Aktualne informacje na temat obostrzeń >>>

Nieprzeciętne pensjonaty, wille i domy gościnne w Sudetach

  

 

Chcielibyśmy to powiedzieć bardzo jasno: bardzo nam zależy, żebyście byli zadowoleni. Zazwyczaj jesteście, a wtedy my też jesteśmy szczęśliwi i pięknie rośnie nasze poczucie sensu w życiu. Jest kilka rzeczy, które muszą być spełnione, żeby się tak działo. My musimy lepiej opisywać nasze miejsca, bo tylko wtedy Wy możecie je świadomie wybrać. Damy przykład: jeśli wybierzecie dom wakacyjny, a my nie opiszemy, że ma on 100 lat i skrzypiące podłogi, wówczas ktoś, kto szuka na wakacjach aksamitnej ciszy - nie będzie zadowolony. Jeśli nie opiszemy, że na miejscu nie ma Gospodarza, a Wy szukacie relacji - nie będziecie zadowoleni. Jeśli będzie odwrotnie, bo nie przepadacie za kontaktem z ludźmi na wakacjach, a pojedziecie do pensjonatu, gdzie jest nastrój towarzyski - nie będziecie zadowoleni.  I tak można w nieskończoność. 

Dziś przedstawiamy Wam miejsca w Sudetach, które mają Gospodarzy na miejscu. Możecie liczyć na sąsiadów w pokoju obok, dzieci zostawiające zabawki na dywanie, można poznać ciekawych ludzi na śniadaniu, którzy okażą się jeszcze ciekawsi przy kominku wieczorem, ktoś może być irytujący, a ktoś fantastyczny, Gospodarz może być duszą towarzystwa albo zostawiać Wam dużo przestrzeni i schodzić Wam z drogi. Pomocne mogą się okazać recenzje z pobytów (na Slowhopie opinię może zostawić tylko ten Gość, który rezerwował przez Slowhop).

Jeśli cenicie sobie całkowity spokój albo akurat wolicie nieco bardziej intymne lokacje, to prosimy tędy do zestawienia z najbardziej klimatycznymi domami na wyłączność w Sudetach.

Więcej niesztampowych noclegów, tych z gospodarzem i tych bez, o których pisaliśmy już jakiś czas temu, znajdziecie na tej stronie.

 


Nazwa Trójmorskiego Wierchu jest co najmniej niecodzienna i nic nie wskazuje, żeby to miejsce miało się znajdować w okolicy Kłodzka. A się znajduje. To ze zbocza tej góry płyną wody, które zasilą trzy morza: Bałtyk, Morze Czarne i Północne. To tu, na skraju wsi, w starej poniemieckiej strażnicy granicznej, tuż przy szlaku na Trójmorski Wierch, Dorota i Wawrzyniec prowadzą misję uszczęśliwiania ludzi. Urządzili tam prawdziwy nadmorski kurort, choć fal raczej nie uświadczycie. Są za to wnętrza pieczołowicie przygotowane pod fanów morskich klimatów i górskich krajobrazów, basen ze źródlaną wodą, jelenie na rykowisku, rowerowe singletracki i zero sąsiadów w promieniu dwóch kilometrów. Do tego prawdziwe nadmorskie dekoracje stworzone z drewna wyłowionego z wód Bałtyku i śniadania z widokiem na krowy. Magia.

„Brak słów , żeby to ocenić. Mistrzostwo świata to zbyt mało. Najchętniej wydziedziczyłbym Właścicieli i zamieszkałbym na stałe. Z drugiej strony kto robiłby te kosmiczne śniadania w skrzyni?”

Zdaniem Slowhopa: Dom ma już nowe wnętrza, ale jeszcze czeka na nową fasadę. Są dwa apartamenty, pierwszy dla dwóch a drugi dla czterech osób. Na życzenie gospodarze pod nos zaserwują śniadanie, włącznie z legendarnymi, gorącymi bułkami wypiekanymi specjalnie dla Was. Tu bez pieska, bo gospodarze mają swoją 17 letnią kotkę, która innych zwierząt nie toleruje.

O Siedlisku Sztuki, pisaliśmy już kilka razy m.in w tym zestawieniu. Prawdopodobnie nigdy nam się nie znudzi bo goście stamtąd wracają zachwyceni, prawdopodobnie właśnie dlatego, że wiedzą czego się spodziewać, a czego nie. Nie należy się spodziewać dzieci, bo jakiś czas temu pani Renata uznała, że chyba lepiej będzie jeśli wypełni ją i Gości ten sam spokój. Szczęśliwy Gospodarz to szczęśliwi Goście, nic a nic się nie dziwimy szczęśliwym recenzjom. Na dodatek we wszystko zamieszana jest stara stodoła, czyli coś, na co od razu świecą nam się oczy. Tam jedźcie po zen i artystyczne natchnienie. Warto.

„Przecudne, przeurocze, prawdziwy azyl! Naturalnie, smacznie, bez zbędnego zadęcia, bez stresu. Przesympatyczna właścicielka z troską ale nienachalnie zajmuje się gośćmi zarówno tymi na dwóch nogach jak i czterech łapach. Fantastycznie że wreszcie powstają miejsca tylko dla dorosłych i rodzice którzy zostawili dzieciaki z dziadkami nie muszą zajmować się cudzymi ;)”

Zdaniem Slowhopa: Raj dla miłośników hummusu i wegańskiego jadła (śniadania są dodatkowo płatne). I można z pieskiem.

Jak wchodzą Izery to już wiadomo, że będzie bomba. Od jakiegoś czasu obserwujemy jak ten niewielki region rozwija się slowhopowo. Wojtek i Marysia goszczą w zaciszu Gór Izerskich, w pięknie odrestaurowanych wnętrzach 100- letniego domu. Tu śpi się w apartamentach dla 2 lub 4 osób, a potem poznaje nowych przyjaciół wygrzewając komórki ciała przy kominku, w przytulnej przestrzeni wspólnej, w której niegdyś rezydowały krowy. Na dodatek rzecz się dzieje nad strumieniem a po sąsiedzku w Starej Kuźni prowadzą warsztaty rękodzieła. Dużo tu sportowego ducha, więc jeśli nie lubicie leżeć plackiem, to w Polanie będziecie mieli co robić.

„Tym razem dla odmiany nastawiliśmy się na leniuchowanie, krótkIe ale szybkie odcięcie od codziennego pędu. Wynajęliśmy dom prawie-rodzinną ekipą - tak jak jeździliśmy 20-30 lat temu z naszymi rodzicami, teraz my zapakowaliśmy nasze dzieci. Bardziej wymarzonego miejsca, by godzinami siedzieć, gadać, śmiać się, grać w planszówki, jeść wspólnie posiłki, nie mogliśmy sobie wymarzyć :) Marysia i Wojtek order dla gospodarzy - niby są a jakby ich nie ma. Dlatego czuliśmy się bardzo swobodnie i domowo. Dzięki! Wrócimy, by doświadczyć jeszcze Polany w wersji „active” ;)”

Zdaniem Slowhopa: Możecie wynająć nie tylko pokój, ale też cały dom, np. na wyjazd integracyjny. Na życzenie (dodatkowo płatne) śniadanie w wersji wegańskiej lub wegetariańskiej. Pieski mile widziane.

Dom w Domu pojawił się na sudeckiej mapie stosunkowo niedawno. Wieku po nim nie widać, a ma już pewne 200 wiosen. Dawny dom tkaczy jedwabiu, w prawdziwy dom gościnny zamienili Ania i Paweł. I chociaż z zewnątrz świeci nowymi murami, w środku wspaniale czuć ducha czasu, skrzypienie starych schodów i pracę stropów. Jedźcie tam z dzieciakami bo mają wypasiony ogród, plac zabaw z domkiem, zjeżdżalnią, piaskownicą, huśtawkami do tego tyrolkę, trampolinę a nawet Xboxa i Nintendo. Istny małpi gaj, a do tego ciemne niebo nocą - aktualnie rarytas i na Waszym miejscu byśmy doświadczyli.

„Po prostu świetne miejsce. Jest pozytywna energia, dużo bezpiecznego miejsca dla dzieci, ciepłe wnętrza, smaczne jedzenie. Różnorodność i lokalność produktów na śniadaniu była niezwykła. Pyszny chleb i masło od lokalnych dostawców. Warto skorzystać. Jak ktoś szuka miejsca z daleka od zgiełku i hałasu miesta - to miejsce idealne. Hamaki, dużo zielonego terenu i sielsko-wiejski klimat okolicy. Relaksujący widok na Izery z balkonów! Myślę, że w przyszłym roku trudno będzie tu o rezerwację bez dużego wyprzedzenia. Ania i Paweł wkładają w Dom serce i to czuć, bo przyjeżdżasz jak do znajomych. Taki Dom w Domu :)

Zdaniem Slowhopa: Dom w Domu pomieści łącznie 23 osoby w pokojach dla 2, 4 lub 5 osób. Można odpocząć od gotowania bo za dopłatą o posiłki zadbają gospodarze. Sami proste dania upichcicie w małym aneksie kuchennym o podstawowym wyposażeniu. Można wziąć małego pieska.

W Izerbejdżanie czas płynie wolniej i wszystko jest tu bardziej. Ptaki śpiewają trzy tony wyżej, odpoczywa się trzy razy mocniej, je trzy razy zdrowiej i śpi smacznie w 300- letniej izbie zrębowej. Magda i Marek z czułością przywrócili świetność starej kuźni. Rozejrzyjcie się uważnie, sporo tam rzeczy z recyklingu, perełek z pchlich targów i pięknie odrestaurowanych starych mebli. Przywitają was drzwi w kolorze oceanu a za nimi już tylko historia, długie rozmowy przy kawie, skrzypiące schody, pyszne jedzenie i cudowni gospodarze. Wokoło singletracki, trasy biegowe i piękne piesze szlaki. Bardzo Slowhop.

„Magda i Marek są niesamowitymi gospodarzami! Świetni ludzie i świetne miejsce - od wejścia czuje sie domową i przyjazną atmosferę. Ptaśnik sam w sobie jest urokliwym, bardzo ciepłym miejscem, ale to Magda i Marek sprawiają, że czuje się tam jak w domu, albo odwiedzając znajomych. Niezwykle otwarci i pomocni ludzie. Nie tylko ugoszczą Ciebie domową, przepyszną kuchnią, ale też doradzą co warto i gdzie zobaczyć w okolicy. Zdecydowanie będę wracać do Ptaśnika!

Zdaniem Slowhopa: Miejscówka idealna dla 4 osób (jest jeden apartament na parterze), gospodarze zajmują piętro. Nakarmią Was tu tak, że będą Wam się uszy trzęsły. Warto wdrapać się na szczyt Kufla, bo tam dumnie stoi Centralny Słup Graniczny Izerbejdżanu. I można z pieskiem.

Ania i Piotrek znają się na rzeczy. Willa Drewniana Róża to starsza siostra przebojowych Domków nad Stawem o których pisaliśmy m.in tutaj. Jeśli lubicie gościnne domy z gospodarzem, śniadaniem i fajnym kącikiem dziecięcym - wybierzcie pierwszą opcję. Stoją po sąsiedzku i wymieniają się tym, co dobre. Goście Drewnianej Róży marszczą opuszki palców i wytwarzając błonę pławną w designerskim stawie obok domków, korzystają z trampolin i ścieżki edukacyjnej, a w zamian Ci drudzy wpadają do willi na obiady i doznania w różanym SPA. Weźcie dzieciaki, opadnie im szczęka.

„Fantastycznie spędzony tydzień, relaks, odpoczynek i raj dla dzieci. Miejsce z duszą, którego gospodarze myślą o tym, by ich gościom było miło, domowo i wygodnie.

Zdaniem Slowhopa: 7 leśnych apartamentów dla rodzin z dziećmi. Nakarmią Was tam do syta. Zimą koniecznie wybierzcie się na wycieczkę śladami yeti na rakietach śnieżnych. Super grzecznych zwierzaków i ich właścicieli i dzieci ich właścicieli.

Na skraju Świerzawy, w pobliżu stadniny koni, stoi 170-letni staruszek, pięknie odrestaurowany. Pomieści mnóstwo gości tych dużych i całkiem małych, spragnionych odpoczynku, długich rozmów, nowych znajomości i obłędnych racuchów z jabłkami.

„Cudowne miejsce, super lokalizacja na wypady w Krainie Wygasłych Wulkanów. Dobre śniadania, bardzo ładne pokoje, no i przesympatyczna właścicielka i wszystkie osoby zaangażowane w prowadzenie gościńca. Polacam gorąco!

Zdaniem Slowhopa: Aż 40 miejsc noclegowych a najbliższa stacja narciarska 11 km dalej. Obiekt położony dość blisko ruchliwej drogi, ale dzięki temu po wszystko jest tu blisko. Tu jedziemy bez pieska.

Rzecz się dzieje w Stroniu Śląskim u stóp Sowiej Kopy. I tu są takie wnętrza, że mamy gęsią skórkę i drżenie komórek wszelakich. Serce bije nam mocniej do starych piecy kaflowych, które pamiętają jeszcze wiek zeszły i pierwszych właścicieli. W Villi Elise jest pensjonat, a w nim aż 13 pokoi, do tego stylowe meble, oryginalne freski, zabytkowe schody i drzwi przesuwne ze szkła kryształowego.  Idealne miejsce dla foodies: koneserów chleba na prawdziwym zakwasie, dolnośląskich serowarów, kaczki na kilka sposób i wina. Sylwia jest somellierem, więc rekomenduje to, co najlepsze, a Rafał piecze świetny chleb. Polecamy ich restaurację "Kaczka i wino", do której na jedzenie zjeżdżają okoliczni Gospodarze Slowhopa, a to o czymś świadczy.

„Cisza i spokój ze szczyptą luksusu. Miejsce z duszą, urządzone ze smakiem, aż dech zapiera. Pyszne śniadanie dla wszystkich, tych większych i mniejszych łasuchów, tych, co wolą na słodko i na słono. W okolicy wiele do zwiedzania i dużo opcji na wycieczki mniejsze i większe. Spacer po Lądku, wyprawa na Śnieżnik, wypad na piwo do Browaru Kamienia, masz wszystko w zasięgu reki. A jeśli masz ochotę na odrobinę lenistwa, to zawsze możesz wybrać spacer po Stroniu lub ogrodzie Villowym po czym raczyć się pysznymi kaczkowymi specjałami w towarzystwie wina. Miejsce godne polecenia, do którego na pewno wrócimy!”. 

Zdaniem Slowhopa: Idealna miejscówka na rodzinne przyjęcia, z serii tych co gościom opada kopara. Blisko wielu atrakcji Kotliny Kłodzkiej: Jaskini Niedźwiedziej, Śnieżnika, Kopalni Złota i Średniowiecznego Parku Techniki. Jedźcie bez pieska.

Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika.

 

Myślisz może o Slowhopie offline? Albo prezencie, którego nie kupisz w zwykłym sklepie? Nasz przewodnik po slowhopowych 160 miejscach, zamkniętych w 19 pomysłowych rozdziałach, ma przynieść radość i inspirację. Jest pięknie wydany na ekologicznym papierze i chyba jako jedyny w Polsce opowiada o świadomym podróżowaniu. Naszym zdaniem - daje radę:)

-----> Tędy po książkę

Jeśli stuletnie hacjendy to już staruszki, to nie wiemy co powiedzieć o Dzikich Różach. Magda i Rafał kupili w prawie bezludnych Janicach 500 letni dom (najstarsze elementy pamiętają jeszcze czasy Zygmunta Augusta) i pięknie go odremontowali. Stuletnie prysznice nadal częstują wodą, stare dolnośląskie szafy stoją otworem, skrzypiące schody pamiętają wszystkich gości a odgłosy sąsiadów z pokoju obok przypominają, że ten dom to prawdziwy dziadek, który pięknie opowiada historie zamierzłych czasów. W półhektarowym ogrodzie doliczycie się ponad stu gatunków róż, śniadanie zjecie przy wspólnym stole, a gdyby komuś znudziło się słuchanie opowieści o tym co kryje w sobie to miejsce, to bezludne szlaki Gór Izerskich czekają.

„Wspaniałe miejsce. Wystrój zachwyca dbałością o szczegóły i wysmakowanym minimalizmem z antykami w roli głównej. Jedzenie tak pyszne i różnorodne, że po prostu nie da się nie najadać do wypęku. Właściciele nie dość, że niezwykle życzliwi, to jeszcze zafascynowani historią tego miejsca i chętnie dzielący się nią z gośćmi. Dodajcie do tego saunę i piękną okolicę, a dostaniecie wypoczynek idealny. Bardzo, bardzo polecam i dziękuję za gościnę.”. 

Zdaniem Slowhopa: W Janicach nie ma sklepu, ani kościoła i nie dojeżdża tam żaden autobus. Wieś z krwi i kości. W Dzikich Różach mają pięć pokoi dla łącznie 16 osób. Idealna miejscówka dla ludzi szukających spokoju i umiejących obchodzić się z historią.

O Centrum Łąkowa 1 pisaliśmy już tutaj ale się powtórzymy, bo to jest nadal jedno z najczęściej rezerwowanych miejsc w Górach Stołowych i jedno z najbardziej psiolubnych na Slowhopie. Gospodarze mają nosa do ludzi i góry w małym palcu. Na dodatek serwują świetne śniadania pełne past i humusów. Jedno spojrzenie i już wiedzą czego Wam trzeba: gdzie posłać na biegi, jaki polecić szczyt, którędy na rower albo dogtrekking. I mają wypasiony, zabytkowy piec chlebowy, który czasem odpalają a wtedy już tylko miłość, gluten i rozmowy do rana.

„Przyjazd do Centrum Łąkowa wiąże się z dużym ryzykiem ... można nie chcieć wrócić do domu:). Właściciele zbudowali atmosferę w której chciałoby się zanurzyć i tak już zostać. Zostawiamy za sobą cudowne widoki, wieczory niekończących się rozmów, zabieramy nowe znajomosci i postanowienie powrotu. Dziękujemy”. 

Zdaniem Slowhopa: W Łąkowej jest łącznie 19 miejsc noclegowych. Raj dla biegaczy więc weźcie wygodne buty. Nad Zalew Rudecki jest 700 metrów truchcikiem. Tutaj nawet trzeba z psem.

Mamy tu mamy kolejny, piękny przykład ratowania zabytków. Martin ocalił przed śmiercią Pałac w Piszkowicach, który jeszcze 5 lat temu straszył pustostanem. Prace nadal trwają, ale już teraz w pięknych wnętrzach XVII wiecznej budowli wyspać się może 8 osób. W pokojach na picuś glancuś (jak na pałac przystało): podgrzewane podłogi, wyczesane kafelki i wyszukane antyki. Do tego barokowy ogród na długie spacery i leniwe popołudnia i mury pełne historii.

„Opinia może być tylko jedna - mistrzostwo świata. Jak ślepej kurze ziarno tak nam trafił się pobyt u Marcina w Piszkowicach. Trafiliśmy w sam środek wielkiego przedsięwzięcia jakim jest ratowanie Pałacu Piszkowice przed kompletną ruiną. Poczuliśmy się rodziną, było miło, swobodnie i elegancko. W kominku strzelały drwa, psy cieszyły się na nasze przyjście- jak w baśni. Do tego świetni ludzie spotkani w pałacu, do tego przepiękny ogród i dziki park, do tego skrzypiące schody, dziwne dźwięki skądś i atmosfera tajemniczości na każdym kroku. Już marzę o powrocie... Życzymy Marcinowi i jego ekipie najlepiej jak tylko można. Nie traćcie wytrwałości i wiary, to się musi udać.”. 

Zdaniem Slowhopa: Pałac na Wzgórzu póki co otworzył na gości cztery, 2-osobowe pokoje. W cenie noclegu jest pyszne śniadanie przygotowane w oparciu o lokalne produkty. Do Pałacu prosimy bez pieska.

Koniec drogi w najmniejszej wiosce w Karkonoszach. W jej najwyższym punkcie, z widokiem na całą Dolinę Bobru stoi karczma i stodoła urządzona pięknie przez Uriana. Rodowity Holender przybył w te strony dobre 20 lat temu i postanowił już zostać. Bywają tu hipisi, sypiają backpackerzy, słowem ciągnie tam podróżników ze wszystkich stron świata. W środku same perełki, marokańskie kafelki, tradycyjne dolnośląskie szafy i wyszukane dodatki przywiezione z podróży. Przyjezdni się tu nie nudzą, chociaż najbardziej lubią robić nic. Jeśli już jakimś cudem znudzi Wam się bujanie w hamaku, na zamianę z pochłanianiem kolejnej książki i popijaniem piwa z widokiem na górskie szczyty, skoczcie w okolice Jeleniej Góry. Znajdziecie tam sporo zamków i pałaców (w tym najstarszy zamek na Śląsku).

 

Zdaniem Slowhopa: Jest to wieś z prawdziwego zdarzenia więc są i muchy z prawdziwego zdarzenia. Raczej nie dla małych dzieci bo wnętrza nie są pod nie dostosowane plus bywają problemy z wodą - trzeba jej używać z rozsądkiem i miejcie tego świadomość przy rezerwacji. Latem warto skoczyć na kajaki po rzece Bóbr. Na miejscu też pole namiotowe.

To będzie opowieść o ludziach pełnych pasji, społecznych aktywistach, duchowych magikach i spirytualnych przeżyciach. Jakaś nadludzka siła przyciąga w Izery artystyczne dusze, którzy potem łączą się w skupińska izerberdżańskich aktywistów. I właśnie tam, w południowo zachodniej Polsce ich spotkacie. Dolina Harmonii zaprasza na odjechany detoks, lenistwo, medytację, inspirujące warsztaty, bose przechadzki i leśne kąpiele. Jeśli szukacie pozytywnych wibracji - ruszajcie w Izery.

 

Zdaniem Slowhopa: Dolina Harmonii pomieści 16 osób w pokojach 2-6 osobowych. Jeść będziecie wegańsko i wegetariańsko bardzo ekologicznie i bardzo lokalnie. Możecie wziąć psiaka, tamtejsi lokatorzy (baran Leo, konik Beny i pies Czesiu) czekają na kompanów do zabawy. Od maja do września gospodarze doliny organizują jarmark Perski Izerski- pełen wypas, nie może Was zabraknąć.