Aktualne informacje na temat obostrzeń >>>

10 niezwykłych miejsc dla miłośników wina

Chodź na wino (nie tylko w Polsce)

  

 

Robimy to zestawienie trochę na zamówienie, ale trochę też dlatego, że czujemy, że jest ono nam wszystkim wyjątkowo potrzebne. Jak mawia znane przysłowie, życie jest za krótkie, żeby pić tanie wino, a już na pewno, zbyt krótkie żeby pić słabe. Wszyscy pamiętamy wino marki wino, kartony i siarkę palącą przełyki, ale pora te wspomnienia zostawić we mgle przeszłości (razem z innymi błędami młodości) i wyruszyć na przygodę śladami nie tylko polskich winnic.

I tu drodzy Państwo, wchodzi nieco historii. Pierwsze wzmianki o polskich winnicach pojawiły się już około 1314 roku. Początkowo uprawy były związane głównie z zapotrzebowaniem liturgicznym, ale szybko zaczęto je wykorzystywać również w celach handlowych i płatniczych. Gwałtowny rozwój winnic w Polsce nastąpił około 2000 roku, dziś szacuje się, że jest ich kraju prawie 500. Producenci stawiają głównie na szczep solaris, riesling, regent i rondo, ale nie brakuje innych odmian winorośli. Najwięcej winnic (szczęściarze!) powstało w rejonie małopolskim, lubuskim i podkarpackim. Ale nic straconego bo winnych i niewinnych miłośników wina, próbujących swoich sił w uprawie winorośli - ciągle przybywa.

Tak więc, drodzy Państwo, przed Wami 10 wyjątkowych miejscówek, w których wino jest grzechu warte. Zapraszamy. 

 


Jedna z ekskluzywnych propozycji na Slowhopie. Dla tych z niedoborem witaminy D i tych, co nadstawiają uszy, kiedy ktoś proponuje kieliszek wytrawnego. Roztocze na najbardziej słoneczna kraina w Polsce, dlatego tak dobrze rośnie tam winorośl. Dlatego wyrósł tam też Dwór Sanna, a obok ekologiczna farma i rodzinna winnica, w której wina tworzone są w tradycyjny, rzemieślniczy sposób. Na trzech hektarach stoku rosną winorośle ze szczepów Solaris, Regent, Seyval Blanc, Muscaris i Johanniter, a wszystkie grona zbierane są w tradycyjny sposób, czyli ręcznie. W piwnicy Dworu Sanna znajduje się winiarnia. Tam można spróbować lokalnego wina, między innymi wina Solaris, które zdobyło drugie miejsce i Złoty medal w Międzynarodowym Konkursie Galicja Vitis 2015, ale i specjalnej selekcji win z winnic Starego Kontynentu i Nowego Świata. Ela i Darek mają bzika nie tylko na punkcie wina, ale i ekologicznego podejścia do życia i żywienia. W restauracji podają tylko niepryskane owoce i warzywa i dążą do tego, by w produkcji żywności być możliwe samowystarczalnym. Zwierzaki do tulenia też mają. Bez recepty, bez skierowania, drodzy Państwo, można jechać.

„To wyjątkowe miejsce zasługuje na opinię. Zdecydowanie polecam.Właściciele to niesamowici ludzie, dla których nasze dobre samopoczucie jest naprawdę najważniejsze. Dbałość o detale jest zauważalna w każdym daniu, bardzo dobrze dobranej muzyce, i...wino jest naprawdę DOBRE. Super niespodzianki: wieczorem winnica staje się miejscem wyjątkowej kolacji-na wzgórzu wśród winorośli...to naprawdę trzeba przeżyć. Nie da się opisać :) Serdecznie polecam do samodzielnych przeżyć.”

Zdaniem Slowhopa: Wyjątkowe miejsce na enoturystycznej mapie Polski. Ekologiczna farma i winnica, przyjazne stado zwierząt i gospodarze, których można słuchać godzinami.  

Ależ mamy tu duet. W małej miejscowości Radziechowy, tuż obok Żywca, który słynie z browaru, rośnie dla złotego trunku całkiem smaczna konkurencja. Właśnie tam Agnieszka i Szymon stworzyli swoją małą Toskanię. Na 20 arach hodują pyszne odmiany niemieckich, francuskich, węgierskich a nawet ukraińskich szczepów winogron, z których powstaje maksymalnie 1600 butelek wina rocznie. Jest różowe Pinot Noir i białe Cuvee, wszystkie wytworzone w 100% naturalnie, bez jakichkolwiek ulepszaczy i dodatków smakowych. Ale nie myślcie, że rzecz kończy się na winie. Tuż obok kwitnących winorośli, postawili trzy bliźniacze domy ze słomy. Pro ekologiczne chatki mają gliniane tynki, a w ścianach kryją sprasowane kostki słomy i nie dość, że pięknie pachną, to jeszcze utrzymują przyjemny mikroklimat i wysoki poziom nawilżenia.

„ Super miejsce, bardzo mili i pomocni gospodarze. Domki czyste i wygodne w pięknej, spokojnej lokalizacji. Jacuzzi, sauna oraz basen w sam raz na wieczorny odpoczynek. I do tego genialne wino. Z przyjemnością tu wrócę. Polecam!”

Zdaniem Slowhopa: Dwa domki, każdy dla max 7 gości i trzeci dla hedonistów co oprócz wina lubią się pomoczyć w jacuzzi a potem dogrzać w saunie. Jest też piwniczka z salą degustacyjną gdzie można skosztować wina w towarzystwie pasujących serów i Gospodarzy, którzy chętnie opowiedzą wam conieco o winie przy winie.  

A tu na punkcie wina mają totalnego bzika. Co prawda nie ma winnicy ale są pokoje, które mają nazwy szczepów winorośli, jest biblioteczka winiarska, kolekcja starych korkociągów i największy wybór win regionalnych w promieniu 200 km. Agnieszka, gospodyni Willi Odkrywców jest członkinią Stowarzyszenia Winnice Dolnośląskie oraz Stowarzyszenia Kobiety i Wino i na winie zna się jak mało kto. Jeśli drzemie w was enologiczna pasja, nie musicie od razu zjeżdżać wszystkich winnic Dolnego Śląska (chociaż do tego też zachęcamy) wystarczy, że na początek wpadniecie na wino do Agi. Do wyboru do koloru, można się orzeźwić białym, płynnie przejść na czerwone albo zaszaleć z całkiem niezwykłymi, bo pomarańczowymi i to z różnych regionów Polski. Jest też szansa na wycieczkę po dolnośląskich winnicach połączoną z kosztowaniem, więc jeśli marzy Wam się taka przygoda pogadajcie o tym z Agą przed przyjazdem.

„ Willa Odkrywców to cudowne miejsce!!! Magiczna atmosfera, pyszne jedzonko, zgrana ekipa (fantastyczni, uśmiechnięci i bardzo pomocni ludzie). To takie miejsce do którego chce się wracać. Pani Agnieszka ma ogromną wiedzę na temat win i chciałoby się jej słuchać godzinami :)”

Zdaniem Slowhopa: Musicie wiedzieć, że Willa Odkrywców to nie agroturystyka, ale kameralny hotelik, położony wprawdzie na uboczu, ale wokół są budynki. Do wyciągu krzesełkowego na Szrenicę jest tak blisko, że można dość bez sapania. Goście chwalą jedzenie i czystość. Tu jedziemy bez piesków. 

Za górami, za lasami, a dokładnie w Kotlinie Kłodzkiej, stoi pałac należący niegdyś do nieznośnie bogatego producenta kryształów. Po trudnych latach wojny pałac trafił pod opiekę taty Sylwii, a potem w ręce jej i Rafała. Spędziliśmy tu kiedyś cały wieczór z połową nocy przy winie, kaczce, deserach i historiach i nadal tę noc pamiętamy. Pewnie dlatego, że poza jedzeniem podają tu dobre opowieści.Sylwia jest sommelierem i członkinią ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kobiety i Wino, a Rafał specjalistą od chleba, który piecze na zakwasie przekazanym przez swojego tatę. Na chlebie się nie kończy, bo we wnętrzach willi działa ich restauracja “Kaczka i Wino” i tu drodzy Państwo, z jedzenia nie ma żartów. Cała okolica o tym wie. Sylwia jest fachurą od wina, w karcie znajdziecie ponad 70 pozycji, w tym prawie 10 win polskich i ponad 25 na kieliszki. Gospodarze współpracują z lokalnymi winnicami m.in. Winnicą Jadwiga, Winnicami Wzgórz Trzebnickich, Winnicą Hople w Paczkowie i co roku wyruszają na wycieczkę w poszukiwaniu nowych winiarskich smaków. Kilka razy w roku Sylwia organizuje w willi degustacje, co należy wziąć pod rozwagę rezerwując wypad w te strony. Od niedawna do tutejszych frykasów dołączył także miód z własnej pasieki.

„Cisza i spokój ze szczyptą luksusu. Miejsce z duszą, urządzone ze smakiem, aż dech zapiera. Pyszne śniadanie dla wszystkich, tych większych i mniejszych łasuchów, tych, co wolą na słodko i na słono. W okolicy wiele do zwiedzania i dużo opcji na wycieczki mniejsze i większe. Spacer po Lądku, wyprawa na Śnieżnik, wypad na piwo do Browaru Kamienia, masz wszystko w zasięgu reki. A jeśli masz ochotę na odrobinę lenistwa, to zawsze możesz wybrać spacer po Stroniu lub ogrodzie Villowym po czym raczyć się pysznymi kaczkowymi specjałami w towarzystwie wina. Miejsce godne polecenia, do którego na pewno wrócimy! ”

Zdaniem Slowhopa: W sumie 12 pokoi, piękne wnętrza i spory ogród do leżakowania i testowania wina całego świata. Blisko atrakcji Kotliny Kłodzkiej, chociaż mając pod ręką i chleb i wino, ciężko ruszyć się z miejsca. Dla miłośników dużych przestrzeni, bo pokoje w dawnym pałacu są naprawę przestronne.

Magiczne miejsce nieopodal Gdańska stworzone przez byłego korespondenta zagranicznego magazynu Time, o który nie raz wspominaliśmy w naszych zestawieniach. Johna przywiała w te strony miłość, dziś oprócz goszczenia ludzi zajmuje się wytwarzaniem wina z własnych winogron i produkcją prawdziwej wódki z prawdziwych kaszubskich ziemniaków, którymi chętnie częstuje gości. W tutejszej winnicy powstaje głównie czerwone wino, produkowane z amerykańskich i francuskich winorośli, odpornych na mrozy i ciężkie polskie warunki. W karcie win znajdziecie jeszcze więcej, bo ta liczy ponad 250 winiarskich pozycji z całego świata. Są wina z Argentyny, RPA, Francji, Austrii, Australii a nawet Nowej Zelandii. W bonusie widok na jezioro i niezapomniane opowieści Johna, którymi sypie nimi jak z rękawa.

„ Nie wiem po prostu co mam powiedzieć, nie chciałem wracać do domu. To co zostało zrobione przez gospodarzy w tym miejscu to jest po prostu coś niesamowitego - miejsce zrodzone z serca, pasji i miłości. Jeśli miałbym do czegoś porównać to miejsce to chyba tylko i wyłącznie do przedsionka raju, w którym Wszyscy znajdą coś dla siebie. Dziękujemy za gościnę :-) ”

Zdaniem Slowhopa: Miejsce tuż przy jeziorze i 16 apartamentów dla miłośników wina, jedzenia i aktywnego wypoczynku. Dobra baza wypadowa na kaszubskie szlaki biegowe i rowerowe (ale to koniecznie przed winem). Na miejscu często odbywają się degustacje, spotkania z sommelierami i winiarzami z całego świata. I stado owiec zgłasza gotowość do przytulania.  

Wiecie, że przywilej piwowarstwa nadany podczas lokacji miasta, był najważniejszym źródłem dochodów mieszczaństwa raciborskiego? Około roku 1318 prawie wszystkie domy w Raciborzu miały prawo do warzenia piwa, a jeszcze pod koniec XVIII wieku w raciborskich księgach gruntowych umieszczano taką informację. Tak było kiedyś, a dziś jest dziś, i musicie wiedzieć, że nie tylko piwem Racibórz stoi. Stoi też Villą Antiqua, gdzie piwo jest, a i owszem, ale to wino gra na tutejszych włościach pierwsze skrzypce. Ramona, gospodyni tego miejsca, skończyła studia z wiedzy o winie, a swoje skarby trzyma w ponad 100 letniej piwnicy z cegły, która kiedyś służyła do przechowywania warzyw. Znajdziecie tu wina pochodzące z małych, rodzinnych winnic: ekologiczne, niemieckie wina z regionu Rheinhessen z winnicy Klaus Knobloch, oraz wina morawskie z winnicy Vinofol. Jest biały Resling Kabinett o morelowych aromatach i czerwony Spatburgunder Feinherb uwodzący bukietem malin i truskawek. A to dopiero początek przyjemności. Oczywiście wina najlepiej smakują w towarzystwie deski serów i w towarzystwie Ramony, która opowiada o nich z taką pasją, że chce się je wypić wszystkie. Natychmiast.

„ Po prostu pięknie! Wnętrza urządzone ze smakiem. Czysto, schludnie i... Przepysznie - wyśmienite "raciborskie" z lodówki, najlepsze rieslingi sączone w zakamarakach ogrodu i tradycyjne polskie śniadania z aromatyczną kawą podawane na tarasie. Do tego przecudny, dziki ogród, w którym można się zapomnieć. I jeszcze obsługa - miła, uczynna, uśmiechnięta! Gorrrąco polecam. Prawdziwa odskocznia na wyciągnięcie ręki.”

Zdaniem Slowhopa: Wokół zielono, lasy i pola choć do centrum Raciborza raptem 2 km. Łącznie 20 miejsc noclegowych. Tu bez pieska.  

Na wstępie musimy wyjaśnić dlaczego Dyziówka znalazła się w tym zestawieniu, chociaż nie ma w niej wina. Po pierwsze dlatego, że leży w pobliżu fantastycznej Winnicy Widokowej w Komborni, która jest częścią Karpackiego Szlaku Wina. Po drugie Dyziówka stoi alpakami, a coś nam mówi, że alpaki i wino to wspaniałe połączenie. Oznacza to, że będąc w Dyziówce można nie tylko smyrać po nosach te wspaniałe zwierzęta, ale i wyruszyć w przygodę winnym szlakiem podkarpacia. Jest co zwiedzać, bo szlak obejmuje aż 24 winnice z Polski i Słowacji. Najbliżej Dyziówki znajduja się wspomniana Winnica Widokowa, Winnica Zamkowa i Winnica Dwór Kombornia.

„Bajkowo, sielsko i błogo - tak mogę podsumować nasz pobyt w Dyziówce. Przepiękne, ciche i zielone otoczenie. Bliskość natury jest tu wyczuwalna w najwyższym możliwym stopniu, a potęgują to przyjacielsko nastawione, biegające przed domem alpaki. Domek jest urządzony w niezwykle klimatycznym stylu i ma wszystko, czego potrzeba. Pozostaje rozłożyć leżak i raczyć się przygotowaną przez gospodarzy domową nalewką. Dyziówka to nasze absolutne odkrycie i polecamy to miejsce każdemu, kto szuka chwili wytchnienia w pięknym otoczeniu.”

Zdaniem Slowhopa: Alpacza terapia na podkarpaciu i mały drewniany domek tuż obok domu gospodyni. Są też alpacze kołdry i solidnie rozgrzewająca, nalewka dyziówkowa. Bez zwierzaków prosimy (alpaki!) Tuż obok Dyziówki stoi drugi domek o wdzięcznej nazwie Alpaczino.  

Cztery butikowe pokoje w XIX wiecznej kamienicy w Sandomierzu, plus galeria sztuki i piwniczka z ponad setką gatunków win z całego świata. Ania i Przemek ponad 10 lat temu zaczęli remont starej kamienicy przyklejonej do średniowiecznych murów miejskich. Teraz jest tak, że można pojechać do nich na spanie, na jedzenie, na wino i to najlepiej jesienią, kiedy w Sandomierzu odbywa się Święto Młodego Wina (wieńczące sezon winiarski na sandomierszczyźnie) i towarzyszący mu Dzień Otwartych Piwnic. Wystarczy ubezpieczyć się w paszport enoturysty i wyruszyć na degustację. Jest co zwiedzać, bo sandomierski szlak winiarski zrzesza winnice rozciągające się po wzniesieniach i dolinach Wyżyny Kielecko-Sandomierskiej, które słyną z produkcji najlepszego wina gronowego. Można zwiedzać winnice i piwnice, poznać tajniki uprawy winorośli, produkcji wina i co najważniejsze spróbować ich wszystkich! Ci, którzy na paszport enoturysty i Święto Młodego Wina się nie załapią, mogą wziąć udział w “Jesieni Młodego Wina”, która trwa aż do Bożego Narodzenia.

„ Naprawdę warto tu przyjechać. Wspaniała obsługa, piękne miejsce i przepyszne jedzenie. Hotel położony w samym centrum Sandomierza, idealne miejsce wypadowe do okolicznych winnic i zamków. Polecam z całego serca, my do "Widnokręgu" wrócimy na pewno! ”

Zdaniem Slowhopa: Cztery butikowe pokoje a na ścianach dzieła sztuki polskich artystów. O jedzenie się nie martwcie - będzie Wam tu pysznie. Tu bez piesków.

A teraz polecimy zagranicą. Takich miejsc mamy coraz więcej i warto na nie spojrzeć. Godzinę od Porto, w żyznej dolinie rzeki Douro - oficjalnie najstarszym regionie winiarskim na świecie, rosną winorośla, z których robi się wino Porto. To nieco inne wino, ale zdecydowanie warte grzechu, Zwłaszcza w takich okolicznościach. Stoi tu bowiem dom z basenem, konkretny staruszek, ale pięknie zakonserwowany, który pod swoje skrzydła wzięła Magda. I, drodzy Państwo, jakie tu są możliwości! Enoturystyczna mekka zaprasza na piesze wędrówki śladami okolicznych winnic, a tych na pewno Wam nie zabraknie. Dolina rzeki Douro usłana jest zarówno dużymi winnicami produkującymi wino Porto, jak i tymi całkiem małymi, które zajmują się produkcją wina tylko na niewielką skalę. Można podziwiać tarasowe uprawy winorośli, kosztować winogron i wina bez umiaru i zajadać się smażonymi krewetkami (też bez umiaru). Umiar w dolinie rzeki Duoro zasadniczo nie ma sensu. 

Zdaniem Slowhopa: Dom dla 20 osób z basenem, w sezonie do wzięcia wyłącznie w całości, poza sezonem można wynająć pokój. Warto posiadać własny lub wypożyczony w samochód i wybrać na wycieczkę wzdłuż doliny rzeki Douro, która jest uznawana za jedną z najpiękniejszych tras samochodowych na świecie.  

O Jakubie pisali w gazetach i nadawali o nim w radio, bo to jest niesłychana historia. Jakub to absolutnie jedyny Polak, który w wyjątkowej Alazańskiej Dolinie, w regionie Kachetii kultywuje jedną z najstarszych gruzińskich tradycji. W ceramicznych amforach zakopanych w ziemi produkuje wino według wyjątkowej kakhetyjskiej metody. Zaczęło się niewinnie, bo Kuba chciał importować gruzińskie wino do Polski, ale region Kachetii pochłonął go tak bardzo, że kupił i odrestaurował staruszka z 1917 roku i teraz Polska jeździ na wino do Gruzji i do Kuby. Cały proces od produkcji wina, po jego przechowywanie i postarzanie odbywa się w marani - sercu gruzińskiego domu, a sama metoda została w 2013 roku wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ze szczepów: rkatsiteli, saperavi, mtsvane, kisi i khikhvi powstało do tej pory 6900 butelek wina. Ale to jeszcze nie koniec przyjemności. W kuchni Chateau Napareuli rządzi gruzińska gospodyni - Pani Keto, która nie tylko nakarmi ale i chętnie przeszkoli Was w lepieniu tradycyjnych gruzińskich chinkali, nauczy pieczenia chleba puri w piecu tone albo przygotowywania chaczapuri.

Zdaniem Slowhopa: Idealne miejsce na całodniowe sjesty, niekończące się degustacje, szaszłyka pieczonego na pędach (które zostają po winobraniu), kiszone kwiaty i wycieczki po okolicznych Parkach Narodowych.