16 klimatycznych miejscówek, do których dotrzesz bez samochodu.

Część 1

  

 

Przez ponad rok działania Slowhopa i pokazywania Wam tych wszystkich cudownych agroturystyk, klimatycznych pensjonatów i chatek na wyłączność, dowiedzieliśmy się, że nasi Goście: a) kochają zwierzęta b) szukają klimatycznych noclegów wśród miejsc rodzinnych, bez dzieci, z wanną i z drewna c) świadomie rezygnują z samochodu.

Dla tych trzecich przygotowaliśmy zestawienie typu kolos kolosów, gigant gigantów, po prostu Guliwer pośród liliputów i znajdują się w nim miejsca, do których dotrzecie bez własnych czterech kółek. Gospodarze prosili jednak, by wspomnieć, że na miejscu musicie liczyć na własne nogi, kijki, sanki i rowery (czasem są na miejscu). Korzystajcie, to dla Was, jesteście przyszłością narodu i to dzięki Wam mniej ludzi zachoruje w tym roku na cukrzycę typu drugiego. Pozdrawiamy i kibicujemy szczęśliwym i wesołym dojazdom na miejsce. Tu kliknij po część pierwszą.

 

 


To takie ultra przyjemne miejsce nieopodal Gniezna. Lubimy sobie wyobrażać, że pewnie gdzieś tam, w okolicach, polował Mieszko I. Gdyby Mieszko żył w naszych czasach i wiedział ile tu się wyprawia fajnych wieczorów panieńskich i wesel, pewnie zaglądałby tu niby przypadkiem. I nie musiałby brać konia, wystarczyłoby, że zadzwoniłby do pani Karoliny, a ona odebrałaby go z lotniska, PKP czy innego dowolnego punktu. O Przyborowie więcej przeczytacie na ich profilu na Slowhopie i w zestawieniu miejsc z Wielkopolski

„Cudownie swojskie miejsce.. balsam dla ducha i ciała:) Lepszego odpoczynku nie można sobie wymarzyć. Okolica cudna:):):)♥♥♥ a wypieki gospodyni genialne;) napewno wrócę♥ mam nadzieję ,że niedługo:)”

Zdaniem Slowhopa: Polecamy Przyborowo 11 na 70. urodziny taty i w ogóle wszelkie imprezy rodzinne. Mają tam do tego rękę. I można wziąć pieska.

Zawsze jest dobry moment, żeby napisać o Gosi i Maćku, czyli najbardziej uśmiechniętej parze Gospodarzy w całej Polsce. No, może poza Martą z Jagodowej Polany, która uśmiecha się równie pięknie w pojedynkę. Wracając do tematu, czyli czy uda się naszym Gościom dotrzeć do Złotego Jaru bez samochodu odpowiadamy - jak najbardziej. Gosia i Maciek dysponują bowiem pojazdem mechanicznym, zdolnym zabrać na raz osiem osób ze Złoty Stok PKS, a jak wiedzą wcześniej to i z Kamieńca Ząbkowickiego PKP.

„Świetne miejsce, klimatyczne. Idealne na romantyczny wyjazd we dwoje jak i szalony wypad z koleżankami :) Bardzo miła i profesjonalna obsługa, smaczne posiłki. Piękne pokoje, skrzypiące drewniane podłogi i fantastyczne meble z duszą. Do dyspozycji gości jest również specjalnie wydzielone miejsce na grilla, leżaczki, hamaczki...a dookoła las, czego chcieć więcej ! Polecam”

Zdaniem Slowhopa: Polecamy Złoty Stok i na imprezy rodzinne (jako jedno z niewielu miejsc na Slowhopie są przygotowani na najazdy wszystkich kuzynów i ciotek i mają czadowe miejsce - Starą Kruszarnię), ale i eksplorację okolic. Jest co robić i w pojedynkę i z dzieciakami (fantastyczna przygoda w kopalni złota). Można zabrać psa i wyspacerować go za wszystkie czasy.

No o Beskid Masala to możemy godzinami! I raczej nam się nie znudzi, nie ma szans. Mieszkają tam bowiem ludzie, którym bliżej do Nepalu niż do Beskidu, porozumiewają się ciekawym językiem i zarażają swoich Gości uśmiechem. Wnętrza też nie są banalne, nazwy pokoi dalekie od pospolitości i w ogóle wszystko tu jest obietnicą czegoś niezwykłego. Beskid Masala to w języku Gospodarzy BezKids w BeNio, czyli strefa tylko dla dorosłych w Beskidzie Niskim. I jeśli wystaczająco Was zachęciliśmy, a nie macie samochodu - Masalscy podjadą po Was z dworców i pekaesów. Dajcie tylko znać wcześniej.

„Zdecydowanie polecamy, bo beZkitu beZwad był nasz półhoneymoon w Masali ♥ nie wiem co najlepsze, więc kolejność przypadkowa: jedzenie, atmosfera, gospodarze, zwierzaki domowe i pozadomowe, cisza i spokój, dziki beskid, łemkowszczyzna, "blisko i bieszczad i tatr:D" dla tych co wszędzie i tak mają daleko, słowacja:) omnomnom zdecydowanie trzeba odwiedzić to wyjątkowe na polskiej mapie miejsce - i polecam JataRani, wanna trzyma ciepłą wodę nieprzyzwoicie długo, można się rozpłynąć ze szczęścia:)”

Zdaniem Slowhopa: Beskid Masala polecamy na tajne wyprawy w przyrodę, jedzenie wege z ciekawymi ludźmi i bycie ze sobą. Bez dzieci, bez psów (Gospodarze mają własne psie kaprysy, występy gościnne mogłyby tu być problelem). Po to, żeby tym razie ktoś zaopiekował się właśnie Wami. Zero obowiązków, same przyjemności ciała i ducha.

Jeśli wpadacie czasem na Slowhopa, to już wiecie, że do Danki Zlasu mamy słabość i będziemy o niej pisać aż padniemy. Zwłaszcza, że zaprosiła nas ostatnio na domową nalewkę i wędzą tam takie ryby, że prima sort, no to się na wszelki wypadek podliżemy. Trochę byliśmy zaskoczeni, że do Kolonii Mazurskiej Mierki można bez samochodu, bo to jest miejscówka dla leśnych ludzi, w samym lesie, na polanie, jak w bajce. A tu proszę - Gospodarze odbiorą Was z PKS w Olsztynku (tu rozkład super szybkiego autobusu z Warszawy, który jedzie na Warmię i Mazury przez lotnisko w Modlinie), z PKP w Olsztynie, z PKP w Biesalu, w przyszlym roku z PKP w Olsztynku (tymczasem zdjęli, tory ale jak położą nowe to będzie chwila, żeby tu dojechać). Wtedy obiecują, że rozważą opcję podstawienia koni pod Dworzec :) 40 minut przez las od Mierek jest też lotnisko międzynarodowe i stamtąd też będzie jechała karoca pełna gości do Kolonii.

„Przede wszystkim spokój, nic nie musisz, wszystko toczy się w swoim tempie. Cudowne domowe śniadania, które się przeciągają w nieskończoność, bo tak sie miło rozmawia z poznanymi tu ludźmi. Cudowna właścicielka Danka, która sprawia, że czujesz się jak u siebie. Jak nie masz psa, a zawsze chciałes mieć, to tutaj jest taki dyżurny przytulas, który chętnie z Tobą pójdzie na spacer i się pobawi (koty trochę mniej wylewne. 15 min spacerem nad jezioro, wieczorem ogniska, można pojeździć konno po wczesniejszym umówieniu. Wspaniałe miejsce żeby się zrelaksować, pogadać, dobrze zjeść. Piękny podcieniowy dom w środku lasu, idealna baza wypadowa do wszelkich okolicznych atrakcji. Koniecznie spróbujcie powideł.”

Zdaniem Slowhopa: Kolonię Mazurską Mierki polecamy wszystkim zwierzolubom i ludziolubom.  Są konie, dobre jedzenie i las wokół.

Dla nas Siedlisko Niedziela to wciąż nowość, bo pojawiło się na klimatycznej mapie całkiem niedawno. Gospodarze są mocno związani z tematem tkania i tkanin, kiedyś to oni ogarniali Manufakturę Królewską w warszawskich Łazienkach. Teraz ogarniają swoje miejsce i swoją Kreatywną Stodołę. Ciepłe miejsce, pełne twórczej energii. Jeśli przyjedziecie tu bez samochodu, ruszajcie na Olsztyn, stamtąd weźcie PKS do Sorkwit i czekajcie cierpliwie - stąd Gospodarze zabiorą Was do siebie (oczywiście dajcie wcześniej znać).

„To był wspaniały, spokojny weekend. Przepyszne śniadania, dużo przestrzeni do relaksu i po prostu bycia. Widoki z Siedliska są nieziemskie, pokoje bardzo zadbane, a gospodarze przesympatyczni. ☺️”

Zdaniem Slowhopa: Jedźcie tu po spokój, szerokie przestrzenie i widok z pagórka. Weźcie ze sobą trochę kreatywności, na miejscu można potkać na starych maszynach tkackich i pobawić się tkaninami. Psy po uzgodnieniu (Gospodarze mają swoje zwierzaki). Dostęp do kuchni, można zamówić śniadanie.

To jest miejsce, które szczęśliwie żyje w świecie bez złych recenzji. A to daje niemal stuprocentrową pewność, że jeśli będzie się ich gościem, to się człowiek częścią tego pozytywnego świata. Rodzinne miejsce z pysznym jedzeniem, no i całe nadbużańskie Podlasie na wyciągnięcie ręki, w metrach to będzie dyszka. Na widok tych zielonych ścieżek rowery same się pakują do samochodu. Gospodarze odbiorą Was z PKP. To będzie krótka jazda, bo stacja Fronołów jest w lesie 3 km od nich.

„Świetne miejsce! Pani Iza i jej zespół niesamowicie gotują. Mąż Pani Izy, przeurocza córka oraz piesek, który nie lubi lisów :) sprawiają, że w Schedzie Podlaskiej czujemy się jak w domu. Okolice malownicze jak z obrazka. Oby więcej takich miejsc na mapie Polski. Gorąco polecam tym najbardziej zagonionym, którzy w piątek, po całym tygodniu maratonu szukają miejsca, w którym można złapać balans. Scheda jest również świetna zer względu na lokalizację. Stężenie jodu regeneruje i sprawia, że w poniedziałek wstajemy jak nowo narodzeni. Do zobaczenia następnym razem!”

Zdaniem Slowhopa: Totalnie rodzinne miejsce, koniecznie do sprawdzenia przez tych z Was, którzy lubią ludzi, jedzenie i masowe ilości chlorofilu. Można zabrać psa.

Dom Tkacza jest inny niż wszystko, co do tej pory widzieliśmy. Na stylowym szyldzie stoi jak byk, że to hotel butikowy, ale nie ma tu żadnej bezosobowej recepcji. Jest za to pasja wielkości Wielkiej Sowy, najwyższej tutejszej góry. Wystarczy rzut oka na odrestaurowane dolnośląskie meble, żeby wiedzieć, ze Dom Tkacza to coś więcej niż hotel. Bardziej jest jak eleganckie muzeum z dodatkami od Villeroy & Boch, gdzie każdy włącznik światła był chyba gruntownie przemyślany. Ale zapomnijcie, że będziecie się czuli niewyraźnie, że może za wysokie progi - nic z tych rzeczy. Gospodarze mają to, co lubimy najbardziej - klasę bez odrobiny nawet zadęcia. Jeśli przyjedziecie z Wrocławia pociągiem lub busem - odbiorą Was z Dzierżoniowa.

„Bez wątpienia najpiękniejsze miejsce, które udało mi się odwiedzić. Dni spędzone tam wspominam bardzo ciepło. Atmosfera wspaniała, nastrojowo, ale domowo jednocześnie. Przebywając tam można się poczuć jak w domu, w tej jego najlepszej wersji ze swoich wyobrażeń. Nie muszę chyba wspominać o pięknie okolicy i szumiącym za oknem strumyku. Idealnie miejsce dla romantyków, marzycieli i osób kochających naturę”

Zdaniem Slowhopa: W Domu Tkacza dobrze poczują się esteci, historycy, ultramaratończycy, pisarze i poeci. Oraz takie rodziny, które czują ducha gór i chcą pokazać dzieciom trochę inny świat. Nie do końca jest to miejsce dla małych dzieci z uwagi na wąskie i strome schody. Jedzenie we własnym zakresie. Pieski tak, ale błagamy o spokojne, bo każde zniszczenie odbierzemy osobiście.

Nigdy się nie przyzwyczaimy do myśli, że coś takiego znajduje się w granicach administracyjnych miasta stołecznego. Jest staw (można pływać), jest drewniany domek, są Gospodarze, których uwielbiamy i to właśnie Lila i Marek nie będą musieli Was znikąd odbierać, bo do Stawu dojeżdża normalne ZTM i po drobnym 10-minutowym spacerku będziecie na miejscu. Czyli: ZTM'em - 521 lub SKM do PKP Radość, potem lokalnym busem 161 lub 213.

„Rewelacja! Magiczne, przytulne i bardzo klimatyczne miejsce. Zorganizowałam w nim nastrojowy wieczór panieński dla mojej przyjaciółki, każda z dziewczyn była oczarowana a panna młoda do dziś nie wierzy, że to Warszawa :) Plecenie wianków na pomoście było najwspanialszą zabawą na świecie, a zieleń wokół idealną scenerią na boho sesję fotograficzną. Naprawdę wyjątkowe miejsce!”

Zdaniem Slowhopa: Dla tych, którzy nie mają ochoty na długie podróże, a chcą sobie zrobić Mazury. Dla blokersów, którzy szukają domku pod miastem z jeziorem. Oraz dla organizatorów fajnych wydarzeń.

Taka trochę hybryda między gościnnym pensjonatem a doroczną konferencją ultrabiegaczy górskich, triathlonistów i tych, co przygotowują się do Iron Mana. Czyli, jeśli wpadniecie tam na szpilkach, z torebką Michaela Korsa pod odzianym w białą, skórzaną kurteczkę ramieniem i poprosicie o schłodzone Prosseco do łóżka - prawdopodobnie wszyscy odrobinę się zdziwią. Jeśli przybędziecie z niemowlęciem - nie miejcie pretensji, że ludzie siedzą do późna i gawędzą. Aha, Łąkowa to miejsce psiolubne, ale to tak naprawdę psiolubne. Nikt tu wieczorami nie siedzi w pokoju, można się nasłuchać o wyczynach sportowych, zarazić czyjąś pasją i pogłaskać przynajmniej cztery różne psy. Gdybyście wybierali się bez samochodu - kierujcie się na PKP Kłodzko. Centrum Łąkowa (a więc Beata lub Jacek) odbiorą Was z dworca.

„Reset totalny! Przepiękny dom, jeszcze piękniejsze widoki, jesteśmy zachwyceni i już szukamy partnerów do kolejnej wyprawy za rok :) Pani Beata i pan Jacek to bardzo życzliwi i pomocni gospodarze, zawsze służący radą czy to odnośnie tras czy też historii okolic... Rozmowom wieczornym sprzyjało ognisko i duży stół. Bardzo polecamy to miejsce.”

Zdaniem Slowhopa: Polecamy gościom zachłannym na nowe doświadczenia, nie tylko sportowe. Pyszne śniadania, w dużej mierze składające się z przesmacznych past. Genialne położenie, niedaleko Radkowskich Skał i Szczelińca.

Jeśli kiedykolwiek mijaliście Warszawę i wpadaliście w korek w drodze na Ostrów Mazowiecką, pewnie mieliście okazję natknąć się na znak kierujący na Długosiodło. Jest trochę jak znak ratunkowy przed dalszą trasą na Mazury i szansą na ucieczkę z długiego węża zrobionego z aut osobowych i TIRów. Zapuściliśmy się tam kiedyś, późną wiosną i to była spora przyjemność, bo wszystko tam tonie w zieleni. Ludziska mówią, że nazwa oznacza "długie zdejmowanie siodła" przez rycerzy, którzy zatrzymywali się tu na odpoczynek. Jak już mówimy o ciekawych nazwach, to rzeka otulająca Długosiodło nazywa się Wymakracz. W Długosiodle znajduje się domek dla miłośników ucieczek z miasta. Są tam kury i blisko do lasu. I dostaniecie się tam z Warszawy bez samochodu - wystarczy ok 1:20 PKS'em z Wileńskiego w Warszawie prosto do Długosiodła + 5 min spacerem, ale jeśli ktoś ma ciężką walizkę lub trudności z poruszaniem, Gospodarze odbiorą Was autem z przystanku. Opcja numer dwa to PKP do Przetycz + 2km - stamtąd też można liczyć na podwózkę.

„Domek robi świetne wrażenie. Wielkie okna w sypialni sprawiają, że czujemy się jak zawieszeni w koronach drzew. Nowoczesny, przemyślany, wyposażony we wszystko co niezbędne. Polecamy!”

Zdaniem Slowhopa: Osobiście polecamy Domek w Długosiodle parom, które szukają trochę zielonego odosobnienia albo ciepłego kominka zimą, bez przemierzania połowy Europy trasami krajowymi. Pamiętajcie, że domek nie jest w samym środku Puszczy Białej, ale okolice warte są przejażdżek rowerowych.

Nie da się nie uśmiechnąć na myśl o Naszej Polanie, bo im tam chyba zamiast krwi płynie w żyłach jakaś taka poświata. Jakkolwiek by to dziwacznie nie brzmiało, każdy kontakt z Marleną i Pawłem jest fajnym, pozytywnym doświadczeniem. Jeśli chcielibyście się z nimi spotkać w ich wege domku w Beskidach, skąd tylko chwila jest do Jeziora Klimkówka - jest na to szansa nawet bez samochodu.

„Przypadek sprawił, że trafiliśmy na Naszą Polanę, ale już zupełnie celowo planujemy powrót w to miejsce. Wspaniały dom porusza wyobraźnię, wycisza, uspokaja, a właściciele dopełniają obrazu. Przesympatyczne rozmowy przy cydrze, przy ognisku, ukochany czterolatek niedomagający się bajek tylko biegnący otworzyć kurnik,córeczka zajadająca wegetariańskie kotlety czy przepyszne spaghetti...to jedynie kilka obrazków dla których już nam się tęskni na Naszą Polanę.”

Zdaniem Slowhopa: Dla nas góry nad jeziorem to taki jednorożec, że po prostu jedźcie w ciemno. Ale nie wtedy, jeśli jesteście fanami wypasionego SPA i hotelowych szlafroków. Tu jest naturalnie, jest drewno i skrzypiące podłogi, a Gospodarze lubią ludzi.

A tu mamy takie małe Bergen z widokiem na Mazurskie jezioro. Totalnie skandynawskie klimaty w przyjemnych domkach, a na dodatek Gospodarze, którzy sami lubią się poruszać i jako przybysze ze Śląska, mają ogromny głód eksplorowania okolicy. Możecie liczyć na rowery i to nie byle jakie, własnoręcznie sprawdzone trasy, lasy, jeziora, a na koniec tego wszystkiego saunę. Jeśli macie ochotę wpaść do Widokowa - Gospodarze odbiorą Was z PKS Kętrzyn, Mrągowa, Reszla, a potem podwiozą z powrotem.

„Przesympatyczna para ze Śląska stworzyła klimatyczne miejsce, które pozwoli każdemu oderwać się od codziennego pędu i poczuć prawdziwą naturę Mazur. Trzy luksusowo wyposażone domki, w których znajdziemy każdą niezbędną rzecz, jaka tylko przyjdzie nam do głowy. Bardzo dobrze wyposażona kuchnia i niesamowity widok na jezioro. Do tego taras z ogródkiem i kawa w tak niesamowitym miejscu sprawią, że będziecie chcieli tam wracać.”

Zdaniem Slowhopa: W tym sezonie w Widokowie powstał czadowy butik z lokalnymi produktami - są miody, niesamowite piwa z małego browaru (np. pokrzywowe) i przetwory. Bardzo fajna miejscówka na wesołe wyjazdy w kilka rodzin i święta.

Wielokrotnie już pisaliśmy o niezwykłej parze ludzi z Dzikich Róż. Znajdziecie tam taką kuchnię, do której później tęsknią kubki smakowe, i taką historię, że miłośnicy badania zagadek przeszłości łażą przy ścianach z lupą. Koniecznie przeczytajcie o nich na Slowhopie, a potem rezerwujcie, bo nawet bez samochodu da się tam dojechać. Gospodarze odbiorą Was z z dworca PKP. Dwie wioski od Janic mają też przystanek szynobusu z Jeleniej Góry do Görlitz.

„Rankiem budzą najpierw cudne zapachy a później skrzypienie windy gdzie nasze smakołyki były transportowane na górę... a resztę zobaczcie i doświadczcie na własnej skórze ja powiem POLECAM GORĄCO!!!!!! PS. W tym domu należy wystrzegać się jak ognia tylko jednej rzeczy... kanapa na górze w głównym pokoju... jak siądziesz PRZEPADŁŁŁŁŁEEEEEEŚŚŚŚŚ... do wieczora.”

Zdaniem Slowhopa: Docenią pary i rodzice z nieco starszymi dziećmi. Miejsce pełne szacunku dla historii, warto ten szacunek dzieciakom przekazać. I można wziąć psa.

Życie w Radomicach wyznacza poranny zapach chleba, z którego słynie Marcin, Gospodarz. Słynie też z jadła wege i swojej miłości do rowerowych rajdów po okolicy. Niesamowite miejsce, o którego istnieniu jeszcze do niedawna nie mieliśmy pojęcia. W samym środku Parku Krajobrazowego Doliny Bobru, na Wzgórzach Radomickich. Dajcie znać przy rezerwacji czy potrzebujecie podwózki - może się zdarzyć, że Gospodarz akurat nie będzie mógł, ale na pewno jakoś pomoże.

„Świetne miejsce: klimatyczne, pełne zapachu pieczonego chleba i innych pyszności śniadaniowych, których miałam okazję spróbować w czasie swojego pobytu. Właściciel: uśmiechnięty, życzliwy, otwarty, zawsze chętny do pomocy przy wyborze szlaku (i wskazania najatrakcyjniejszego jego przebiegu) - z zapałem bardzo rzeczowo i ciekawie opowiada o urokach okolic. W pokoju czysto, wnętrza urządzone ciekawie, ze smakiem, spójnie z całością domu. Nic dodać, nic ująć, 10/10, na pewno chętnie tam wrócę.”

Zdaniem Slowhopa: Na pewno dla rodzin i samotnych podróżników, którzy mają ochotę na rajd rowerowy z Gospodarzem. Fajny klimat odosobnienia, jest też trochę Indii.

No i tu mamy niespodziankę, bo Gospodarze zakrzyknęli, że nie podwożą autem, tylko łódką. W sumie jak w Wenecji, tylko na Jeziorze Rajgrodzkim. Nie może być inaczej, bo tu zamieszkacie w domach na jeziorze, a jeśli nie macie samochodu, to wystarczy się dostać do Rajgrodu, a stamtąd już tylko łódka prosto do domku. Brzmi genialnie.

„Jeden z najwspanialszych naszych weekendów rodzinnych spędziliśmy własnie tutaj!!! Miejsce cudne, ciche, spokój ze hej!:) Domek na wodzie idealny dla 4 osób, nowoczesnie urządzony z tarasem, z którego skakaliśmy do ciepłego jeziora:). Zaprzyjaźnilismy sie z rodzinką łabędzi - razem spożywaliśmy wszystkie posiłki:))). Jedźcie tam koniecznie! Jest mega!”

Zdaniem Slowhopa: Na pewno nie dla malutkich dzieci i psów. Bardziej docenią miłośnicy sportów wodnych, rzucania się do wody prosto z tarasu i szerokiej panoramy na jezioro oraz winka z widokiem na zachód słońca.

Mówią nam tu Goście, że u Aleksandra jest naprawdę spoko jak się chce gdzieś niedaleko Warszawy i żeby były zwierzaki, bo dzieci lubią. I naprawdę kameralnie, żadnych tam Warszawianek i molochów. Pan Aleksander wie jak zrobić domowego ajwara, organizuje czasem weekendy z dziećmi i bez dzieci, trzeba pytać i sprawdzać. Gospodarz odbierze Was z dworca PKS w Białobrzegach i PKP w Dobieszynie. Wozi też Gości niezmotoryzowanych na plażę miejską w Białobrzegach.

„Bardzo sympatyczne i ciepłe miejsce z rodzinną atmosferą. Czas najprzyjemniej spędza się w... kuchni :) (najlepsze miejsce na usypianie niemowlaka). Smaczne, świeże domowe jedzenie, przetwory - szczególnie dżemy i powidła oraz ajwar (robiony przez p. Aleksandra). Nasze dzieci i pies również czuły się tam świetnie. Bardzo polecam.”

Zdaniem Slowhopa: Przesympatyczni Gospodarze i jakieś 1,5 godziny z Warszawy. Trochę enklawa, jak już człowiek ma dość miasta. Tylko cztery pokoje, jak u Edyty Bartosiewicz.