18 MIEJSC IDEALNYCH NA WORKATION

czyli weź laptopa i jedź gdzieś

  

 

  

 

Jeszcze zanim pandemiczna rzeczywistość zmieniła nasz świat i sposób pracy, wyjechaliśmy ze Slowhopem na pracokacje. Zmieniliśmy nie tylko otoczenie. Biurka zamieniliśmy na kawiarnie, krzesła na leżaki, a biuro na jakikolwiek kąt do pracy, byle z zasięgiem i z widokiem. Okazało się, że bliskość wody, słońce i ciekawość otoczenia może podkręcać produktywność. Nikt nie zawalał, nikt się nie ociągał.

Rok 2020 wyprodukował całą masę cyfrowych nomadów. Zdalna praca- przywilej kiedyś zarezerwowany tylko dla freelancerów, dziś okazuje się być opłacalnym systemem pracy dla wielu zaskoczonych tym firm. Już wiele lat temu eksperci od podróżowania wieścili wzrost popularności pracokacji, czyli wyjazdów służbowych połączonych z wypoczynkiem. Dziś workation albo inaczej “bleisure”, to niekoniecznie długodystansowe wycieczki na drugi koniec globu. Skoro całe dnie spędzamy w domu przed komputerem, a dzieci przed meetsami, czemu nie robić tego w przyjemniejszych okolicznościach przyrody?

Jakiś czas temu stworzyliśmy dla was ściągawkę po miejscach idealnych na workation na Warmii i Mazurach. Teraz przyszła pora na więcej. Wybraliśmy aż 18 wyjątkowych pensjonatów, agroturystyk, kameralnych hoteli i domków, ze śmigającym WIFI, w których etat smakuje wyśmienicie.

 


Kiedy wpuszczaliśmy Pensjonat Bliżej Nieba na Slowhopa od razu było wiadomo, że to będzie hit. Zdążyli już pojawić się w tym zestawieniu przy szlakach, a czujemy w kościach, że będzie tego więcej. Pierwsi uciekinierzy z komputerami przybyli w Beskidy we wrześniu. Sprawdzili i zasiedzieli się, no nie było po co wracać. Od razu uprzedzamy, że jest sporo rozpraszaczy. Ale może potraktujmy to jak motywację do uwijania się z robotą. Tu można się uwijać z widokiem, posadzić zadek w pokoju, bibliotece, jadalni, a jak braknie miejsca to da i radę wstawić biurko do sali ćwiczeń (też z widokiem). Jak już wyrobicie targety to czeka nagroda pod postacią SPA, beskidzkich szlaków, Kasińskiego stoku i nieskażonego światłem nieba z gwiazd. Widoki ponoć lepsze niż na zdjęciach. Goście mówią, że petarda.

„Jeśli szukasz miejsca, gdzie naprawdę możesz przestać się martwić - to tutaj, zakończyłaś poszukiwania. Budzisz się muskana promieniami słońca, prawdopodobnie z kimś kogo lubisz u boku (miejmy nadzieję, że nie chrapał), schodzisz na śniadanie - pyszne (a ja jestem z natury marudą), różnorodne i przyprawione (chleb, ogórki w zalewie, jajeczka, sery, wędliny - o mamo!!!!!!), widoki - nieziemskie, dziwnie zorientować się, że zdjęcia nie kłamały ani tyci-tyci. Trochę pogadasz z uśmiechniętymi gospodyniami i gospodarzami. Uprzejmość, szczerość i serdeczność poziom 2500. Potem możesz skoczyć w góry albo polenić się na kanapie czy w łóżku (wygodne). Zjeść obiad (warto zapytać, co w planach albo można mieć miłą niespodziankę), wypić kawkę do domowego ciasta. No i spa! Kto nie lubi spa?! (Pewnie się znajdą, ale nie ma przymusu, choć warto dać się namówić jak mój mąż ❤️!) Super przyjemne kąpiele w pięknym wnętrzu, winko, sauny. My wrócimy jeszcze na masaże, bo nie zdążyliśmy. Na szczęście Bliżej Nieba blisko Krakowa. :)”

Zdaniem Slowhopa: Bylibyśmy zapomnieli dodać, że Pensjonat Bliżej Nieba jest nam bliski także, ze względu na jedzenie. Oczarował nas chleb z ziemniaków, powidła śliwkowe, prawilna mozzarella, mleko od krowy Władzi i jajka od kurki Grażynki.

O tutaj Ola i Marcin byli z dzieciakami na workation w październiku. Ciężko o lepszą rekomendację. Ale dodamy, że Kwieci przemawia do nas również śliniankami. Na przykład ciastem dyniowym z karmelem. Nie martwcie się o pożywienie, można śmiało wpadać w wir pracy i wciągnąć obiad dopiero wtedy, kiedy burczący brzuch poruszony zapachami z kuchni przywoła was do porządku. Dom zbudowany w 1913 r. służył kiedyś za szkołę ewangelicką, dziś w 60 metrowej, dawnej sali lekcyjnej, można rozłożyć się na kanapie, wygodnie wyciągnąć kończyny, cały dzień popijać kawkę i zasuwać z projektami aż się będzie kurzyło. Motywator na czele z Izerami czekać będzie za drzwiami.

„To pierwsze miejsce poza domem, w którym zaraz po wejściu czujesz się... jak w domu. W salonie jest ciepło nawet bez rozpalonego kominka, jest kolorowo, smacznie i błogo. Idealne miejsce, trochę na końcu świata, żeby uciec od zgiełku dużych miast. Kwieci może być zarówno dobrą bazą wypadową, by zwiedzać perły Dolnego Śląska, jak i celem podróży samym w sobie. Gospodarze przemili, otwarci i pomocni. Smaczne i nienudne domowe śniadania, ponadto dostępne jest na miejscu regionalne wino i piwo, a także cała masa smakowitości zamkniętych w słoikach. Lepiej byś nie może, my wrócimy tam na pewno! ”

Zdaniem Slowhopa: Ależ tam jest ładnie! Łukasz i Piotrek znają się na rzeczy. Tylko 15 min. drogi od uzdrowiska Świeradów Zdrój i 30 min. od Szklarskiej Poręby, Karpacza oraz Jakuszyc (stolica narciarstwa biegowego). Weźcie dzieciaki, dają gofry na śniadanie. Można z pieskiem.

Mamy tu historię mocno rozciągnięta w czasie, która swój początek miała jeszcze w latach 80-tych. Zanim Agro-Pustelnik zaczął przyjmować gości w jego miejscu Małgosia i Tomasz prowadzili zakład stolarski, w którym odnawiali antyczne meble. W 2011 przyszedł czas zmian, zwinęli stolarnie a zabytkowe meble ustawili w pokojach przyszłych gości. I powiemy Wam jedno- ależ tam jest pięknie! Jeśli lubicie domostwa z historią, wiekowe meble i prawdziwe jedzenie- będziecie zachwyceni. Zamieszkać można w jednym z 9 pokoi albo w samodzielnym domku z kuchnią letnią i sauną, a w przerwach między projektami wsiąść na koń bo Agro-Pustelnik ma własną stajnie zamieszkałą przez konie w liczbie 5, jednego kucyka, 5 krów szkockich i osiołka. Koniecznie weźcie dzieciaki!

„Wspaniałe miejsce na wyciszenie się, relaks i ucieczkę od miasta. Sam domek jest bardzo klimatyczny, a teren w około cieszy i napawa pozytywnymi emocjami. Można w tym miejscu naprawdę odpocząć. Pozachwycać się przyrodą i zwierzętami. Byliśmy 5 osobową rodziną. Jesteśmy bardzo zadowoleni i na pewno chcielibyśmy jeszcze kiedyś tam pojechać. Dziękujemy.”

Zdaniem Slowhopa: W ramach pracokacji i pobytów min. 5 dniowych można skorzystać jedzonka na wypasie (dodatkowo płatne). Do dyspozycji gości samogotujących są aneksy.

Ważny adres dla gastroturystów, grup jogowy i koniarzy. Zanotujcie. Jeszcze Podlasie, ale już prawie Mazury. Do Zagrody Kuwasy strony należy przyjeżdżać koniecznie z pustym bagażnikiem i pustym brzuchem. Byliśmy, wiemy co mówimy. Jest przytulnie, autentycznie, pysznie i koniecznie zdrowo. Są zupy na zakwasach i domowych przecierach, czary wegańskie i wegetariańskie, ale też kołduny i kartacze. Zagroda przytulona do Biebrzańskiego Parku Narodowego gwarantuje niezwykłe plenery przyrodnicze 365 dni w roku: klucze żurawi, epickie rozlewiska i niebo tak ciemne, że nie trzeba wprawnego oka by zobaczyć drogę mleczną. Przyjeżdżają tu grupy jogowe (jest sala do ćwiczeń), ludzie zakochani w Biebrzy i kresowej kuchni, a potem wracają z dobrociami zamkniętymi w słoikach. I można posmyrać konika.

„Dawno tak nie wypoczęłam jak w Zagrodzie. Bardzo miła obsługa, właścicielka krążąca wokół gości, ale na pewno nienachalnie, wyczuwa jak ktoś chce sobie popatrzeć samotnie przez 2 godziny w kominek stojący w głównej jadalnio/bawialni. Ta sala to w ogóle fajne miejsce, na środku stół z przepysznym jedzeniem, wokół stoliki, jest i kominek i bar. Dzieci biegają, rodzice piją sok z buraka, albo brzozy albo wino:), czułam się tu bardzo swobodnie. Pokoje czyste i ładne, widok z okien boski nawet przedwiośniem. Wokół zagrody mnóstwo rzeczy do zrobienia, udało się tylko kilka, wiec na pewno wrócę chociażby po to żeby zobaczyć łosie.. tym razem nie wyszło, za dobrze się spało.. ”

Zdaniem Slowhopa: Jeśli lubicie meble na wysoki połysk i dźwiękoszczelne posesje wybierzcie inne miejsce. Tutaj zdarzają się grupy zorganizowane (głównie latem), bo miejsca w Zagrodzie jest całkiem sporo. Można z pieskiem.

Jeśli dopiero zaczynacie przygodę ze Slowhopem zalecamy umieszczenie Łubinowego Wzgórza na liście miejsc do odwiedzenia. Po pierwsze dlatego, że mają najbardziej odjechane ziołowe SPA z zabiegami na bazie siana i koziego mleka. Po drugie znają się na jedzeniu, a to oznacza, że nie ma potrzeby zawracać sobie głowy zakupami i pichceniem, jeśli nie należy to do waszych pasji. Po trzecie wiedzą jak to jest z dzieciakami, więc stworzyli fantastyczną kuchnię błotną i autorską grę terenową, która zapewniany- porwie nie tylko najmłodszych. Ale do rzeczy, bo przecież trzeba robić targety. Do pracy w Łubinowym wybraliśmy Chatę nad Wąwozem. Ma samodzielne wifi (więc bez obaw, że obciążenie sieci przerwie połączenie), dwa oddzielne pokoje na ewentualną ucieczkę i piękny kaflowy piec, który stanowi serce chaty i z pracą ma niewiele wspólnego chyba, że jest się Makłowiczem. Ale to nie koniec możliwości. Goście samodzielnych chatek Łubinowego Resortu moją śmiało korzystać ze wspólnych przestrzeni dla gości. Można się zaszyć w bibliotece, salonie albo restauracji a dzieciaki oddać w ręce opiekunki, która jak będzie trzeba pomoże i w nauce.

„Piękne miejsce! Jednak nie to zasługuje na największa pochwałę. Tym miejscem zarządza zgrany zespół, chętny do pomocy w każdym momencie, doskonale rozumiejący swoją rolę. Rewelacyjne śniadania, a przyroda sama się broni. Polecamy zwłaszcza spacer przez las i pola do Nałęczowa, może też spotkacie Panią Zofię i Pana Waldemara dziarsko zrywających maliny, nasze już zmieniają się w nalewkę aby pamiętać o tym sympatycznym miejscu przez kolejny rok. ”

Zdaniem Slowhopa: Po 17 polecamy herbal SPA, indywidualną sesję jogi albo fizjoterapii (dodatkowo płatne). Jedzonko w Łubinowej restauracji “Niebo i Las” pierwsza klasa. Weźcie dzieciaki, będzie im tu dobrze.

O takie homeoffice (całe życie) walczyliśmy. Agnieszka i Michał wyczarowali na Mazurach chatę, która spokojnie mogłaby służyć za lokację filmową. W roli głównej 100 m2 z drewna, wielkie okna skierowane na jezioro, do tego wanna z widokiem, do której można próbować wskoczyć prosto z łóżka. Świetne miejsce nie tylko do pracy (wifi śmiga jak złe, w związku z czym sugerujemy konferencje bez mockapu w tle), ale i do asanów, zimowego morsowania i letniej medytacji na SUPie na środku jeziora. Zen osiąga się tu samoistnie. W ramach lunchu można zażyć bani przy jeziorze, postawić babę na piasku, albo złowić rybkę na obiad i potem ją samodzielnie upichcić.

„Dla wszystkich szukających wytchnienia od miasta, dla tęskniących za naturą i bajkowymi widokami. Dolina Symsarny zapewni to wszystko a nawet więcej, bo nie brakuje rozrywek dla bardziej aktywnych (sprzęt wodny, rowery), lubiących wieczorne kino (ogromny telewizor w salonie, dostęp do aplikacji takich jak Netflix czy HBO), gry towarzyskie (kilka znajdziecie w jednym z pokoi) lub wieczorne kąpiele w jacuzzi opalanym drewnem i grillowanie. Spędziliśmy tu wspaniały tydzień, łącząc pracę zdalną z odpoczynkiem. Szybki internet i dobry zasięg telefoniczny umożliwiały wykonywanie swoich obowiązków zawodowych, a rozpościerający się z panoramicznych okien widok na jezioro Luterskie koił skołatane październikiem nerwy :) W Dolinie Symsarny jest wszystkiego pod dostatkiem: przestrzeni, miejsca do pracy i odpoczynku, sprzętów do codziennego funkcjonowania. Przemili właściciele ugościli nas świeżo pieczonym chlebem i pysznymi wędlinami, byli też na wyciągnięcie ręki kiedy pojawiała się potrzeba jakiejkolwiek pomocy lub dodatkowego wyposażenia domu na dłuższy pobyt. Polecam skosztować jabłek z lokalnego sadu, wspaniałych do jesiennej szarlotki. Smakuje najlepiej na werandzie spozierającej na jezioro lub przy rozpalonym kominku :) ”

Zdaniem Slowhopa: Gospodarze (jeśli tylko będa w pobliżu) na życzenie poratują domowym chlebkiem albo rybką w occie. Możecie śmiało wziąć pieska, bo teren jest ogrodzony.

Z miejsca pokochaliśmy Wyspową Dolinę za kolorowe podejście do życia. Wojtek i Ewelina uciekli z Krakowa w Beskid Wyspowy i starą stuletnia chatę zaadoptowali po swojemu używając do tego naturalnych materiałów, przedmiotów z odzysku, pamiątek z podróży i prezentów od przyjaciół. Oprócz przytulnych pokoi do dyspozycji gości jest przyczepa kempingowa z tarasem, namioty i przestronna stodoła zwana też słonecznikiem. Gospodarze mają swoje pasje, Ewelina lubi wywijać asany i rządzi w kuchni, Wojtek wie gdzie trenować do maratonu. Razem ciągle coś majstrują i ulepszają tworząc niepowtarzalny charakter Wyspowej Doliny. Podczas kiedy wy będziecie cisnąć kejpijaje, dzieciaki można puścić wolno na nieplac zabaw, na ściankę wspinaczkową, dać im ugotować rosół z chwastów i wytrzeć w kolanach najlepsze spodnie. Na pewno to docenią.

Zdaniem Slowhopa: Można przytulić komfortowy pokój, zamieszkać z przyczepie kempingowej z tarasem albo namiocie. Ewelina rządzi w kuchni ale nie spodziewajcie się parówek na śniadanie i schabowego na obiad. Będą zioła, kawa 5 przemian i zdrowa kuchnia, którą docenią nawet dzieciaki.

O a tu, w czasach teamsów, można zabrać dzieciaki i pokazać im jak dawniej wyglądała szkoła. We wschodniej Polsce i wsi Binduga, stoi prawie stuletni budynek, w którym kiedyś funkcjonowała Szkoła Powszechna. Dziś są cztery gościnne pokoje z charakterem oraz wegetariańska kuchnia babci Tereski, wnuczka Donalda i gospodarza Wojtka. Pełno tam wiekowych mebli i odwołań do ludowszczyzny, które uwielbia Gospodarz, w wolnych chwilach Dj folkowy. Nie wiemy czy mury dawnej szkoły sprzyjają produktywności ale jedzenie na pewno. Należy więc dodać, że Wojtek jest członkiem organizacji Slow Food Polska i często kręci w domu sezonowe, kulinarne warsztaty. Maj stoi szparagami, wrzesień grzybami, no pełno tego, przed wyjazdem koniecznie spytajcie. W budynku z 1924 roku, zbudowanego zgodnie z ówczesnymi trendami w kształcie litery L, do dyspozycji gości są cztery pokoje z historią, wspólna łazienka, biblioteka, jadalnia i spiżarnia, a w ogrodzie miejsce na grilla i uroczy wychodek tzw. “sławojka”. No i jeszcze jedno. Oprócz krzewienia na wegańskiej kuchni na Podlasiu, Wojtek tłoczy własne destylaty, które rozkręcają nawet najsztywniejszy gości.

„Wielkie dzięki za fantastyczne kilka dni! Miejsce magiczne, wśród zieleni, w klimacie (w końcu to stara szkoła). Zrelaksowalismy się w 100 proc. Właściciel Wojtek to świetny facet, z którym przemiło spędza się czas :) na pewno wrócimy! Ukłony również za pyszne vege jedzenie dla Marysi! ”

Zdaniem Slowhopa: Po pracy polecamy spływ kajakowy lub pontonowy dzikim Bugiem. Jeśli lubicie historyczne wnętrza będziecie zachwyceni. Koniecznie skosztujcie nalewek.

Chatka na wyłączność z dala od sąsiadów i tych, których razi stukanie w klawiatury. Tu można wziąć dyszkę przyjaciół i sobie stukać ile wlezie. Bardzo nas kręci taka opcja biura z dala od biura, w górskich okolicznościach przyrody, z widokiem na Pasmo Gór Jałowieckich, w otoczeniu zmieniających się jak w kalejdoskopie fototapet ze wschodów i zachodów słońca, którym można robić fotki na stoki, nie posiadając nawet specjalnego talentu. Nie ma wiele takich górskich chatek, w których internet dawałby radę. Tu daje. Jak już wyrobicie ustawowe 8 godzin, to w nagrodę czeka sauna, wanna z hydromasażem i sala biesiadna, w której można nadrobić wszelkie towarzyskie zaległości.

Zdaniem Slowhopa: Tu bez jedzonka na stanie- warto wziąć kogoś, kto zna się na pichceniu i nie odstrasza go stanie przy garach. Najbliższy sklepik jakiś kilometr, najbliższa knajpa jakieś trzy. Pieski też mogą do nieba.

Szczyrk i jeden z niewielu górskich loftów na Slowhopie. Na zboczu góry Skrzyczne, z widokiem na szczyty Beskidów, w cichym sąsiedztwie górskich domów, lasu i górskiego strumyka, stoją trzy bliźniacze domki ze strzelistym dachem. Wyglądają jak jednojajowe, ale niech Was pozory nie mylą bo tylko jeden z nich kryje imponujące wnętrza. Oj dużo mieliśmy radości patrząc na te zdjęcia. Wiosną i latem polecamy biuro na dużym, narożnym tarasie (grzeje cały dzień więc obok projektu można jednocześnie realizować epicką opaleniznę). Zimą praca wchodzi najlepiej na szezlongu, stojącym tuż przy panoramicznym oknie z widokiem na Skrzyczne. W praktyce wygląda to tak, że jedno oko macie w kompie, a drugim badacie aktualne warunki na stoku a praca leci wartkim strumieniem, bo jest motywacja. Żal żeby nie skorzystać bo na najniższym poziomie domku czeka wyposażona i ogrzewana narciarnia.

„Cudownie spędzony urlop, w pięknie zaaranżowanym wnętrzu. Super kontakt z właścicielem. Dom przestronny a taras zachęca do długich wieczornych rozmów. Blisko szlaku na Skrzyczne i inne. Polecam gorąco!!”

Zdaniem Slowhopa: Do dyspozycji piękna, wyposażona kuchnia w której aż chce się gotować. Ale gdyby Was to nie przekonywało to w centrum Szczyrku (jakieś 1,5 km) znajdziecie całą masę jadłodajni. Można przyjechać z grzecznym pieskiem.

Natalia i Artur uznali, że mają już dość miasta ale nigdy nie będą mieli dość Warmii. W małej warmińskiej wsi Rentyny, w pobliżu tajemniczego jeziora Gilwa, postawili oazę relaksu trochę dla siebie, a trochę dla gości, którzy tak jak oni lubią naturę i zapach drewna. Dom trochę przypomina nowoczesną stodołę, z imponującym, przeszklonym przodem, przez który wpada do środka tyle witaminy D, że nie trzeba robić suplementacji. Z poziomu tarasu można podglądać sarny i zające, latem kąpać się w jeziorze, albo bić rekordy w leżeniu brzuchem do góry na hamaku. Zimą zalecamy morsowanie dla zdrowotności, spacery w śniegu, seanse przy kominku, planszówki i lektury z tutejszej biblioteczki.

„Zdjęcia nie oddają uroku tego pięknie i harmonijnie wkomponowanego w otaczającą przyrodę miejsca które z dużą dozą miłości i wyczucia stworzyli Natalia i Artur. Domek w położonej nieco na uboczu wiosce Rentyny, obok nieco tajemniczego jeziorka Gilwa, pyszne sandacze w lokalnym barze okraszone opowieściami o tym jak Danuta Rinn i Stanisław Sojka wakacjowali w lokalnym ośrodku - to wszystko tworzy niezwykły klimat Rent-in-woods. Przestrzeń i tereny do spacerowania, jazdy na rowerze sprawią że kontakt z przyrodą nabierze nowego znaczenia a dla miłośników zwierząt: nam udało się spotkać żurawie. Wybraliśmy się do rent-in-woods na wakacyjny odpoczynek z dziećmi ale wyobrażamy sobie jak miło byłoby tutaj popracować z widokiem na ścianę lasu lub spotkać w kameralnym gronie. Gorąco polecamy ognisko pod rozgwieżdżonym niebem, nie potrzeba żadnych aplikacji bo gwiazdy i Droga Mleczna są na wyciągnięcie ręki. [...]”

Zdaniem Slowhopa: W promieniu 15 km są: korty tenisowe, stadniny koni a nawet pole golfowe. Tu prosimy bez zwierzaków.

I w końcu Villa Greta! Nie mogło być inaczej, w końcu nikt tu nie zamierza pracować na głodnego. W Grecie Wam to nie grozi. Tutejsza restauracja jest regularnie namaszczana przez Gault & Millau i Slow Food Polska, a to oznacza, że będzie zdrowo, pysznie a co za tym idzie efektywnie. O Grecie pisaliśmy już w tym zestawieniu dla foodies, tym dzieciowym, a nawet rowerowym o tutaj. Jest co robić w okolicy, wystarczy zapytać Gospodarzy, wszystko wam opowiedzą. My polecamy wpaść na workation z dzieciakami, bo na miejscu jest plac zabaw, 30 metrowa tyrolka, latem basen, labirynt w ogrodzie i sporo innych aktywności w okolicy. Do pracy poleca się pokój lub sala konferencyjna, a do relaksu sala kominkowa z biblioteką. I weźcie buty na trekking. W Sudetach dobrze wchodzi.

„Miejsce spokojne i niezwykle urokliwe. Czas biegnie wolniej. Gospodarze i cała ekipa otwarci, ciepli, elastyczni na nasze potrzeby i jednocześnie pozostawiają przestrzeń do intymności. Jedzenie przepyszne!!! Jest co robić i dla dzieciaków i dorosłych. Okolica na spacery i poznawanie przyrody i historii wymarzona. Gorąco polecamy!”

Zdaniem Slowhopa: Bardzo lubimy historię powstania tego miejsca, po szczegóły udajcie się tutaj, lub spytajcie gospodarzy. Do restauracji można wpaść na jedzenie, bez rezerwacji noclegu.

No i tu Drodzy Państwo dowiecie się również tego, że istnieje świat poza pracą. Scenariusz może być taki, że dwie godziny pracy, masaż, dwie godziny pracy, godzinka jazdy konnej, dwie godziny pracy i już mamy 8 godzin pracy z głowy. Czysta, higieniczna sprawa z pożytkiem dla duszy, ciała i szefa, a jeszcze nie jesteśmy przy wieczorze! Bo wieczorem kominek, winko, długie Polaków rozmowy i świeże, mazurskie powietrze dobre na sen.

 

Zdaniem Slowhopa: Pastwisko jest pensjonatem, co znaczy, że będą tam z Wami inni ludzie. W całym siedlisku jest sporo miejsc do spania, bo ponad 30, ale możecie wynająć pokój dwuosobowy i apartament z dwoma pokojami. Można również zabrać ulubionego psiaka. Powinniście wiedzieć, że okolica jest pełna świetnych knajp, z reguły zapchanych w wakacje, a teraz z ciekawością zaglądających zza kotary, kogo to przywiały mazurskie wiatry poza sezonem. Lubimy to!

Danka z Kolonii Mazurskiej Mierki, zwana Danką z Lasu to Slowhopowa postać historyczna, z tym wyjątkiem, że historia nadal trwa. To nie jest miejsce dla każdego. Jeśli lubicie czuć się jak Pan na włościach, odkręcić grzejnik na piątkę, a potem wietrzyć bo duchota, wybierzcie inne miejsce. Goście Danki i Piotra cenią sobie autentyczność mazurskiego gospodarstwa, w którym można zluzować gumę i przejść na Ty bez pytania. Gospodarze szykują kawę punkt 9.00, (czyli wtedy, kiedy ludzie mają w zwyczaju siadać do pracy przy kompie), przyrządza Wam posiłek jeśli zechcecie, napalą w kominku (który uprzedzamy stanowi jedyne źródło ciepła) i uraczą opowieściami, których nie usłyszycie nigdzie indziej.

„Niech rekomendacją będzie to, że dzieci z chęcią by zostały kolejne tygodnie :) Dla fanów długich śniadań na tarasie, wieczorów przy winie i odgłosach lasu, kąpieli w przeczystym jeziorze i nieskrępowanej atmosfery! Bardzo polecamy! ”

Zdaniem Slowhopa: Danka i Piotrek mają sporo tajnych i fajnych adresów dla gości, którzy lubią odkrywać mazurskie tajemnice. Są też konie, dobre jedzenie, oddalone o 1200 metrów jeziorze Pluszne i sporo zielonego.

Kawałek za Warszawą, tyle, że nawet się dobrze nie zdrzemniecie, mamy taki Pałacyk, który dobrze by zrobił wszystkim pracownikom na co dzień uwięzionym w klitkach, robotniczych boksach, albo rodzicom pracującym z łazienki. Czasem trzeba się odkuć. Polecamy odkuwać się w Smoczewie. Mamy tu salę konferencyjną zaadaptowaną na sale coworkingową, dobre wifi, nielimitowany dostęp do kawy i ciszę nadwiślańskiej wsi. Z okien widać rozlewisko Wisły, można stalkować ptaszki, wybrać się na spływ z finałem pod Pałacem i przejść się po sędziwym parku, po którym kiedyś przechadzali się też polscy królowie.

Zdaniem Slowhopa: Łącznie 10 pokoi i jedzenie palce lizać (dodatkowo płatne). Zapraszamy z psiakami mając na uwadze, że na miejscu są psy i koty gospodarzy, które bez krępacji chodzą sobie po terenie parku.

Leśna osada na Mazurach otoczona lasami i jeziorami, na prawdziwym odludziu, w malutkiej wiosce Likusy. Dzieło Emilii i Adriana. Gospodarze robią w branży artystycznej więc w stary, 110-letni, poniemiecki dom odremontowali i urządzili z klasą, nie odbierając domostwu wiejskiego uroku. Są meble wygrzebane na pchlich targach, balustrada z juty, plakaty ze starych rycin, kuchenna zabudowa ze starych kredensów zbudowana przez Adriana i makatka z wierszykiem o Likusach wyhaftowana przez Emilię. O cywilizacji przypomina wifi, a poza tym to las, jeziora (trzy w najbliższej okolicy) i stara stodoła, która latem służy za kino, za taras do potańcówek, miejsce relaksu, biesiad i ucieczki przed upałem.

„Jest to w rzeczy samej mistrzostwo świata! Na pewno nie będziesz się nudzić, bo jest tu cała masa rzeczy, które można robić. Można leżeć (na trawie, na łóżku, na sianie, na dużym pniaku, nad jeziorkiem, na leżaku, w wannie, na innej osobie); Można relaksować oczy patrzeniem na las lub gwiazdy albo patrzeć w ogień tak długo, aż oczy zaczną łzawić; Można słuchać niczego; Można jeść, pić, lulki palić, tańczyć, pływać, biegać, gimnastykować ciało, umysł, medytować, rysować i wszystko inne. Gospodarz i jego pies są super i równie swojscy jak całe Siedlisko. Dzięki za wspaniały weekend! POLECAM”

Zdaniem Slowhopa: W Likusach gotujecie sami, ale jest też opcja zamówienia pysznej szamki u zaprzyjaźnionej Gospodyni. Weźcie kijki do nordig walking i koniecznie wędki. Do najbliższego wiejskiego sklepiku 5 kilometrów.

I znowu workation wersja pałacowa. Opadła nam kopara kiedy dowiedzieliśmy się, że Małgosia i Darek remontowali ten pałac tylko 4 lata, a potem jeszcze dostali nagrodę Ministra Kultury. Chylimy czoła. Klamki odtworzono na podstawie wzoru przypadkiem wykopanego w parku, a piece kaflowe, które nie przeżyły próby czasu, zastąpiono 200- letnimi piecami miśnieńskimi. Neobarokowy pałac kryje 21 pokoi z łazienkami, salę balową, bibliotekę, salon, spa i oczywiście- restauracje. Klikać można w spokoju w pokoju, bibliotece albo innej przestrzeni wspólnej, a wieczorem skorzystać z atrakcji specjalnych, uszytych na miarę dla cyfrowych nomadów, czyli: trochę przyjemności dla ciała, trochę dla brzucha i od razy 8 godzin wchodzi gładko. W przerwach od pracy polecamy spacer po zabytkowym parku, w którym aż 17 drzew jest pomnikami przyrody.

„[...]Miejsce położone jest w niewielkiej odległości od Warszawy i trasy S7, przez co dojazd jest bardzo łatwy. Zaczęliśmy od pysznej kolacji w cudownych pałacowych wnętrzach, którą uświetniliśmy przepysznym winem z tutejszej domowej piwniczki. Po kolacji mieliśmy czas, by rozkoszować się ostatnimi chwilami złotej jesieni we wnętrzach pałacowej biblioteki, popijając gorącą czekoladę przy lekturze ulubionych książek. Wyborne śniadanie uświetniło nasz poranek i musieliśmy wracać naładowani tutejszą energią. Na terenie jest także niewielki park, który niewątpliwie jest uroczy na wiosnę i latem, ale jesienią powoli szykuje się do snu (nie polecamy szykować się na długie spacery)[...].”

Zdaniem Slowhopa: Pałacowy park jest azylem dla jeżyków po przejściach. Prosimy nie straszyć i traktować z szacunkiem. Idealne miejsce na wypad we dwoje.

Jeśli ludzie zamieniają Szwecję na Mazury to musi to coś znaczyć. Tomek i Justyna porzucili zagranicę na rzecz starego, pruskiego domu z duszą w Lisach, nieopodal Bań Mazurskich. Wykorzystując swoje doświadczenie w hotelarstwie stworzyli trzy pokoje dla gości i agroturystykę dla tych, co ponad wykrochmaloną pościel stawiają autentyczność i ciekawe historie. Pod nogami biegają: szczęśliwe psy uratowane ze schroniska, konie z rozwianymi grzywami i koty zawsze gotowe na pieszczoty. Jeśli szukacie ciszy jak makiem zasiał, od razu zmieńcie adres. Tutaj pies lubi zaszczekać, ptaki nie dają dospać do budzika, jest sielsko i prawdziwie mazursko. Po pracy można wsiąść na konia, wybrać się na wycieczkę rowerową po Puszczy Boreckiej, wskoczyć do balii, a potem przysiąść z gospodarzami “na chwilkę” przy ognisku i siedzieć tak, do rana.

„Cudowne miejsce, niesamowity klimat, świetni ludzie

Zdaniem Slowhopa: W sezonie możecie liczyć na jedzonko full wypas, po sezonie stołujecie się w aneksie albo pobliskich knajpach. Gospodarze zbierają laury za goszczenie i dobre podejście do zwierząt.