Aktualne informacje na temat obostrzeń >>>

13 slowhopowych miejsc z dużym oknem i pięknym widokiem

  

 

  

Trzymaliśmy się tu takiej zasady: ma być ogromne okno i piękny widok. To dlatego, że to zestawienie piszemy w środku narodowej kwarantanny. Jeśli będziecie je przeglądać za kilka lat, to o tym właśnie marzyliśmy, zamknięci w domach z betonu. Jest więc początek kwietnia pamiętnego roku 2020, kiedy wszystko zaczęło być inaczej. Nie możemy wyjść do lasu, pojechać na weekend, wokół rodzi się życie, a my po raz pierwszy w życiu nie możemy się temu przyglądać. Pokazujemy dziś 13 niezwykłych, wyselekcjonowanych miejsc, gdzie przeszklone ściany, wielkie okna i widoki na cztery strony świata to jest zupełny must have. Takie, w których co rano trzeba zbierać szczękę z podłogi z wrażenia, że może być tak pięknie.

Jeśli szukacie więcej naszych zestawień - kupcie naszą książkę "Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika". Podobno jest świetna:)


Okno na Tatry pojawiło się na Slowhopie całkiem niedawno, ale od razu pozamiatało. Historia jest taka, że Wojtek, pasjonat gór i kolarstwa (i autor przewodnika po rowerowych ścieżkach Tatr), przemierzając pustkowia w okolicy, natrafił na to wzgórze w Dursztynie, za wsią na końcu świata i widokami jak z pocztówki. Nie mógł przejść obojętnie i postawił tam Okno na Tatry z trzema uroczymi ślepiami. Wszystkiemu przyświeca brawurowe hasło “make views not walls”, więc widoki na szczyty będą podobnie imponujące z poziomu sofy, łóżka i śniadania. Kanapy stoją twarzą do okien, na łóżko wspinacie się po drabino-schodach na antresolę a tam obserwujecie widoki przez ok(n)o na górskie szczyty.

Zdaniem Slowhopa: Okno na Tatry zapewnia niezmącony widok na górskie szczyty i spanie dla 4 osób. Na miejscu jest internet ale panoramiczne widoki działają bez dostępu do sieci. Tu bez zwierzaków. Pamiętajcie, że Podhale to nie Alpy i nawet gdybyśmy stanęli na głowie - nie uda nam się znaleźć samotnej chaty między dwoma wzniesieniami. W okolicy są inne zabudowania, ale widoku nie zasłaniają. 

O Domu Zagórami było ostatnio całkiem sporo. Pisaliśmy o nim w ostatnim zestawieniu o stodołach i tym o fenomenalnych miejscówkach na Podhalu i tutaj też nie mogliśmy go pominąć. Za sprawą czwórki przyjaciół mamy tu fototapetę z Tatr Bielskich, Zachodnich i Wysokich w Łapszance, wiele punktów widokowych w samym domu - również w łożku i na kanapie, jest automatycznie rozpalający się kominek na pellet i osłonięte miejsce widokowe przed domem. I od razu odpowiadamy- to nie jest fotomontaż.

„Super dom w przepięknym miejscu! Dom jest świetnie zaprojektowany i przygotowany dla gości, z myślą i pomysłem aby cieszyć się widokami Tatr przy porannej kawie i nie tylko [...] w Łapszance jest mnóstwo ścieżek i szlaków aby wędrować po okolicy. W pobliskiej Osturnie są super miejsca, łąki i strumienie doskonale w gorące dni dla dzieci i nie tylko! Już nam brakuje codziennych wizyt krów w drodze na łąki i dzwonów z pobliskiej kapliczki, które rano budzily nas na poranna kawe. Gorąco polecam Dom Zagórami, zupełnie inne Tatry i przysłowiowy "święty spokój" Brawo! Chętnie tam wrócimy :)”.

Zdaniem Slowhopa: Domek pomieści 6 dorosłych osobników i ewentualnie dwa mniejsze. Jedźcie bez pieseczka.

Dwa domki z kontenerów morskich stanęły nad Biebrzą za sprawą warszawiaka z zasiedzenia i najmodniejszego faceta w polskim internecie. Widok jest na naturę, lasy, biebrzańskie mgły, sarny, łosie, ptaki i gołe niebo nad Sojczynkiem. Wszytko to w zasadzie wprasza się do wnętrz, bo wielkie okna dają wrażenie, że natura jest tu miejscowa i w sumie nie wiadomo czy bardziej się śpi w lesie czy w upcyklingowanym kontenerze. I to jest bardzo przyjemna niewiadoma, szczególnie z pozycji leżącej w sypialni i pozycji półleżącej w fińskiej balii. W okolicy sporo do chodzenia, latem jest soczyście zielono i można spotkać łosia.

„Wspaniałe miejsce w cudownej okolicy. Domki urządzone ze smakiem, ładnie wkomponowane w otoczenie, przytulne i funkcjonalne. Ogromnym atutem jest fińska bania w której można się wygrzać nawet przy mrozie. Bardzo malownicza okolica z wieloma szlakami pieszymi / rowerowymi i piękną dziką przyrodą w zasięgu ręki. Dodatkowo bardzo pomocny i sympatyczny Gospodarz. Podsumowująć - najlepiej!”.

Zdaniem Slowhopa: Domki są idealne dla pary, albo generalnie - dwójki. Na dzień dobry macie wino i kosz z lokalnymi przysmakami, który na życzenie może być nawet wege. Jeśli uda wam się wyjść z łóżka to polecamy kąpiele we mgle, bose spacery po trawie i wizytę u biebrzańskiej wiedźmy.

Ten oto Domek na Drzewie z panoramicznym widokiem na powstał w ramach Łubinowego Wzgórza, tego od Nałęczowa, masażów stemplami z kaszą gryczaną, sianoterapii, błotnej kuchni i absolutnie fantastycznej gry terenowej autorstwa gospodarzy. Z dala od hasłasu, za to blisko lessowych wąwozów Nałęczowa, zdrowej kuchni i dobrodziejstw tamtejszego herbal Spa, stanął 4 osobowy domek wśród drzew z widokiem na wschodzące słońce. Telewizji nie ma, bo repertuar zmienia się wraz z widokiem i porą dnia i stanowi zasilanie samo w sobie i raczej daje energię niż ją pobiera. Można leniwie drzemać na kanapie i podglądać podskubujące młode listki sarny-sąsiadki, albo na tarasie przełączyć na kanał z liśćmi tańczącymi na wietrze, a wieczorem wdrapać się na antresolę na program wieczorny z panoramy gwiazd.

 

Zdaniem Slowhopa: Śniadania są serwowane w drewnianej skrzyni pod drzwi i zawierają lokalne frykasy: kankę mleka i zagrodowe przysmaki. Na większy głód i masaż od środka koniecznie wpadnijcie do niebiańskiej restauracji “Niebo i las”. No i w domku jest reset - więc nie ma wifi.

Dominika długo szukała swojego miejsca na ziemi, szukała w Polsce i we Francji, w okolicach Babiej Góry i Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jednak życie zaprowadziło ją do Ropek, starej łemkowskiej wsi w Beskidzie Niskim, tam gdzie górskie źródła, potoki i widoki a teraz i Manichatki mrugające do przybyszy turkusowymi okiennicami. Wszystkie trzy powstały z odzysku, starych, rozebranych chyży, drewna impregnowanego ropą, wiekowych kamieni, cegłówek i dachówek. Dwie są dla gości, trzecia to dom Dominiki i jej córki Manueli, od której imienia pochodzi nazwa osady. Obie mają wielkie okna na cztery strony świata, a Chatka Mani dodatkowo przeszkloną oranżerię z kominkiem i fotelohuśtawką w której się można przyjemnie schronić przed zimnem a wrażenie jakby się było w samym sercu natury - pozostaje. Każdy kto był mówi, że miejsce piękne i trafia na szczególną listę gości powracających.

„Było cudownie! Miejsce iście bajkowe, przepiękne widoki na rozpościerające się krajobrazy nie tknięte przez człowieka. Idealne miejsce na odpoczynek, przemyślenia, wyciszenie się. Nie sposób nie wspomnieć o gospodyni tego miejsca. Osoba bardzo serdeczna, pomocna, taka która uwielbia ludzi. I uwielbia ich gościć. To po prostu widać. Zdecydowanie polecam to miejsce, na pewno wrócimy kiedy zrobi się zielono... ”.

Zdaniem Slowhopa: Jedźcie po spokój, przyjemne pustkowie, widoki na Beskid Niski i okiennice na cztery strony świata. Obok stoi Buddyjski Ośrodek Odosobnieniowy, a w odległości 10 km jest najbliższy wyciag narciarski w Smerekowcu. Tu bez wyżywienia, ale jest kuchnia na drewno i pyszności od sąsiadów z okolicy. Można przyjechać z psem.

O Górnej Chacie mogliście przeczytać już w tym zestawieniu o basenach i tym o drewnianych chatach w górach. Kasia i Leszek najpierw osiedli w Bieszczadach i tam prowadzili swoją pierwszą agro, ale jak się zrobiło zbyt gwarno, powtórnie zapakowali wszystko, znaleźli to miejsce w Gorcach z panoramą na Tatry Wysokie, na całkowitym odludziu, ponad 900 m n.p.m i zbudowali tam chatę (a w zasadzie dwie) i najwyżej położony staw kąpielowy w Polsce, a teraz jeszcze zabrali się za salę warsztatową. Gdybyśmy mieli wszystko zawrzeć w jednym zdaniu, to brzmiałoby to tak: jeśli nie macie 4x4, to nie dojedziecie do samego domu, zimą można zjedżdżać na desce i sankach prosto spod drzwi, wnętrza zapierają dech, jest balia, wspomniany staw kąpielowy, hamaki, wielkie i łagodne psy oraz alpaki. Wszystko to w Gorcach.

„Miejsce w prawdziwej bajce. Dooiero wróciliśmy z naszą 5 osobową rodzinką i już chcemy wracać. Zależało nam na wypadzie w góry zimą, aby dzieci zobaczyły prawdziwy śnieg i pokochały góry. Nie ma słów, aby oddać zalety Górnej Chaty. Widoki, które zapierają dech w piersiach, przewspaniałe mieszkanko w drewnianej chacie z widokiem, kąpiel w bani na śniegu, blask księżyca w nocy, ciepło kominka, sanki, narty, śnieżki. Na pewno wrócimy i zimą i latem. Gospodarze Kasia i Leszek przemili, zadbali o nas najlepiej na świecie. Kasia gotuje wegetariańsko, przepysznie, codziennie można delektować się swojskim chlebem na zakwasie, masłem, oscypkami, twarogiem. Polecamy wszystkim i dużym i małym, aby odwiedzali to miejsce. My już rezerwujemy sobie lato w Gorcach:)”.

Zdaniem Slowhopa: Dzieciaki lubią najbardziej pokój z antresolą, ale w każdym apartamencie widok jest jak z pocztówki i wcale nie przesadzamy. Na miejscu dobrze pojecie lokalnego chleba na zakwasie, serów kozich, owczych i krowich, ale nie tylko bo wyżywienie jest na wypasie (dodatkowo płatne). Jeśli pod ręka nie macie dobrej fury i przyjeżdżacie na dłużej to gospodarze służą swoim landroverem, ale na krócej trzeba się wdrapać samemu i o walizeczkach z kółkami to zapomnicie… (i żeby nie było że nie ostrzegaliśmy). Tu bez psów.

Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika.

 

Myślisz może o Slowhopie offline? Albo prezencie, którego nie kupisz w zwykłym sklepie? Nasz przewodnik po slowhopowych 160 miejscach, zamkniętych w 19 pomysłowych rozdziałach, ma przynieść radość i inspirację. Jest pięknie wydany na ekologicznym papierze i chyba jako jedyny w Polsce opowiada o świadomym podróżowaniu. Naszym zdaniem - daje radę:)

-----> Tędy po książkę

O Sywarnym pisaliśmy my już przy okazji zestawienia z fenomenalnymi domkami na wyłączność na Podhalu. Szymon- zawodowy cyklista i prawdziwy twardziel postawił modernistyczną bacówkę u podnóża gór z panoramą Tatr w 4K za oknem. Wszystko to w Kościelisku, czyli bezpiecznej odległości od oscypków i jarmarku na Krupówkach. Można poprosić o kosz śniadaniowy pod drzwi, a nawet szkolenie z technik rowerowych (Szymon ze złamaną ręka zdobył tytuł Mistrza Polski w pierwszych w kraju zawodach w Zjeździe Rowerowym). O widoki prosić nie trzeba, są bez limitu. W prezencie.

Zdaniem Slowhopa: Bacówka dla 6 osób, a najlepszy widok (w naszej opinii) jest z poziomu kanapy. Tu bez pieska.

Siedlisko Sobibór jest z nami prawie od początku, a patrząc na to urocze, okrągłe okno niezmiennie czujemy się jak w baśni i gwarantujemy, że to nie jest żadna scenografia. Zaczęło się od żywicznej chaty w otulinie Sobiborskiego Parku Krajobrazowego a potem już poszło i wyszło całe siedlisko, czyli mikro osada na Polesiu Lubelskim gdzie celebruje się naturę, wchłania ciszę i kosztuje prawdziwego jedzenia z ciepłym chlebem na czele. Możecie spać w starych zabudowaniach albo w domkach w koronach drzew, a to najbardziej rozchwytywane studio koronkowe w stajence, z 200 letnim, drewnianym oknem w kształcie Gwiazdy Betlejemskiej i widokiem na łąkę, działa tylko w ciepłym sezonie. 

„To jest idealne miejsce dla wszytskich kochających naturę i odrobinę luksusu - pysznego jedzenia przywołujacego na myśl domowe obiady. Idea siedliska jest fantastyczna- posiłki przy wspólnych stołach otwierają i zapraszają do dykusji i poznania sąsiadów co w dzisiejszym świecie jest rzadkością! Ogromny wybór na śniadanie, świeżość i lokalność produktów bronią się same. Obiady dopasowane do każdego gościa. Teren ogromny i bardzo zadbany a nasz malutki synek biegał na bosaka od rana do nocy z radością eksplorując całą przestrzeń [...] ”.

Zdaniem Slowhopa: Ewa pracowała kiedyś w Teatrze i co roku na sobiborskim tarasie organizuje Kulturalne Uprawy Tarasowe podczas których występują artyści polskich scen.

Tutaj mamy taki cukiereczek dla fanów hedonistycznych uciech i widoków jak z telewizora bez telewizora w Beskidzie Małym niedaleko Magurki. Na miejscu można dokonać życiowego wyboru. Wśród opcji jest wanna z widokiem, albo kanapa (też z widokiem), można odziać się w szlafrok i kosztować przyjemności w 26 metrowym pokoju uciech (w sensie, że spa), źródlanej wody z prywatnego ujęcia. Gospodarz tego miejsca, Szymon, kilka lat temu zaczął alternatywnie parzyć kawę i napisał o tym nawet książkę, a teraz serwuje ją w kawiarni Barometr w Bielsku-Białej. Jak poprosicie to zaserwuje wam nawet śniadanie pod drzwi, choć uważamy jednak, że warto wyjść ze szlafroka i wpaść na kawkę i ciacho do bio piekarni i cukierni, którą Szymon prowadzi razem ze swoja partnerką Margaritą.

Zdaniem Slowhopa: Domek jest nowy i nowocześnie urządzony więc fani designu będą się oblizywać. Z Bielska-Białej jest tu 12 km, więc przy większym szczęściu dojedziecie nawet na oparach. Domek jest czteroosobowy (ma dwie sypialnie) i wynajmujecie go na wyłączność. Śmiało z czworonogiem.

Pasjami lubimy ten projekt Eweliny i Artura, którzy na stoku góry Kiczera w Beskidzie Śląskim postanowili na przekór tradycyjnym turystycznym budowlom zbudować szuflady z funkcją spania. Dwa kaskadowe budynki z podwieszanymi sypialniami pomieszczą to dwie to cztery osoby, a umówmy się, kto by nie chciał kimać w takich szufladkach z widokiem? Kolejki się ustawiają, nowo przybyli goście nerwowo przebierają nóżkami czekając na swoją kolej, a to żeby rozłożyć się w szufladzie, a to wygrzać kości w saunie albo balii, a dzieciaki już dmuchają pontony i bardzo chcą w ubraniach do basenu. Najpiekniej jest o poranku, kiedy świeża mgła otula drzewa a sarny codziennie tak samo zdziwione kręcą głowami, bo nie mogą ogarnąć co to właściwie wyrosło na Kiczerze. Zimą nie mniej jest fajnie, bo stok jest dosłownie obok Szuflandii, a Szuflandia w zasadzie na stoku. I trzeba rezerwować na zapas bo za jednym razem nie da się tego wszystkiego doświadczyć.

„Wspaniałe miejsce, jeśli jechać w polskie góry to w takie miejsce, przepiękny widok, ciepły basen, apartament super ładnie i funkcjonalnie urządzony, widoki z szuflad do spania boskie, komfortowy taras, na którym można się zrelaksować na słońcu, brak śniadań nie przeszkadza apartament ma w pełni wyposażoną kuchnię i bardzo niedaleko jest sklep, nawet książki do poczytania są :)))). Szczerze polecam również na pobyt z dziećmi, w Szuflandii poza basenem jest trampolina, placyk zabaw. To też świetne miejsce wypadowe na krótsze i dłuższe wycieczki w góry, na pewno tam wrócimy”.

Zdaniem Slowhopa: Dwu i czteroosobowe apartamenty z podwieszanymi sypialniami. Tu bez zwierzątek.

All inclusive wersja Beskidzka z dwoma domkami, superfajnym gospodarzem, Magurskim Parkiem Narodowym wokoło, wodospadami i zaporowym jeziorem Klimkówka. O Dosbajce i Darku pisaliśmy w naszej książce "Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika" i tu się jeszcze raz powtórzymy, bo Darek zbiera ohy i ahy i w konkursie na najfajniejszego gospodarza byłby pewnie w czołówce. Ale do rzeczy, bo Dosbajka oprócz Darka zawiera też realną perspektywę kąpieli w podgrzewanym basenie bez konieczności bookowania leżaka, jacuzzi, saunę i ruską banię z zaporowym widokiem na Beskid Niski i przeszklony front domku, w który nikt bezczelnie nie zagląda bo tak to mądrze pomyślano. Do najbliższej stacji narciarskiej Magura Ski Park jest stąd 1,5 kilometra, a pyszne, lokalne jedzenie serwuje “Gospoda Magurska” położona od domków o rzut kamieniem.

„Miejsce godne polecenia. Ładne i przytulne domki, jacuzzi, bania i sauna z pięknym widokiem. Wszędzie blisko, a jednak na uboczu, więc można wypocząć i poczuć się swobodnie. Niedaleko sklep i gospoda z całkiem smacznym jedzeniem. Ale gospodarz to chyba największy plus tego miejsca - serdeczny, pomocny i uśmiechnięty. W dodatku produkuje domowe smakołyki warte grzechu. Dziękujemy za magiczny weekend!”.

Zdaniem Slowhopa: Każdy z domków pomieści 5 osób i ma własny aneks kuchenny. Wokoło cała masa łemkowskich chyż i cerkwi do zwiedzania a nieopodal w Wysowej sprzedają magiczną, butelkowaną wodę “Franciszek”, która ponoć łagodzi objawy kaca. Można z pieskiem.

Kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy Dom nad Źródłami musieliśmy zbierać szczęki z podłogi i trzymać na wodzy dzikie pragnienie rozwalenia świnki skarbonki sprzed lat 20-stu. Wspominaliśmy już o tym miejscu w zestawieniu o dobrych miejscówkach na Lubelszczyźnie i w tym o najbardziej designerskich noclegach. Wygnanowice to dom w środku lasu w pobliżu naturalnych źródeł (zimnych jak diabli o każdej porze roku) do których można podejść z domu, nawet w szlafroku, nawet boso, spacerkiem. Nie ma zasięgu, ale jest sauna (jakby te źródła jednak odmroziły wnętrzności), sala do jogi, wanna z widokiem, kanapa skierowana w stronę epickich kadrów z drzew, hamaczek i taras wyciskający łzy wzruszenia.

„Bez wątpienia Wygnanowice to niesamowite miejsce. Wystarczy przeczytać komentarze, aby wiedzieć, że to nie jest zwykły dom. Dla mnie najważniejszą częścią tego wyjazdu była rozmowa z Panią Anią i historia tego miejsca. Pani Ania i jej rodzina byli najbardziej inspirującą częścią naszego wyjazdu. Dom jest spójny i przepięknie urządzony. Cały wyjazd zastanawialiśmy się "Kim są właściciele? Co ich inspiruje? Jak znaleźli to miejsce?". Wszystkie odpowiedzi uzyskaliśmy się po dłuższej rozmowie z właścicielką. Wspaniali, inspirujący ludzie, którzy otworzyli nam oczy na spójny i piękny minimalizm. Od momentu wyjazdu z tego miejsca, coś się zmieniło w naszym życiu. Tatarska muzyka towarzyszy nam do dziś a maoryski masaż, którego można doświadczyć to out of body experience. Życzymy sukcesów na każdej płaszczyźnie!!”.

Zdaniem Slowhopa: Dom wynajmujecie na wyłączność a to oznacza, że nie ma na miejscu gospodarzy, ale jest ograniczony warzywnik i podstawowe produkty. Można przyjechać z małym pieskiem.

Podwarszawska oaza spokoju z funkcją spania, czytania i sosnowej aromaterapii, dla uciekinierów z miast i korporacji. Jedna z pierwszych na Slowhopie sytuacji, że można zarezerwować hasztag z instagrama. Obieracie szybką trasę z Warszawy i w 45 minut jesteście w innym świecie - w otoczeniu pól, wydm i sosnowego lasu w Adelinie w chatce pośrodku niczego. Bartek i Marta zainspirowani “Domem Baby Jagi” w Rzepiskach postanowili stworzyć własną wersję domku na odludziu. Efekt jest taki, że wszyscy mole książkowi mają w Adelinie swój raj i prywatną bilblioteczkę z półtorem tysiąca tytułów, sosnowo-świerkową aromaterapię, epicki widok przez 5 metrowe okna na las i pole i całkiem realną szansę na zdobycie tytułu mistrza zen. Okiennice są, a jakże, ale kto by tam myślał odgradzać się od przyrody w takich okolicznościach. Zasięg raz jest raz go nie ma, więc jak weekendowe nadgodziny to raczej nie tutaj, z reszta na miejscu jest żółte pudełko na smartfona, więc rekomendujemy odłożyć i pamiętać żeby go na powrót stamtąd zabrać.

„Domek jest piękny i przytulny, bardzo miło spędziłam czas :) Dodatkową niespodzianką był mały, piękny rudzielec kotek, który przychodzi się łasić i podjadać - warto dla niego wziąć coś niewege :) Kawa z książką na tarasie, poranne czytanie, czytanie w łóżku, czytanie na kanapie, książki w kuchni, książki w sypialni - dobrze, że mole książkowe nie wyczytują literek :) ”.

Zdaniem Slowhopa: Domek ma w podstawie 25m2 i został zbudowany ze świerkowego i sosnowego drewna. Śpicie na antresoli (też z widokiem), a taras przed domkiem aż się prosi o poranną jogę. Można z małym pieskiem. Wokół raczej pustki, domek stoi w młodym lasku, niedaleko drogi dojazdowej.