Aktualne informacje na temat obostrzeń >>>

GORCE I PIENINY

10 niezwykłych miejscówek dla górołazów i fanów legend.

  

 

To mogłoby być miejsce akcji bardzo poczytnej powieści. Takiej z czarownicami, skarbami, zaklęciami i legendarnymi znachorami. Jest jeszcze jeden powód, by uznać to miejsce za nadzwyczajne. Jeśli człowiek z Bieszczad chce rzucić wszystko i wyjechać, to wybierze właśnie te rejony. Gdzie nie spojrzeć tam historia: skarby ukryte pod kamieniami, jaskinie z duchami, a kiedyś nawet największe zagęszczenie czarownic na metr kwadratowy. A to dopiero początek opowieści!

Przed II wojną światową Gorce były zaraz po Tatrach największym ośrodkiem pasterstwa. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od słowa “gorzeć” (palić się) oznaczającego metodę uzyskiwania polan śródleśnych tzw. metodą żarową. Wiosną charakterystyczne polany gorczańskie wysypują krokusami, a widoki z rozległych łąk mogą służyć jako lokacje do filmów Marvela. Są szczyty do zdobywania, ścieżki do wydeptania, słynne jaskinie, szlaki narciarskie, rowerowe a nawet świeżo usypane szlaki konne.

Jak już zdobędziecie wszystkie gorczańskie szczyty, koniecznie wpadajcie w Pieniny. W programie pięć rezerwatów przyrody, spływ Dunajcem, penetrowany przez poszukiwaczy skarbów wąwóz Homole i najpopularniejszy szczyt Pienin-Trzy Korony. I koniecznie spytajcie o czarownice. 

Co jeszcze warto wiedzieć? W Pieninach znaleziono najstarszy na świecie bumerang z kości mamuta, w Krościenku dają najlepsze lody, nad Dunajcem mieszkają czarne bociany,  rezyduje tu 19 gatunków nietoperzy oraz przepiękny Niepylak Apollo - największy dzienny motyl w Polsce.

Panie i Panowie, robimy krąg, zapalamy świece i polewamy likierek. Przed Wami 10 niezwykłych miejscówek w Gorcach i Pieninach dla górołazów i fanów pokręconych legend. Zapraszamy.


Ponoć Grywałd w latach przedwojennych gęsto zamieszkiwali czarownicy i znachorzy. Do dziś w starych domach babcie opowiadają legendy o ciemnookich wiedźmach, corocznych sabatach i złowrogich żabach, które po działkach goniono z widłami. Aktualnie czarownic nie widać, o znachorach też jakby ciszej i co ważne, żadna żaba nie cierpi na zespół stresu pourazowego. To co zostało z tamtych czasów to wiara w magiczną moc ziół, która w Pienińskim Herbarium ma postać ręcznie robionych mazideł, olejków i ziołowych stempli. Można skorzystać z sauny i jacuzzi. Warunki ultratrudne, by ruszyć się stamtąd na szlak, ale warto się zmotywować i zrobić rundkę wokół jeziora Czorsztyńskiego, pieszo wybrać się na Lubań (szczyt Gorców), z Krościenka na Trzy Korony i Sokolicę, a zimą skoczyć na stok (10 minut).

„ Bardzo miło wspominamy wakacje w Pienińskim Herbarium. Cisza, spokój, taka bezpieczna oaza po dniach spędzonych na szlakach pieszych i rowerowych. Piękne miejsce, idealne na relaks po całym dniu spędzonym na szlaku. Przemiły właściciel służący radą, zawsze uśmiechnięty. Zajmowaliśmy 2 domki, łącznie 6 dzieci. Nikt nigdy nie dał nam odczuć by dzieci były za głośno, albo by komuś przeszkadzały, a biegały sobie praktycznie do nocy samopas. Miłą niespodzianką są zwierzątka, mini place zabaw przy każdym domku i bujawki na gankach ;). Do wszystkich atrakcji Pienin wszędzie blisko. Z Herbarium-SPA nie udało nam się skorzystać, ale to z racji na nasz bardzo napięty grafik rowerowo-spacerowy. Z wielką odpowiedzialnością polecamy miejsce dla rodzin z dziećmi, którzy oczekują spokoju, ciszy. Skorzystaliśmy z koszy śniadaniowych, które także przypadły nam do gustu. Polecamy!!!! Miło będzie tam wrócić żeby jeszcze więcej wycisnąć z atrakcji Pienin.”

Zdaniem Slowhopa: Koniecznie weźcie dzieciaki bo w Pienińskim Herbarium mieszka przytulna brygada: kotka Milka, suczki Moli i Sara, konik Kłapek i owieczki. Na życzenie Ela i Grzegorz podrzucą koszyk śniadaniowy. Można z pieskiem ale trzeba to wcześniej obgadać z Gospodarzami.

Zapraszamy na nielimitowany czasowo masaż gałek ocznych u podnóża Gorców. Pomiędzy lasem, górami i łąkami, z dala od straganów z ciupagami, stoi taki domek z pocztówkowym widokiem i szlakami za drzwiami. Można skosztować kojącej balii, hamaczka, kontemplować ciszę, wychodzić problemy i bardzo szybko wyczerpać miejsce w telefonie. I od razu uprzedzamy - rancza się nie spodziewajcie. Kasia i Kamil nazwali tak swoją chatkę na cześć dziadka Józka, który ochrzcił tak tę epicką działkę. Własnymi siłami postawili domek z widokiem, o który biją się slowhopowi goście, a od niedawna dorzucili też kosz śniadaniowy, dla tych co nie lubią latać po sklepach o poranku.

„ Wszystko na najwyższym poziomie. Chatka czysta, zadbana, klimatyczna. Woda w balii czysta, jest opcja także na korzystanie przy gorszej pogodzie. Świetny kontakt z właścicielem, otwartość na sugestie. Można się na serio odciąć od wszystkiego. Szczególnie polecam młodym rodzicom potrzebującym przerwy od dzieci i chcącym spędzić trochę czasu tylko ze sobą! Już wiemy, że na pewno tu wrócimy :-)”

Zdaniem Slowhopa: Kasia i Kamil mają góry we krwi i chętnie zorganizują Wam górską przygodę życia. Skitury, wycieczki, wspinaczki, rowery mtb...a to dopiero początek wyliczanki. W nagrodę za wysiłek balia na tarasie i sufit z gwiazd. Dojazd z napędem na 4 koła - jeśli nie dysponujecie sprzętem dogadajcie podwózkę z Gospodarzami.

Rozśmieszyło nas to, kiedy Ania dopisała do nazwy swojego miejsca: "tu nic nie ma" i pełna nazwa tego miejsca na Slowhopie wybrzmiała "Jasielnik. Tu nic nie ma". Zbaranieliśmy. Okazało się, że była to bezpośrednia odpowiedź na informację zwrotną od zagubionego mieszczucha, który stając przed Jasielnikiem orzekł, że nic tam nie ma. Ani basenu, ani spa, ani nawet wielkiego pokoju zabaw z plastikowymi kulkami. No nie ma, co zrobisz jak nic nie zrobisz? Jeśli jesteście na bieżąco z naszymi zestawieniami to pewnie już wiecie, że o Jasielniku była mowa w tym zestawieniu ze szlakami i mocno zachęcamy do lektury. Mamy tu uciekinierów w Pieniny, którzy nieopodal rezerwatu przyrody Biała Woda ocalili dwie podupadające chaty. Jak jest teraz? Gdzie nie spojrzeć widoki na stoki, pieniński skałki i można pieszo zdobyć dwa szczyty z korony gór Polski – Radziejową i Wysoką. Dookoła, w zasięgu nóg są jeszcze: szlak przez Radziejową na Przehybę, szlak na Obidzę, szlak na Przełęcz Rozdziela i Wysoką, szlak na Słowację do Limanowej a oprócz tego oczywiście szlaki do rezerwatu Biała Woda, rezerwatu Zaskalskie i rezerwatu Wąwóz Homole (też spacerkiem).

„ Spędziliśmy cudowne chwile w miejscu z niepowtarzalnym klimatem, widokami, górską atmosferą. Jasielnik pod każdym względem jest godny polecenia. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Nam szczególnie odpowiadalo bliskość przyrody, cisza, pyszne jedzenie, ciekawi ludzie. Wystroj wnetrz też robi wrażenie - przytulnie, rodzinnie. Dla miłośników gór to idealne miejsce wypadowe, być blizej szlaków i rezerwatu juz chyba sie nie da. Polecamy!”

Zdaniem Slowhopa: Przez cały rok można zjeść w Jasielniku pyszne śniadania, a w sezonie letnim Ania i Boguś karmią gości dodatkwo obiadokolacjami. Można z pieskiem.

Basenów na Slowhopie wciąż mało, bo takie cuda w turystyce wiejskiej to wciąż nietypowe atrakcje. No bo jak to basen na polskiej wsi, burżuazyjne paskudztwo i tyle. Są jednak tacy, co się na to porywają, biorą kredyt i chcą, żeby było jak w na pueblo w Hiszpanii. My lubimy pueblo w Hiszpanii, zwłaszcza takie do 200 km od naszego mieszkania. No i tu mamy basen. Oraz jeszcze góry i cztery rezerwaty przyrody w okolicy. W tym najbliższym, Białej Wodzie, kręcono  nawet sceny do Janosika. I to nie koniec możliwości. Tuż obok mamy tajemniczy Wąwóz Homole, w którym niegdyś roiło się od poszukiwaczy skarbów, wodospad Zaskalnik, Trzy Korony, szczyt Sokolica i Zamkową Górę. Dzieciaki mogą pozjeżdżać z górki na monstrualnych hulajnogach, zajrzeć do parku linowego albo zjeżdżalni grawitacyjnej, a jeśli mało im będzie adrenaliny to spływ pontonami albo kajakami po Dunajcu też jest. I czeka.

„ Cudowny odpoczynek. Spokojne miejsce wypoczynkowe dla rodzin z dziećmi. Gospodarze super zadbali o potrzeby dorosłych i dzieci ?  Czyściutki basen na terenie Apartamentów to strzał w 10! A okolica? Poezja! I tak codziennie się zagłębialiśmy w tę poezję od rana do nocy. Do rezerwatu Biala Woda jest tylko 3 minuty piechotką od Apartamentów. Przed wejściem do Rezerwatu znajduje się super lokalna gastronomia z pysznym i świeżym pstrągiem, a kawałek dalej świetny sklepik z pamiątkami i najlepszymi oscypkami na świecie. Na pewno wrócimy!!”

Zdaniem Slowhopa: Basen dostępny w lipcu i sierpniu. Na miejscu 6 apartamentów cztero i ośmioosobowych.

O Wojtku i jego Oknie na Tatry pisaliśmy już w tym zestawieniu, a tego był nawet współautorem. Człowiek zna się na górach, o rowerach też ma poważne pojęcie. Matko, jakich my mamy kozaków na Slowhopie, co człowiek to opowieść. A jak to jest z tym Oknem na Tatry? Tak, że trochę zatyka. Wojtek znalazł to miejsce podczas jednej ze swoich rowerowych włóczęg, a że nie zasypia gruszek w popiele, to postanowił postawić tu chatkę dla gości. Szuka podobnych jemu miłośników górskich krajobrazów i żeby można było filmowo nabrać oddechu pełną piersią. Sporo jest tu do robienia, więc jeśli macie ochotę na wypróbowanie wszystkich asan na tarasie, machnąć kilka milionów fot, wskoczyć na rower, a zimą wykopywać tunele ze śniegu i obserwować niezmącone światłem niebo, to my bardzo rekomendujemy.

„Miejsce rewelacja - przepiękne widoki, w domku znajdziemy wszystko co potrzeba, świetnie urządzony. Super kontakt z właścicielem. Bardzo polecam każdemu kto ceni sobie ciszę, spokój i naturę. Zdecydowanie jeszcze tam wrócimy :)”

Zdaniem Slowhopa: Koniecznie weźcie ze sobą rower bo Wojtek to specjalista od górskich rowerowych ścieżek (przewodnik znajdziecie na miejscu). Super miejsce wypadowe w Tatry, Gorce i Pieniny. Domek dla 4 osób z bardzo małym dzieckiem albo szkolniakiem (ze względu na antresolę).

A tu to od razu uprzedzamy, że warto wyprztykać się z urlopu z fantazją. Iść na całość, machnąć szefowi taki wniosek, żeby zachlipał z zazdrością. Ilość dobra na metr kwadratowy nie pozwala wpaść tylko na chwilę. No to się po prostu nie udaje. Kasia i Leszek mają dar do tworzenia miejsc niezwykłych, a ich druga ucieczka (o pierwszej przeczytacie tutaj) poskutkowała chatą na 900 m n.p.m, najwyżej położonym basenem kąpielowym w Polsce, zgrają wesołych alpak a od niedawna także pracownią warsztatową Art&Wood, w której każdy może sobie wystrugać pamiątkę z pobytu. Jest też balia, hamaczki, wielkie psiaki i chleb na zakwasie i mące z młyna z Beskidu Niskiego. Naszym zdaniem bomba.

„ Miejsce w prawdziwej bajce. Dooiero wróciliśmy z naszą 5 osobową rodzinką i już chcemy wracać. Zależało nam na wypadzie w góry zimą, aby dzieci zobaczyły prawdziwy śnieg i pokochały góry. Nie ma słów, aby oddać zalety Górnej Chaty. Widoki, które zapierają dech w piersiach, przewspaniałe mieszkanko w drewnianej chacie z widokiem, kąpiel w bani na śniegu, blask księżyca w nocy, ciepło kominka, sanki, narty, śnieżki. Na pewno wrócimy i zimą i latem. Gospodarze Kasia i Leszek przemili, zadbali o nas najlepiej na świecie. Kasia gotuje wegetariański, przepysznie, codziennie można delektować się swojskim chlebem na zakwasie, masłem, oscypkami, twarogiem. Polecamy wszystkim i dużym i małym, aby odwiedzali to miejsce. My już rezerwujemy sobie lato w Gorcach:)”

Zdaniem Slowhopa: Wyżywienie na miejscu (palce lizać) jest dodatkowo płatne. Jedyna opcja podjazdu to napęd na 4 koła, a jeśli nie dysponujecie taką furką to zostaje spacer, a przy pobytach powyżej 5 dni podwózka przez tutejszych Gospodarzy. Zima natomiast do chaty podjeżdza się wyłącznie snowcatem. Bez pieska - na miejscu jest zgraja zwierząt.

O Jagodowej Polanie i Marcie pisaliśmy ostatnio w tym zestawieniu miejsc inspirujących do zmiany, ale też tu i tu. I tu będziemy mówić o Marcie. To ona tworzy klimat Jagodowej Polany, a goście od niej wyjeżdżają ponoć odmienieni. Na Slowhopie mamy szamanki i czarodziejki - Marta jest jedną z nich. Zna się na jedzeniu, na ziołach, pichci według pięciu przemian i karmi gości tylko tym, co sama by zjadła. Jest i przytulna chata pachnąca drewnem, długi stół do rozmów od świtu do nocy, piękne widoki i magiczna moc przyciągania dobrych ludzi. Dla górołazów zabawa zaczyna się kilka kroków od Polany, do zdobycia Lubań (1225m), Gorc (1228m) i Turbacz (1310m) czyli ostatni, najwyższy szczyt Gorców. Tam krzyżują się kolejne szlaki m.in na Kudłoń, Gorc, Stare Wierchy, do Koninek, Niedźwiedzia, Nowego Targu czy Rabki. Gdyby Wam było nadal mało to Pieniński Park Narodowy z masywem Trzech Koron i Sokolicą też jest i czeka na odkrywców.

„Trudno dodac coś jeszcze bardziej trafnego do tego, co pisze o sobie i Jagodowej Polanie Marta... jest poprostu fantastyczne, ma niesamowita energie gór i calej otaczajacej je natury, którą można godzinami obserwować i fotografować i wciąż jest inna i wciąż sie nie nudzi... ale to tylko polowa tej energii bo Marta wypełnia je swoją cudowną osobą, wspaniała kuchnia, w której absolutnie wszystko jest domowe, ekologiczne, zdrowe i poprostu pyszne a tych co potrzebują i duchowo stanąć na nogi, potrafi jak czarodziejka wesprzeć tym, czego akurat potrzebują. Dziękujemy za pyszności, za cudowne ciepło domowego ogniska, za naukę o ziołach i jedzeniu, za piekne rozmowy i pyszne ciasta na deser, za chleb i stosowne do pogody śniadanko, za zaczarowaną, zdrową kawę, która cudownie rozgrzewa i stawia na nogi, za miłe wieczory i ogromny zapas pozytywnej energii, z jaką stamtąd wyjechalismy. Na pewno wrócimy bo czastka nas już tam pozostała na gorze, na Jagodowej Polanie...❤️  ”

Zdaniem Slowhopa: Otwarte tylko późną jesienią i w lecie! Bierzcie zwierzaki i wpadajcie do Marty.

O, a tu naprawdę można porzucić mundur korposzczura i zluzować gumę. Witamy w Gorcach, na zboczu pasma Lubań. Są kozy, właściwie całe stado kóz karpackich. Hodowla prawdziwa, z krwi, kości i pokolenia, a wiadomo, że kozy rozpuszczają serca największych twardzieli. Poziom endorfin skacze powyżej czerwonego, ale to dobrze, bo w tym przypadku przesada jest wskazana. Uwaga serożercy - jest i zielona farma, w której kozie specjały grają pierwsze skrzypce. Prawdziwy foodorgazm, spożywcze szczytowanie - bez ściemy. Menu zmienia się sezonowo ale zawsze znajdziecie w nim sery, mleko i jogurty, wszystko od szczęśliwych kóz, regularnie smyranych po brodzie. Waszej uwadze polecamy też widok za miliony monet i EKOspa z sauną i balią, które skutecznie podnoszą poziom odporności.

„ Z dbałością o szczegóły, przemyślanym każdym detalem to miejsce zostało stworzone by po prostu tam być. i cieszyć się upływającym czasem. Wspaniale się tam czuliśmy. Nasze serca skradły pyszne śniadania, które w koszyku dostarczał nam poranny skrzat pod same drzwi. Ciepłe bułeczki, sernik, sery kozie i wiele innych smakowitości, w których czuć było miłość do tego co naturalne, pełnowartościowe i zdrowe. Polecam :)”

Zdaniem Slowhopa: Dwa piętrowe apartamenty, do tego kosze śniadaniowe i meczenie na budzenie. Waszej uwadze polecamy lot balonem - o szczegóły pytajcie gospodarzy.

Mamy tutaj braciszka pierwszego Górskiego Azylu. Nazywa się Buczynowy i onieśmiela widokiem na Tatry, Pieniny, Jezioro Czorsztyńskie i pasące się krowy. Z zachwytu można się osunąć wprost do bali na tarasie, która latem przyjemnie chłodzi, zimą rozgrzewa do 38 stopni, a jakby tego było mało - ma uchwyty na kieliszki, a to nas zawsze rozczula. Z badań terenowych wychodzi nam, że takie atrakcje są Wam szczególnie drogie. Dzień zaczyna się od kawy wysiorbanej na tarasie, śniadanko wchodzi najlepiej na ceramice bolesławieckiej, a potem tylko skary, kombinezon i na stoki. Najbliższy jest w Białce Tatrzańskiej (13km) a kolejne kawałek dalej w Szczawnicy (20km) i w Zakopanem (29km). Co więcej? Młodsi wyrzucają nadmiat energii na torze saneczkowym w Kluszkowcach i z rozdziawionymi buziami słuchają opowieści o Wąwozie Homole. Duzi w tym czasie odczuwają wewnętrzną satysfakcję, widząc jak dzieci padają ze zmęczenia, bo potem jest slow bailando w balii na tarasie, wino w kieliszku i sufit z gwiazd. No widzimy się tam bez specjalnego wysiłku.

„ Fantastyczne miejsce. Dom jest piękny, przestronny, urządzony i wyposażony we wszystkie potrzebne akcesoria (tu jedna uwaga - urządzenie o którym myśleliśmy, że jest piekarnikiem okazało się być mikrofalą). Z domu wychodzimy na taras i jest jeszcze lepiej, bo widok zapiera dech w piersiach, a możemy się nim rozkoszować, mocząc zadki w relaksacyjnej balii. Balia wyposażona w uchwyty na kubki/kieliszki - więc możemy podziwiać widoki, moczyć się w cieplutkiej wodzie i jeszcze popijać drinki. Czego chcieć więcej ? Przysmaków z grilla ? Nie ma problemu bo przed domem znajdziemy również grill (warto zawczasu zrobić zaopatrzenie - na wiosce nie ma sklepu). Okolica ? Urokliwa i pełna atrakcji. Jezioro Czorsztyńskie otoczone jest ścieżką rowerową - a rowery wypożyczyć można w wielu miejscach. Jedna z wypożyczalni jest niedaleko Azylu (choć trzeba podjechać samochodem). Last but not least - gospodarze - bardzo sympatyczni. Wspomogą dobrą radą i zorganizują lokalne sery. My chętnie wrócimy - innym szczerze polecamy! ”

Zdaniem Slowhopa: Dwa domy dla 8 i 2-3 osób. Sąsiad dostarcza jajka od wesołych kur, odezwijcie się do niego jakby was naszło na jajówę.

O Łostówce pisaliśmy już przy okazji tego zestawienia o miejscach tuż przy szlakach. I drodzy Państwo to jest istny szał! Bierzcie dzieciaki pod pachę i wpadajcie do Łostówki. W programie kuchnia błotna, ścianka wspinaczkowa, domek na drzewie, trampolina i pracownia artystyczna, gdzie można odkryć w sobie drugiego Picasso. Marzena i Wojtek, tutejsi gospodarze, czują miłość do staroci. Kiedy znaleźli w Łostówce chaty rocznik 1926, ani myśleli równać z ziemią, więc odremontowali, wystroili w pasję do sztuki i przedmioty z duszą. Sami byśmy tego lepiej nie wymyślili. A zresztą, oddajmy głos ekspertom:

„ Jechaliśmy do Łostówki pełni nadziei na odpoczynek w lekkim oddaleniu od cywilizacji i przyjemnym otoczeniu, jednak to co zastaliśmy przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Niesamowicie funkcjonalny, świetnie wyposażony, pięknie urządzony i klimatyczny dom, którego uroku nie oddają żadne zdjęcia, zachęcał do relaksu. Otaczające go tereny zielone były idealne dla dzieci, była tam ścianka wspinaczkowa, domek na drzewie, trampolina, kuchnia błotna (istny szał!), altana z widokiem na góry i wiele innych dodatków. Do tego w samym domu znajduje się pracownia artystyczna gdzie dzieci mogą "wyżyć" się przy pomocy farb, kredek, flamastrów lub pobawić się licznymi zabawkami. Chyba nie potrafię oddać w słowach w jakim szoku byliśmy po przyjeździe, jak genialne miejsce udało nam sie znaleźć i jak miło spędziliśmy w nim czas. A do tego Gorce i Beskid Wyspowy w okolicy, dla miłośników wycieczek pieszych i rowerowych. Bajkowo przez wielkie "B". I wisienka na torcie: przemili gospodarze, którzy doradzą, podpytają, pomogą, tylko wzmacniając wyjątkowość tego miejsca. Gorąco polecamy i sami myślimy kiedy wrócić:) ”

Zdaniem Slowhopa: Dwa domy dla 8 i 2-3 osób. Sąsiad dostarcza jajka od wesołych kur, odezwijcie się do niego jakby was naszło na jajówę.