Nie sypiaj byle gdzie. Kup książkę!

GDZIE NA SANKI?

11 slowhopowych miejscówek z najlepszymi górkami do zjeżdżania

  

 

Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się od feldmarszałka Augusta Wilhelma Antoniusa grafa Neidhardta von Gneisenaua. Kiedy w 1817 roku Gneisenau wysiadał z sanek po swoim pierwszym, świadomym zjeździe w dół stoku z Przełęczy Okraj w Karkonoszach, oznajmił, że doznał wielkiej radości. Zapowiedział też, że wkrótce takie saneczkarstwo stanie się powszechną modą. Feldmarszałek nie był jednak pierwszym odważnym, który wpadł na pomysł innego wykorzystania tego sprytnego pojazdu. Właściciele gospód (z dużo krótszymi nazwiskami) wyprzedzili go i już kilka lat wcześniej próbowali umilać czas gościom, organizując zjazdy siedmiokilometrową trasą ze schroniska na Przełęczy Okraj do zajazdu Pod Złotą Gwiazdą.

Legenda głosi, że współczesne sanki to dalekie kuzynostwo foteli bujanych. Według niej w połowie XIX wieku, stolarz Michael Thonet tworząc popularny gięty fotel zupełnie przypadkiem wpadł na pomysł innego wykorzystania jego kształtu. I tak, w dalekiej Nadrenii powstały pierwsze sanki, przypominające dzisiejsze modele.

Tak było kiedyś a dziś jest dziś. I chociaż wiele zmieniło się od czasów feldmarszałka, to w kwestii sanek nie zmieniło się nic. Dlatego kiedy Krzysiek z Villi Greta napisał do nas, że w tym roku u nich na górce prawdziwa eksplozja radości, wiedzieliśmy, że coś jest na rzeczy. Wygląda na to, że z racji pandemicznego braku otwartych stoków, obudziliśmy swoje wewnętrzne dziecko na zwykłych, przydomowych górkach. Naszym zdaniem nie zna prawdziwej radości ten, co choć raz nie runął tyłem w śnieżny puch. W tym roku odbiło nam wszystkim. Zarażeni białym entuzjazmem zebraliśmy dla Was 10 adresów (nie tylko w górach) w których sanki wchodzą najlepiej (bez względu na wiek). Czytajcie, a my w międzyczasie - zjeżdżamy.


O Villi Greta rozpisywaliśmy się już w tym zestawieniu o najlepszych placach zabaw i tym o miejscach, w których nigdy nie żartują z jedzenia i tam też Was zapraszamy. Gretowa górka jest tuż za stodołą, więc można co rano, niemalże z kawką w kapciach, badać warunki i poziom zaśnieżenia. Oprócz wyrabiania normy w krokach pod górkę i z górki polecamy kuligi za koniem Kajtkiem, zaśnieżony plac zabaw (z obserwacji wynika, że śnieg daje dodatkowe 100 punktów do atrakcyjności), a na rozgrzewkę ognisko i herbatkę z lipy z miodem z Dobkowa. W zimowym menu jest też gorąca czekolada, grzane wino i piwo a na ząb grochówka, bigos albo indyjski dhal. Nasze dzieci szczególnie gustują w skrzydełkach z Grety oraz tamtejszej bazy warsztatowej. Zapytajcie Krzyśka, pokieruje Was i Wasze dzieci do ludzi, którzy się w tym regionie specjalizują w poszukiwaniu agatów, warsztatach ceramicznych, tworzenia naturalnych kosmetyków. W Dobkowie znajduje się jedna z najlepszych zagród edukacyjnych - to tam nasze dzieci miały okazję poczuć jak drży ziemia podczas wybuchu wulkanu.

„ Wspaniałe miejsce żeby zwolnić i odpocząć w kameralnej dolnośląskiej wsi wśród przyrody i w otoczeniu uroczych ludzi. Komfortowe warunki, regionalna kuchnia na bardzo wysokim poziomie, mnogość atrakcji w bliskiej i dalszej okolicy. Perełka agroturystyczna do polecenia zarówno dla wyjazdów indywidualnych jak i rodzinnych.”

Zdaniem Slowhopa: Świetne miejsce od najbardziej aktywnych ludzi świata. Do stoku 15 minut, do Sudeckiej Zagrody Edukacyjnej z warsztatami spacerkiem i koniecznie zabierzcie biegówki. Na miejscu dla gości Grety dostępne są ślizgacze: sanki i jabłuszka, a w sklepiku Dawida z regionalnymi produktami wypożyczycie palenisko z drewnem i kijami. Tu bez pieska, a zimą najlepiej z napędem na 4 koła.

Na cześć Modrego Ganku nawet wierszem pisano już pochwały. Jest w tym miejscu spokój i konsekwencja gospodarzy, którzy chcą żyć po swojemu. Tę uczciwość nasi goście jakoś wyczuwają na etapie rezerwacji. Agnieszka i Marek w otoczeniu Wzgórz Dylewskich stworzyli jedna z najbardziej kameralnych i niesamowitych agroturystyk w tej części Polski. Mają serce do gości i do zwierząt, rękę do wnętrz (dwa pokoje w stylu luksusowa wieś;)) i do karmienia ludzi po wegańsku. Moglibyśmy tak wymieniać bez końca, ale najlepiej sami sprawdźcie. Poza tym, jeśli jeszcze nie byliście zimą na Mazurach to macie sporo do nadrobienia. To prawda, że bezśnieżna zima na Mazurach to raczej słabe doświadczenie, ale już jak sypnie śniegiem, to ludzie kochani! Szlifujcie jabłuszka, bo górek (jak sama nazwa wskazuje) raczej nie zabraknie. Młodsze dzieciaki może ucieszyć opcja kuligu za psami albo kucykiem albo tarzania się w nie wydeptanym śniegu, bez opamiętania w towarzystwie dzieci gospodarzy (chyba, że dzieci gospodarzy nie mają akurat ochoty i to też szanujemy).

„Spędziliśmy w Modrym Ganku spontanicznie ostatni weekend. Co to za miejsce jest, ach mogłabym tu esej napisać o tym, co mi się podobało? Miejsce to przede wszystkim cudowni ludzie. Agnieszka i Marek to przewspaniali ludzie, z którymi każde śniadanie, każdy obiad i każda chwila była przepełniona pięknymi emocjami. Samo miejsce jest cudowne! Można być i po prostu czuć. Byliśmy pierwszy raz całkiem spontanicznie a już obmyślamy kiedy moglibyśmy znów pojechać by spędzić cudownie czas. Polecam bardzo!”

Zdaniem Slowhopa: Dwa piękne pokoje z oddzielnym wejściem wystrojone przez Agnieszkę, która w poprzednim życiu zajmowała się dekorowaniem wnętrz. Na miejscu cała zgraja zwierzaków, konie, psy, koty i dobrzy ludzie zarażający podejściem do świata.

I znowu Mazury tylko tym razem Garbate.  O tym siedlisku opowiadaliśmy sporo przy okazji tego zestawienia dla koniarzy i polecamy zajrzeć, bo Tomek i Justyna nauczą w konie nawet największego łamagę. Zanim osiedli w Lisach mieszkali w Szkocji i zbierali doświadczenie w hotelarstwie. Oprócz koni w akacjowym siedlisku spotkacie psy i koty (niezliczona ilość), które zimą pełnią również funkcje grzewcze. Na Mazurskich, garbatych górkach można zjeżdżać ile wlezie, postawić największego bałwana w życiu albo pobawić się w chowanego w śniegu. Ale jest coś jeszcze - z Domu w Akacjach do Republiki Ściborskiej jakieś 12 minut samochodem, a tam czekają psie zaprzęgi gotowe zabrać Was na przejażdżkę życia.

„Cudowne miejsce, niesamowity klimat, świetni ludzie<3 Regionalne produkty - mleko, jajka, kiszonki, dżem truskawkowy, własnej roboty sery i domowo robione wędliny PRZEPYSZNE!! Byliśmy na weekend, a chętnie zostalibyśmy w Domu w Akacjach co najmniej na 2 miesiące... :) Polecam na pewno dla osób lubiących zwierzęta, to chyba jedyne takie miejsce w Polsce gdzie można spędzić noc z gromadką kotów, iść z wielkimi psami na spacer, pogadać z królikami i koniem, a zostać przywitanym przez 2 psy i gromadę kotów:) Można całkowicie przejść w inny wymiar odpoczynku :) Apartament słoneczny bardzo ładny, designersko zaprojektowany, byłem pozytywnie zdziwiony bo ze zdjęć nie spodziewałem się tak dobrych warunków i bardzo praktycznego i funkcjonalnego wyposażenia, niczego nie brakowało :) Na pewno wrócimy, już nie możemy się doczekać kiedy!"

Zdaniem Slowhopa: Trzy apartamenty dla maksymalnie 20 osób. Można przyjechać z pieskiem, jeśli nie boi się innych psów.

A tutaj dzieciaki biją rekordy w ilości czasu spędzonego na świeżym powietrzu. Nie wiemy czy da się przedawkować, ale na bank skutkuje to głębokim snem, który dobrze wpływa na rodziców. Oaza dla małych i dużych na Kaszubach od Agnieszki, która sama wychowała się w gospodarstwie agroturystycznym, a z wykształcenia jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej, plastyki i techniki, więc wie “jak to się robi”. Na ogromnym, ogrodzonym terenie z dostępem do wody stoją dwa domki z prywatnymi łazienkami i mocą atrakcji dla dzieciaków w środku i na zewnątrz. Zimą rodzice puszczają dzieciaki samopas, a sami mogą rozsmakować się w morsowaniu albo porzucić takie odważne pomysły na rzecz salonowego kominka i kubka z podgrzanym napojem Bogów. Nas przekonuje ta druga opcja.

„Fajne miejsce, bardzo mili i pomocni właściciele. Głównymi atutami Mejnówki są położenie i atrakcje dla dzieci na samej działce, która jest olbrzymia i obejmuje część lasu. Jest tyrolka, są huśtawki, jest domek dla dzieci. Spędziliśmy tam 6 dni i z chęcią wrócimy. ”

Zdaniem Slowhopa: Świetne miejsce dla dzieciaków i grupy przyjaciół. Warto przyjechać gromadą jak z Familiady i wejść w posiadanie dwóch domków. Niedługo do dyspozycji gości będzie również balia.

Kiedy zobaczyliśmy ten taras, to od razu wiedzieliśmy, że to będzie bomba. Beskid Wyspowy, zbocze góry Paproć i taka chatka od Kasi i Mariusza z tarasem i panoramą w 3D, plus nie wanna a dwie, pod goluśkim niebem. Gospodarze poznali się w Warszawie, ale swój spokój odnaleźli w Beskidach i tuż obok swojego domu postawili dom dla gości. Po tych wannach od razu wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z artystami. No to się wie. Kasia czasem coś zmaluje, ogólnie kreatywna z niej dusza. W domku też to widać. Zimą dzień zaczyna się od odkopywania tarasu ze śniegu, potem wcina chleb, który Gospodarze pieką sami i zajada lokalnymi pysznościami. Po śniadaniu tylko sanki, budowle i babki ze śniegu.

„Idealne miejsce, żeby odpocząć. Widok, który robi takie wrażenie, że wstajesz wraz ze wschodem słońca, żeby zrobić mu zdjęcie. I nie sposób się nim nacieszyć i naoglądać. Fantastyczni gospodarze serwują przepyszne jedzenie. Codziennie powita Was cieplutki, świeżo pieczony chleb, lokalnej produkcji sery i produkty z ogródka gospodarzy. A na obiad genialne zupy, treściwe zapiekanki i świeżo wyjęte z pieca desery. Jeśli chcecie zaszyć się na odludziu, z kojącym duszę widokiem i żeby, ktoś donosił Wam pod drzwi pyszne jedzenie, to zdecydowanie znaleźliście swoje miejsce!”

Zdaniem Slowhopa: Domek dla max 4 osób z epickim widokiem. Warto zamówić śniadania i obiadokolacje (dodatkowo płatne), bo gospodarze znają się na pichceniu. Dwa wyciągi w zasięgu 10 minut.

Może by tak sanki w towarzystwie kóz karpackich? Tak? To proszę bardzo. Zapraszamy w Gorce, na zbocze pasma Lubań, do dwóch apartamentów z bezcennym widokiem na białe, górskie szczyty. Kąpieli w śniegu można zażywać już na tarasie co rekomendujemy dla zdrowotności. Potem sauna i balia robią rozgrzewającą robotę podobnie jak kanapa ustawiona przodem do okna, w której można leżeć i dumać godzinami. Śniegu do licha i trochę, jak to w górach.

„Z dbałością o szczegóły, przemyślanym każdym detalem to miejsce zostało stworzone by po prostu tam być. i cieszyć się upływającym czasem. Wspaniale się tam czuliśmy. Nasze serca skradły pyszne śniadania, które w koszyku dostarczał nam skrzat z rana pod drzwi. Ciepłe bułeczki, sernik, sery kozie i wiele innych smakowitości, w których czuć było miłość do tego co naturalne, pełnowartościowe i zdrowe :) ”

Zdaniem Slowhopa: Dwa piętrowe apartamenty łącznie dla max 8 osób. Wspaniałe miejsce z kozami i serami maści wszelkiej. Polecamy kosze śniadaniowe, będziecie meczeć z zachwytu.

I znowu zwierzaki tylko tym razem owce. Nazwa nie od kozery, bo na Mostowickim wzgórzu mieszka ich całe stado. Dają głos niepytane, mają czadowe długie uszy i nie straszne im zimowe, polskie warunki. Swoją drogą takie owce brodzące w metrowym śniegu, to musi być hit. Tak samo jak odkopywanie przejścia, kiedy przysypie. I trening robi się sam. Beatę i Miłosza przywiało na wyjątkowe zadupie. Dom w stylu stodoły leży na wzgórzu, z dala od sąsiadów, a populacja całej wsi liczy aż 14 osób, z czego nasi Gospodarze stanowią solidną ich reprezentację. Ze zjazdami gdzie by nie spojrzeć jest pole do popisu. Kąpiele w śniegu, odśnieżarka daje głos, bałwany stawia się w dziesiątkach i można sobie przypomnieć jak wygląda prawdziwa zima.

„Pogoda w górach zmienna - śnieg, mróz, deszcz, mgła, słońce, mocne podmuchy wiatru. Otwartość Gospodarzy NIEZMIENNA:) Polecamy Wzgórze Owiec na czas odpoczynku. Pozdrawiam. Bartek ”

Zdaniem Slowhopa: Jeden apartament dla pięciu osób w Górach Bystrzyckich. Bez sąsiadów za to ze stadem owiec. Nie bierzcie piesków (owce). Zimą podjazd skuterem śnieżnym ale można też przyczłapać na nogach. 

I znowu góry, tym razem Beskid Żywiecki, nieopodal granicy ze Słowacją. W Jelonkowie jak to w górach - sypie od listopada. Nie jakieś pitu pitu, tylko solidny śnieg po pachy. Oprócz Klaudii i Witka, czyli tutejszych gospodarzy, czekają na was trzy kameralne pokoje, a także: śnieg, jabłuszka, rakiety śnieżne, ślizgacz, worki z sianem oraz idealna górka na polu. Wszystko testowane, jak widać na obrazkach swoją rolę spełnia bezbłędnie.

„Witaliśmy Nowy Rok w Jelonkowie i było bajecznie. Prawdziwa zima, Witek zawiózł nasze bagaże, bo nasze auta były bez łańcuchów. Zjazdy na sankach spod domu do lasu, odkopywanie miejsca na ognisko, lepienie bałwana i budowanie iglo. A dla podniebienia świeży chleb i ciasto czekoladowe od Klaudii. Jeden z rajów na ziemi jest właśnie u nich!”

Zdaniem Slowhopa: Trzy pokoje dla max 8 osób. Tu bez pieska.

O Domie pod Baranią wspominaliśmy w tym zestawieniu o miejscach tuż przy szlaku i tam też was odsyłamy. W tym miejscu dodamy tylko, że chata leży na wysokości 850 m n.p.m., a w pakiecie z noclegiem do dyspozycji gości Gospodarze oddają prywatny 200 metrowy stok, leżący dokładnie 50 metrów od domu. Można zjeżdżać nie tylko na sankach. Brzmi jak marzenie? To spójrzcie na zdjęcia. Jak już się solidnie zmachacie, polecamy skostniałe kończyny przenieść do sauny, a potem z sauny dać nura prosto do śniegu.

„Pierwszy raz decydowaliśmy się na pobyt "w samotni". Jestem zachwycona, dzieci powiedziały że mogłyby tam zamieszkać. Jagody rosły w ogródku, krowy pasły się za płotem. Właściciele bardzo pomocni. Woda w kranie z własnego leśnego źródła. Dom ogrzewany pompą ciepła. Co możemy podpowiedzieć- warto jakieś zakupy zrobić wcześniej bo sklepu na górze nie ma ;) POLECAMY z całego serca”

Zdaniem Slowhopa: Domek dla szóstki tuż obok domu Gospodarzy. W dolinie Białej Wisełki całorocznie organizowane są kuligi. Zimą tylko z napędem na 4 koła. Prosimy bez piesków.

Wspaniałe miejsce dla wszystkich, którzy lubią się pozachwycać dobrym designem. Tu można łechtać bez końca. Dwie nowoczesne stodoły od Kasi i Kamila tuż nad brzegiem jeziora Selmęt Wielki. Już widzimy się na tych hamakach, już wciągamy grzańca na tym pomoście, już dajemy nura do łóżka po kąpieli z widokiem. A co się robi zimą na Mazurach? O tym pisaliśmy o tutaj. My szczególnie polecamy biegówki, psie zaprzęgi i testy poziomu lodowatości wody w jeziorze, czyli tzw. morsowanie.

„Super miejsce. Bardzo fajnie położone domy. Bardzo ciepłe z fajną estetyką. Gospodarze bardzo gościnni i pomocni w zorganizowaniu lokalnych produktówś zakupy zrobić wcześniej bo sklepu na górze nie ma ;) POLECAMY z całego serca”

Zdaniem Slowhopa: Dwie nowoczesne stodoły, większa dla 10 a mniejsza dla max 4 osób. Gospodarze współpracują z lokalnymi rolnikami, którzy na życzenie dostarczą Wam pyszności prosto pod drzwi.

Do Rycerki same sanki nam się wyrywały! O tej chacie pisaliśmy już przy okazji Beskidzkiego zestawienia o tutaj i tego o miejscówkach położonych tuż przy szlakach. Zerknijcie koniecznie. Chata ma 200 lat i leży na wzniesieniu z dala od innych zabudowań. W temacie górek sami widzicie- jak powiemy, że można zjeżdżać od progu to wcale nie będzie to przesada. Mimo sędziwego wieku w środku chaty znajdziecie udogodnienia o jakich nie marzycie: dzieciak zaklaszcze uszami kiedy zobaczy plejaka i śmigające wifi (chociaż śnieg w tej scenerii powinien wystarczyć za rekomendację) a wy kiedy zobaczycie sypialniany kominek;) I kochani, spójrzcie no tylko na te kominki! Po serii orłów na śniegu można zawinąć się w kołdrę, wziąć książkę z tutejszej biblioteki i zastygnąć tak przy ogniu, aż do wiosny.

„Serdecznie polecam odpoczynek w chacie - przede wszystkim ze względu na jej piękne położenie oraz wspaniały klimat zabytkowej chatki zręcznie połączony z komfortowym wyposażeniem. Świetny klimat dzięki piecowi w kuchni, gdzie nawet i mieszczuch poradzi da radę napalić i ogrzać dom, co daje satysfakcję. Na położonej przy chacie drodze na wzgórze można pozjeżdżać zimą na sankach , a niedalekiej Rajczy także na nartach :) ”.

Zdaniem Slowhopa: Do słowackiej granicy jakieś 10 minut samochodem, a do stoków po polskiej i słowackiej stronie jakieś 30. Na miejscu znajdziecie przewodnik po okolicy (goście chwalą!). Jest miejsce na ognisko i na śniadanie z widokiem. Możecie przyjechać w 6tkę i wziąć ze sobą grzecznego zwierzaka.