduje się jedyne w Krakowie gospodarstwo z certyfikatem ekologicznym. Domek Samotnia to zabytkowa chatka ogrodnika w XIX wieku, która w latach powojennych była miejscem pracy twórczej artysty rzeźbiarza i pisarza Romana Husarskiego. Leży na terenie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego, kilka większych kroków od Ekosamotni. W jej wnętrzach Stanisław Lem pisał pierwszą część trylogii “Czas nieutracony” i to w zasadzie powinno wystarczyć za rekomendację. Ale nie tylko jego to miejsce tchnęło. W Samotni jest jak za drzwiami Narnii - na pofałdowanych terenach pradoliny Wisły, schronienie znaleźli nie tylko artyści ale i konkretna ilość dzieł sztuki. Jest trzyhektarowy ogród, sporo miejsca do leżakowania na trawie, do tego las, leżaki, hamaki, staw z łódką i piękny widok na Kraków.

 

Zdaniem Slowhopa: Domek jest maleńki (ma tylko 60 m2) i jest przeznaczony tylko dla osób dorosłych, które z jednej strony pragną intymności, a z drugiej pysznego jedzenia prawie pod nos. Będąc gośćmi w Samotni możecie korzystać z restauracji “Magnolia” znajdującej się na terenie pensjonatu. Koniecznie wpadnijcie do Ekosamotni na wystawę dzieł sztuki i spytajcie o tort z jadalnych kasztanów.

Samo serce Ojcowskiego Parku Narodowego a w nim XIX wieczna willa w stylu szwajcarsko - ojcowskim, która w swoim długim żywocie pełniła funkcje użytkowe dla kuracjuszy uzdrowiska. Kupiona pod wpływem impulsu i resuscytowana przez 25 lat, stoi dumnie w centrum Ojcowa i zaprasza w gości. W tle jest taka historia, że aż zacytujemy: "Poprzedni właściciel, ten który wymyślił nazwę Bazar Lwowski, również przyjechał z żoną na wycieczkę (było to po I wojnie światowej) i oświadczył, że albo tutaj zamieszka, albo się zastrzeli - a jako że był oficerem żona wiedziała, że słowa dotrzyma. Sprzedała więc sklep w Krakowie i przeniosła się do Ojcowa". Dziś jest tak, że za oknem słychać szum strumyka, oczy chłoną okłady z zieleni a w ogrodzie nie zabraknie miejsca żeby zaszyć się z książką. Gdyby jednak naszło Was na zwiedzanie pogadajcie z gospodynią- Beata jest przewodnikiem po Krakowie i po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i chętnie podpowie gdzie warto stawiać kroki.

„Z całym sercem polecam wszystkim poszukującym ciszy i resetu dla umysłu! Fantastyczne miejsce z niepowtarzalnym klimatem, zabytkowy dom urządzony z pasią do historii oraz kultury Ojcowa, przemiła właścicielka która z chęcią opowie o wszystkich miejscach wartych zwiedzenia, w domie są wszystkie udogodnienia niezbędne dla komfortowego pobytu. Napewno jeszcze wrócę do tego wspaniałego miejsca:)”

Zdaniem Slowhopa: Cztery dwuosobowe pokoje i wnętrza ozdobione obrazami, rzeźbami i artystycznymi instalacjami właściciela - Ryszarda Paprockiego. Do tego super miejscówka wypadowa na zwiedzanie Jury. I nie omińcie świeżego pstrąga ze stawu zaporowego na Sąspówce!

Slowhop uczy nas, że o wielu rzeczach nie mieliśmy do tej pory zielonego pojęcia. Na przykład, że istnieje coś takiego jak westowy dosiad i że prawdziwi polscy kowboje mieszkają na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jedźcie tam gdzie country, buty w ostrogach, kapelusze z rondem i prawdziwa krówka przytulanka. Zapraszamy na saloony do Marcina i Kuby, którzy są trochę jak John Wayne i Clint Eastwood na polskich ziemiach, w dodatku tacy co w końskich grzbietach zwiedzili Arizonę, Utah i Texas. Na Ranchu Rosochacz odnajdą się wszyscy: wytrawni kowboje i tacy co zawsze chcieli spróbować, ale trochę się bali. Tutaj się nie ma co bać, fachowcy na kwadracie! Można podszkolić jazdę, poznać tajniki pracy metodami Natural Hormanship albo poczuć się jak w prawdziwym westernie i pokłusować na wycieczkę po Jurze.

„Wspaniali ludzie, cudowne miejsce i zwierzęta (I nie piszę tylko o koniach :)). Na Ranczu spędziliśmy niesamowity tydzień i już planujemy kolejny wypad. Przez tydzień dowiedzieliśmy się więcej o jeździe konnej i koniach niż przez kilka poprzednich lat jeżdżąc w innych miejscach. Piękne tereny gdzie jeżdżąc zapomina się o reszcie świata i relaksuje się przy okazji ucząc pracy z końmi. W pełni profesjonalne podejście Marcina i Kuby, gdzie bezpieczeństwo jest najważniejsze ale idzie w parze z niesamowitą przygoda. Do tego klimatyczne, komfortowe domki, pyszne jedzenie i robi się mały raj :) Maja, Marcin, Kuba- dziękujemy, jesteście wielcy :)”

Zdaniem Slowhopa: Czadowa miejscówka dla koniarzy (i mężczyzn w kraciastych koszulach). Są dwa domki, każdy dla 4 osób do tego sauna, balia, hamaki i miejsce na ognicho.

Rzadko się pchamy do miast, ale jak zobaczyliśmy co właściciele zrobili z XIX-wieczną kamienicą w Sandomierzu, to powiedzieliśmy sobie "hej, jeśli to nie jest klimat, to niech nas kule biją". Piękne miejsce, tuż przy ostatniej ocalałej, gotyckiej bramie miejskiej w Sandomierzu, z widokiem na Stare Miasto, a w nim cztery butikowe pokoje. Z ważnych rzeczy jest też restauracja i piwniczka z ponad setką gatunków win z całego świata i potężną kolekcją trunków krajowych, i to absolutnie powinno wystarczyć za rekomendację.

„Naprawdę warto tu przyjechać. Wspaniała obsługa, piękne miejsce i przepyszne jedzenie. Hotel położony w samym centrum Sandomierza, idealne miejsce wypadowe do okolicznych winnic i zamków. Polecam z całego serca, my do "Widnokręgu" wrócimy na pewno! ”

Zdaniem Slowhopa: Super miejsce dla poszukujących komfortu. Na parterze “Widnokręgu” znajduje się galeria sztuki, w której oprócz wystaw odbywają się koncerty i pokazy filmowe.

Raj dla śledzi i moczykijów w świętokrzyskim o których pisaliśmy już w tym i tym zestawieniu. Jest 3,5 h staw, połacie zieleni i cztery domki, każdy dla ośmiu osób. Można smażyć się na pomoście, wskoczyć w kajak, rower wodny, łódkę, na banana albo do wody na bombę. Ale można też zabawić się na poważnie w ornitologa, wypatrzyć czarnego bociana albo bielika. Jeśli ryby wam w głowie to musicie wiedzieć, że Gospodarze oprócz prowadzą własne Gospodarstwo Rybackie, grillują i wędzą rybki, serwują rybną zupę a sezonowo nawet kawior z pstrąga.

„Tu Domek to raj na ziemi ! Piękne otoczenie, oaza spokoju, dom z duszą. Las wita już od płotu, a taras zaprasza na odpoczynek od świtu do nocy. Wnętrze urządzone na najwyższym poziomie! Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy są dostępne, a na dodatek wszędzie panuje porządek i czystość. Szkoda było wyjeżdżać - zwłaszcza naszej suni Pedrze, która była w siódmym niebie. Na pewno jeszcze wrócimy do tak urokliwego miejsca. Serdecznie polecamy i gratulujemy właścicielom pomysłu, talentu i włożonej pracy do wybudowania tego kawałka nieba :) ”

Zdaniem Slowhopa: Domki stoją w bezpiecznej odległości od siebie więc bez obaw o intymność. Bez obaw bierzcie zwierzaka na wywczas.