ZACZAROWANE PODLASIE

21 miejsc w najbardziej magicznej części Polski

  

 


Pan Tadeusz byłby zachwycony. Puszcza Białowieska, konie, cepeliny w dwóch wersjach, mięsnej i bezmięsnej, cwałowanie na rumaku i żubry. Ludzie, którzy zarażają entuzjazmem i miłością do puszczy i nadbiebrzańskiej przyrody.

Wielokulturowość i wieloreligijność Podlasia gwarantuje niebywale doświadczenia nie tylko dzięki ludziom, których spotkacie, ale także dzięki miejscom, które zobaczycie. Cztery parki narodowe, podlaskie skanseny, architektoniczne perły architektury, wiecznie otwarte okiennice, szeptuchy, zatrzęsienie kolorów i wzorów, a nawet dewocjonaliów- a to dopiero początek.

Zebraliśmy dla Was 21 absolutnie wyjątkowych miejsc, w których doświadczycie Podlasia na własnej skórze.  Nie wiecie od czego zacząć? Poniżej subiektywny przewodnik, po jego najciekawszych zakamarkach.

Kraina Otwartych Okiennic- formalnie obejmuje trzy wsie: Soce, Puchły i Trześciankę, położone w dolinie Narwi i okolicach Hajnówki. To tutaj zobaczycie absolutnie unikalne zdobienia drewnianych chałup, charakterystyczne wyłącznie dla tego rejonu Polski. Będąc w okolicy zajrzyjcie też do Ciełuszek, Pawłów, Kaniuk, Ryboł, Plosek, bo Kraina Otwartych Okiennic rozlewa się na wiele malutkich wsi Podlasia.

Skit w Odrynkach- prawosławna pustelnia położona wśród rozlewisk Narwi. Założona w 2009 r. przez zdegradowanego mnicha- ojca Gabriela, jedynego mieszkańca skitu,który słynął z leczenia ziołami. Przez wiele lat 800-metrowa kładka była jedynym łącznikiem pustelni z wsią Odrynki. Ojciec Gabriel zmarł w 2018 r. i został pochowany na terenie pustelni.

Bohoniki i Kruszyniany- dwie przygraniczne wioski zamieszkałe przez Tatarów, czyli podlaskich muzułmanów. Koniecznie odwiedźcie tutejsze meczety i miziary (cmentarze) i spróbujcie tradycyjnych kołdunów i pierekaczewnika.

Pentowo- zatrzęsienie bocianów na Podlasiu- to tutaj. Nigdzie indziej nie spotkacie tylu długonogich ptaków co w Pentowie, niedaleko Tykocina. Zobaczcie jedną z najpiękniejszych synagog w kraju, przejedźcie się bocianim szlakiem i spróbujcie policzyć ich wszystkie domki- szacuje się, że jest ich tu ponad 30.

Góra Grabarka- święta góra usłana milionem krzyży, która zasłynęła cudem w 1710 roku.

Jałówka i ruiny kościoła św. Antoniego- ruiny świątyni z 1910 roku, którą wysadziły w 1944 wojska niemieckie.

I koniecznie - Biebrzański Park Narodowy, największy w kraju Park Narodowy, w którym przy odrobinie szczęścia możecie spotkać łosia <3 Oraz Białowieski Park Narodowy z żubrami na czele. No bez spotkania z żubrem nawet nie wyjeżdżajcie z Podlasia…

 

fot. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej


Nadbużański Dom zajmuje w naszym serduszku specjalne miejsce. Rozpisywaliśmy się o nim już o tutaj i nie przestaniemy, bo po prostu zawsze jest o czym pisać. Dawną Powszechną Szkołę od zapomnienia ocalił Wojtek- człowiek orkiestra, który oprócz bycia Gospodarzem, jest członkiem organizacji Slow Food Polska, Dj Folkowym i oddanym miłośnikiem ludowszczyzny. Czujecie ten miks? Jak dobrze się zakręcicie to jest opcja wpaść do niego na warsztaty kulinarne (z kuchni polskiej, regionalnej albo robienia trunków), które odbywają się w Nadbużańskim Domu. Mało tego, Wojtek gotuje bezmięsnie, co na Podlasiu może być niespodzianką, do tego nalewka handmade i hulaj dusza piekła nie ma. Dom leży tuż obok starorzecza Bugu, w rezerwacie przyrody Kózki, więc jak idzie wiosna to ptaki odstawiają koncerty, których nie usłyszycie na żadnym youtubie. Do dyspozycji gości są cztery pokoje, biblioteka, jadalnia, spiżarnia i łazienka, którą uprzedzamy- trzeba się dzielić. W domu znajdziecie mnóstwo ludowych akcentów, regionalnych makatek, kilimów, obrazków i tkanin, które kolekcjonuje Wojtek. Posiłki najlepiej wchodzą tu w ogrodzie, poza tym słyszeliśmy, że świeże powietrze sprzyja trawieniu, to znaczy, że można więcej zjeść i wypić. A jak Was przyciśnie wystarczą dwa kroki do uroczego wychodka, tak zwanej sławojki. Wspominaliśmy o alpace?

„Wielkie dzięki za fantastyczne kilka dni! Miejsce magiczne, wśród zieleni, w klimacie (w końcu to stara szkoła). Zrelaksowalismy się w 100 proc. Właściciel Wojtek to świetny facet, z którym przemiło spędza się czas :) na pewno wrócimy! Ukłony również za pyszne vege jedzenie dla Marysi! ”

Zdaniem Slowhopa:  Zaczarowane miejsce z historycznym tłem. Wojtek gotuje tak dobrze, że jego przepisy lądują na łamach gazet i powodują ślinotok u rzeszy Polaków. W ramach próbki my to tu tylko zostawimy: dektella, wegańskie pasty, smalec z fasoli i pigwówka Kresówka, albo Imbirówka... No czego chcieć więcej… Jeśli zechcecie przekroczyć próg Nadbużańskiego Domu, zagadajcie z Wojtkiem- pomoże Wam zorganizować fajne aktywności, spływ kajakiem albo inną wycieczkę. W okolicy polecamy wspiąć się na legendarną Górę Grabarkę usłaną milionem krzyży. Fani dewocjonaliów będą zachwyceni.

Chcecie pospacerować po tajdze, ale akurat nie macie budżetu na wyprawę do Azji albo Ameryki Północnej? Puszcza Knyszyńska stoi otworem. Cudze chwalicie swego nie… z resztą co Wam będziemy mówić, przed sobą się przyznajcie czy wiedzieliście, że Podlasie ma do zaoferowania najprawdziwsze borealne lasy? Nie? To wpadajcie do Chaty Knyszewicze. Stuletni, drewniany dom postawili  pradziadkowie Tomka i choć ma swoje lata, po zadbanych i wyremontowanych wnętrzach (i zewnętrzach) ciężko dać wiarę, że tyle już widział. Rozsiądźcie się przy przepięknym kaflowym piecu, zanurzcie w lekturze w bujanym fotelu i wypijcie herbatkę z samowara. Wolicie aktywnie? Skosztujcie prawdziwego wiejskiego życia: przynieście wodę ze studni na podwórzu, upieczcie coś w duchówce, pielcie, kopcie i zbierajcie. W ogródku czekają pomidory, prawdziwe podlaskie bulwy, buraczki, kabaczki i inne przysmaki, z których można ugotować zdrowy posiłek. Po takim treningu nic nie wchodzi lepiej niż hamakowa drzemka pod jabłonią i czyste, puszczańskie powietrze.

„Uwaga! Pobyt w Chacie Knyszewicze niesie duże ryzyko, że bez pamięci zakochamy się w Podlasiu (a dokładniej - w Grodzieńszczyźnie) oraz nie będziemy w ogóle mieli ochoty wracać do szarej, miejskiej rzeczywistości. Tylko dla spragnionych absolutnej ciszy, czystego powietrza i przepięknych widoków. Do tego Pan Piotr jest fantastycznym gospodarzem, z przyjemnością słuchałam wraz z mężem jego historii o regionie i lokalnej kulturze białoruskiej. Mamy nadzieję wkrótce odwiedzić to miejsce ponownie :)”

Zdaniem Slowhopa: Zabierzcie lornetki, wygodne buty i marszem w Puszczę. Młodsza siostra Puszczy Białowieskiej to mniej oblegana, ale nie mniej piękna ostoja dzikiej przyrody i niewydeptanych ścieżek. Odwiedźcie tatarskie wsie Bohoniki i Kruszyniany, wpadnijcie do Knyszyna gdzie po dziś dzień spoczywa serce Zygmunta Augusta, albo wybierzcie się na jednodniową wycieczkę do Grodna z tutejszym Gospodarzem- przewodnikiem. I koniecznie nauczcie się czegoś w esperanto!

Puszcza Knyszyńska po raz drugi. Na wstępie musicie wiedzieć, że Bobrowa ma już stałego lokatora i wcale nie jest to Gospodarz, tylko puchata kotka Roszponka. Sama wybrała sobie to miejsce, więc Wy wybierając Bobrową miejcie na względzie jej dobro i pustą miskę, którą trzeba czasem napełnić. Gospodyni - Marta, mieszkała tu 3 lata, więc spodziewajcie się wszystkiego, co do szczęśliwego życia na Podlasiu potrzebne. Nas zachwyciła kuchnia. Widzicie tę wiszącą witrynę przerobioną ze starego kredensu? Bije Wam mocniej serce? Wokół domu szumią sosny (na działce rośnie ich ponad 40), w szklarni rosną warzywka, a dokładnie 100 m od drzwi zaczyna się teren Natura 2000 z 5-hektarową łąką usłaną całą apteką ziół. Można wziąć na spacer zielnik, a potem trzaskać syropki, herbatki, napary albo kosmetyki. Pysznie!

„Miejsce zdecydowanie warte polecenia! Drewniany domek z kominkiem z kompleksowym wyposażeniem kuchni: zmywarka, blender, jest dosłownie wszystko, łącznie z pralką, co było dla nas dużym zaskoczeniem. Niczego nam nie brakowało. Dla zmarźluchów dodatkowe grzanie w postaci kaloryferów. Wnętrze bardzo ciepłe, wystrój przemyślany łącznie z najdrobniejszymi detalami. Czuliśmy się tak jak w domu. Szybkie, sprawdzone Wi-Fi; korzystaliśmy w trójkę jednocześnie. Skraj puszczy Knyszyńskiej, cisza, spokój, zapach lasu, towarzystwo wiewiórek i śpiew ptaków. Pełen relaks, spacery i odkrywanie śladów zwierząt. Przesympatyczna właścicielka:) Idealna opcja dla rodziny! ”

Zdaniem Slowhopa: Polecamy dla pary (plus kotka) albo i dwóch par. Kuchnia jak w domu, czyli gotowanie na pełnej, jeśli tylko zechcecie. Można wziąć przyjaznego pieska, o ile nie będzie stanowił zagrożenia dla kotki Roszponki.

Alpakarium leży w zasadzie poza formalnymi granicami Podlasia, ale kto by się tym przejmował, kiedy w grę wchodzą alpaki. Kontakt z tymi puchatymi zwierzakami działa na zszargane nerwy lepiej niż hydroxyzyna, no i ludzie drodzy, te mokre nosy, kto by ich nie kochał? Zapraszamy więc na terapię do Alpakarium, gdzie odnajdziecie spokój, ciszę i wewnętrzną harmonię przy pomocy miękkiego futra stada Alpak. Bonus jest taki, że nie spotkacie tam dzieci, bo z założenia Alpakarium jest dedykowane dorosłym potrzebującym wyciszenia. Napchajcie w kieszenie marchewek, spakujcie pierwszy lepszy dres, zapomnijcie o konturowaniu i szturmem na alpaki.

„Alpakarium prowadzą ludzie z ogromnym sercem do tych niezwykłych zwierząt. Troszczą się w nie mniejszym stopniu także i o swoich gości. Pani Katarzyna potrafi wyczarować zarówno przepyszne śniadanie, jak i przyjacielską atmosferę gościnnego domu. Pan Wiesław z Agatą wyjaśnią wszelkie wątpliwości i odpowiedzą anegdotycznie na każde pytanie związane z hodowlą i zwyczajami Alpak. Po prostu dobre miejsce, z dobrymi ludźmi.”

Zdaniem Slowhopa:  Cztery apartamenty do wzięcia, i z góry odpowiadamy- nie wiemy czy można spać z alpakami. Ale to, co można na pewno to zapchać pamięć w telefonie i to już po spotkaniu z pierwszym wełnianym kłębkiem. Potem to tylko spacery, śniadania, obiadki, pomoc w codziennych obrządkach i zero łączności ze światem.

Kłaniamy się w pół w podzięce za tę renowację. Kierunek Podlaskie, Puszcza Knyszyńska i ojcowizna odratowana przez Basię i jej męża. Ocalili co zdążyli- został piękny kaflowy piec, okiennice tarasowe to dawne drzwi od stodoły, drewniane łóżka small size pamiętają jeszcze poprzednie stulecie, a ściany zdobią stare, wypiaskowane deski podłogowe. Wypatrujcie skrzyń do przechowywania, oryginalnych złotych klamek, ugotujcie prawdziwy rosół na kaflowym piecu i zjedzcie przy wiekowymi, maminym stole. Waszej uwadze polecamy także pobliski „Szlak rękodzieła ludowego” śladem starych, rzemieślniczych pracowni (garncarskich, rzeźbiarskich, kuźni, pracowni tkactwa). Większość z nich znajduje się na terenie Czarnej Wsi Kościelnej - w tzw. "zagłębiu ceramicznym". Planując wyprawę tym szlakiem warto zakręcić się wcześniej za jakimiś warsztatami (telefony i adresy znajdziecie w profilu). A nuż postanowicie rzucić wszystko i zająć się kręceniem koła na Podlasiu? Dla nas ta opcja brzmi wyśmienicie.

„Spędziliśmy wspaniały czas na Podlasiu. Dom, w którym gościliśmy to dom z duszą. Ładnie urządzony z nowoczesnym wyposażeniem kuchni i łazienki. Jesienny klimat dopełniał palący się ogień w kominku oraz wieczorna sesja w gorącej balii na zewnątrz. Pani Basia jest doskonałą organizatorką. Bardzo o nas zadbała polecając smaczne jedzenie w okolicy oraz pomogła zamówić wyborne bułeczki cynamonowe z domowej piekarni. Chętnie wrócimy do Rudej Rzeczki! ”

Zdaniem Slowhopa: Solidnie odnowiona podlaska chatka z luksusami jak na mieszczucha przystało z 4 sypialniami dla max 16 osób. W ogródku wisienka na torcie czyli sauna i balia ku czci i chwale uciech cielesnych.

W zielonym towarzystwie lasów i Puszczy Białowieskiej, w malutkiej wsi Piaseczniki, która asfaltu w życiu nie widziała, stoi taka wiekowa chatka, najstarsza z piętnastu w okolicy, przygotowana pięknie na gości przez Julię i Łukasza. Gospodarze to ziomki z Polski i warto przeczytać przy kawce ich love story: o spotkaniu w samolocie na Islandię i szalonym ślubie. Jeśli nie wierzycie w takie przypadki - możecie być zaskoczeni. Domek z pięknym gankiem, białym piecem kaflowym i drewnianymi podłogami kryje pamiątki rodzinne, zabytkowe meble byłych właścicieli domu i handmadowe twory z pozostałości po remoncie. Jak na podlaską chatkę przystało- drewniane zdobienia i przeszklona weranda powoduje wysyp miłości od wejścia. Leżeliście kiedyś w bani z widokiem na żubry? Czytaliście książki na piecu kaflowym, albo spaliście w zapiecku? To będziecie mieli okazję. Przyrodniczym freakom polecamy wrześniowe koncerty jeleni, a freakom Podlasia na zawsze- Pasieczniki.

„Cudowne miejsce! Nie wiem jak to działa, ale w tym domku nawet leżenie i patrzenie w sufit było ciekawe. Idealne miejsce, aby odpocząć, zwolnić i odetchnąć od życia codziennego. Przepiękne podlaskie okolice, warte odwiedzenia. W domku wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia na urlopie. Zdecydowanie polecam - dobrymi miejscówkami należy się dzielić, chociaż nie wiem, czy nie będę zawiedziona, jak okaże się, że przy następnej okazji nie będzie miejsc do rezerwacji ;) ”

Zdaniem Slowhopa: Na listę miejsc do odwiedzenia wpiszcie Puszczę Białowieską z żubrami. Jedzonko trzeba przygotować samemu, przyjąć kontakt do zaprzyjaźnionej gospodyni, kupić w którejś z polecanych knajpek (“Zajazd u Jana”), albo szybko zaprzyjaźnić się z sąsiadami. Po prostu potraktujcie to jako wyzwanie.

Teraz to lepiej usiądźcie. Kiedy nasza Kasia napisała profil Las się Żyje na Slowhopa obwieściła, że ta gospodyni to petarda. Potwierdzamy- leśna Kasia to petarda. Nie tylko gospodarzy na podlaskim wygwizdowie, ale także śpiewa białym śpiewem, nagrywa podcast, szerzy wiedzę o folklorze, etnodesignie i podlaskiego bzika gdzie tylko nie postanie. Zaprasza więc do Drohiczyna, gdzie stoją dwa stare domy z 1930 roku z kaprysami: jak zima to po pachy i droga nieprzejezdna, jak lato to patelnia i kanie wielkości kapeluszy. I powiedzmy to sobie otwarcie, chaty mają swoje lata i nikt nie zamierza fundować im konturowania. Ściany są krzywe, okna dubeltowe, piece stare, do tego folklor, znaleziska ze strychów i arcydzieła kultury ludowej. Słowem- jest prawdziwie i pięknie. Wpadajcie do Kasi, bo czemu nie, las się żyje!

Zdaniem Slowhopa: Las office zaprasza korpoludków do chlorofilowego świata i krainy leniwego Bugu. Zasięg podawany w wiadrze, gps czasem łapie, poza tym wspaniałe warunki do uprawiania home office pod warunkiem, że Wasza praca nie ma związku z komputerem i nikt się nie obrazi, że akurat nie będzie was na daily.

Dolina Biebrzy, tuż przy granicy z Mazurami Garbatymi. Nie ma tu sezonów wysokich i niskich, za to są sezony atrakcyjne przyrodniczo i nie trzeba dodawać, że wszystkie są atrakcyjne tak czy inaczej. Prawdziwy pensjonat z duszą i pyszną kuchnią.

„Byłem tam parę razy. Przywiozłem wiele osób na szkolenia. Pamietam leśniczówkę z kominkiem, służącą za salę wykładową. Przypominam sobie świetnie zorganizowane imprezy wieczorne, znakomite śniadania, wspaniałą obsługę, grzeczną i taktowną a nade wszystko pamietam niesamowite jedzenie swojskie, smaczne.”

Zdaniem Slowhopa:  Gospodarze to cudowni ludzie, sami określający się mianem biebrzniętych. Dla rodzin z dziećmi, ale i samotnych wilków. Można przyjechać z psem.

Tu też Podlasie, ale pewnie inne niż się spodziewacie. Wiecie co powstanie, kiedy miłośnik gwiazd, astrologii wedyjskiej i projektant SPA spotka się z fizjoterapeutką i podróżniczą? Powstanie siedlisko, do którego goście ustawiają się w kolejce. Kiedy pokazaliśmy Anahatę na Facebooku - zawrzało.Tuż pod litewską granicą Paweł i Beata stworzyli miejsce, w którym można zafundować sobie masaż z widokiem na jezioro, wskoczyć do podgrzewanego basenu, przejść się po pobliskich lasach, a potem ogrzać się w saunie. Nie jest to typowe podlaskie siedlisko, więc jeśli spodziewacie się starej chaty i haftowanych bieżników możecie być zaskoczeni. Na miejscu pełny pakiecik holistycznych przyjemności, czyli można dać się obłożyć gorącymi kamieniami, wrzucić palmę w drineczka i naładować baterię.

„Byliśmy w Anahata Siedlisko&SPA 2 dni w lutym. To był bardzo dobry odpoczynek. Nie wystarczyło nam jeszcze kilka dni, żeby nacieszyć się piękną terytorium. Dobra umeblowany domek, świetny system muzyki wszędzie i super atmosferyczne miejsce przy kominku. Zostaliśmy zachwyceni sauną i jacuzzi. A koszyk śniadaniowy to był najlepsze śniadanie w naszym życiu. Bardzo polecam!”

Zdaniem Slowhopa: Dwa domy gościnne i strefa SPA w odległości 250m od jeziora. Na zamówienie pod drzwiami znajdziecie kosz śniadaniowy z lokalnymi przysmakami, który można zabrać na łódkę i urządzić sobie piknik na wodzie.

A co powiecie na chatę przebudowaną z XIX-wiecznej chałupy? Gospodarze mają głowę do remontów, bo ze starej wiejskiej chaty, postawili nie dom, a dwa, na wzór prawdziwej podlaskiej architektury. Ola i Wiktor zakochali się w puszczańskiej ciszy i na skraju lasu, najpierw postawili dom Matecznik dla siebie, a potem kolejny, dla gości. Wieś aż w uszach piszczy, a w środku dobra jakby luksusowe, do tego zero przypadku i mebli z sieciówek, więc nic was z pięknego, podlaskiego snu nie wybudzi. Jak już się nacieszycie wnętrzem to warto wyjść na zewnętrze, przeturlać się po trawie, wyczochrać żubra, nie no, żartujemy, żubra lepiej nie czochrajcie, ale uprzedzamy, że wpada na tutejszą polanę, więc można się nieźle zaskoczyć. A na deser, (wiadomo, że wszyscy kochają desery) Ruska Bania w cenie pobytu, można włożyć wełnianą czapkę, obstukać się witkami brzozowymi, wciągnąć jakiś olejek, wyszorować peelingiem solnym umęczone ciało i zapić zmartwienia ziołowym naparem. Jakby tego było mało, to wystarczy telefon do Gospodarzy, a oni ogarną masażystkę i to taką, która umie nawet w Japoński Masaż Twarzy. I proszę - minus 5 lat z palcem w nosie.

„Z pełnym przekonaniem polecamy Dębosze. Można jeździć na koniec świata i mieszkać w bajkowych pałacach i domach. Ale różnicę zawsze robią właściciele. Ola i Wiktor wraz z dziećmi są unikalni i taki też pobyt przygotowują dla swoich gości. Dom został odtworzony z zabytkowego domu i można poczuć klimat polskiej wsi sprzed wielu lat. A przy tym mieszka się w naprawdę luksusowych warunkach (co powiecie na zmywarkę, prysznic z każdym pokoju czy ogromne łóżka robione na zamówienie?). Polecamy też zamówić jedzenie z oferty od lokalnych gospodarzy. Nawet zwykłe jajka będą wam smakowały inaczej, gdy zostaną zrobione na ręcznie ubijanym maśle na żeliwnej patelni na piecu kaflowym. Czego jeszcze możecie się spodziewać? Spokoju i ciszy. Takiej, że aż w uszach piszczy. Chcielibyście usłyszeć, jak liście spadają? A może znaleźć się kompletnie samemu w prastarej puszczy? A może chcecie zobaczyć, jak to jest, gdy jedynym hałasem w lesie będą uderzenia waszych butów o ziemię? Dębosze do odrobina raju na końcu świata. Chcecie się zatracić w błogości i spokoju, to jest miejsce dla was :) ”

Zdaniem Slowhopa: Gospodarze to świetni ludzie, którzy zarażają miłością do Podlasia. Nam spodobała się opcja warsztatów ceramicznych- można sobie ulepić małe conieco, fajna sprawa.

Sielska Zagroda, podobnie jak Inna Bajka to dzieło Kasi- podlasiomaniaczki, która z miłości do tradycji i Podlasia, w malutkiej wiosce Nowobereznowo zbudowała już konkretne siedlisko. Można zamieszkać w samodzielnym domku- Innej Bajce, albo jednym z dwóch apartamentów urządzonych w charakterystycznym dla regionu stylu. Nas przekonuje ten kominek tuż obok łóżka, szczególnie w chłodne zimowe wieczory, kiedy za oknem zło, a w środku przytulność, iskierki, książka, dziergane skary i grzane wino na piecu. Goście mówią, że gospodyni złoto, a my potwierdzamy. Na dowód zostawiamy Wam opinie gości (do poczytania w ich profilu na Slowhopie).

„Czas jaki spędziłam w Sielskiej Zagrodzie uważam za odżywczy i karmiący. Gościliśmy w Ptasim Zakątku, przytulnym i nastrojowym apartamencie. Apartament jest wyposażony we wszystko co niezbędne podczas takiego pobytu. Nie tylko w apartamencie, ale na terenie całej Sielskiej Zagrody widać czułą rękę i serce Pani Kasi i jej rodziców. To czuć i dzięki temu w takich miejscach odpoczywa się wyjątkowo dobrze. Niezwykła gościnność i serdeczność z tym możecie się spotkać , odwiedzając Sielską Zagrodę. To, co było najważniejsze dla nas podczas pobytu to, to, że Pani Kasia dba o intymność gości i poczucie, jakby byli u siebie. My tak się czuliśmy. Z serca Polecamy. ”

Zdaniem Slowhopa: Jeśli podróżujecie większą grupą kierujcie się do Innej Bajki. Śmiało z pieskiem.

Co prawda kawałek za Podlasiem, w okolicy Janowa Podlaskiego, mamy takie miejsce, o którym wypada wspomnieć, bo blisko, pięknie i bardzo w podlaskim klimacie. Kiedy widzimy Zaborek przypominają nam się te wszystkie opowieści o podróżach w czasie. Jest tu taka magia, że człowiek od razu wchodzi w inny stan świadomości, pragnie jeść kartacze z mięsem i cwałować na rumakach. Do tego sauna, bania, relaks i spokój. . 

„Zaborek to samo serce regionalnych smaków Podlasia. W menu można odnaleźć zapomniane tradycyjne przysmaki powstające tylko z regionalnych ekologicznych produktów. Po prostu jest to kraina niezapomnianej rozkoszy dla naszych zmysłów. Nie wiem, czy Południowe Podlasie, gdzieś indziej smakuje tak dobrze jak w Zaborku.”

Zdaniem Slowhopa:  Propozycja dla hedonistów, sybarytów, odtwórców historycznych i w zasadzie wszystkich, którzy kochają klimaty jak z Pana Tadeusza. 

Na lekcje historii koniecznie do Perlejewa. Nie wiemy co kręci nas bardziej- historia tego domu i rodziny Wierzbickich herbu Radwan czy fakt, że gospodarze hodują czadowe, rudobrązowe krowy brytyjskiej rasy Hereford. Może zacznijmy od historii, bo taka jak ta, nie zdarza się często. Wiekowy dworek pochodzi z roku 1863 i od niemal 160 lat należy do rodziny Tomka. Mieszkał w nim pradziadek Paweł- aresztowany przez NKWD i jego syn Franciszek - felczer w II Korpusie Polskim pod dowództwem Generała Andersa. Mury dworu pamiętają dawną historię, drewniane podłogi lubią skrzypieć, ceglane ściany dać schronienie przed upałem, żylandor pamięta czasy Królestwa Polskiego, a kaflowy piec nadal grzeje jak diabli. Na 30 hektarach łąk i pastwisk, przez który płynie leniwa rzeczka Plechówka, pasą się nie mniej leniwe brytyjskie krasule. Brązowe mućki to stały element krajobrazu Dworu Podlaskiego, którym gwarantujemy- zechcecie zrobić niejedno zdjęcie. Ale musicie wiedzieć coś jeszcze- tutejsze krowy dokończą żywota w Perlejewie, to znaczy, że żadna z nich nie zostanie zabita na mięso. Wszystkie 80 krasul plus stado cieląt jest tak kochane, wygłaskane, wyczekane, że nikt nawet nie myśli, żeby przerobić je na steka. My to szanujemy.

„Jest super! Sielankowo :) gospodarze bardzo zyczliwy, obiekt super zadbany, utrzymany historyczny klimat ale sa tez wszystkie udogodnienia nowoczesnosci. Okolica bajeczna! Szkoda ze moglismy zostac tak krotko ”

Zdaniem Slowhopa: O taki wywczas w Slowhopie walczyliśmy: brak internetów i krowy za oknem. Widzieliście kiedyś obwoźną piekarnię? No to w Perlejewie zobaczycie. Po kąpiel w ziołach, warsztaty tworzenia nalewek i 1500 odmian ziół- do Ziołowego Zakątka koniecznie.

Tym razem północ i okolice Biebrzy. Że jest pięknie sami widzicie, kto by pomyślał, że dawne morskie kontenery, mogą dostać tak dobre, drugie życie. To mogło się udać tylko Kamilowi, znanemu w internecie z dobrego smaku, który jak się okazuje ma nosa nie tylko do mody. Domki są dwa, oba tak samo piękne, a w pobliżu, na tapecie z lasu stoi jeszcze balia. Spanie załatwione to czas na aktywności, a jak Biebrza to wiadomo, że do Wiedźmy. Agnieszka Zach, zwana pieszczotliwie Bierzańską Wiedźmą, to najbardziej zjawiskowa przewodniczka po polskiej Amazonii. Taka, która zna zwyczaje łosi, wilków, prowadzi warsztaty, wie wszystko o obrzędach ludowych i ziołach i jest współautorką jedynego w Polsce turystycznego szlaku podwodnego. Weźcie Age na wycieczkę- nie będziecie zawiedzeni.

„Cudownie! Wspaniale urządzony domek. Widoki jak z pocztówki! Mimo, że domek teoretycznie jest niewielki duże okna na wszystkie strony świata sprawiały, że czuliśmy się jak byśmy byli w przestronnej rezydencji. Zupełnie niczego nam nie brakowało, a Pani Beata przynoszonymi codziennie posiłkami sprawiła, że poczuliśmy się jak w święta u dziadków. :) W pobliżu przepiękne Parki Narodowe gdzie można odbyć magiczne spacery przy akompaniamencie żurawi i spotkać wspaniałe zwierzęta lub ich ślady (trafił nam się nawet trop wilka). Wielkie dzięki :) ”

Zdaniem Slowhopa: W temacie jedzenia- z wiarygodnych źródeł wiemy, że Pani Beatka ogarniająca posiłki dla Into the las ma już swój fun club.

Jak to się dzieje, że ludzie zostawiają kangury, palmy, plaże i umówmy się, dużo łaskawszą australijską pogodę i lądują w Polsce? To pytanie do Moniki i Pawła, spytajcie, chętnie odpowiedzą. Trzeba na serio kochać Podlasie, by zamienić australijskie życie na polski folklor. My się nie dziwimy. Teraz zamiast widoku na palmy, mają widok na najbardziej unikalną podlaską krainę z kolorowymi domkami, snycerskimi dekoracjami i pięknie zdobionymi okiennicami. Monika i Paweł wiedzieli co robią kiedy pakowali rzeczy do kontenera na drugim końcu globu i przenosili się na Podlasie, bo Siedlisko Soce leży na skraju wsi należącej do Krainy Otwartych Okiennic, w skład której wchodzą trzy niezwykle miejscowości, Soce, Puchły i Trześcianka. Nigdzie indziej nie spotkacie takiego zagęszczenia oryginalnej architektury, drewnianych cerkwi i Kościołów, zabytkowych, przydrożnych kapliczek i cmentarzy. To tutaj przyjeżdżają turyści z całego świata zafascynowali piękną architekturą Podlasia. Minimaliści pewnie pokręcą głowami i pojadą gdzieś indziej, ale jeśli chcielibyście poczuć się jak w bajce, wpadajcie do Soce. Cztery pokoje dla gości zajmują piętro domu gospodarzy, czyli Wy na górze, oni na dole. Siedlisko zbudowano na wzór podlaskich domów. Smerfowa chatka pomieści max 12 osób, Monika nakarmi Was racuchami, podpowie jakimi ścieżkami chodzą lokalski i gdzie najpiękniejsze stoją budowle. Dzieciaki będą zachwycone plażą i stawem, trzema psami, kotami i towarzystwem dzieci gospodarzy, a Wy namacalną bliskością podlaskiej krainy. Do tego zero zasięgu, zero asfaltu, czyli witajcie na wsi.

„Spędziliśmy w Siedlisku Soce cudowny czas. Jest tam spokojnie, pachnie lasem, na którego skraju stoi dom. Rodzina gospodarzy jest przesympatyczna, wliczając przyjazne zwierzęta :) Do tej pory wspominam tamtejsze pyszne śniadania i kolacje! Dużym plusem jest to, że dobre miejsce przyciąga dobrych gości - mieliśmy zawsze z kim pogadać, a dzieci mogły się wyszaleć razem, na świeżym powietrzu. Serdecznie polecam, nie będziecie chcieli wyjeżdżać :) My na pewno wrócimy :) ”

Zdaniem Slowhopa: Cisza, spokój, zero sąsiadów i podlaskie powietrze. Wpiszcie Skit w Odrynkach na listę must see będąc w Socach. Pustelnia położona wśród rozlewisk Narwii i połączona z wsią 800m kładką, została założona przez zdegradowanego mnicha- archimandryty Gabriela, który słynął z ziołolecznictwa. Do Siedliska Soce wpadajcie z rodziną, ale bez zwierzaków (na miejscu jest ich sporo). A na śniadanie poproście o szakszukę ;)

Jeśli po śniadaniu myślicie o obiedzie, a trasę Waszych podróży dyktują ślinianki, zróbcie znak stopu przy Zaścianku. Naszym zdaniem wyróżnienie Slow Food Polska i pozycja na liście Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsza mówią same za siebie, ale dorzućmy do tego ciepły chleb, wędliny wyrabiane na miejscu, pierożki i nalewki z tajemniczych substancji. Ciepło Wam już w brzuszku? To na deser historia Dworu Zaścianek, który w zasadzie składa się z dwóch budynków, starej plebanii i 100-letniego dworku, w którym kiedyś funkcjonowała szkoła. W obu można zamieszkać i wzdychać do niezwykłych zabudowań i starych mebli, które są jak portal do innego świata, podczas kiedy dzieciaki będą robić swoje przy basenie, po czym padną jak kawki, nawet bez kakałka.

„Tym razem wysłałam moje dzieci (na tydzień) i moich rodziców ( na dwa tygodnie) . Odwiedziłam ich na weekend, zabierając dzieci ze sobą i dając rodzicom szansę na pełny relaks. Dwór ma trzy ogromne zalety: jest położony w pięknej okolicy, prowadzą go z sercem cudowni gospodarze i podejmują gości fantastycznym jedzeniem. Poza tym duży teren z basenem (!) i placem zabaw pozwala dzieciom na bezpieczne harce pod okiem dorosłych. Dla miłośników piękna we wszystkich pomieszczeniach są stylowe meble, dywany, tkaniny. Pozostałe wyposażenie jest bez zarzutu. Dostępność napojów o każdej porze jest dodatkowym atutem. A możliwość nabycia wędlin i przetworów daje kropkę nad "i" . To wszystko sprawia, że urlop w Borsukach jest cudownym wypoczynkiem.”

Zdaniem Slowhopa: Mięso, gluten i prawdziwa biesiada, czyli jak na Podlaskie przystało. Można z dziećmi, można z psami i koniecznie z pustymi brzuchami.

Coś dla kolekcjonerów nietypowych miejsc na spanie- tym razem Plebania, ale taka bez księdza na stanie. Domek kiedyś przytulony do kościoła pełnił swoją funkcję do lat 50., kiedy przejęła go Polska Rzeczpospolita Ludowa i przerobiła na szkołę. Zapomniany budynek Paweł kupił od gminy i wyremontował pod komfortowe, podlaskie spanie. I tu wysłalibyśmy cyklistów. Od liczby ścieżek może zakręcić się w głowie, ale kto to lubi będzie zachwycony. Do zwiedzenia południowe Podlasie, góra Grabarka, Drohiczyn, i cały Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo.

Zdaniem Slowhopa: Domek dla max 10 osób i można z pieskiem.

Chata do wynajęcia dla miłośników typowo ludowych klimatów i osób, które chcą sobie przypomnieć jak wygląda krowa. W chacie dwie przestronne sypialnie, zmieści się pięć osób. Jest fantastyczny stary piec i domek na drzewie. Po ogrodzie można łazić na czworaka.

„Korolowa Chata to urocze miejsce, idealne dla każdego, kto szuka spokoju i wytchnienia od zgiełku. Pięknie urządzona, z dużą dbałością o szczegóły i zachowaniem rustykalnego klimatu. Doskonale sprawdziła się jako miejsce relaksu we dwoje. Śniadania na ganku z widokiem na ogród, wieczorem ognisko... idealny wypoczynek.”

Zdaniem Slowhopa:  Gospodarz to genialny człowiek, zawsze chętny do pomocy. Zakochany w Podlasiu, ma sporo do powiedzenia na temat historii i przyrody.

A do Izy i Krzyśka jedzcie jeśli lubicie mieć wszystko pod nosem (jedzonko!). Gospodarze zbierają laurki za goszczenie, a jak tak spojrzeliśmy na tabelki to liczba powracających gości nawet nas wprawiła w osłupienie. To znaczy, że coś jest na rzeczy. Całe życie mówimy, że chodzi o ludzi i tu o proszę – Iza i Krzysiek są wręcz stworzeni do goszczenia. Wiedzieli co robią kiedy uciekali nad Bug ze stolicy. Teraz Bug im odpłaca wspaniałymi gośćmi, których przygarną pod dach, nakarmią, powiedzą gdzie i co i potraktują jak dawno niewidzianych przyjaciół.

„Wspaniały pobyt: cudne miejsce - spokój, cisza. Sielski klimat - trzaskający kominek i gwiazdy za oknem - tak właśnie wyobrażałem sobie Podlasie. Gospodarze uprzejmi, uczynni, chętnie opowiadali o lokalnych atrakcjach; kuchnia pani Izy - wyborna. Miejsce idealne - na pewno tam kiedyś jeszcze wrócimy. Schludnie, czysto, wszystko zapięte na ostatni guzik - profesjonalizm na całego ;) .”

Zdaniem Slowhopa: Sugerujemy wyprawę z dziećmi, bo mają tu dla nich od groma atrakcji: oczko wodne z niewielka plaża, trampoliny, hamaki, traktory, bujaki i plaszowki w ilości nielimitowanej. Można z pieskiem.

A do Gosi i Piotra wpadajcie jeśli bliska Waszemu sercu jest idea ekoescapingu i zrównoważonego rozwoju. Gosia przez lata związana była z branżą technologii i ochroną środowiska i chociaż porzuciła korporacyjne życie, to swoje przekonania i doświadczenie w ekologicznym podejściu do turystyki szerzy na Suwalszczyźnie. Ich domki zbudowane są zgodnie z ideą ekologicznej architektury, wykorzystującej do budowy tylko naturalne materiały. Korzystają z odnawialnych źródeł energii i aktywnie działają na rzecz tutejszej przyrody. I jedzonko, jedzonko też jest a i owszem. W ramach komitywy można wpaść do sąsiada wysmarować się kawą i cynamonem. Do tego bania, witki brzozowe, solne peelingi i płynąca tuż obok Czarna Hańcza.

„Piękne miejsce, świetnie urządzone, klimatyczne i w wysokim standardzie. Przesympatyczni i pomocni właściciele. Urokliwa miejscowość jest świetnie położona, praktycznie nad rzeką Czarna Hańcza, bardzo blisko Wigierskiego Parku Narodowego. Stanowi świetną bazę wypadową dla wycieczek kajakowych, pieszych, rowerowych. Gorąco polecam!”

Zdaniem Slowhopa: Dwa domy (całoroczny i sezonowy) dla max 5 osób każdy. Domek sezonowy jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Weźcie pieska na wakacje!

Superfajne miejsce z jeszcze fajniejszymi Gospodarzami, w prawym górnym rogu Polski, na styku granic polskiej, litewskiej i białoruskiej. Po pierwsze - spanie. Znacie ten stan kiedy stopa ląduje między materacami, a ciało zapadające się w dziurze produkuje nocne koszmary? W Olzoji wam to nie grozi, bo tutejsze materace mają specjalne łączniki, które sprawiają, że łóżko jest oazą spokoju i jaskinią niedźwiedziego snu. Ale ale nie zapomnijcie wstać na śniadanie! Ania, tutejsza gospodyni, piecze chleb i gotuje lokalne cuda. Na stół wchodzą kartacze, babki ziemniaczane, tosty litewskie i soczewiaki. Przy śniadaniu można zasiedzieć się do obiadu, po obiedzie wciągnąć deser i jeśli starczy sił, zrobić rundkę nad jezioro (rowery są na miejscu), a potem dać nura do gorącej bani. Po widoki na konie i dobry wypoczynek- to tutaj.

Zdaniem Slowhopa: Agroturystyka z konikami, jedzeniem i dobrymi ludźmi. Rozciągajcie brzuszki- będzie trawione.